Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

RÓŻNE POZIOMY
Notatkę dodano:2014-10-13 23:27:31

W telefonie ustawiona tapeta próbuje przenieść mnie w coś, co minionym czasem już dawno ode mnie odgrodzone. Brzeg morza, odcinająca się barwą i konsystencją plaża, groźne stalowe niebo. Wszystko takie odległe i różne od tego, co tu i teraz. Cóż z tego, że piękna jesień, że złoto liści pod nogami, suchy szelest tak ulubiony przez dzieci. Wieczna gonitwa nawet pośród tych złotości, ciepłych brązów i o dziwo częstych promieni słońca niczym innym tylko przygotowaniem do nieuchronnej zimy. Wieczny brak czasu, nie wystarczająca jego ilość na wszystko. Zrobi się jedno, na inne zabraknie. Wolny weekend od zawodowych obowiązków przełożył się na inną działalność. Inna działalność przełożyła się na świadomość każdej kosteczki w moim ciele. Sobota na porządkowaniu działki, kiedy każda czynność powinna być już i teraz zaczęta, zrobiona i skończona. I szarpię się pośród badyli, pomiędzy tym co ma zniknąć a tym co powinno pozostać. Poczucie dobrze spędzonego czasu, widoczne efekty i zarazem świadomość, że to jeszcze nie koniec. Tylko od razu powstaje w mojej głowie pytanie, kiedy ciąg dalszy. Jeśli nie uda się wstrzelić w dobrą pogodę, może okazać się, nic ponadto co już zrobione, zrobione nie będzie. Przełknę taki stan rzeczy, choć wolałabym aby doprowadzić do ładu to co już szczątkowy ład posiadło. Niedziela, dzień, który na odpoczynek powinien być przeznaczony, tylko z pozoru taki się staje. Niby jest spacer, ale nawet tu czas, a właściwie jego brak mnie dopada. Nawet w niedzielę mam jakieś plany do zrealizowania, coś sobie założyłam, coś mi czas zabierze.

Sekretne puszki gdzieś po drodze pogubiły ciasteczkową zawartość, gdzieś ona znikła całkiem w tajemniczych okolicznościach. Winnych brak. I już przede mną roi się wizja pieczenia ciastek. Może nawet nie tyle dla własnego podniebienia co dla męskich łasuchów, zakasam rękawy i uzupełnię powstały brak. I na teraz i na pozbawioną słodyczy godzinę, kiedy nagła chęć ogarnie a w żaden inny sposób tego prześladowania nie jest się w stanie pozbyć jak tylko sięgnięciem po odrobinę słodkości.

 

I ponownie usłyszę od męża nieśmiertelne : „ ty, naprawdę nie potrafisz nie szukać sobie zajęcia...?”. Potrafię, nie potrafię, samo się nie zrobi. Może tylko ta świadomość braku czasu, który gdzieś wtopiony w działalności działkowe, kuchenne, jakieś tam jeszcze inne odrobinę przytłacza. A można inaczej, całkiem odmiennie od tego do czego przywykłam. Dzwoni do mnie kolega, wieczny tułacz, jeszcze w Anglii, już z wizją rejsu gdzieś w stronę Karaibów. Inny świat. Mój dla niego i jego dla mnie. Jego marzenia to te Karaiby, do których zapałał młodzieńczą wizją dotarcia i spełni ją, a moje marzenia takie pozbawione bajkowości. A może brak marzeń spowodowany zbytnim przywiązaniem do prozy codzienności. Inaczej żyjemy, ja zakotwiczona przy swojej małej stabilnej wysepce własnej rodziny, tego tu i teraz. Jakiś wybór dawno temu dokonany, zapewne brak predyspozycji do wiecznych poszukiwań, zadowolenie się tym, co się utworzyło, może tylko czasami z jakąś niespełnioną tęsknotą właściwie sama nie wiem za czym. A on wieczny poszukiwacz, z odwagą do wkraczania w nieznane tereny, kotwica gdzieś spakowana tylko w celu krótkotrwałego postoju przed kolejną wyprawą w inną stronę życia. Czy zazdroszczę, czy też bym tak chciała? Może na dzień, na tydzień, nie na całe życie. Choć ono takie nieciekawe, przy piekarniku i ciastkach, przy brudzącej i nadwyrężającej kości działce, przy dzieciach i całej rodzinnej otoczce. Ale to moje życie, do którego ktoś napisał mój scenariusz, nie biorąc pod uwagę Karaibów, które odkryję osobiście. Tak jak jemu nie dane moje doświadczenia i zrozumienie, że można tę moją jałowość polubić i odnajdywać jakiś poziom spełnienia. 

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163378
Osób: 145833