Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

MOJA BROSZURKA
Notatkę dodano:2014-10-26 21:38:02

Nabierając rozpędu, zdaję sobie zarazem sprawę, że to dopiero początek w odkreślaniu dni pracy przede mną. Zdążę się zmęczyć, być może uda mi się przez ten czas zarówno na wyższych, jak i całkiem miałkich obrotach, pracować i przyjmować wszystko wokół. Nie wiem, jak dalece posunę się w kiepskim odbieraniu mającego nastąpić czasu. Strategia na nadchodzący miesiąc to czarowanie samej siebie i wmawianie, że to dobra pora mojego życia. Powinno być optymistycznie, nie będzie łatwo, nie wiem w jakie czasy mam się wgryźć, a może wystarczy teraźniejszość?. Czy przesunięcie czasu to dobry temat? Już kiedyś poruszany przeze mnie, i akurat w mojej osobie nie sprawiający samym swoim faktem żadnych pozytywnych odczuć. Dzień się skurczył, ciemne niebo z cieniutkim rogalikiem księżyca, upstrzona gwiazdami czerń nad głowami, i poczucie, że za szybko, za wcześnie. Młody ze swoją odwieczną pasją spacerów ciemną porą dnia, której w lecie nie ma możliwości doświadczać, teraz jakby próbował nadrobić cały letni czas. Zamiast cieszyć się ciepłem wieczoru w mieszkaniu ciągnie mnie na wieczorny spacer. Wyposażenie w latarkę dodaje jakiegoś dla mnie niezrozumiałego splendoru tym wyprawom. Nim przestaną one być atrakcją minie trochę czasu. Teraz dopiero rozsmakowuje się w możliwości, w fakcie, że ciemna noc przychodzi tak szybko, a on jeszcze nie musi lądować w łóżku. I karnie maszeruję w wyznaczonym przez niego kierunku. W ciemności wypatruję przysypanych liśćmi kałuż, a gdzieś w podświadomości pojawia się obrazek z dalekiej przeszłości. Na samo wspomnienie i jakieś irracjonalne podobieństwo tego spaceru, szelmowski śmiech gdzieś w środku mnie ogarnia. Główny bohater, tamtego spaceru w ciągu wyrazów: ciemność, kałuża, błoto po kostki, zapewne się rozpozna. Dla nikogo z obcych te moje freski przeszłości nic nie znaczą. Każdy z nas ma własne doświadczenia. Nawet jeśli byśmy prowadzili podobny tryb życia, w podobnym środowisku, otoczeni jesteśmy innymi ludźmi, inne błahostki nam się przytrafiają. I pośród wielkich spraw, te właśnie drobiazgi stanowią o całym smaku tego, co kiedyś w przyszłości będziemy pamiętać. Maleńkie sprawki, epizody, z których składa się całe nasze życie. Jakieś kałuże, siąpiące deszcze, przecież niczym szczególnym się nie wyróżniają, jest ich tysiące, ale te konkretne są wyjątkowe. Jakieś wspólne kąpiele pod prysznicem w męskiej łazience, poranki pod namiotem, kiedy wysyłaliśmy nasze dwuletnie dziecko w pewnym celu pod inny namiot, marzenia po ścianie w pewnym miejscu, o którym nie chcę pamiętać, to zdarzyło się nam, i stanowi o tym, co tylko my będziemy pamiętać i co tworzy nasze życie. I okazuje się, że do tych dawno minionych przeźroczy z przeszłości w najmniej spodziewanym momencie pamięć potrafi wrócić, nawet w innych okolicznościach całego otoczenia, w innym czasie, w innym towarzystwie. Nie jestem zadufana w sobie aż tak bardzo, aby sądzić, że tylko mi dane takie przeskoki. A może świadczy to o jakiejś przypadłości, którą najwyższa pora zacząć diagnozować i leczyć. Tylko czy warto, skoro te kawałeczki składają się na całość o nazwie: „moje życie” ?. Kim bym była bez tych małych spraw, jeśliby wykasowano z mojej pamięci te okruchy? Każdy z nich wydaje się być bez znaczenia, bo to naprawdę małe sprawki, a przecież są jakąś treścią tej pisanej przez moje życie książki. Ilu ludzi na świecie, tyle tych książek. Tutaj na chwilę nieujarzmiona polityka ładuje mi się z brudnymi butami w całość skojarzeń na dziś. Zbliżają się wybory do samorządów. Z ogromnych banerów patrzą na nas ludzie chcący coś wnieść do lokalnej polityki. Próbują nas przekonywać hasłami, słodkim wyrazem twarzy, wymienionymi tytułami, osiągnięciami. Niektórzy posuwają się nawet do wymieniania ciurkiem członków rodziny z podkreśleniem ich zasług czy też ukończonych uczelni. I my, wyborcy widzimy okładkę zaledwie z książek poszczególnych żywotów potencjalnych wybranych. Widzimy to co chce się nam przedstawić, nikt z postronnych nie wnika w treść, która nie zawsze chce ujrzeć światło dzienne. Ta treść niedostępna, jakbyśmy tylko grzbiet tej książki mogli zobaczyć z ewentualną okładką. Nie środek, nie epizodyczną zawartość. Nie zawsze te epizody warte rozgłosu, bywa nie ma się czym chwalić, zachowania z głębi treści nie zawsze godne powielania i glorii. I wychodzi na to, że jednak najważniejszy okazuje się marketing i wizualizacja. Marketing bezpośredni z pukaniem do kolejnych drzwi obcych ludzi z żebraczym wołaniem o głosy oraz wizualizacja upstrzonej okładki książki, którą chcemy opchnąć wyborcom.

 

Moja książeczka, w szarej obwolucie, broszurowe wydanie, nie nachalna, z mało ważną globalnie treścią, jednak wolę ją taką niż tomisko w papuzich barwach z zafałszowanymi opowiadankami na krawędzi sensacji lub fikcji.    

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
TrOfiOAD:
Fell out of bed feeling down. This has brehitgned my day!

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163137
Osób: 145592