Blog - bowska

A przed sobą mam orkiestrę męską.
Notatkę dodano:2007-05-12 23:30:48

Czyli, że niby "jesteśmy na wczasach"? Tak, już za chwilę, już za pare dni rozpocznę ubłagane, wymodlone i wymęczone wakacje. Z racji tego, że w domu wysiedzieć dłużej niż pół dnia nie potrafię, to pewnie już drugiego wstanę ze świętym przekonaniem, że no przecież nie mam co robić. Dlatego też w przyszłym tygodniu dokonuję zakupu nowego dysku twardego do komputera. I cieszę się z tego powodu niezmiernie, bo 60GB dla kogoś, kto ściąga parę albumów muzycznych dziennie i zakochał się w "Dexterze" to zdecydowanie za mało.
Zamierzam nadrobić swoje niewątpliwe braki w posługiwaniu się komputerem. Czyli w końcu spełnić obietnice danej samej sobie z dwa lata temu i nauczyć się obsługiwać photoshopa, oraz program do montowania filmów. Skoro swoją przyszłość zamierzam związać z naukami humanistycznymi, to jako wykształcona bezrobotna zamierzam dokształcać się jeszcze przed studiami.

Ktoś mi ostatnio powiedział, że tworzę za długie zdania. Na co ja odpowiedziałam, że zdania są długie, bo ja jestem mała i chcę chociaż takimi długimi zdaniami podreperować swoją nadwątloną pewność siebie.
Nie, nie zrozumiał.

W moim prywatnym rankingu "soundtracków ostatnio przesłuchanych" prowadzi Hans Zimmer z "Mission Impossible 2". Tak, też się zdziwiłam i nawet wstyd mi się do tego przyznać przed samym Almodovarem, bo do tej pory to muzyka do "Porozmawiaj z nią" była najchętniej przeze mnie słuchaną. Zawsze towarzyszyła mi podczas chociażby nauki o systemach politycznych i hamartii.

Skoro już przy muzyce jesteśmy, to dziś dowiedziałam się, że Agnieszka Kotulanka(!) potrafi śpiewać. Drogi czytelniku, szczerze mówiac, robi to bardzo, bardzo dobrze. W jej wykonaniu "Miasteczko cud" to rzeczywiście mały cud, który nie jest ograniczony swoim zasięgiem tylko do miasteczka ;-)
Równym cudem zdaje się być "Satanorium", które jeszcze bardziej utwierdza mnie w małym marzeniu, by kiedyś wybrać się na Przegląd Piosenki Aktorskiej do Wrocławia.

O rosnących w siłę serialach amerykańskich czytałam już parę miesięcy temu. Wtedy jedynym ważnym graczem było HBO ze swoimi "Aniołami w Ameryce" i "Sześcioma stopami pod ziemią". Była to jednak swoista rozrywka dla wybranych (chociażby z powodu ograniczonego dojścia do "targetu"). Obecnie do Polski przychodzi zachodnia  moda na różne "kontrowersyjne" seriale. Towarzyszy temu oczywiście odpowiednia kampania reklamowa, poparta rosnącym stale popytem na filmowe gadżety z allegro. Zaczęło się od "Gotowe na wszystko" (osobiście nie przepadam). I potem jakoś tak długo, długo nic. Gdy Polsat zdecydował się na emisję "Prison Break" - Polska oszalała. Jest to szaleństwo trochę na wyrost, ponieważ serial jest bezlitośnie gwałcony przez lektora, który pozbawia bardzo ciekawych i złożonych postaci swoich głosów. Nie wspominając nawet o wyciszeniu muzyki i reklamach, które psują nastrój. Przeciwnicy Prison Break'a twierdzą, że zdobył on popularność przez niebieskie oczy głównego bohatera. A ja pytam - a czy to źle? Odwrócenie konwencji typowego bohatera serialu sensacyjnego (mieśniak, otwierający się w chwili słabości, kolekcjonujący kobitki kontra delikatnej urody przystojniak z miękkim sercem nie skrywanym pod płaszczem "męskości") wyszło Prisonom jak najbardziej na dobre. Przymykam więc oko na braki aktorskie ów pana, ponieważ skutecznie rekompensują mi to role drugolanowe i konstrukcja scenariusza.
Obecnie paznokcie obgryzam (mam co obgryzać jeszcze - w porównaniu do innych) przy "Dexterze". Na Zachodzie już stał się hitem, do nas przychodzi jakby ospale, w obawie przed odrzuceniem nie-do-końca przygotowanej jeszcze publiki. A może to i lepiej, bo pewnie lektor i prezentacja proszku do prania zabrałby widzowi dużo za dużo. A intro serialu prawie, już prawie pobiło moją ulubioną czołówkę z "Polskich dróg".
Podoba mi sie ta serialowa moda, nie powiem. Możliwe, że to wynika z pewnego zmęczenia kinem, a możliwe, że z powodu tyłka, który niebezpiecznie cierpnie przy oglądaniu na komputerze czegoś, co trwa ponad godzinę. Dlatego też nie dziwi, że ulubionym serialem niezmiennie pozostają "Przyjaciele". Tam jeden odcinek trwa średnio 22 minuty.    

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
Gruby:
Powiem Ci Bowska ze ja rowniez do wakacji mam niedaleko... Seriale nadrobie juz sobie obiecalem a zaczne malo typowo i pewnie zaskocze wielu-zaczne bowiem od Generała Daimosa. Tak, tak manga z 79' emitowana w latach 90' na Poloni 1 o walce ziemian z podobnymi do aniołow gostkami... az lezka sie w oku zakreciła jak zobaczylem czolowke na YouTube-od razu postanowilem zadzialac.... jakby ktos mial Captain'a Hawka(popularnego Tsubase) to jestem chetny...
pI:
No no... ciekawa notka... Zacznijmy od Dextera - zdecydowane objawienie zeszłego sezonu! Szkoda, że póki co krótka seria, bo wciaga i gdy się skończył - brakuje. Ale bez obaw... Zapowiedziano już kolejną serię na podstawie drugiej książki - tak! Bo mało kto wie, ale fabuła pierwszej serii oparta jest o książkę, podobnie jak ma być z drugą. Ksiązki do wyszukania w Merlinie. Z polecanych seriali dodałbym jeszcze lekkie SF - Heroes, co ciekawe teraz TVP1 (od czwartku) będzie to emitować. Nie wiem jak w wersji z lektorem, ale serial ma swój styl i również wciąga, mimo usupiającej muzyki w tle i świetnego narratora (którego pewnie lektor pogrąży), ale zobaczymy... To nr 2 w objawieniach sezonu 2006/2007 ;) To tyle, bo się rozpisałem i tak już...
ktoś z końca sali:
profesjonalna obróbka grafiki i multimediów? Hmm, braknie Ci wakacji albo przekleństw - albo jedno i drugie.. ale wierzę w Ciebie :)
casabowska:
No właśnie ja słyszałam, że druga seria Dextera ma być już na podstawie scenariusza oryginalnego. Dlatego też fani Dextera martwią się o kształt drugiej serii. Trzeba skonfrontować informacje ;-) A co do Herosów, to pewnie masz rację, okaże się bardzo fajny i Cię o niego poproszę ;-) Łącząc się w pechu dzisiejszo-dniowym. Daimosa oglądałam, Tsubase też i wspominam bardzo,bardzo mile ;-)
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017