Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

WIZUALNA LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Notatkę dodano:2015-01-07 21:49:56

Moje dni takie monotonne, nic z pozoru sobą nie dające, ani nie ubogacające, pełne szarości i całkiem zwyczajne. Może taka ich uroda, że nie obiecują, ja nie wymagam, i w taki sposób wszystko się kręci i układa. Nie każdego dnia tutaj zostawiam parę słów. Bywa posucha wrażeń, braki zauważeń, pewnego rodzaju marazm i zniechęcenie. Miałam parę dni wolnych, wszyscy byliśmy w domu. Być może ten przesyt sobą, brak okruchów tęsknoty powoduje, że nie potrafiłam odłożyć normalnego życia na chwilę i zająć się obserwacjami, których mały ślad bym tu zawarła. A może nie chcę powielać wcześniej czynionych spostrzeżeń. Ograniczam zwielokrotnianie tego samego ujętego w inne słowa. Jednak cóż mogę poradzić, skoro moje życie niczym cyklicznie powtarzające się sytuacje prześladujące mnie co jakiś czas. Może jestem za zwyczajna, za mało we mnie polotu, szaleństwa, które zmieniłoby tę powtarzalność w coraz nowe sytuacje. Odgrywam przydzieloną rolę, choć nie powiem, czasami chciałoby się inaczej. Dla odskoczni czy poczucia nowego smaku. Tylko czy potrafiłabym zamienić wygodne życie w eskapady ku nieznanemu, niosącemu za sobą niewiadome i ryzykowne efekty moich zachowań. Pomimo tych chęci pozostanę w stanie niespełnienia, bo on choć bywa uciążliwy w momentach zwiększonych pragnień, już poznany i nie krzywdzący nikogo. Zapewne gdybym żyła ileś lat temu, kiedy jako kobieta stanowiłabym pewnego rodzaju ubezwłasnowolnioną jednostkę, nawet myślenie o jakichkolwiek zmianach nie przychodziłoby mi do głowy. Tylko czy wtedy nie było na świecie awanturników, dzięki którym świat doszedł do etapu, w którym przyszło mi żyć. Każda epoka miała swoich wywrotowców, i dzięki tym, którzy niedoceniani we własnych czasach, mogę pozwolić sobie na myślenie o diametralnie innych, niż moje własne życie działaniach. Ostatnio natrafiam całkiem przypadkowo i zupełnie nieplanowanie na filmy traktujące o rasizmie w Stanach Zjednoczonych. Nie tym z początków kolonizowania ameryki, nie odległym w czasie. To czasy prawie współczesne, które wydają się być niemożliwe. Z wizją bratniej Ameryki, tak przychylnej dla emigrantów, stanowiącej obietnicę życia po ludzku, dawania szans i możliwości, te filmy niejako nie współgrają. Nie chce się ich treść pomieścić w głowach, w których pełno haseł o równości i braterstwie. I nagle okazuje się jak wiele zyskano prezentując wizerunek kraju nadziei i jak bardzo ten przedstawiony obraz dużo ma w sobie drugiego tła, planów, których lepiej nie widzieć, nie dostrzegać. Ja, której słowo rasizm w wydaniu amerykańskim nie było obce, temat nie stanowił jakiegoś objawienia o którym nie miałam zielonego pojęcia, oglądając dwa obrazy filmowe, głęboko się zastanowiłam nad paroma sprawami. Te filmy to „Służące” oraz „Kamerdyner”. Dwudziesty wiek, całkiem niedawno, wojna z hitlerowskim nazizmem minęła, powinna nauczyć ile jest wart drugi człowiek. Powinna. A w kraju, który jako pierwszy miał własną konstytucję, który od zawsze niejako stanowił obietnicę lepszego jutra dla tych, którzy chcą pracować. I w tej miodem i mlekiem krainie, dochodzi do dyskryminacji tylko ze względu na kolor skóry. Ta dyskryminacja jest rozbudowana do najdrobniejszych szczegółów życia. Jest obecna wśród wykształconych i prostych, bogatych i biednych. Tylko dlatego, że ktoś urodził się z innym kolorem skóry. Formy prześladowań własnych rodaków, przedstawione w filmach ukazują mały wycinek, czasami nie widzimy wszystkiego, jednak nie było zamierzeniem autorów ukazanie brutalnych ociekających krwią aktów przemocy, sądzę, że bardziej chodziło o nakreślenie i przypomnienie, że takie niechlubne historyczne momenty były. Że nie stanowiły marginesu, tak się żyło w tym pięknym kraju obietnicy lepszego. W dobie komputerowych gier, fikcji i fantazji uwierzenie w spokojny przekaz zwyczajnych ludzi nie jest łatwe. Uważam jednak, że jak najbardziej potrzebne. Może jako przestroga, a może jako powód do zastanowienia się, że miejsce i kolor skóry w jakim przyszliśmy na świat, choć nie idealne, wcale nie takie najgorsze. Gdyby nie wielu „wywrotowców” walczących w słusznej sprawie, świat wyglądałby inaczej. Czy w naszych oczach ciągle byłby krajem obietnicy? Zapewne dzięki odpowiedniemu przekazowi obrazu, wyretuszowaniu drugiego planu widzielibyśmy tylko to co chciano by nam przekazać. Dalej byśmy podziwiali, zauroczeni hipnotycznym czołobitnym zapatrzeniem. Dobrze, że powstają takie obrazy, które odrobinę otwierają oczy. Może powinny stać się filmową lekturą obowiązkową dla starszych i młodszych, bo w każdym wieku można znaleźć w takich filmach wartości dla siebie, które sprawią że staniemy się odrobinę innymi ludźmi. 

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 162713
Osób: 145168