Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

CZASAMI MOGĘ NIE MUSIEĆ
Notatkę dodano:2015-04-11 23:03:24

Ostatnie chwile soboty obleczone cichością panującą w całym mieszkaniu. Ich smak z cierpką nutą ulubionego wermutu. Drugi z wolnych dni mija w poczuciu niezmarnowanego czasu, coś po sobie pozostawiającego. Wczoraj inaczej wyglądał mój dzień, inne sprawy mnie absorbowały. Kontrolna wizyta w przychodni. Zabawne pomieszanie szyków, kiedy pierwej z pierwszej stałam się ostatnia by ponownie stać się pierwsza za sprawą decydującego głosu lekarza. Nie po drodze mi z medykami. Są tacy, których chronicznie nie trawię. Inne fale nadawania, rozbieżność charakterologiczna, czy inna przypadłość rzutująca na nasze relacje. Jednak pośród paru lekarzy, z którymi moje drogi się skrzyżowały, trafiłam na jedną panią doktor, z którą jakoś pozazmysłowo leciutko się dogaduję. Oczywiście pozostaje rezerwa jakby jej kobiecość, czy też człowieczeństwo schowane za lekarskim kitlem nie dawało pełni porozumienia. Może sama odczuwam tę przepaść, zresztą kimże jestem dla tej osoby, jak nie kolejną pacjentką, która pojawi się i zniknie. Wiem, że gdyby nasze drogi skrzyżowały się w innych okolicznościach mogłabym widzieć w niej kogoś dla siebie ważnego, o innych wspólnych relacjach. Dla mnie jednak znalezienie lekarza do którego mam zaufanie, traktuję jak kogoś przed kim mogę się otworzyć bez skrępowania, a nie jest to poparte żadnymi innymi zależnościami jest zgoła czymś na granicy cudu. Pani doktor zresztą, co czuję bardzo wyraźnie, traktuje mnie w dosyć szczególny sposób. To nie jest profesjonalizm, czy wyuczona poza czy maniera. Wiem, że wobec innych jej podejście bywa różne, a ja niczym dobra znajoma bywam traktowana. Nie wiem w czym tkwi cała tajemnica, nie chcę w to wnikać. Mam to swoje małe szczęście natrafienia na bratnią duszę w lekarskim fartuszku. Może gdyby każdy pacjent miał to szczęście napotkania na rozumiejącego go lekarza świat inaczej by wyglądał. Mój świat w tej kwestii poprawił się dzięki tej lekarce.

To było wczoraj, tuż po wycisku na basenie, tuż przed treningiem Kleszczyka. Takie przed i po, za chwilę lub później całkiem normalnego dnia. Wiele tych zwykłych spraw się dzieje, z małą ich ważnością a zarazem koniecznością wykonania.

 

Nie do końca odczułam piątkowy wypoczynek, zbyt wszystko napięte czasomierzem i codziennością. Nastało dziś, i miało być inne. Wszyscy w domu, pośpiech dziś nami nie rządzi. Wszystko dziś mogę nic nie muszę. Dobrze jest mieć czasami taki komfort, że mogę zamknąć przed całym światem drzwi, a robić to co prawdziwie chcę. Okazuje się, że tych prawdziwie chcianych spraw jest dużo, nie da się ich wszystkich skoncentrować w jednym wolnym dniu. Zresztą inaczej by wyglądał mój dzień gdybym była sama, bez rodziny, bez całego swojego życia i spraw, które po prostu są. Z racji, że dziś podobnie jak wczoraj zapowiadano piękny wiosenny dzień niejako konsekwencją tej pogody, zupełnie niespontanicznie po raz pierwszy tej wiosny zawitaliśmy na naszą zapuszczoną działeczkę. Sezon działkowo- grillowy został zainicjowany tym wyjazdem. Jak zawsze zbyt wiele pracy na tak krótką bytność. Słońce schowane za przesłoną bieli chmur. Wydaje się jego blask przygaszony, jakby dawana była obietnica a zarazem od razu chowana szansa na pełnię jasności. Po wczorajszym pełnym niczym nieskrępowanej jasności dniu, dziś wydaje się namiastką. Jednak nie odstrasza nas to, nie zatrzymuje. Dziś ma być tym dniem, na który oczekujemy z pewną niecierpliwością. Jak co roku z nastaniem wiosny załamujemy ręce przed ogromem pracy, jednak zarazem jest coś co podkręca nas do działania. Po prostu chce się chcieć. To chcenie właśnie teraz w jakimś apogeum się znajduje. Biorytm naszych chceń, na najwyższym poziomie. Łapiemy się za prace, które pozostawiają na naszej skórze kurz i brud. I nie przeszkadza nam to, nie zauważamy niedogodności gryzącego dymu ze spalanych pozimowych badyli. Ścigamy się z chwastami, przecieramy szlaki dla wieloletnich roślin, klniemy na krety, narzekamy na bolące kręgosłupy i pomimo wszystko napełnieni jakimś poziomem radości z niechęcią kończymy na teraz. Przy następnej okazji zrobimy resztę. Przecież przed nami jeszcze parę wolnych wspólnych dni, w które będziemy zwyczajnie mogli a nie musieli. Świat pozostanie gdzieś obok, a my wcale tego braku nie zauważymy.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 162770
Osób: 145225