Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

NIC ZA DARMO?...
Notatkę dodano:2016-03-04 08:19:46

Już tylko nieliczne białe plamki odznaczające się na nieuczęszczanych trawnikach świadczą o niedawnych opadach śniegu. Świat po raz kolejny zmienił swoje oblicze. Tuż przed nastaniem prawdziwego wiosennego ruszenia ten kalejdoskop zmian jak zaczarowany nie pozwala nam się nudzić swoim widokiem. Dynamika i niejednokrotnie wielkie zaskoczenie obrazem jaki zastaniemy wraz z odsunięciem rolet czy stor szczelnie zasłaniających nasze okna w ciągu nocy. Poranek bywa tak szokujący, że nim przetrawimy wygląd świata już ponownie musimy się przestawiać na coś innego. Mimo ciągle jeszcze królującej mglistej szarości nadzieja przebąkująca w porannych trelach ptactwa, czy też nikłe jeszcze oznaki budzącej się wiosny sprawiają, że więcej w nas chęci do działania.

Ja po raz kolejny z kontuzjowaną stopą, chciałabym a nie mogę. Chroniczne wywichnięcia każą przystopować. Stopuję więc z poczuciem niedosytu działania. Nawet twardziele muszą czasami odpuścić.

 

Od jakiegoś czasu Kleszczyk tuż po lekcjach maszeruje do swojego chorego kolegi. Niesie mu szkolną pańszczyznę do odrobienia. Wytłumaczyłam sens, który stał się przejrzysty i jasny na tyle, że młody bez jakichkolwiek oporów pojął i stosuje bez najmniejszego przypominania. Pierwszego dnia po powrocie od kumpla wysypał na stół wielką garść słodyczy. Na pytanie: skąd to masz? Bez najmniejszego zająknięcia uzyskałam odpowiedź, od mamy Tomka. Dobra, myślę, poczęstowali, nie widzę przeciwwskazań. Wiadomo, dzieci i słodycze to schemat dosyć nierozerwalny. Kolejnego dnia inny gatunek cukierniczej drobnicy znalazł się w kieszeni Kleszczyka. We mnie zaczyna dzwonić jakiś alarmowy brzęczyk. Jeszcze nie reaguję. Jednak kiedy na trzeci dzień na stół została rzucona cała czekolada, alarm przybrał na sile tak bardzo, że wykonałam do mamy Tomka telefon. Wytłumaczyłam, że chciałabym by moje dziecko wiedziało, że czasami robi się coś bezinteresownie. Przedstawiłam swoje zdanie w temacie, mama zrozumiała. Kleszczyk zeszyty nosi w dalszym ciągu wcale nie tracąc na entuzjazmie. Ten naszkicowany przeze mnie obrazek z codzienności nasunął mi parę refleksyjnych przemyśleń i pytań. Zapewne moje odpowiedzi na niektóre z nich świadczą o pewnej ułomności i nieprzystosowaniu do obecnego świata. Cóż, może nie potrafię, a może nie chcę stać się osobą która każdą czynność ma wycenioną. Nie chcę by moje życie stało się cennikiem. To za tyle, tamto za tyle. Chcę choć kawałek niematerialnej metody na życie przekazać swojemu synowi. Niech w jego mentalności zaistnieje wiedza o bezinteresownym działaniu. Że czasami robimy coś dla samego faktu, by po prostu stało się lepiej bez rachunku i wyliczenia kosztorysu. Istnieje we mnie idealistyczna i ciężka do wyrugowania wiara w powroty dobra i zła które wyrządziliśmy. Tu nie ma konkretnej ceny, tu jest poczucie sporej radości kiedy nieoczekiwanie coś dobrego mi się przytrafi. Ot, tak całkiem niezasłużenie, niespodziewanie. A może to właśnie jest wynik czegoś „darmowego” z przeszłości? Dobrze mi w takie rozwiązanie wierzyć. Można to uznać za inną formę interesowności, skoro liczy się na odpłatę w przyszłości. Jednak myślenie o niej nie zaprząta mi zupełnie głowy. Liczy się ta chwila i ten okruch czegoś dobrego.  

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
817b7f7e48d9a9bca2d8d498423c0715To głównie dorośli uczą dzieci kalkulacji. Warto więc być czujnym. Pozdrawiam.

Autor:kselope


cora:
Nie znoszę zachowania typu coś za coś.Niestety to bardzo powszechne zjawisko. Moje dziecko też uczyłam bezinteresowności.

Wątki:

Licznik

Odsłon: 162990
Osób: 145445