Życiowy bigos
Życie nie jest ani tak złe, ani tak dobre, jak sobie wyobrażamy

logo

Kryzys
Notatkę dodano:2016-05-20 15:56:11

Nie mogę się zabrać do pisania, choć to w jakiś sposób mi zawsze pomaga na uporanie się z myślami. Najpierw byłam wybita z rytmu długim weekendem, bo akurat poniedziałek i wtorek był w Norwegii dniem świątecznym. A szczególnie celebruje się tu 17 maja, kiedy to Norwegia odzyskała niepodległość. Byliśmy więc z małą na pochodzie. Jest po prostu uroczo, idą orkiestry, szkoły, zakłady pracy, kluby sportowe, a wszyscy są ubrani bardzo, bardzo odświętnie, w strojach jak na wesele albo w ich bunad, czyli ubiór regionalny, ktorych jest tu całe mnóstwo. Wszyscy jak jeden się stroją, my też wyciągamy więc najlepsze ubrania i flagi. Ludzie idą całymi rodzinami, bardzo chętnie uczestnicząc w ogólnej radości. I pomimo zgromadzonego tłumu, jest spokojnie. Życie na jakiś czas przenosi się na ulicę, choć w dni poprzedzające to święto miasto było jak wymarłe, bowiem większość wyjechała nad morze, lub w góry.

Później był tradycyjny grill w ogródku. A od środy trzeba było wziąć się w garść, chociaż jest to nieco trudne, bo żyję już wyjazdem do Polski.

Wczoraj zaliczyłam kontrolną wizytę u lekarza, nie zdziwiło mnie nawet bezlitosne wskazanie wagi +10 kg. Na pewno urodzę małego smoka, bo mam wrażenie, że te wszystkie kilogramy są wyłącznie w brzuchu.

A dzisiaj Emilka zaliczyła swoje szczepienie i na długo będzie miała z tym spokój. Znosiła je i tak bardzo dzielnie, bo choć bywa ostrożna, ma też coś z wojownika. Spędziliśmy w ośrodku dobrą godzinę. Z racji tego, że pośpiech nie jest charakterystyczną cechą narodu norweskiego, najpierw była przerwa śniadaniowa, póżniej ważenie i mierzenie, póżniej rozmowa i zabawa, później szczepienie i 20 minut czekania na ewentualną reakcję organizmu...Dobrze, że wytrzymała, bo to była jej pora na spanie. Jest tam jednak sporo zabawek i trochę dzieci do obserwowania, więc miała zajęcie.

Tatulek ma ostatnio kryzys i nie możemy w niektórych sprawach dojść do porozumienia. Niestety, nie jestem wyrozumiała, czasem nad tym ubolewam, ale tak już jest. Nie potrafię też ustąpić dla świętego spokoju, bo przecież prawda jest tylko jedna.

Wychodzę na niezłą jędzę i nawet jak dobrze mówię i radzę, to uparte oślisko robi po swojemu. Przykładu nie trzeba długo szukać, wczoraj źle zaparkował auto, choć mówiłam i prosiłam, żeby znalazł inne miejsce. I oczywiście 500 NOK mandatu. A wina oczywiście była moja, bo mogłam sama pójść do lekarza, bez fatygowania jego osoby. Pewnie, że mogłam, ale jakoś poszedł ze mną.

Ja pewnie też mam kryzys, czasem mam chęć uwiązać małą do jakiegoś pala, bo uwzięła się skakać po fotelach, sprawia jej to taką radochę, że nie może się powstrzymać. Już stawiam fotele inaczej...ale włazi wtedy na sofę i skacze dalej, jak małpka. I w ogródku biega jak nakręcona, w dodatku bardzo lubi wszystko wyrywać. Ciężko mi czasem za nią nadążyć. Zabawki w domu i wszystko wokół rozwalone i rozwleczone, jak się da...I oczywiście wtedy przychodzą niespodziewani goście...

Ale nie mogę specjalnie narzekać, bo dziecko lubi bajki, piosenki i książki i słucha ich z uwagą, czasem dość długo. Albo wdrapie się na kolana i przytluli tak uroczo, że od razu serce mięknie.

Tylko, co tu zrobić ze starym...

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 11626
Osób: 10804