Życiowy bigos
Życie nie jest ani tak złe, ani tak dobre, jak sobie wyobrażamy

logo

Myśli nie prowadzące nigdzie, niestety.
Notatkę dodano:2016-08-19 13:59:14

Pogoda dopisuje. Tu dopisuje, w Polsce ponoć z nią  kiepsko. Za mną wizyta gości z Polski. Było miło, trochę zamieszania i szybko zleciało. Rodzinka bała się, że nie oglądamy igrzysk olimpijskich, ale oglądamy, jak najbardziej. Trzymamy kciuki, ze zmiennym, jak widać szczęściem. Czasem się denerwuję, chrupiąc suchary i co tylko wpadnie mi w ręce. Staram się więc, aby nie było w zasięgu rzeczy specjalnie kalorycznych, bo i tak mi  jest już dostatecznie ciężko.

Kilka dni temu dom opustoszał a właściwie dom i domek gościnny i wszystko wróciło do czegoś w rodzaju normy. Emilka się ostatnio pochorowała, najpewniej to tzw. trzydniówka, czyli trzydniowa gorączka zakończona wysypką. Przyznam, że się nieźle przestraszyłam widząc ją dziś rano upstrzoną plamami, jak nie przymierzając po jakimś tyfusie...Oj, zlękłam się i to nawet nie o nią, bo jest w dobrej formie, ale o maleństwo. Po konsultacjach doszłam jednak do wniosku, że to nic takiego i trzeba zachować spokój.

Duże Dziecko wróciło na studia, ubyło od razu dodatkowych kilogramów prania oraz wegetariańskiego jedzenia. Tylko Emi teraz nie ma z kim chodzić po górkach, bo ja już nie daję rady i zostaje jej podwórko. Ma tam jednak tyle zajęć, że jakoś sobie radzi. A wracając do wegetariańskiego jedzenia, właściwie to niech dorośli jedzą jak chcą, ale jek narzucają dzieciom drakońską dietę, to łeb bym urwała...Już wyjaśniam o co chodzi, w mojej rodzinie dziewczyna, która pracuje w prywatnym żłobku opowiadała, że jest tam matka, która daje córeczce tylko wegańskie jedzenie. I właśnie nawet nie wegetariańskie, tylko wegańskie, żadnych jaj, mleka, nic, dziecku nie może zostać podane, bowiem nierozumna niewiasta sobie tego nie życzy. Dziewczynka wygląda na niedożywioną, bowiem ciężko wyważyć dietę tak małemu dziecku, żeby było zdrowe. I tu pojawia się pytanie o granice odpowiedzialności.  Skoro matka swoją ideologię narzuca dziecku, może należałoby zareagować. I wypadałoby, żeby zrobiła to przełożona, bo może się okazać, że dziewczyna nic nie uzyska a tylko straci pracę.

W rozmowach poruszałyśmy z siostrą różne aktualne tematy, oraz co u kogo słychać. Przyznam, że niektóre wieści mnie przygnębiły, bo okazuje się, że teraz młode pokolenie wykazuje często postawę roszczeniową. Nie wiadomo co jest tego przyczyną, czy też przyczyn jest więcej, ale jak dzieci zaczynają rządzić rodzicami, to naprawdę nie jest dobrze. Pierwszy przypadek u jej przyjaciółki ze szkoły. Gdy oddała synowi z dziewczyną większą część domu, stała się po prostu ich służącą. A gdy urodziło się dziecko, to ją obarczono największą liczbą obowiązków, choć sama ledwo pozbierała się dopiero po terapii antyrakowej. Sporo pewnie jej winy, bo jak pokazała, że chce pomagać, to niech robi, aż padnie...Nadszedł jednak kres wytrzymałości, bo gdy młodzi zaczęli ingerować w życie rodziców, np. nie można było im zaprosić gości, to coś pękło i kazali im się pakować, tym bardziej, że młodzi dochodami znacznie ich przewyższają i mogą śmiało pójść na swoje. Ona samotna matka ma 1600 a on zarabia 4000. Co nie przeszkadzało im dotychczas korzystać z pomocy dobrych rodziców. Dopiero teraz będzie ból, bo dziewczę nie będzie miało rano czasu przy niemowlaku na dwie godziny kąpieli i makijażu i długim śniadanku. A piersią nie chciało się karmić, więc mamuśka mogła ją wyręczyć we wszystkim. Pewnie by to trwało i trwało, ale młodzi stali się już zbyt bezczelni a żądania usług rosły.

Drugi przypadek siostra ma u synowej w rodzinnym domu. Brat synowej spokojny, bardzo pracowity człowiek, ale co z tego, gdy jego narzeczona ustawia wszystkich po kątach. Rodzice zostawili mu duże gospodarstwo, którego dziewczę nie chce, czego nie da się powiedzieć o pieniążkach, bo swoją wypłatę szybko wydaje na przyjemności. Z zasady nie udziela się w domu ani w obejściu. Biedny chłopak po kilkunastu godzinach harówki chwyta jeszcze za szmatę i sprząta w domu, bo mu głupio przed rodzicami, którzy sami wypruwają żyły, żeby mu pomóc w gospodarstwie. Oby spadły mu klapki z oczu, póki czas. Tym bardziej, że młodsza siostra też zgłupiała, nie chce się ani uczyć ani pracować, tylko romanse jej w głowie i chce by rodzice kupili jej mieszkanie, chce i już.

Tak, pasożytnicze życie pociąga wielu, bez względu nawet na wiek. I muszę zwrócić honor Basi, która w komentarzu wytknęła wady systemu 500+ i ogólnie pomocy dla tzw. roszczeniowców. Okazuje się bowiem, że pracowici zawsze mają gorzej, niż cwaniacy. Na czym również ubolewam. I też wolałabym dać im tę wędkę zamiast ryby...Ale cóż...Co ja mogę?

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 11615
Osób: 10793