Życiowy bigos
Życie nie jest ani tak złe, ani tak dobre, jak sobie wyobrażamy

logo

Trochę leniwie się zrobiło
Notatkę dodano:2016-09-01 17:36:58

Czy warto zmuszać się do rzeczy na kóre nie ma się ochoty? To retoryczne pytanie, bo pewne rzeczy zrobić po prostu trzeba, inne można przełożyć, darować sobie, albo liczyć, że ktoś inny zrobi je za mnie...Zastanawiam się tak nad tym głupio, bowiem mam problem z dyscypliną i tak na przykład wizja aromatycznego placka ze śliwkami zdecydowanie wygrywa z wycieraniem kurzu...

Jutro zaprosiłam gości, bo kto wie, czy to nie nasz ostatni zlot, przed pójściem do szpitala. Spotkamy się we cztery na małą kolacyjkę i pogadamy o wszystkim i o niczym. Dobrze nam robią takie spotkania, bowiem często jest tak, że któraś z nas przerabiała coś, z czym aktualnie inna z nas ma do czynienia. Stanowimy więc od razu pewną grupę wsparcia, czy to idzie o kupno domu, czy też zmaganie się z samotnością z dala od rodziny. Bardzo zresztą chciałam, żeby moje koleżanki poznały się też lepiej poza mną, bo to się tutaj, na obczyźnie, naprawdę przydaje. Jak wszędzie, polonii jest już tu sporo, ale niekiedy trafia się na osoby interesowne, więc trzeba pielęgnować sprawdzone znajomości a nie cieszyć się z każdej nowopoznanej osoby.

Zaczęłam więc sprzątać, lecz zapał szybko minął, wraz z bólem pleców i nóg nasilił się bunt, że nie będę i już! Tata Emi się zlitował i sam polatał z odkurzaczem, na razie na dole. Do góry nie dotarł. Ma też naprawdę dużo innej pracy a doba ma tylko 24h. Jutro późnym wieczorem przyleci też jego siostra, i o ile inni goście nie chodzą po całym domu, ona pewnie będzie chciała go dokładnie obejrzeć, ponieważ będzie tu pierwszy raz. Pocieszam się, że jak zobaczy mój ogromny brzuch, to będzie dobre alibi na wszystkie niedoskonałości.

Poza tym korzystamy z dobrej pogody, Emi lubi bawić się na podwórku i z zapałem ostatnio zbiera do wiaderka liście. Siadziałaby tam od wczesnego rana a że ma odpowiednie ubranie, nawet na rosę, to jej pozwalam się wyszaleć. Oczywiście tata twierdzi, że urocze dziecko jest do niego podobne, jak był mały, a ja widzę, że do mnie. Mam zdjęcie jak byłam mała, te same jasne loki i ciemne oczy...Ale niech tam, niech się cieszy. Może następne będzie miało oczy niebieskie i ciemniejsze włoski. To i tak nie ma znaczenia. Tylko zdrowie się liczy.

Dziś ten przeskok na wrzesień uświadomił mi, że pora przygotować dziecku koszyk do spania a sobie rzeczy do szpitala.  Ale jakoś mnie to nie pobudziło do działania. Słońce mnie rozleniwia a perspektywa maluszka w domu wydaje się być jeszcze abstrakcją. Z wielkim ociąganiem dopiero wypełniłam kartę do szpitala. Drugim razem wszystko jest inne i nawet nie mam do siebie o to pretensji. Przecież zdążę a jak nie, to przecież nie będę sama. A nawet nie chcę już być alfą i omegą i nad wszystkim panować.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 11518
Osób: 10696