41 utonięć

Wydawnictwo: Iskry
Data wydania: 2016-01-07
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788324404292
Liczba stron: 120
Dodał/a książkę: Sławomir Krempa

Ocena: 5 (2 głosów)

Nawet najstarsi mieszkańcy miasta nie pamiętają takiego lata. Asfalt staje się miękki jak ciasto, na parapetach płowieje stopiony plastik, w witrynach aptek usychają kwiaty. Wrocław rozgrzany jak Nowy Orlean opanowały szczury wywlekające z kubłów kawałki pizzy. Restauratorzy wynieśli przed knajpy palmy w donicach, sprzedawcy pomidorów spryskują je wodą. Duszna, tropikalna seksualność, która rozwija się wraz z upałem, nie pozwala spać mieszkańcom. Porzucają rozgrzane bloki i ruszają w noc, żeby się kochać, kłócić, słuchać radia w taksówkach, planować śmiertelnie poważnie coś, co rano wygląda jak sen.

Wśród letnich festiwali, religijnych procesji, polityków i pijaków, ekipa Teatru Polskiego postanawia wyprodukować spektakl, w którym wszystko będzie „nowe” i „abstrakcyjne”. Ada, bezrobotna malarka, dostaje życiową szansę: zostaje zaproszona do współpracy. W dzień poznaje teatr, nocami rozmienia się na drobne spędzając czas z podobnymi do siebie rozbitkami.

Bohaterowie powieści próbują na różne sposoby radzić sobie z lękiem. Z czasem uczą się podchodzić trochę bliżej siebie, co zawsze jest niebezpieczne. Szukają świeckich religii, żeby uciec od samotności, starają znaleźć coś żywego, bezpieczne miejsce, w którym na chwilę zapomną, jak jest.

Ich złudzenia mają urok źle oświetlonych lokali, gdzie gada się do późna o sztuce i miłości, ale język więdnie od tego w ustach, staje się wszechstronnie obcy, niezrozumiały. Aż w końcu zostaje z niego proch: frazesy, etykiety, recepty bez pokrycia. A jednak bohaterowie mówią do siebie, choć nie zawsze się porozumiewają. Ale nawet ta próba to dla nich jedyna szansa na więź, której można jeszcze nadać jakieś znaczenie.

Kup książkę 41 utonięć

Opinie o książce - 41 utonięć

Avatar użytkownika - Bookendorfina
Bookendorfina
Przeczytane:2016-02-28, Ocena: 5, Przeczytałam,
"Teraz nie cumowała nigdzie, dryfowała to tu to tam, jak coś zepsutego, co odpadło od porządnej niemieckiej maszyny i straciło kontekst." Książka obrazująca stan pokolenia czterdziestolatków, artystycznych intelektualistów dużych miast, zawieszonych między drzemiącymi wciąż w nich ambicjami a już wykształtowanym poczuciem pewnej bezsensowności podejmowanych działań. Życie nie dorównuje oczekiwaniom, marzenia nie pozwalają spełnić się, wartości i zasady zatarły się gdzieś w zwykłej codzienności, rodzina daje zbyt mało satysfakcji, przyjaciele wykruszyli się, pozostaje niesmak i rezygnacja. Trudno wyrwać się z tej duchoty marazmu, kiedy poszukiwanie nowych inspiracji męczy, a zamienniki przynoszą jedynie namiastkę zadowolenia. Powieść z mocno nasyconymi słowami, bez zbędnych opisów czy moralizatorskiego i oceniającego tonu. Wszystko toczy się powolnym tempem, z zainteresowaniem chłonie się każdy aspekt, odbiera w szczerej i prawdziwej perspektywie. Główna bohaterka Ada, rozwódka, malarka, zatrudnia się jako scenograf przy spektaklu. Zaznajamia się ze specyfiką pracy w teatrze i jego środowiskiem. Stopniowo poznajemy kolejne postaci, zagubione, samotne, desperacko szukające bliskości. Ludzi ze swoimi dziwactwami, niedoskonałościami, miotani poczuciem bezsilności i izolacji, starający się za wszelką cenę pokazać własną wartość pod maską indywidualności. Pozorność w życiu zawodowym, osobistym, spotkaniach towarzyskich. Rozmowy to odgrywane role, nienaturalne dialogi, puste zdania, za którymi łatwo skryć się, próbować pokazać pseudo wyjątkowość. Postaciom już dawno zatarła się granica między sztuką a rzeczywistością. Uciekają w nałogi, powierzchowne związki, byle jak najdalej od dołującego poczucia osamotnienia, tym bardziej, że niezwykle trudno jest wytrzymać z samym sobą, własna obcość mocno razi, wręcz niemożliwym staje się rozpoznanie samego siebie. Z jednej strony Ada stara się nadać swojemu życiu sens, a z drugiej paraliżują ją myśli o koniecznych zmianach. Nie jest dobrze jak jest, ale nowe ją przeraża. Nie ma w niej gniewu i buntu, lecz niedowierzanie i stopniowa rezygnacja. Codzienność ją przytłacza, skutecznie tłumi wszelkie objawy negacji, życie zamyka się w dekoracjach. Bardzo dobra satyra środowiskowa, z którą niewątpliwie warto zapoznać się. bookendorfina.blogspot.com
Link do opinii
Avatar użytkownika - benioff
benioff
Przeczytane:2016-01-24, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki w 2016, Mam,
W czasach, gdy szalenie modnym stało się pisanie i wydawanie opasłych kilkusetstronicowych tomów, nierzadko opasłych z powodu chorobliwego przerostu tkanki leksykalnej, zwyczajnie zbędnej czy wręcz szkodliwej dla zdrowego organizmu literackiego, oto ukazuje się rzecz niebywale wręcz zwięzła. ,,41 utonięć" Agnieszki Wolny-Hamkało liczy sobie bowiem niespełna 200 stron i już po lekturze kilkunastu z nich dociera do czytelnika, dlaczego nie trzeba więcej. Proza to gęsta, soczysta, momentami szalenie poetycka, celna w doborze słów, oszczędna w epitety, unikająca pustych przebiegów. Czasem wystarczy kilka słów czy zdań, by wywołać obraz, skojarzenie, w umyśle czytelnika, do odmalowania którego, zły literat (będący w rzeczywistości grafomanką, niespełnioną zawodowo infantylną panią domu) potrzebuje topornych kilkudziesięciu stron upstrzonych przymiotnikami i epitetami niczym szyba rozpędzonego fiata 126p oblepiona owadzim truchłem. Tutaj jest oszczędnie i wyrafinowanie. Choć moje początkowe skojarzenia z ,,Powieścią teatralną" Bułhakowa i ,,Sklepami cynamonowymi" Schulza, być może nie do końca są trafione, to jednak muszę przyznać, że już sam klimat tej powieści zasługuje na wyróżnienie. Jak wspomniałem gęsty, nieco duszny, wspaniale oddający czas i miejsce, w jakim dzieje się akcja. Wrocław, upalne lato, żar leje się z nieba, niby w pierwszych scenach kondratiukowej ,,Hydrozagadki", stopy przechodniów, odziane w sandały lub bose, grzęzną w rozgrzanym asfalcie. Wszystko wydaje się przesunięte i nierzeczywiste. Otumanieni mieszkańcy poszukujący skrawka cienia i ochłody (ryzykując, że powiększą tegoroczną statystykę utonięć powyżej tytułowych 41) toczą swoje pozornie banalne egzystencje, nie wiedząc, że w istocie stają się nieco groteskowymi bohaterami uroczo tandetnego filmidła. ,,-Ma pani gaz? Bez gazu już nie wychodzimy. Zbyt późno zamykamy sklep. ,,No osiedlu grasuje zamaskowany gwałciciel" - zacytowała ostrzeżenie z karteczki. -Co to znaczy grasuje? - zapytała Ada. To słowo zawsze wydawało jej się zabawne, bajkowe, jak ,,musimy go powstrzymać". Wszyscy gramy w filmie klasy C, pomyślała." W takim właśnie kontekście dobrze się czyta prozę Wolny-Hamkało. W gęstwinie słów ukryło się znacznie więcej niż prozaiczna historia młodej plastyczki, która w poszukiwaniu płatnego zajęcie dostaje angaż przy awangardowej sztuce lokalnego dramaturga. Ma zaprojektować scenografię i ma wolną rękę. ,,Nie martw się o nic - uspokoił ją dyrektor. - I nie cenzuruj się. Chcesz zrobić scenografię z wielkich dmuchanych kutasów? Zrób scenografię z wielkich dmuchanych kutasów! Teraz to nie sztuka jest skandalem, tylko świat." No właśnie, jakże to aktualna konstatacja. Choć trzeba przyznać, że więcej w niej melancholii niż gniewu i rozczarowania światem. Więcej zdziwienia tym, jak funkcjonuje rzeczywistość, jakie stosuje uniki, jak nie daje się okiełznać i ocenić, nawet przy pomocy wódki anyżowej pitej bezpośrednio z butelki. Świetnie potwierdzają to kolejne akapity powieści i wreszcie wybornie pointują recenzje spektaklu, którego premiera bynajmniej nie przebiegła po myśli samych twórców. Bo może tym właśnie jest sztuka, owym legendarnym ,,nieruchomym poruszycielem", katalizatorem spraw, których nie uświadamiamy sobie, ale które determinują nasze życie. Trochę tak właśnie wygląda ten fragment perypetii bohaterki, który odsłania przed czytelnikiem Wolny-Hamkało. Podobnie ma się rzecz z jej rówieśnikami, kolejnym pokoleniem, który wymyka się łatwej klasyfikacji i zaszufladkowania, które ,,reguluje emocje za pomocą xanaxu i seksu". Poznajemy kilku interesujących przedstawicieli wrocławskiej bohemy, właściwie nie różniących się od tych warszawskich czy innych wielkomiejskich, razem z nimi przemierzamy miejsca, w których pozostawiają swoje piętno, które próbuję organizować, ale do końca nie wiedzą jak i po co. Nie wiedzą też czy to oni decydują, tworzą i inspirują, czy przeciwnie. Czy jakiekolwiek akcje mają sens i można mieć na coś istotny wpływ, czy ,,nic nie da się zrobić. Annuszka już rozlała olej". Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że żadne z tych pytań właściwie nie pada w ,,41 utonięciach" wprost i choć ogólny klimat skłania raczej do pesymistycznych refleksji, to jednak wcale tak być nie musi. Lubię, jeśli autor pozostawia między słowami trochę miejsca dla czytelnika, który może rozgościć się w nich ze swoją wrażliwością i swoim, być może nieco innym postrzeganiem spraw o jakich traktuje opowieść. Lubię jeśli inspiruje, jak chociażby w scenie z książką Malapartego.
Link do opinii
Inne książki autora
Spamy miłosne
Agnieszka Wolny-Hamkało0
Okładka ksiązki - Spamy miłosne

Wiersze Agnieszki Wolny-Hamkało to współczesne wielkomiejskie baśnie, przeciek z zaświatów. Rzeczywistość jest w tych wierszach zdrapką. Spod niej prześwieca...

Zaćmienie
Agnieszka Wolny-Hamkało0
Okładka ksiązki - Zaćmienie

Kiedy była policjantka, kobieta silna i niezależna, która nie boi się przyłożyć sierpowym, zatrudnia się w wydawnictwie literackim jako poszukiwaczka historii...

Reklamy