Rosół z kury domowej

Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2015-07-29
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788376425580
Liczba stron: 320
Dodał/a książkę: dayna15

Ocena: 5.15 (13 głosów)

Viktoria po rozwodzie ucieka na niemiecką wieś. Chce zatracić się w depresji, ale przypadkowo poznaje trzy różne kobiety, które łączy jedno – są nieszczęśliwymi kurami domowymi. Razem wpadają na niecodzienny pomysł: będą gotować topless i kręcić filmy z kuchennych przygód! Kurze pióra opadają, a w stłamszonych gospodyniach budzi się kobiecość i seksualność.

Kup książkę Rosół z kury domowej

Opinie o książce - Rosół z kury domowej

Avatar użytkownika - izabela81
izabela81
Przeczytane:2016-09-01, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki - 2016, Mam,
"Dlaczego kura? Dlaczego nie kaczka albo inne zwierzę? - Może dlatego, że życie kury jest w sumie dość nudne. Dziobanie, oddanie kupra kogutowi, wydalenie jaj."To słodko-gorzka książka, która opowiada o procesie tzw. "ukurzania", czyli inaczej mówiąc tresury żony/partnerki. Autorka opisuje częsty problem kobiet, jakim jest całkowite podporządkowanie życia mężowi, który twierdzi, iż żona nic przecież nie robi, tylko siedzi w domu! Która z nas słysząc takie stwierdzenie, nie wkurzyła się na swojego faceta? "Ukurzenie to proces przemiany normalnej kobiety w domowe ptactwo. Proces celowy, ale na szczęście odwracalny."Czy jest to proces odwracalny - to tylko i wyłącznie zależy od nas samych. Kobiety, wrzućcie czasem na luz, odpuście, wyjdźcie z marazmu, żyjcie! Walczcie o swoje miejsce w stadzie, marzenia. A mężowie/partnerzy dajcie żyć swoim żonom/partnerkom! Nie wszystko musi być idealne, jak spod igły, a Wam korona z głowy nie spadnie, jak czasem sami coś zrobicie. Na początek może zrezygnujcie z kury z klatkowej hodowli (gdzie jesteście zamknięte w czterech ścianach), a stańcie się kurą domową z ekologicznej hodowli (znajdźcie czas tylko dla siebie, dla swoich pasji). "Tresura żony jest bardzo podobna do tresury psa. Metodą kar i nagradzania należy wymusić posłuszeństwo i wyeliminować warczenie na pana oraz wszelkie przejawy dominacji. Doprowadzić do stanu, w którym żona bez mrugnięcia okiem będzie ...
(czytaj dalej)
Avatar użytkownika - kawusiaaa
kawusiaaa
Przeczytane:2015-09-02, Przeczytałam,
Idealny przepis na jedyny w swoim rodzaju wyśmienity rosół z kury domowej? Posłuszeństwo, ślepe oddanie,  niskie poczucie własnej wartości i …perfekcyjność w każdej „przydomowej” sferze życia! Jednakże warto przy tym pamiętać, że zbyt długo gotowany na ogniu rosół, traci wymagany smak, stając się jedynie aromatycznym wywarem, nie nadającym się do dalszego spożycia. Wówczas należy bezzwłocznie wylać z domowego garnka lurowatą zupę i ponownie zdobyć świeżą, aromatyczną kurą domową, którą przygotujemy według dobrze znanego nam przepisu. Trzydziestosiedmioletnia Wiktoria z zawodu jest architektem, jednakże kobieta, tuż po ślubie, zabarykadowała się w domowych pieleszach, żyjąc pod dyktando apodyktycznego męża. Tymon bowiem, według patriarchalnej tradycji, kultywowanej od lat w jego rodzinie, zrobił ze swojej żony posłuszną, perfekcyjną kurę domową, która nie tylko z niezwykłą uwagą i pasją gotuje, sprząta i pierze jego brudne skarpetki, ale także oddaje się typowo męskim zajęciom, kosząc przydomowy trawnik czy nadzorując prace remontowe w ich mieszkaniu. Kobieta, choć zrezygnowała z własnych pasji i zainteresowań, zdaje się być zadowolona ze stylu życia, który od lat dynamicznie prowadzi. Wszystko zmienia się w dniu, gdy Tymon bezceremonialnie oświadcza Wiktorii, że ni stąd ni zowąd ma się wyprowadzić z jego domu, bowiem swoją inteligencją i urokiem osobistym oczarowała ...
(czytaj dalej)
Avatar użytkownika - karola27
karola27
Przeczytane:2015-08-15, Ocena: 6, Przeczytałam, wyzwanie: 52 książki w 2015 roku,
W szkole podstawowej wsłuchując się w nauki pani nauczycielki od historii mogliśmy usłyszeć o życiu ludzi pierwotnych. Jaskiniowcy, to o nich mowa. Dlaczego o tym wspominam. Otóż, jak dobrze pamiętam jaskiniowiec zajmował się zdobywaniem jedzenia, a jego "małżonka" opiekowała się w tym czasie potomstwem i trzymała pieczę nad jaskinią. Są to czasy przed naszą erą. A jak wygląda to w naszej erze. Troszkę się zmieniło, polowania zastąpiła praca zarobkowa, a jaskinie zastąpił blok, lub dom jednorodzinny...Powoli ten obrazek przechodzi modyfikację, ale Natasza Socha postanowiła zobrazować go przed jakimikolwiek zmianami...   Wiktoria to 37-latka z krwi i kości. Z zawodu pani architekt z talentem plastycznym, który lubi wykorzystywać rysując bajkowe postaci. Żona Tymona. Przyszłego multimilionera...i zagorzałego przeciwnika kobiet spełniających się zawodowo. Jego zdaniem, kobiety powinny się spełniać, ale prowadząc dom. Z biegiem lat z Wiktorią zaczęło dziać się coś dziwnego, a raczej z jej wyglądem. Tylko, że ona niestety nie dostrzegała tych zmian. Obrosła w piórka, w kurze piórka. Została wykwalifikowaną, tzw. kurą domową. Tymon przynosił do domu dość pokaźną wypłatę, a ona wydawała ją na środki czyszcząco-piorące, sprzęt AGD oraz na gadżety przydatne w kuchni. Miała przecież dryg do gotowania i innych czynności przydatnych w prowadzeniu domu. Takie zdolności nie powinny się marnować. Rysowanie ...
(czytaj dalej)
Avatar użytkownika - takahe
takahe
Przeczytane:2017-02-08, Ocena: 4, Przeczytałam, 2017, pożyczone ;),
Lekka i przyjemna lektura. Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i mam nadzieje że nie ostanie. Bohaterki tej książki są stłamszone przez swoich mężów. Typowe kury domowe pewnego dnia podejmują się śmiałego projektu co wychodzi im tylko na dobre.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Verri
Verri
Przeczytane:2016-11-29, Ocena: 5, Przeczytałem, 12 książek 2016,
Moja pierwsza książka tej autorki i zapewne nie ostatnia, wręcz mam juz teraz wielką ochote na więcej i więcej pani Nataszy i jej stylu. Książka mnie i bawiła i smucila i skłaniała do refleksji , była dla mnie niczym smakowite danie, które pochłaniałam z wielkim apetytem. Spostrzeżenia autorki jeśli chodzi o relacje damsko-męskie i sam sposób ich przedstawiania bardzo mi sie podobały. Mocno też trzymałam kciuki i kibicowalam bohaterkom, żeby udało im się zmienić dotychczasowe życie.Książkę polecam bardzo mężatkom a jeszcze gorącej kobietom nizamężnym Doszłam tez do wniosku,że chcę miec tę książkę na własność, żeby móc wracać do niej od czasu do czasu.
Link do opinii
Avatar użytkownika - ejotek
ejotek
Przeczytane:2016-08-22, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2016, Mam,
Jeśli ktoś ma potrzebę przeczytania książki na poprawę humoru lub na podniesienie swojej wartości to jest to książka idealna. Już sama okładka z autorką w weneckiej masce i kurą w ramionach przyciąga wzrok a treść... jest niebanalna (choć początkowo wydaje się być typowa) i niezwykła. Opisuje jakże częsty problem kobiet - nie tylko przecież polskich - czyli całkowite podporządkowanie życia mężowi, który stwierdzi, iż żona nic przecież nie robi, tylko siedzi w domu! Bardzo podobał mi się krok Lei, to co zrobiła udowodniło, że wszystko wokół ma lśnić a mąż i tak nie zwróci uwagi na sprawczynię, na żonę... Z czasem staje się ona meblem, elementem wyposażenia... Zresztą to chyba najbardziej wyrazista postać pośród przyjaciółek. Dyskusje Lei o organach czy wycena obowiązków domowych były dla mnie szokujące, ale i pokazały jak bardzo można być nieszczęśliwym. To właśnie w jej życiu zaszły najbardziej widoczne zmiany spowodowane gotowaniem na ekranie, choćby odrzucenie seksu "podkołdernego".. Nasze równouprawnienie jest tylko teorią drogie panie i jeśli same nic z tym nie zrobimy to będziemy tkwić w związkach takich, jak małżeństwa bohaterek "Rosołu...". Kaliber ważnych spraw Natasza Socha ubarwiła humorem, który sprawiał że wciąż chichotałam... Nadal mam w głowie życzenia, jakie ciotka Klara składała na Boże Narodzenie swojej siostrze, matce Wiktorii; czy też teksty o urodzeniu kozy lub wymiksowaniu koguta. Dawka dobrego humoru jest w książce ogromna i sprawia, że czytelnik odpływa w krainę radości i wolności, patrzy na problemy w nieco łagodniejszy sposób, przestaje umniejszać swoją osobę i swoje zasługi. Dzięki tej lekturze mamy szansę spojrzeć inaczej na swoje życie, może jest nam potrzebna lekcja jaką przeszła Wiktoria w saunie? Powieść pokazuje nie tylko problemy domowe kobiet, ich frustracje łóżkowe, małżeńskie gwałty, wszelkie aspekty podcięcia im skrzydeł... Jest też stawanie na nogi, podnoszenie się po upadku i walka o swoje "ja", o marzenia, o spełnianie się i o szeroko pojęte szczęście. Jest i namiętność, afrodyzjaki i wywabianie plam :P Jak wyglądała droga bohaterek, ich przemiana? Czy było łatwo? Której z nich się udało osiągnąć zamierzony cel? Koniecznie przeczytajcie powieść Sochy i nie bądźcie takimi typowymi kurami! Podsumowując, "Rosół z kury domowej" to lektura lekka, przyjemna i odprężająca. Można ją zareklamować jako "lek" z dużą zawartością procentową humoru, ale i morałów. Socha dała nam kilka różnych przepisów na szczęście i starała się podnieść na duchu uzmysławiając naszą kobiecą wartość. Czy skorzystamy zależy już tylko od nas, ale warto choć spróbować, prawda? całość recenzji: https://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2016/08/natasza-socha-roso-z-kury-domowej.html
Link do opinii
Avatar użytkownika - basia02033
basia02033
Przeczytane:2016-07-08, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 ksiażki 2016, Przeczytane w 2016,
Lubię książki tej autorki. Zawsze wprowadzą mnie w dobry humor. Również ta taka była. Cztery ,,kury domowe" postanawiają zmienić swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni... i udaje im się w stu procentach. A co śmieszniejsze wykorzystały do tego to czym zajmowały się siedząc w domu i obsługując swoich mężów :)
Link do opinii
Avatar użytkownika - 3dytka1
3dytka1
Przeczytane:2015-09-29, Ocena: 6, Przeczytałam, 12 2015,
Kiedy w Biedronce upolowałam "Rosół z kury domowej" Nataszy Sochy i poczułam potrzebę przeczytania czegoś lżejszego i dowcipnego zarazem - od razu przystąpiłam do jej czytania. Minęło kilka dni i, mimo wielu innych zajęć zaprzątających głowę, lekturę zakończyłam. Cóż... zrobiło mi się smutno z tego powodu, bo chciałabym więcej. "Rosół z kury domowej" to pierwsza książka Nataszy Sochy, która wpadła w moje ręce i choćbym nie chciała przyznać muszę, iż to wartościowa, pełna humoru, a jednocześnie bardzo prawdziwa powieść, którą pożera się w mgnieniu oka, z zaciekawieniem śledząc losy czterech sympatycznych "kur domowych". Właściwie jednej przeszłej już, gdyż mąż podziękował jej "za współpracę" albowiem sam zakochał się w niejakiej Annie, dla której gotowanie i sprzątanie to mrzonki. To jednak nie koniec nieprzyjemności, które spadają na naszą perfekcyjną panią domu, albowiem jej matka, zamiast wspierać dziewczynę - zaczyna zarzucać ją pretensjami, jak Wiktoria mogła w taki sposób zburzyć jej spokojny, bezpieczny i poukładany świat. Słuchając żali matki Witktoria postanawia opuścić Polskę i pojechać na niemiecką wieś do swojej ciotki Klary, która "...była siostrą matki i osobą tak kompletnie od niej różną, że Wiktorii ciągle trudno było uwierzyć, że obie mają te same geny. Zdaniem matki, geny ciotki Klary uległy zmutowaniu już w okresie prenatalnym, dlatego też nigdy nie potrafiły odnaleźć wspólnego języka. Kiedy ich stopień nieporozumienia sięgnął zenitu, Klara bez słowa wyjechała do Niemiec, gdzie rozpoczęła zupełnie nowe życie. Bez udziału rodziny, za to z takim pożegnaniem: -W głowie się nie mieści, ile rzeczy muszę mieć przez was w dupie." Nasza bohaterka świetnie zdaje sobie sprawę z faktu, że jej wyjazd do Niemiec to ucieczka. "I to nawet nie przed mężem (niedługo byłym), który okazał się spodlonym przedstawicielem swojego gatunku, ani nie przed jego nowym obiektem miłości. Była to raczej ucieczka przed palącym wstydem, który uświadomił Wiktorii jedno - jest ofiarą. Niestety na własne życzenie." Dodatkowo sam język niemiecki "był ostatnim, który jej się choć odrobinę podobał. Uczyła się go wprawdzie i w liceum, i na studiach, ale po kilku latach postanowiła całkowicie wyprzeć go ze swojej głowy, ponieważ brzmiał twardo i groźnie (co nie znaczy, że całkiem go zapomniała). Wiktoria wychowana na Stawce większej niż życie oraz Czterech pancernych i psie, doskonale wiedziała, że Niemiec jest największym wrogiem Polaka, a dźwięki, które z siebie wydobywa, są wulgarne, ostre i niebezpieczne. Kiedy w liceum dowiedziała się, że na coś tak delikatnego, zwiewnego i ulotnego jak motyl w Niemczech mówi się Schmeterling, na dodatek z charkoczącym naciskiem na 'r', zrozumiała, że jej niechęć jest jak najbardziej uzasadniona i słuszna." Jak łatwo się domyślić, szczęśliwie osoby z którymi spotyka się Wiktoria poza granicami Polski, w większości okazują się całkiem przyjazne. Szczególna przyjaźń zaczyna łączyć ją z trzema "kurami domowymi": Judith, Marą i Leą. Razem postanawiają wprowadzić w swoje życie ciekawy projekt, który ich życie przewróci do góry nogami. Oczywiście cała historia nie miałaby miejsca gdyby nie zniewolenie, które zafundowali bohaterkom powieści ich mężowie. Początkowo czepiałam się, iż panowie opisani w książce za każdym razem okazują się zakompleksionymi wiecznymi chłopcami lub durniami po prostu. "Co za przewrażliwianie" - myślałam. Koniec końców okazało się na szczęście, że nie wszyscy przedstawieni w tomiku mężczyźni są tępymi palantami. :D I przyznać musiałam, że portrety psychologiczne mężów naszych bohaterek są bardzo ciekawe i niestety takich pseudo-mężczyzn można spotkać współcześnie. Podobnie, jak kobietom zdarza się popaść w zniewolenie od palantów, którym zależy tylko na tym, by ich "baba" perfekcyjnie zajmowała się domem, dziećmi, nie miała własnego zdania i tylko swemu "panu" przyklaskiwała na każdym kroku. Czytając książkę - cieszyłam się ze swego braku perfekcjonizmu oraz pracy, która każdą kobietę w pewien sposób czyni jednak niezależną. :D Wszystkie postacie w książce opisane są tak wspaniale, że trudno przejść obok nich obojętnie. Nietóre szczerze polubiłam, innych nie mogłam znieść, a niejakiego Wunibalda osobiście najchętniej na pal bym nabiła. :D Ostatnio pasjami wyszukuję głupot w najbardziej polecanych książkach. Tak było i tym razem. I znalazłam całostronicowy tekst o tym, w jaki sposób ludzie jedzą jabłka, a pod nim 'głęboką' myśl "... nie ma na świecie dwóch osób, które w identyczny sposób jadłyby jabłko". O matko! - myślałam. Cóż za niesamowity wywód. ;D Im bardziej jednak zagłębiałam się w treść książki, tym mniej przeszkadzały mi opisy dotyczące zasad perfekcyjnego sprzątania, działania dzięgla bądź muchomora sromotnikowego na organizm ludzki, czy w końcu anatomiczny opis piersi. Ostatecznie opisy te nie znalazły się w książce przez przypadek, a wręcz dopełniły jej treści. :) Czytadełko przepełnione jest humorem, ale możemy w nim znaleźć też wiele mądrości życiowych. Oto niektóre z nich: "Każdy człowiek musi być chociaż przez chwilę sam. To konieczne dla naszego zdrowia psychicznego. W życiu powinno być miejsce na wszystko: rodzinę, dom, ale też na własne hobby." "Nie chodzi o to, żeby było idealnie w życiu. Idealność jest nudna. Ważniejsze jest znalezienie równowagi w całym tym chaosie. Swojej własnej równowagi." "To, jak postrzegamy same siebie, autoamtycznie rzutuje na ocenę otoczenia." Innych godnych uwagi cytatów, także tych dotyczących życia erotycznego, bardzo cennych moim zdaniem - poszukajcie w książce sami. Dodatkowo w czytadełku znaleźć można kilka przepisów kulinarnych na słodkości. Palce lizać! :)) "Rosół z kury domowej" polecam wszystkim: kobietom, mężczyznom, osobom pozostającym w związkach, a także samotnym. W tej powieści każdy znajdzie coś dla siebie.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Magnolia044
Magnolia044
Przeczytane:2015-11-23, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam,

,,Tresura żony jest bardzo podobna do tresury psa. Metodą kar i nagradzania należy wymusić posłuszeństwo i wyeliminować warczenie na pana oraz wszelkie przejawy dominacji. Doprowadzić do stanu, w którym żona bez mrugnięcia okiem będzie wykonywać polecenia typu ,,siad", ,,waruj" lub ,,biegaj na rozkaz". Po kilku miesiącach tresury powinna też na zawołanie przychodzić do nogi i pozostawać bez przewodnika w żądanej pozycji. Może się też czołgać."

 

Czy oglądaliście kiedyś program Małgorzaty Rozenek ,,Perfekcyjna pani domu"? Jest to reality show, w którym idealna gospodyni pomaga uczestniczkom programu w ogarnięciu nieładu jaki zapanował w ich domach, dąży do tego, aby te gospodynie stały się perfekcyjnymi w każdym calu. Natomiast Natasza Socha w swojej książce ukazała jak do tej perfekcyjności się dochodzi i uwierzcie mi, że to nie będzie droga usłana różami. Dla wielu kobiet jest to historia boleśnie prawdziwa...

 

Wiktoria to 37 letnia kobieta, bardzo inteligentna i wykształcona, bowiem ukończyła architekturę z wyróżnieniem lecz nie było jej dane pracować w zawodzie ponieważ mąż skutecznie jej to wyperswadował. Ona ma się zajmować domem, a on będzie zarabiał na utrzymanie. Typowe. Po dwunastu latach ,,udanego" małżeństwa Tymon oznajmia Wiktorii, że odchodzi do innej, do kobiety, która ,,przetwarza informacje na poziomie abstrakcyjnych idei". Co teraz ma począć Wiktoria, która przez całe dorosłe życie nie pracowała w zawodzie i była utrzymywana przez męża? Upokorzona i zraniona postanowiła zostawić przeszłość za sobą w Polsce. Tym samym zdecydowała się na wyjazd do jedynej osoby, która wyciągnęła do niej rękę - ciotki Klary od kilkunastu lat mieszkającej w Niemczech.

 

,,(...) - Co to ukurzenie? (...) - To rodzaj pewnego procesu, który następuje stopniowo, dlatego trudno się tak od razu zorientować. Najpierw są normalne wymagania, których oczekuje się od kobiety, czyli pranie, sprzątanie, gotowanie i pieczenie. W późniejszym etapie dorzucane są kolejne czynności: szycie, dzierganie, robienie na drutach, cerowanie, prace ogrodowe, w tym nawet samodzielne zakładanie oczka wodnego. Kobieta wszystkiego się uczy, bo wychodzi z założenia, że jest to absolutnie niezbędne do normalnego funkcjonowania domu. Proces ukurzenia dodatkowo wzmagają zakazy dbania o urodę, czyli malowania się, farbowania włosów, a nawet golenia nóg."

 

Wiktoria po niedługim czasie doszła do siebie, wtedy też zaczęła wychodzić z domu, zwiedzać okolice. Tym sposobem poznała trzy kobiety, z którymi po pewnym czasie się zaprzyjaźniła. Wiktoria, Judith, Mara i Lea wszystkie zdecydowanie różnią się od siebie charakterami i wyglądem lecz połączyło je jedno, a mianowicie to, że wszystkie zostały ,,ukurzone". Błyskotliwe i wykształcone dały się zniewolić przez swoich mężów - obecnych czy byłych. Mężczyźni chcieli piąć się po szczeblach kariery, zarabiać duże pieniądze, a wracając do domu oczekiwali, że perfekcyjna pani domu (czytaj żona) zadba o ich cały dobytek (nie koniecznie o wspólny, bo przecież to mąż zarabia, a żona ,,siedzi" w domu"). Wszystkie te panie w mgnieniu oka znalazły wspólny język i nawiązały przyjaźń, dostrzegły jak bardzo ich życie jest podobne, zaczęły pragnąć czegoś więcej jak tylko siedzenie przy garach i mopie. Znalazły swój własny sposób na szczęście, zaczęły rozwijać swój własny biznes...

 

,,Dobry przyjaciel to ktoś, komu można powierzyć największe tajemnice bez obaw, że zostaną one zdradzone czy też wyśmiane. Ktoś, kto wysłucha, przemyśli problem, zastanowi się i będzie próbował pomóc. Ktoś, kto nie zbagatelizuje sprawy i nie machnie ręką na kłopoty drugiej strony. Kobiety chcą mówić i chcą być wysłuchane. To ułatwia im podejmowanie decyzji, daje możliwość poznania siebie samych, zmniejsza skutki uboczne codziennych kłopotów, podnosi własną wartość."

 

Niezmiernie się cieszę, że mogłam przeczytać tę publikację w dodatku przedpremierowo. Jest to książka niebanalna, nietuzinkowa, przy której nie będziecie się nudzić. Nie znajdziecie tutaj sztucznych dialogów, książka przedstawia historię jak wyrwaną z czyjegoś życia, bardzo prawdziwą, autentyczną, taką, która przytrafiła lub może przytrafić się właśnie tobie.

 

Moja przygoda z twórczością Nataszy Sochy zaczęła się od ,,Maminsynka", który to bardzo przypadł mi do gustu. Oczekiwałam tego samego po ,,Rosół z kury domowej", a otrzymałam dużo więcej niż przypuszczałam. Socha nie zawiodła mnie ponownie, udowodniła, że świetnie potrafi władać piórem, uwielbiam jej styl pisania, dla mnie pod tym względem jest mistrzynią, niewiele polskich autorek potrafi w taki cudowny sposób ,,bawić się słowem". Autorka jak zwykle nie owija w bawełnę, nie słodzi, pisze samą prawdę, jest doskonałą obserwatorką.

 

Publikację czyta się w zastraszającym tempie z wielkim zainteresowaniem. Czytelnik bardzo szybko przenosi się w wykreowany przez autorkę świat. W książce można znaleźć przydatne porady dotyczące sprzątania, a także kilka przepisów kulinarnych. Oprawa graficzna jest bardzo ciekawa, tym bardziej, że modelką jest sama autorka. Całość starannie dopracowana. Znacie ten stan kiedy czytelnik po zakończeniu lektury jest usatysfakcjonowany lecz ciągle mu mało? Znalazłam się w takiej sytuacji, ponieważ z przyjemnością przeczytałabym powieść z dalszymi losami bohaterek.

 

,,- Dlaczego kura? - koniecznie chciała wiedzieć Judith. - Dlaczego nie kaczka albo w ogóle jakieś inne zwierzę? No właśnie. - Może dlatego, że życie kury jest w sumie dość nudne. Dziobanie, oddanie kupra kogutowi, wydalenie jaj.(..)"

 

Kandydatki na żonę (kurę domową) przeczytajcie tę książkę, abyście mogły się przygotować na to co może was spotkać oraz byście mogły się przed tym uchronić. Żony, powinnyście domagać się szacunku. Mężczyźni, mężowie spójrzcie na nasz - kobiet - punkt widzenia. Przeczytajcie konieczne tę pozycję, bo daje do myślenia. Generalnie polecam ją każdej osobie jestem pewna, że po jej lekturze z pewnością sięgniecie po kolejne książki autorki. Polecam.

 

Na koniec wstawiam fragment, który wytłumaczy co niektórym osobom pojęcie ,,siedzenia w domu":

 

,,- Sprzątanie: od czterdziestu do osiemdziesięciu euro. Gotowanie, często trzech różnych posiłków, czyli praca szefa kuchni: trzysta euro. Zawodowa praczka: dwadzieścia pięć euro. Zarządzanie domem: około trzydziestu euro za godzinę razy sześć godzin dziennie daje w sumie tysiąc dwieście sześćdziesiąt euro tygodniowo. Do tego dochodzą dodatkowe prace ogrodowe, w tym koszenie trawnika oraz porządkowanie ogrodu na zimę, zawożenie i odbieranie dziecka do szkoły oraz wszelakie zajęcia rozwijające, mycie okien, a także remont piwnicy (...) - Sugerując się tymi cenami, oszacowałam, że za wszystkie te prace powinnam otrzymywać ponad sześć tysięcy euro miesięcznie. Plus premie."

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - limonka81
limonka81
Przeczytane:2015-10-20, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
"Rosół z kury domowej" to najnowsza książka Nataszy Sochy. Wystarczyło, że tylko rzuciłam okiem na tytuł i wiedziałam, że historia skradnie moje serce. Znam styl pisania autorki z poprzednich jej powieści " Maminsynek", "Macocha". Mam je na swojej półce, w kategorii tych "ze mną na zawsze", więc o czymś to świadczy :-). Okładka "Rosołu z kury domowej" cóż... Strona tytułowa jest perfekcyjna pod każdym względem. Nawiązuje do tytułu, do treści, no i zdjęcie samej autorki w roli głównej, te kolory, ta grafika, czcionka... Wszystko to rzuca się w oczy, przyciąga uwagę i sprawia, że ciekawość kieruje prosto do poznania historii, którą serwuje nam Natasza Socha i jej głównych postaci. Kura to ptak z rodziny kurowatych. Ot... jakie wydawałoby się zwyczajne i udomowione zwierzę... Kobieta w pewnym momencie swojego życia również może stać się kurą domową czy tego chce, czy nie chce. Ze swej niezależności, przechodzi w proces, podczas którego przeistacza się . Jest taki moment, kiedy my kobiety zakładamy rodzinę i to jest właśnie pierwszy krok na drodze do "kariery" kury domowej. Do zostania kimś w rodzaju efektywnej pani domu, która na co dzień sprząta, smaży, piecze, gotuje, pierze, zmywa, robi zakupy, zajmuje się regulowaniem rachunków domowych, wychowaniem dzieci ( i męża ;-) ). Bywa i tak, że pnie się ku rozwijaniu i poszerzaniu swoich umiejętności domowych i zdobywa fach "złotej rączki", która potrafi majsterkować i naprawiać ;-) Ja całodobową kurą domową byłam przez sześć lat. W tym czasie doskonaliłam się w roli żony i matki w zaciszu domowego ogniska. Przez ten okres czasu byłam przede wszystkim kwoką, zajmującą się tylko i wyłącznie swoimi pisklętami. Teraz moje dzieci częściowo wyfrunęły spod moich skrzydeł. Po dziesięciu latach małżeństwa nadal jestem osobą, wypełniającą wszystkie zadania kury domowej, tyle, że dorzuciłam sobie na grzbiet swoich obowiązków pracę na etacie :-). Momentami sama już nie wiem co jest lepsze... Bywa bowiem tak, że z przemęczenia i wyczerpania piórka z głowy mi lecą :-), ale daję radę, bo w końcu kura domowa ze mnie jest i tyle. To przecież takie naturalne... ;-) Historia Nataszy Sochy to życie czterech kobiet, które mają dosyć roli odgrywanej przez lata i zaczynają buntować się. Wyfruwają ze swoich kurników i kierują swoje myśli ku temu, co jest dla nich dobre. Zaczynają skupiać uwagę na sobie i na swoich planach życiowych. Wiktoria, Judith, Lea i Mara to kobietki około czterdziestki, które zaczynają nowe życie szukając szczęścia i poczucia spełnienia. Historia zaczyna się od poznania Wiktorii, która przeszła do porządku dziennego nad faktem, że jest perfekcyjną panią domu, ale podświadomie zaczyna dostrzegać, że to ją nudzi i potrzebuje zmian. Póki nie musiała, czując się bezpiecznie w domu swego męża, niczego w tym kierunku nie zmieniała. Jej marzenia związane z zawodem architekta i urządzaniem wnętrz legły w gruzach, kiedy została żoną Tymona. Mogła je realizować jedynie na obszarze sześciopokojowego domu i ogrodu. Swój nowy rozdział w życiu rozpoczyna, kiedy na skutek zdrady męża, Wiktoria wyjeżdża do Niemiec, do swojej ciotki Anji. Tam poznaje dziewczyny, które mają wiele wspólnego z byciem kurą domową. Każda jest nią, na swój utarty sposób. Ich przygoda rozpoczyna się, kiedy wpadają na pomysł umieszczania w internecie filmików z cyklu "Nagie Kury", które gotują topless w weneckich maskach. Oryginalność, odwaga i kreatywność przedstawia kury domowe w świetle kobiet wyzwolonych. Początkowo dosyć sceptycznie podeszły do swojego planu na filmik. Brały pod uwagę to, że szybko mogą wycofać się z tego zamieszania wprowadzonego w ich życie. Film z przepisem na domowy rosół miał być rodzajem zabawy i odreagowaniem na to, co wydarzyło się w ich życiu. Okazało się jednak, że pomysł spodobał się. Odnalazły się w nim, a seria nagrań szybko wzbudziła zainteresowanie i odzew w społeczeństwie. Często przecież bywa tak, że zostajemy kurami domowymi nieświadomie. Zaczyna się od tego, że wszystko chcemy robić same, bo uważamy, że zrobimy to najlepiej. Nadchodzą jednak momenty wyczerpania fizycznego i zmęczenia. Psychika siada i łapiemy "dołki". Nikt bowiem nie jest doskonały. Chęć bycia idealną na dłuższą metę staje się być czymś denerwującym. To dążenie do perfekcyjności może stać się podstawową wadą związku. Wiktorii ciężko było pogodzić się z rolą porzuconej żony i wpadła w apatię, nudę i zniechęcenie. Na szczęście dzięki przyjaciółkom, Wiktorii udało się spojrzeć na aktualny stan rzeczy z innej perspektywy. Okazuje się bowiem, że można być kurą domową z krwi i kości, ale jest to proces odwracalny. Natasza Socha w sposób błyskotliwy i wnikliwy obserwuje życie. Potrafi w inteligentny sposób zawrzeć swoje spostrzeżenia na kartach książki, wpisując je w historię swoich głównych bohaterów. Trafnie ujmuje to, co dzieje się wokół nas, a z bohaterkami, które wykreowała można się wręcz utożsamić. O to przecież chodzi w dobrych książkach, które pisze samo życie. Pewne bodźce, które kierują wobec kur domowych ich "koguty" zmieniają postrzeganie rzeczywistości, w której żyją. Życie ma się przecież tylko jedno. To co do tej pory było niemożliwe staje się zupełnie realne. Każdy czas jest dobry na zmiany, dzięki którym możemy poczuć się lepiej z samym sobą. Obowiązki domowe można pogodzić z przyjemnością. Jedno nie wyklucza drugiego. Historia bardzo życiowa, o kobietach takich jak my. Skierowana do kobiet, by podnieść je na duchu w walce z codziennymi obowiązkami i rutyną, która siłą rzeczy potrafi zakraść się w nasze życie i dać o sobie znać. Można również dla przykładu podsunąć "Rosół z kury domowej" swoim partnerom, mężom, żeby i tym naszym "kogutom" dać możliwość spojrzenia obiektywnym okiem na nasz los i rolę jaka została nam naturalnie przypisana, w momencie założenia rodziny :-) Polecam książkę. Błyskotliwe dialogi pełne humoru, wątki oraz fabuła przyciągają. Styl pisania autorki i to jak ujmuje temat... mistrzostwo :-) Pomysł na powieść świetny i oryginalny. Z przyjemnością poświęciłam jej mój wolny czas, bo kury domowe na etacie w pracy, przecież również w chwilach wolnych czytają ;-).
Link do opinii
Avatar użytkownika - Aga25
Aga25
Przeczytane:2015-08-08, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki w 2015 roku, Mam,
Niemalże każda kobieta na różnym etapie swojego życia marzy o mężczyźnie, przy którym spędzi resztę swych dni. W większości dzieje się to we wczesnej młodości, w trakcie albo świeżo po skończeniu edukacji . Naiwne, noszące różowe okulary, pełne wiary w spełnienie marzeń wiele razy dają się złapać w sieć, zaprzęgnąć do szarej codzienności, do bycia żoną wszechstronną, oprócz jednego - bycia kobietą. Ta rola odeszła w chwili gdy na palec zawędrowała obrączka. Suknie ślubną zmieniły się w podomki. O "ukurzeniu", ale przede wszystkim o drodze w walce ku odzyskaniu utraconej wolności dowiemy się z najnowszej książki Pani Nataszy Sochy. Wiktoria to perfekcjonistka, w każdym calu. Prowadzenie domu, nie byle jakiego zresztą, stało się jej pasją i w pewnym sensie pracą. Czyszczenie, pranie, gotowanie i pieczenie. Każda czynność musiała być odpowiednio wykonana. Udoskonalała dom, samą siebie oraz wyposażenie. By jak się jej zdawało nigdy nie zabrakło dobrego jedzenia, klimatu domu i ogólnie czuła się spełniona tym co robi. Do czasu. Kiedy nagle, zupełnie niespodziewania podczas oglądania reklamy nowego i jak się wydawało niezbędnego w domu garnka, usłyszała informację, którą nie do końca zrozumiała. Przecież zawsze zgadzali się z Tymonem, ich role były równo podzielone. Ona miała dbać o płomień ogniska domowego - piorąc, czyszcząc no i gotując. On zarabiał. Sprawiedliwie prawda? Jej świat kręcił się wokół domu. Na koleżanki zabrakło czasu. Tak mawiał Tymon. Nie mogła zaryzykować stabilności ich dwuosobowej rodziny na plotki z przyjaciółeczkami. Tak, mąż bardzo sprawnie i psychologicznie podszedł do układania życia swej pięknej i zakochanej żonie. Ta natomiast, niczego nieświadoma trwała w swoich marzeniach, przyzwyczajona i dumna z zajęcia jakie od chwili ślubu wykonywała. W końcu prowadzenie domu jest również pracą. Teraz się okazało, że ogień, o który dbała zgasł. Dla ratowania resztek samej siebie wyjeżdża, zmienia wygląd, myślenie i ucieka do Niemiec. By złapać równowagę, odszukać utracony sens życia. Na obcej ziemi, wśród obcych ludzi, dowie się, że nie ona jedyna zaznała losu nie do końca spełniającego oczekiwania, które przed ślubem jawiły się zupełnie inaczej. Cztery kobiety, cztery historie. Jeden pomysł na zawalczenie o siebie, o odzyskanie własnej godności. Gotowanie topless ma być w pewnym sensie terapią, sztuką akceptacji własnego wyglądu. Każda kobieta jest piękna, musi tylko uwierzyć w to piękno. Odszukać i ukazać w odpowiednim świetle. Nie chcę zbyt wiele pisać o samej fabule, ponieważ wydaje mi się, że każdy kto zainteresuje się tym tytułem powinien sam się dowiedzieć co kryje się za fasadą tak nietypowej okładki. Było to moje pierwsze spotkanie z autorką, o której słyszałam bardzo wiele pozytywnych opinii. Troszkę niepewnie zagłębiałam się w lekturze Rosołu... na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne i już po chwili przepadłam. Historie ukazane przez Panią Sochę są brutalnie prawdziwe, chwilami śmieszne, absurdalne, a nawet przykre. Jednakże podobne sytuacje spotykają kobiety nie tylko na kartach powieści. Podejrzewam, że większa część podczas czytania porównywała swoje życie do tych, z którym zmagały się bohaterki, z pewnością nie jeden raz zatrzymały się i zastanowiły czy aby już powoli nie doprowadzają się do "ukurzenia". Czym ono jest? Tego trzeba się już dowiedzieć z samej książki. Natknęłam się w opiniach, że najnowsza pozycja autorki zostanie najlepiej zrozumiana przez żony. Ja żoną nie jestem, może kiedyś będę, ale przyznam szczerze, według mnie tę książkę powinny przeczytać wszystkie kobiety, po i przed ślubem. Dla ostrzeżenia, dla zapobiegania, dla uświadomienia. A, powiedzenie typu: "mnie to nie dotyczy" jest jak najbardziej złudne. Idealizując, marząc o szczęściu po wyjściu z kościoła nie zauważamy, że wpadamy w sidła czegoś co tak naprawdę nie istnieje. Nie mówię, że zawsze tak jest, jednak w większości przypadkach szara codzienność dopada bardzo szybko, zaczynamy kręcić się w kołowrotku gotowania, sprzątania, nie dbając o własne pragnienia, a przede wszystkim o same siebie. Jak roboty, mające do wykonania zadanie w określonym czasie. Pani Natasza jest genialną obserwatorką, co udowadnia w każdym zdaniu, w każdej opisanej sytuacji. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu, zmysłu i wyczucia. Tutaj nie ma kolorowania, wszystko jest prawdziwe, jak życie. Dlatego tak mocno trafia do odbiorcy. Przywiązałam się do tytułowych kur domowych, polubiłam i dopingowałam. Czuję niedosyt, zbyt szybko musiałam się z nimi rozstać. Od pierwszej do ostatniej strony książka trzyma świetny poziom, jednak zakończenie wprawiło mnie w osłupienie. Coś niesamowitego. Dołączam do fanów Nataszy Sochy, mam nadzieje, że będę miała możliwość poznania się ze wszystkimi tytułami. Szczerze polecam, nie tylko kobietom.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Amarisa
Amarisa
Przeczytane:2015-07-05, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2015, Mam,
Zapraszam na przedpremierową recenzję: http://magicznyswiatksiazki.pl/recenzja-rosol-z-kury-domowej-natasza-socha/
Link do opinii
Avatar użytkownika - damonowa
damonowa
Przeczytane:2016-11-12, Ocena: 3, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - nikolsosna
nikolsosna
Przeczytane:2015-11-06, Ocena: 4, Przeczytałem, 52 książki 2015,
Inne książki autora
Macocha
Socha Natasza0
Okładka ksiązki - Macocha

Z rewelacyjnym poczuciem humoru (czasem bardzo okrutnym!) autorka realizuje mit Kopciuszka, osadzając go w egocentrycznym świecie współczesnej młodej kobiety...

Reklamy