Spadochroniarz Hitlera

Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2016-08-30
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN: 9788380620353
Liczba stron: 464
Dodał/a książkę: elibri

Ocena: 5 (1 głosów)

Życie i bitwy Rudolfa Witziga, zdobywcy fortu Eben-Emael.

Biografia Rudolfa Witziga (1916-2001), oficera niemieckich sił powietrznodesantowych. Sławę zyskał już w maju 1940 roku, gdy jako młody porucznik zaplanował i poprowadził operację zdobycia fortu Eben-Emael w Belgii. To strategiczne zwycięstwo było pierwszą w historii akcją przeprowadzoną przez niemieckich strzelców spadochronowych, korzystających z szybowców desantowych i posługujących się ładunkami kumulacyjnymi. Spadochroniarze odnieśli spektakularny sukces, nagłośniony przez hitlerowską machinę propagandową. Witzig, który nigdy nie został członkiem partii nazistowskiej, walczył również m.in. na Krecie, w Afryce Północnej, w czerwcu 1944 roku we Francji, potem w krajach bałtyckich i pod koniec wojny w Holandii. Zakończył wojnę w stopniu majora. Za walki w Prusach Wschodnich w 1944 roku został odznaczony osobiście przez Hitlera Krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego z Liśćmi Dębu i jest jednym z zaledwie piętnastu spadochroniarzy, którzy otrzymali ten order.

Ci, którzy uważają, że o drugiej wojnie światowej powiedziano już wszystko, powinni przeczytać znakomitego Spadochroniarza Hitlera Villahermosy. To opowieść o Rudolfie Witzigu, niemieckim saperze spadochronowym, bardziej cenionym przez przeciwników Niemiec za męstwo i sprawność niż ktokolwiek inny z jego elitarnego bractwa żołnierzy. - Peter G. Tsouras, redaktor książek Niemieckie wojska pancerne na froncie wschodnim i Walczyliśmy w piekle

Kup książkę Spadochroniarz Hitlera

Opinie o książce - Spadochroniarz Hitlera

Avatar użytkownika - nureczka
nureczka
Przeczytane:2016-10-13, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2016,
,,Spadochroniarz Hitlera" to opowieść o Rudolfie Witzingu, niemieckim spadochroniarzu, który przeszedł do historii przede wszystkim jako oficer, który zaplanował i przeprowadził operację zdobycia fortu Eben-Emael. Urodziłam się w czasach, gdy taka książka nie mogłaby powstać. Nie z powodu cenzury, czy zakazów prawnych, ale głównie dlatego, że nikomu nie przyszłoby do głowy czegoś takiego napisać. Wspomnienia wojny były zbyt żywe. Lecz oto, niepostrzeżenie, dorosło nam pokolenie, dla których wojska Hitlera są równie abstrakcyjne jak armia Aleksandra Macedońskiego. Nikt nie zastanawia się nad tym, że Aleksander tak naprawdę był najeźdźcą. Podziwiamy jedynie jego geniusz militarny. Szczerze cieszy mnie fakt, że dożyłam czasów gdy spokojnie mogę oglądać niemiecki czołg i wiedzieć w nim przede wszystkim przykład świetnej roboty inżynierów. (Co prawda musiałam w tym celu wybrać się do muzeum w Finlandii, ale to inna historia) . Nie, nie popieram wojny - wręcz przeciwnie jestem zadeklarowaną pacyfistką. Nie, nie popieram faszyzmu, ani nacjonalizmu w żadnej postaci - nienawidzę ich z całego serca. Cieszy mnie to, że rany się zabliźniły, a stosunki z sąsiadem uładziły. Po co ten przydługi wstęp? Ano po to, by jednoznacznie spozycjonować książkę. To nie jest pochwała ideologii faszystowskiej - kwestie ideologiczne autor w wielu miejscach omija, a tam gdzie o niej wspomina przemawia z chłodnym, analitycznym i pozbawionym uczuć tonem bezstronnego badacza historii i naukowca . Tym, co fascynuje autora jest nie faszyzm, a sprawność i skuteczność doborowej formacji militarnej. A tego z pewnością niemieckim siłom powietrznodesantowym nie można odmówić. Wspominając o nazizmie Villahermosa po wielokroć powtarza, że Witzing choć był pupilkiem Hitlera nigdy nie wstąpił do NSDAP. Jeśli więc, Drogi Potencjalny Czytelniku, łakniesz taniej sensacji poszukaj innej pozycji, bo książka Villahermosy nie jest dla ciebie. ,,Spadochroniarz Hitlera" to pozycja bardzo staranna. Autor z pewnością wie o czym pisze. Jest absolwentem West Point , ma za sobą 33 służby wojskowej, opublikował liczne artykuły poświęcone historii wojskowości, ma też na koncie kilka książek o tej tematyce. Podczas lektury cały czas czułam, że Villahermosa potraktował temat bardzo poważnie. Wszystkie podane informacje mają poparcie w tekstach źródłowych. Przypisy i bibliografia zajmują około pięćdziesięciu stron - to wynik przywodzący na myśl publikację akademicką, a nie popularną. Podziw budzi też mnogość szczegółów. Jeśli już autor bierze się za opis jednostki to dowiemy się o niej wszystkiego. Niemalże co do ostatniego guzika wymienionego w stanie magazynowym. Dla pełności obrazu trzeba dodać, że mimo bardzo starannych badań i rzetelnego przygotowania nie udało się autorowi uniknąć drobnych potknięć. I tak, pisze on na przykład, że lotnictwo polskie w roku 1939 zostało zniszczone na ziemi przez bombardowania niemieckie, co nie jest prawdą bo przebazowano je na lotniska polowe tuż przed agresja. Są to jednak pomyłki sporadyczne, nie deprecjonujące książki. Wisienką na torcie są liczne ilustracje. Autor musiał poświęcić sporo czasu i energii gromadząc pokaźny materiał ikonograficzny. Uważam, że się opłacało. Suchy język Villahermosy nie pobudza zbytnio wyobraźni, na szczęście rekompensuje to ,,wspomaganie" w postaci zdjęć. Takie niezwykle rzetelne i drobiazgowe podejście jest, paradoksalnie, zarówno największą zaletą jak i największą wadą książki. Bo jedyną rzeczą, którą można autorowi zarzucić to całkowity, kompletny brak finezji. Nie uświadczysz w tekście ani anegdotek, ani próby interpretacji. Fakty, fakty i tylko fakty. Literatura popularno-naukowa przyzwyczaiła nas do tego, że autor spekuluje, stawia własne hipotezy - ima bardziej są one kontrowersyjne tym lepiej z punktu widzenia sprzedaży. Villahermosa nie tylko nie stosuje takich tanich chwytów lecz wręcz przeciwnie, popada w drugą skrajność. Tam, gdzie nie ma stuprocentowo pewnej (przynajmniej w jego mniemaniu) odpowiedzi, pozostawia pytanie otwarte. Ot, chociażby nie wyjaśniona nigdy do końca sprawa akcji przeciwpartyzanckich, za które Francja ścigała Witziga aż do śmierci. Tyleż uparcie co bezskutecznie, bo Bundeshwera do końca chroniła Witziga - ze swym doświadczeniem był dla niej zbyt cenny. Ze ,,Spadochroniarza Hitlera" dowiemy się o Rudolfie Witzingu wszystkiego, no, prawie wszystkiego, ale nie zobaczymy człowieka. Trochę mi tego aspektu ludzkiego brakowało. Powiem przekornie, że ogromną frajdę sprawiły mi te nieliczne fragmenty, gdy Villahermosa na chwile zapomina o obowiązku naukowego obiektywizmu i pozwala na chwilę przemówić swym uczuciom i pasjom. Zafascynowany spadochroniarzami delikatnie wybiela Witziga podając w wątpliwość niektóre przypisywane mu czyny, takie jak choćby udział w skierowanych przeciwko partyzantom akcjach we Francji (wspominałam już o tym wyżej) czy uczestnictwo w mordach na cywilach na Krecie. W tych ostatnich wydarzeniach Witzing rzeczywiście nie brał udziału, bynajmniej jednak nie z pobudek moralnych lecz dlatego, że został ranny w boju. Wbrew tytułowi ,,Spadochroniarz Hitlera" to nie tylko biografia Rudolfa Witzinga. To także opowieść o powstawaniu i rozwoju nowego rodzaju broni. Temat z pewnością niezwykle interesujący dla miłośników historii, choć dla osób dopiero wkraczających w tę dziedzinę może okazać się zbyt hermetyczny. Dla kogo jest w takim razie książka Gilberto Villahermosy? Przede wszystkim dla osób zainteresowanych historią II Wojny Światowej, dla tych, którzy już posiadają pewną wiedzę na ten temat i doszli do etapu zagłębiania się w szczegóły.
Link do opinii
Reklamy