Dla siebie znalezioną ścieżką

Wydawnictwo: Ad Rem
Data wydania: 2010-04-14
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788361719700
Liczba stron: 256
Dodał/a książkę: Pani_Wu

Ocena: 5.5 (2 głosów)

Książka uhonorowana nagrodą Marszałka Województwa Dolnośląskiego za powieść o tematyce związanej z Dolnym Śląskiem.

Powieść Małgorzaty Lutowskiej zachęca do wyruszenia w trasę. Nie jest to jednak przewodnik, a książka, która uświadamia, jak niezwykłą krainą są Góry Izerskie i ich Pogórze. Nie trzeba tez wehikułu czasu, aby zanurzyć się w przeszłość. Jest ona obecna, żywa, istnieje wciąż w magicznej przestrzeni starych domów, napotkanych przedmiotów, spłowiałych zdjęć... Jeśli ktoś wybierze się szlakiem Alicji i Michała, napotka nie tylko opisywane krajobrazy, ale i niektórych bohaterów. Bez wątpienia odkryje też nowe miejsca i nowe postaci, idąc po prostu znalezioną ścieżką, tą znalezioną dla siebie.

„Książka Dla siebie znalezioną ścieżką powstała jesienią 2003 roku, jednak historie w niej przedstawione gromadziłam latami. Urodzona w Cieplicach, całe swoje dotychczasowe życie spędziłam na Dolnym Śląsku. Poznając coraz to nowe zakątki tego regionu, zaczęłam dostrzegać jego wyjątkowość, wyjątkowość nie tylko historyczną i krajobrazową, ale także etniczną i kulturową." Małgorzata Lutowska

Kup książkę Dla siebie znalezioną ścieżką

Opinie o książce - Dla siebie znalezioną ścieżką

Avatar użytkownika - awiola
awiola
Przeczytane:2014-12-03, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam,
"Wydaje nam się, że nasz świat i czas są tak przepastne, że nie mają końca. A przecież Ziemia to mały stolik, dostaliśmy się tu z niebytu na krótką chwilę, skupieni wokół światła małej lampki naszego słońca". Do tej pory, typowy przewodnik turystyczny, czyli publikacja wydana w formie książkowej, kojarzył mi się nieodłącznie z listą wypunktowanych ciekawych miejsc, zabytków czy szlaków, jakie warto zobaczyć i zwiedzić. Tymczasem, okazuje się, że można w bardzo interesujący sposób pożonglować formą i połączyć ze sobą prozę z funkcją, jaką pełni takowa publikacja. W wyniku takiej właśnie zabawy formą, powstał zbeletryzowany przewodnik turystyczny po Dolnym Śląsku, w którym zarówno pomysł na taką książkę jak i jego wykonanie, stoją na równie wysokim poziomie. Małgorzata Lutowska urodziła się w Cieplicach, jest przewodniczką sudecką, pracowała jako nauczycielka języka niemieckiego. Ukończyła Akademię Rolniczą we Wrocławiu i Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autorka obecnie mieszka w Gerlic, do tej pory wydała trzy książki. "Dla siebie znalezioną ścieżką" to debiut prozatorski pisarki, który został uhonorowany nagrodą Marszałka Województwa Dolnośląskiego za powieść o tematyce związanej z Dolnym Śląskiem. Alicja, nauczycielka plastyki w liceum, postanowiła wyjechać na mały odpoczynek w Góry Izerskie, do małej miejscowości pod nazwą Stara Kamienica. Bohaterka, zaprzyjaźnia się z gospodarzami domu agroturystycznego w którym mieszka, dzięki czemu poznaje Michała - miłośnika historii Dolnego Śląska. Plany Alicji dotyczące odpoczynku i nadrabiania zaległości czytelniczych zostają zmodyfikowane, bowiem Michał dzięki swojej pasji odsłania przed bohaterką interesujące miejsca i ciekawe historie dotyczące tego właśnie regionu, a także, niespodziewanie otwiera przed nią swoje serce. Muszę przyznać, że po raz pierwszy spotykam się z tak oryginalnym kolażem, który może pełnić dwojaką funkcję: typowo beletrystyczną, pozwalającą śledzić rodzące się uczucie pomiędzy dwójką głównych bohaterów, a także spełniać rolę nietuzinkowego przewodnika po Dolnym Śląsku. To, co ważne to fakt, iż w tej dość niecodziennej publikacji proporcje dotyczące dwóch wyżej wymienionych elementów zostały znakomicie dobrane, dzięki czemu podczas lektury nie poczujecie przesytu jednej tylko płaszczyzny. Sądzę, że taka forma łącząca w sobie powieść z przewodnikiem, jest doskonałym pomysłem na przybliżenie czytelnikom zakątków danego regionu. Pomysł na taki kolaż uważam za trafiony i niezwykle przydatny, spełniający swoją funkcję edukacyjną. Nie ukrywam, że to właśnie warstwa ukazująca wyjątkowość Dolnego Śląska, ze wszelkimi ciekawostkami historycznymi i krajobrazowymi, pozwalała mi doceniać wyjątkowość tego regionu naszego kraju. Regionu rozdartego pomiędzy dwie kultury - polska i niemiecką. Małgorzata Lutowska w swojej książce zawarła wiele, naprawdę wiele intrygujących historii, o których pewnie wielu z Was nigdy by się nie dowiedziało, gdyby nie ta publikacja. Muszę przyznać, że w głowie utkwiło mi naprawdę sporo takich opowieści, jak chociażby niesamowita historia o cmentarzu w Radomicach, w którym nie domknięta furtka stała się swoistym symbolem powrotu do przeszłości, czy historia talerzyka, będącego stałym elementem wieczerzy wigilijnej. Wszystkie zawarte w książce opowieści, które często zostają wywołane przez stare zdjęcie, antykwaryczny przedmiot czy chociażby zapomniane ruiny zamku, pokazują związek naszej przeszłości z dniem dzisiejszym. Autorka w magiczny sposób utrwala zapomnianych ludzi i ich dzieje, pokazując także niezwykłość Gór Izerskich i Pogórza. To, co niewątpliwie dodaje smaczku całej tej warstwie to fakt, iż większość opowieści, jakie przytacza autorka to prawdziwe wydarzenia, a czasami znajdziecie także pewne wątki autobiograficzne. A co najważniejsze, opowiedzianymi historiami Małgorzata Lutowska wywołuje wiele refleksji dotyczących naszej tożsamości i świata, który nas otacza. Alicja i Michał przekonują nas o tym, że przeszłość może wytyczyć nam własną drogę, by iść dla siebie znalezioną ścieżką. Wątek rodzącego się uczucia pomiędzy Alicją i jej przewodnikiem, został nieco zepchnięty na drugi plan, jednak stał się przez to doskonale wyważonym uzupełnieniem, a nawet tłem odkrywania specyfiki regionu Gór Izerskich. Ich historia stała się bowiem w pewnym stopniu spoiwem łączącym poszczególne rozdziały. Warto podkreślić, iż nie jest to zapierająca dech w piersiach historia wielkiej namiętności. Uczucie pomiędzy dwójką bohaterów rozwija się bowiem niespiesznie, można nawet powiedzieć, że powolnie, stając się dla czytelnika elementem wytchnienia od płaszczyzny historycznej i kulturowej. Autorka w mojej opinii bardzo dobrze poradziła sobie łącząc te dwie warstwy, stawiając jednocześnie większy nacisk na funkcję poznawczą regionu. "Dla siebie znalezioną ścieżką" to z pewnością książka nietuzinkowa, łącząca w sobie elementy przewodnika i powieści beletrystycznej. Dla mnie debiut Małgorzaty Lutowskiej okazał się się arcyciekawą podróżą po Dolnym Śląsku, którą urozmaicała rodząca się miłość dwójki głównych bohaterów. Dla mieszkańców tego regionu, to lektura obowiązkowa!
Link do opinii
Avatar użytkownika - Pani_Wu
Pani_Wu
Przeczytane:2013-11-29, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam,
Dolnośląskie ścieżki Alicja wybiera się na wakacje w Sudety. Nauczycielka wrocławskiego gimnazjum, singielka, w poszukiwaniu spokoju po wyczerpującym roku szkolnym, wynajmuje pokój w gospodarstwie agroturystycznym. W planach ma odpoczynek, czytanie książek i kilka niezobowiązujących wycieczek po okolicy. Dość szybko okazuje się, że ,,okolica" ma do zaofiarowania wiele interesujących miejsc, a przewodnikiem Alicji staje się pasjonat Dolnego Śląska, Michał. Rozwodnik, germanista, wykładowca w Kolegium Karkonoskim. Czytelnik jest świadkiem powoli rodzącego się uczucia dwojga ludzi, a także odkrywania przez nich tajemnic i skarbów okolic Jeleniej Góry. A to, co dla kogo jest skarbem, to już bardzo indywidualna sprawa. Dla Alicji są to losy ludzkie, zamknięte jak w kapsule czasu w pozostawionych przedmiotach, niedomkniętej furtce prowadzącej na cmentarz, opowieści trwającej w ludzkiej pamięci, filmie dokumentalnym lub fragmentach ruin. Zbiera je tak, jak inny turysta szukałby drogocennych kamieni ozdobnych, którymi usłana jest ziemia dolnośląska. I budzą w Alicji podobny zachwyt. Bo ścieżka, którą człowiek podąża w życiu, jest inna dla każdego. I celem każdego człowieka, jest ją dla siebie odnaleźć. Dróżki, którymi podążają Alicja i Michał zbliżają się do siebie, a bohaterowie spotykają usadowione przy nich ślady przeszłości. Wystarczy odrobina wyobraźni, aby wyczarować piękną opowieść o tym, co zdarzyło się w Radomicach, gdzie na cmentarzu ktoś nie domknął furtki, zamykającej kute w żelazie ogrodzenie nagrobka. Furtka pozostała na zawsze uchylona, gdyż drzewo, które w niej wyrosło, przerosło przez żelazne pręty. Uchylona furtka do cmentarnej kwatery, jest w książce Małgorzaty Lutowskiej, uchyloną furtką do dolnośląskiej przeszłości. Michał, którego pasjonuje historia i ludzie, którzy pozostali po wojnie w tych rejonach mogą dużo opowiedzieć o losach tych, którzy żyli tutaj, kształtowali ten region i kochali go tak samo, jak obecni mieszkańcy. A poprzez wspólne miejsca oraz przedmioty, losy dawnych i obecnych mieszkańców splatają się i łączą. Pięknie snuje się opowieść o Hannelore, dziewczynie, która nie lubiła prac domowych. Na nic się zdały wysiłki jej babki, Hannelore została konstruktorem mostów, a nieporadnie przez nią haftowana, niebieską nicią makatka, na zawsze stanowi świadectwo jej niezależnego ducha. Natomiast w ruinach zamku w Starej Kamienicy nadal ożywają głosy sprzed wieków, opowiadające o głośnej, niesłychanej zbrodni. Wierny do tej pory sługa, dopuścił się morderstwa na swoim panu. Cóż go przywiodło do tego straszliwego czynu? Oczywiście kobieta, piękna Emilia, która zauroczyła zarówno pana jak i jego sługę. Czy poza historią, poza śladami przeszłości, można napotkać w Sudetach współczesne, interesujące miejsca oraz ciekawych ludzi? A jakże! I to całe mnóstwo! Mieszkańcy Kopańca założyli Teatr Ludowy i przygotowują spektakl, Holendrzy, którzy osiedlili się w Międzylesiu walczą z projektem budowy kopalni, która zrujnuje przyrodę okolicy, a pochodzący z Tasmanii pastor pomaga każdemu, kto pomocy potrzebuje. Jest i opowieść o prawdziwych skarbach, które Walończycy ukryli w Górach Izerskich, jest i legenda o skarbach schowanych przez Ducha Gór wewnątrz Wieczornego Zamku. Trzeba dodać, że niemal wszystkie historie, które opowiedziane są w książce zdarzyły się naprawdę. A także znajduje się w niej kilka wątków autobiograficznych. Bohater książki, Michał, domagał się od swojej mamy, żeby przeczytała mu inskrypcję znajdującą się na murze otaczającym kościół w Cieplicach. Niestety mama nie mogła tego zrobić, gdyż napis był w języku niemieckim. Wtedy to Michał postanowił nauczyć się tego języka, żeby zrozumieć wszystkie słowa, jakimi przemawiają kamienie w jego ojczyźnie. Historia ta wydarzyła się naprawdę, ale dotyczyła nie bohatera książki, lecz jej Autorki. Książka zdobyła w 2003 roku nagrodę Marszałka Dolnego Śląska, w konkursie na powieść współczesną o Dolnym Śląsku. Dla Czytelnika zaś, jest ona zaproszeniem, do odwiedzenia chociaż części, z opisanych miejsc.
Link do opinii
Inne książki autora
Powierzony klucz
Małgorzata Lutowska0
Okładka ksiązki - Powierzony klucz

Książka o niezwykłych losach protestantów na Dolnym Śląsku, o ich wielkim wkładzie w rozwój duchowy i dorobek materialny tych ziem. Sentymentalna podróż...

Reklamy