Okładka książki - Wiatr od jezior

Wiatr od jezior

Wydawnictwo: MG
Data wydania: 2017-06-14
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 978-83-7779-410-4
Liczba stron: 320
Dodał/a książkę: czytam

Ocena: 4.75 (4 głosów)

Rok 1922. Większość mieszkańców Zełwąg w pobliżu Mikołajek, tworzących niezwykle zżytą społeczność, staje się mormonami.

Rok 1998. W podmrągowskich lasach ktoś podpala na kamieniach ofiarnych zabite zwierzęta. Anna Sołowiecka, dziennikarka „Głosu Mrągowa” chce dociec, kim jest sprawca i dlaczego to robi. Jednocześnie próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci swojej przyjaciółki, mimo iż policja przyjęła wersję samobójstwa. Ma przeczucie, że obie sprawy coś łączy.

W mieście pojawia się czarnoskóry Bernard Mulunda Mayingo Bajohr. Spotkanie z nim prowadzi do odtworzenia przedwojennej historii Zełwąg. Fakty zaczynają się ze sobą splatać. Niespodziewanie jednak dziennikarska dociekliwość staje się śmiertelnie niebezpieczna.

Kup książkę Wiatr od jezior

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - catarina78
catarina78
Przeczytane:2017-07-17, Przeczytałam,
Anna Sołowiecka pracuje jako dziennikarka w lokalnej gazecie. Rutynę codziennych obowiązków przerywa jej nagle wiadomość o samobójczej śmierci przyjaciółki. Z poczucia obowiązku wobec zmarłej, a także z żalu po stracie Anna wszczyna prywatne śledztwo. Choć od kilku lat nie miała kontaktu ze zmarłą, uważa, że targnięcie się na własne życie nie pasuje do radosnej, pełnej życia dziewczyny. Sytuacja staje się tym bardziej podejrzana, gdy Anna wśród rzeczy przyjaciółki znajduje fotografię dziecka. Trop w niespodziewany sposób wiedzie w głąb mazurskich lasów, gdzie ktoś składa ofiary przebłagalne ze zwierząt. Pogański kult czy próba zastraszenia lokalnej społeczności? Anna odkrywa coraz więcej szczegółów dotyczących mrocznej historii mazurskiej ziemi. W drugim planie fabularnym cofamy się w przeszłość do czasów, kiedy w miejscowości Zełwąg w okolicach Mikołajek w latach dwudziestych poprzedniego stulecia większość mieszkańców stała się mormonami. Wkrótce wybuchła jednak druga wojna światowa, rozdzielając rodziny, skazując ich członków na przymusową emigrację. Po latach pewien czarnoskóry potomek amerykańskiej odnogi mormońskiej rodziny z Mazur wraca w rodzinne strony, by szukać korzeni swoich przodków. To on stanie się łącznikiem między przeszłością a teraźniejszością, pokazując, czym tak naprawdę powinna być wiara. Katarzyna Enerlich w swoim charakterystycznym stylu odkrywa kolejne sekrety ukochanej krainy. Tym razem szukając źródeł ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Wiatr od jezior

Avatar użytkownika - AdelaMi
AdelaMi
Ocena: 3, Przeczytałam,

Katarzyna Enerlich

 

Wiatr od jezior

 

 

Katarzyna Enerlich po raz kolejny zaprasza nas na pogranicze, gdzie nic nie jest oczywiste. Akcja jej kolejnej powieści toczy się gdzieś na Mazurach, w małej wsi Zełwągi, która nie jest ani sielska, ani malownicza. Wszystko tu ciemne, zimne i nieprzyjazne. Ludzie wierzą i w Boga, i w dobre pradawne bóstwa, nie zapominając też o tych złych, groźnych, które trzeba przebłagać, aby nie zsyłały pomoru na bydło i białego szkwału na jeziora, gdy rybacy są na połowie.

To wrogie, a przez tę wrogość zamknięte, miejsce staje się areną dziwnych wydarzeń, które pozornie rozpoczyna tajemnicza śmierć Marty, młodej kobiety, o której niewiele z początku wiemy. Marta to przyjaciółka, prawie siostra Anny, dziennikarki z Mrągowa. Anna doskonale wpasowuje się w namalowany przez Enerlich krajobraz. Ma za sobą nieudany związek, dodatkowo zajmuje się schorowanym ojcem, który od córki woli swoją nową przyjaciółkę, partnerkę życia. Jest samotna, zaskoczona swoją dziwną samotnością, która nie pozwala jej nawet na to, aby przygarnąć kota.

Kiedy Anna porządkuje rzeczy po Marcie, nagle odkrywa, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Rozpoczyna prywatne śledztwo.

Wydaje się, że okolice Mikołajek, Mrągowa i powieściowych, choć rzeczywistych Zełwąg, to idealne miejsce na tajemniczy thriller, powieść kryminalną z mocno zarysowanym tłem obyczajowym. Historia tych ziem sprzyja niedomówieniom. Wielu ludzi rości sobie prawa do stojących tam domów, a związek z ziemią może się wydawać mocniejszy niż narodowość. Przemieszane nacje, narzucony luteranizm, utracona tradycja, nie sprzyjały tworzeniu wspólnoty.

„Wiatr od jezior” przywołuje wątek mormońskich osadników, którzy pojawili się w Zełwągach w 1922 roku. Z ich osiedleniem się we wsi łączy się zło, które stało się tematem przewodnim historii. I tu pojawia się wątpliwość, nad którą trudno czytelnikowi zapanować. Jak rozumiem, intencją autorki nie było wskazanie winnych, bowiem w niewielkiej społeczności są bohaterowie pozytywni i negatywni. Zło czai się w człowieku, nie w wyznaniu. Jednak inspiracją czynionego bohaterom zła jest element kultu, a brak jednoznacznej interwencji ze strony współwyznawców może niepokoić.

Dodatkowo zabrakło w tym tekście wyraźnych wskazań, odwołań do specyficznego sposobu życia mormonów, a raczej ukazane to zostało raczej pobieżnie, choć takie prawo autora. Sądzę, że szerzej odmalowane tło, codzienne życie mieszkańców Selbongen (przedwojenne Zełwągi) dodałoby historii wdzięku. Pozostała ponura rzeczywistość.

Z drugiej strony, bardzo szczegółowo opisano każdy krok Anny. Rozumiem, że zadaniem dziennikarki jest odnalezienie prawdy, ale przypuszczam, że opisy ciekawego, bo nieco odmiennego do naszego, życia mormonów mogłoby czytelnika znacznie bardziej zainteresować, niż kolejny detektywistyczny krok Anny.

Przywołanie mormonów nie jest jedynie tłem, bowiem w takiej sytuacji Enerlich mogłaby odwołać się do czegokolwiek, stawiając na siermiężny PRL, trudne czasy po przełomie, albo dalej, historie sprzed II wojny światowej. Splatając losy Marty z mormońską grupą uczyniła to celowo, chcąc zaciekawić czytelnika. Zaciekawiony, pozostał sam, nie otrzymał bowiem wystarczająco dużo informacji o historii Zełwąg.

Za tym podążają kolejne pytania, o sposób funkcjonowania tajemniczego parasola, o opiekę medyczną w Zełwągach, o milczenie ludzi, którzy wszak wiele widzą. Wszystkie te pytania łączą się z ważnymi wątkami „Wiatru od jezior” i pozostają bez odpowiedzi. Szkoda.

Czekam na kolejną historię rodem z Mikołajek i okolic.

Link do opinii
Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Przeczytane:2017-06-15, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki w 2017 r.,
Wiatr od jezior zawsze niósł coś nowego, co zmieniało bieg dotychczasowych spraw. (s. 7) Tytuł postu celowo nawiązuje do znanej piosenki Czerwonych Gitar - ,,Wróćmy na jeziora". Kto był na mazurskich jeziorach, to właśnie na nie powróci, kto nie był, to ma okazję się tam wybrać, a dokładnie na jeziora powiatu mrągowskiego: Czos, Piłakno, Inulec, Płociczne, Głębokie. Przewodnikiem będzie najnowsza powieść Katarzyny Enerlich ,,Wiatr od jezior". To ona, oczywiście wraz z autorką, zabierze czytelnika do Mrągowa i okolic, by ukazać przeszłość tych ziem. Selbongen zaczęło się więc wtedy, kiedy bóg wód Perkun objawił się tu ludziom wraz z pierwszym białym szkwałem i pierwszą burzą. (s. 11) Współczesne Zełwągi koło Mikołajek dawniej nazywały się Selbongen. Była to wieś-wyspa położona między trzema jeziorami i puszczą. Nic dziwnego, że było to bardzo dobre schronienia dla wodnych i puszczańskich bogów, szczególnie dla boga wody - Peruna. Ale do czasu. W 1922 roku wiatr od jezior przyniósł nowe - do wsi przybyli z odległej Ameryki Frank i Max Schmidt z Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich z ,,Księgą Mormona" w ręku. Głosili oni dobrą nowinę, ewangelię. Po kilku dniach większość mieszkańców wioski przyjęła chrzest, a niebawem odbył się pierwszy mormoński ślub Bruna i Agaty Bajohr. Mijały lata, a mormońska społeczność Selbongen nadal żyła w odosobnieniu odcięta od świata przez swe położenie, dopóki po raz kolejny nie zawiał wiatr od jezior... Zimowe wieczory to czas, kiedy Mrągowo pustoszeje i człowiek ma wrażenie, że znalazł się nagle na końcu świata. Mazurskie rubieże mają to do siebie, że milkną po sezonie, jakby ktoś zamknął za ludźmi niewidzialną bramę. (s. 45) Druga płaszczyzna czasowa w powieści to grudzień 1998 roku. Zima w Mrągowie i na Mazurach daje się wszystkim we znaki, nie odpuszcza - duży mróz i opady śniegu to standard, przecież to polska Syberia. Anna Sołowiecka z lokalnego tygodnika ,,Głos Mrągowa" ma pełen ręce roboty, kilka rozpoczętych tematów, wiele pomysłów na nowe, by gazeta była ciekawa i czytana. Zawód dziennikarki, który sobie wybrała, bardzo do niej pasował, ale jednocześnie niszczył ją. Nie pozwalał się skupić dłużej na niczym, bo wciąż był nowy temat, z którym musiała się zmierzyć. Codziennie coś się działo i nie było możliwości popracowania na zapas, a potem odpoczynku. (s. 52) Pewnego dnia dziennikarka otrzymała smutną wiadomość od dyrektorki Domu Dziecka o jednej z byłych jej podopiecznych. Marta, przyjaciółka Anny, popełniła samobójstwo. To wersja policji, lecz dziennikarski nos Ani podpowiadał jej zupełnie co innego. Anna jako najbliższa osoba zmarłej musi zająć się jej rzeczami i mieszkaniem. W mieszkanku Marty coś ją niepokoi, dziennikarka dochodzi do wniosku, że coś jest nie tak. Uważnie wszystko obserwuje i notuje. Zaczęła dziennikarskie śledztwo. To było jedyne miejsce, jakie znał, gdzie pogańskie plemiona składały swoje ofiary, jest to więc miejsce przez krew tamtych ofiar w pełni uświęcone. (s. 114) W międzyczasie anonimowy rozmówca poinformował dziennikarkę, że na Wygonie za Zełwągami na kamieniu znaleziono zabite i spalone zwierzę oraz ślady krwi. Oprawca nie miał litości dla zwierzęcia, więc Ania jedzie to sprawdzić. Okazuje się, iż na kamieniu ofiarnym leżą szczątki sarny, a w śniegu karteczka z dziwnym tekstem. Dziennikarka doskonale wie, że policja zlekceważy to zgłoszenie, dlatego sama postanawia się dowiedzieć prawdy. W dodatku ma przeczucie, że śmierć przyjaciółki i ofiary ze zwierząt coś łączy, a przy okazji powstanie ciekawy artykuły. Jeśli tego nie przeżyjesz, to dobrze o tym nie napiszesz. My, dziennikarze, jesteśmy naprawdę jak hieny. Bazujemy na tym, co najbardziej dotyka ludzi, by opisywać to w sposób rzetelny i prawdziwy. (s. 67) Ale to nie wszystkie sprawy, którymi w tym momencie zajmuje się dziennikarka. Jej kolejny temat to sprawa mrągowskich bezdomnych i zorganizowanie im pomocy. O pomoc w odnalezieniu rodziny prosi ją czarnoskóry Amerykanin Bernard Mulunda Mayingo Bajohr. Rozmowa z obcokrajowcem prowadzi dziennikarkę do Zełwąg i do odtworzenia historii wsi, gdyż wszystkie tropy prowadzą do Zełwąg, zaś dociekliwość dziennikarska do... różnych wydarzeń, ale o tym dowiecie się z kart powieści. Anielski patrol wkracza do akcji. Czas rozpocząć misję. (s. 81) Katarzyna Enerlich też ma misję. W powieści ,,Wiatr od jezior" autorka porusza bardzo wiele istotnych tematów. Ważne jest, w co wierzyli mieszkańcy mazurskich ziem, ponieważ musieli wierzyć w jakieś bóstwa, w jakiegoś Boga, szczególnie w trudnych czasach. W Zełwągach i okolicy zaczyna się wiara od bóstw pogańskich, przez religię Żydów, Mormonów do chrześcijaństwa. Bo na ziemiach mazurskich zawsze był tygiel religijno-narodowościowy. Mormoni to dobrzy ludzie. (s. 107) Drugi ważny temat w powieści to wątek społeczny, ważny niezależnie od czasu wydarzeń. Mieszkańcy Zełwąg tworzyli zżytą społeczność, pomagali sobie w trudnych sytuacjach. Także mieszkańcy Mrągowa tworzą taką społeczność i nie pozostają obojętni na los bezdomnych. Ludzie reagują na zło i okrucieństwo, chcą pomóc złapać mordercę zwierząt. To obraz życia mieszkańców pod koniec lat 90. XX wieku. Czytelnik ma okazję przyjrzeć się im, obserwować ich relacje i zachowania oraz emocje, poznać ich myśli i skrywane sekrety, być z nimi w chwilach dobrych i złych, szczególnie Annie Sołowieckiej, która znów chętnie związałaby się z policjantem Jackiem. Przechadza się ulicami Mrągowa, zagląda do mrągowskiego szpitala i Domu Dziecka, do siedziby lokalnego tygodnika i do lokum bezdomnych. Poznaje pracę dziennikarską niemalże od podszewki, towarzyszy dziennikarzom w trakcie pracy (autorka była dziennikarką przez krótki czas), a przy okazji poznaje historię i okolice oraz zostaje wplątany w dwie kryminalne sprawy - śmierć młodej bibliotekarki oraz składanie ofiar ze zwierząt na kamieniach w okolicach Mrągowa. Dobro na świecie istnieje i ma różne oblicza. (s. 236) Tę prawdę w swej książce Katarzyna Enerlich udowadnia wielokrotnie, tak przy okazji. Jednak przede wszystkim czuć miłość autorki do ziemi mazurskiej, do mrągowskiej ziemi. Pani Kasia mieszka koło Mrągowa, czerpie z bogactwa tej ziemi pełnymi garściami, więc dokładnie wie, o czym pisze. Literackim językiem opisuje barwną historię ziemi mazurskiej, jej piękno i mieszkańców. Bazując na faktach, cytatach z ,,Biblii", pamiętnika Ezry Bensona, obrazach życia pod koniec lat 90. XX wieku oraz swej bujnej wyobraźni wykreowała taki świat przedstawiony, w którym pozacierane zostały wszelkie granice. Kompozycja tej powieści jest podobna do poprzedniej książki autorki. Tu także przeszłość miesza się z teraźniejszością, co wyraźnie zaznaczają tytuły rozdziałów. Fakty z przeszłości splatają się ze współczesnymi i razem tworzą barwną mozaikę ziemi mazurskiej i jej mieszkańców. Samo południe, a ona tu stoi i patrzy, jak błękit nieba oplata kontur Ratusza, jak dęby piramidalne, rosnące na początku promenady prowadzącej do jeziora Czos, wcinają się wysoko w ten błękit. (s. 279) A na koniec trochę prywaty, w końcu mieszkam w sąsiednim powiecie, znam Mrągowo i znam autorkę... Wraz z narratorem spacerowałam po Mrągowie, przyglądając się znanym mi miejscom. Miasto jak żywe! Przypomniałam sobie podróż pociągiem z Mrągowa do Olsztyna (jednym z ostatnich) w tamtym czasie, który w powieści jest czasem fabularnym. Wspomniany chleb smażony w jajku to smak mego dzieciństwa, ale i jako dorosła osoba czasami jeszcze sobie go robię i zajadam ze smakiem. O zimach na Mazurach autorka napisała samiuśką prawdę, co mogę potwierdzić własnymi doświadczeniami. I nie dziwota, że w powieści pada sformułowanie ,,polska Syberia". Ważnym bohaterem dla mnie była wspomniana Maria Dönhoff, hrabina pochodząca z Prus, której rodzina w sąsiedniej wsi miała pałac, a ona sama była ostatnią z rodu Dönhoffów. Więc się nie dziwcie, że dla mnie ta książka jest bardzo bliska i może bardziej subiektywnie ją odbieram niż inni czytelnicy, blogerzy. Wróćcie na jeziora, poczujcie wiatr we włosach, może coś się wydarzyć. Powieść polecam absolutnie i bez wyjątku wszystkim mieszkańcom Mazur oraz ludziom zakochanych w Mazurach i tym wszystkim, którzy jeszcze nie gościli w Krainie Wielkich Jezior Mazurskich.
Link do opinii
Avatar użytkownika - jolantasatko
jolantasatko
Przeczytane:2017-07-18, Ocena: 6, Przeczytałam, 2017,
Inne książki autora
Prowincja pełna szeptów
Katarzyna Enerlich0
Okładka ksiązki - Prowincja pełna szeptów

"Prowincja pełna szeptów" Katarzyny Enerlich miała być ostatnim tytułem sagi – nie zgodzili się na to Czytelnicy, a i sami bohaterowie zdecydowanie...

Prowincja pełna czarów
Katarzyna Enerlich0
Okładka ksiązki - Prowincja pełna czarów

Mówisz czasem, że w Twoim życiu nie dzieje się nic szczególnego? Mylisz się. Życie przepełnione jest codziennymi czarami - magią codzienności...

Recenzje miesiąca
Drogowskazy
Wiktor Osiatyński
Okładka książki - Drogowskazy
Zadry
Dominik Rutkowski
Okładka książki - Zadry
Świat kupek
Terry Pratchett
Okładka książki - Świat kupek
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy