Wielopokoleniowa opowieść o dorastaniu, pamięci i miłości, która nie chce odejść; pełna emocji saga rodzinna o kobietach, które próbują odnaleźć siebie pośród wielkiej historii. Książka otwiera cykl „Gdańskie historie”.
Michalina Motyl dorasta w Gdańsku przełomu lat 80. i 90. – w świecie Polonezów, Pewexów, telewizorów dudniących od przemówień polityków i rodzinnych tajemnic, o których lepiej nie mówić głośno. W domu Motylów nic nie jest proste: matka odchodzi, ojciec próbuje ocalić rodzinę, a nad wszystkim unosi się cień trudnej historii miasta. Kiedy w życiu Michaliny pojawia się Michał – tajemniczy, charyzmatyczny mężczyzna związany z wpływową rodziną Meyerów – uczucie odmieni jej życie na zawsze.
Równolegle toczy się opowieść o mieście rozdwojonym między polskością i niemieckością, między ruiną a odbudową, między przeszłością a nowym początkiem. Losy bohaterów splatają się tu z historią Wolnego Miasta, wojennej tragedii i narodzin współczesnej Polski.
Wydawnictwo: Axis Mundi
Data wydania: 2026-09-25
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 498
„Mogłam się jedynie domyślić, że najbardziej cenił wolność, którą mieliśmy, tę przywiezioną na czołgach z czerwoną gwiazdą”.
„Motyle z miasta wolności” Joanny Marat, pierwszy tom serii „Gdańskie historie”, zabrał mnie do Gdańska przełomu lat 80. i 90. To czas ogromnych zmian, kiedy w sklepach pojawiały się Pewexy, po ulicach jeździły Polonezy, a z telewizorów płynęły przemówienia polityków. Jednak za tym obrazem zmieniającej się Polski kryją się przede wszystkim ludzkie historie, rodzinne problemy i sekrety, które przez lata nie zostały wypowiedziane.
Główną bohaterką jest Michalina Motyl, która dorasta w niełatwej sytuacji rodzinnej. Matka odchodzi, ojciec próbuje utrzymać rodzinę, a dziewczyna musi odnaleźć się w świecie, w którym nic nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Jej życie dodatkowo komplikuje pojawienie się Michała, tajemniczego i charyzmatycznego mężczyzny związanego z wpływową rodziną Meyerów. Rodzące się między nimi uczucie szybko okazuje się czymś znacznie bardziej skomplikowanym niż zwykła historia miłosna.
Połączenie prywatnych losów bohaterów z historią Gdańska było dla mnie jednym z najciekawszych elementów tej powieści. Miasto nie jest tutaj jedynie miejscem, w którym toczy się akcja. Ma swoją pamięć, rany i tajemnice. Autorka pokazuje Gdańsk rozdarty między polskością a niemieckością, przeszłością a przyszłością, wojenną tragedią a próbą odbudowania normalnego życia.
Bardzo podobało mi się, że historia Gdańska nie została tutaj potraktowana tylko jako tło. To, co działo się z miastem przez kolejne lata, ma wpływ na ludzi, ich rodziny i podejmowane przez nich decyzje. W tej historii przeszłość cały czas jest obecna, nawet wtedy, kiedy bohaterowie próbują o niej zapomnieć. Rodzinne tajemnice i przemilczane sprawy z czasem zaczynają wychodzić na światło dzienne, pokazując, że od własnej historii nie zawsze można po prostu uciec.
Michalina wzbudziła we mnie sporo emocji. Obserwowałam, jak dorasta, podejmuje decyzje, poznaje miłość i próbuje zrozumieć własną rodzinę. Nie zawsze było mi łatwo zgodzić się z jej wyborami, ale dzięki temu wydawała mi się bardziej prawdziwa. Jej historia nie jest przesłodzona, a relacje między bohaterami mają swoje trudne i bolesne strony.
„Motyle z miasta wolności” to historia, która potrzebuje trochę czasu, żeby odkryć przed czytelnikiem wszystkie swoje warstwy. Autorka przygotowała świetne połączenie rodzinnych tajemnic, skomplikowanych relacji z historią Gdańska. Im dalej czytałam, tym bardziej widziałam, jak mocno przeszłość potrafi wpływać na życie kolejnych pokoleń. Ta część rozbudziła moją ciekawość kolejnych losów bohaterów i już nie mogę się doczekać, czym Joanna Marat zaskoczy mnie w następnym tomie, bo mam wielką ochotę sprawdzić, dokąd dalej zaprowadzą mnie „Gdańskie historie”.
Lubię powieści z historią w tle, więc książka, która rozgrywa się w czasach PRL-u, a we wspomnieniach wracają echa II wojny światowej jak najbardziej do mnie przemawia. Wojenną historię Gdańska znałam słabo, to się podczas lektury dowiedziałam nieco więcej. Dobrze oddany klimat tamtych czasów. Jedyny minus dla mnie , to początek powieści, a dokładnie przemyślenia Michaliny. Ma ona wtedy 11 lat, potem 12, a jej obserwacje dotyczące rodziców i ich związku są wnioskami dorosłej osoby. No tak na pewno nie myśli nastolatka. Więc to mnie dosyć mocno raziło. Ale potem było ok. Całość dosyć wciągająca.
Kiedy niespełniona miłośniczka średniowiecza rozpoczyna internetową znajomość z nieznajomym z Nowego Jorku, oboje wiedzą, że to nie będzie normalna, bezpieczna...
To nie jest saga, bo nitka rwie się gdzieś w połowie ściegu i zamiast dumnego pochodu kolejnych pokoleń, spod igły wyskakują same pojedyncze egzemplarze...