Okładka książki - Głodny dom

Głodny dom


Ocena: 5.2 (5 głosów)

Nie każdy dom jest nawiedzony. Niektóre są po prostu głodne.

Claire i Tom marzą o miejscu, w którym ich rodzina będzie bezpieczna. Stary dom na przedmieściach wydaje się spełnieniem wszystkich pragnień.Szybko jednak okazuje się, że to miejsce ma własne potrzeby.

Najpierw znikają kwiaty. Potem jedzenie. Zwierzęta. Wszystko, co kiedyś żyło. Aż przychodzi pora na coś znacznie cenniejszego... A po każdej uczcie świat zapomina, że ofiary kiedykolwiek istniały.

Wkrótce Claire odkrywa, że z domem zaczyna ją łączyć dziwna więź. Ale każdy układ ma swoją cenę. Głód narasta. Ściany zaczynają domagać się kolejnych ofiar. Bo jeśli raz nakarmisz dom, on już nigdy nie wypuści cię ze swoich ścian.

Mroczny, przerażający i diabelnie pomysłowy horror, który zamienia marzenie o idealnym domu w najgorszy koszmar. Po lekturze dwa razy zastanowisz się, zanim przekroczysz próg własnego.

Informacje dodatkowe o Głodny dom:

Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2026-08-19
Kategoria: Horror
ISBN: 9788328740303
Liczba stron: 352
Tytuł oryginału: The House That Eats the Dead

Tagi: Horrory i literatura grozy

więcej

Kup książkę Głodny dom

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Głodny dom - opinie o książce

Avatar użytkownika - ksiazka_w_kwiatach
ksiazka_w_kwiatach
Przeczytane:2026-09-27,

Horrory i powieści grozy nie są gatunkami, po które sięgam najczęściej. Zdarza mi się jednak natrafić na historię, której opis zatrzymuje mnie na dłużej i budzi zwyczajną, ludzką ciekawość: co takiego kryje się między kartami tej książki? Tak właśnie było w przypadku „Głodnego domu” Maxa Doty’ego. Pomysł na dom, który nie jest po prostu nawiedzony, lecz… głodny, wydał mi się na tyle intrygujący, że postanowiłam sprawdzić, dokąd autor poprowadzi ten nietypowy koncept.

 

Claire i Tom wraz z rodziną przeprowadzają się do starego domu na przedmieściach, licząc na spokojne i bezpieczne życie. Wkrótce odkrywają jednak, że dom skrywa mroczną tajemnicę — żywi się wszystkim, co żyje. Początkowo znikają kwiaty, jedzenie i zwierzęta, lecz z czasem jego głód zaczyna domagać się ludzkich ofiar.

Claire zauważa, że po każdej kolejnej „uczcie” świat zapomina o osobach, które zniknęły. Co więcej, sama zaczyna odczuwać coraz silniejszą więź z domem i odkrywa, że jego wpływ na rodzinę jest znacznie większy, niż początkowo przypuszczała. Próba zaspokojenia jego głodu prowadzi do coraz straszniejszych konsekwencji, a Claire musi zmierzyć się z pytaniem, jak wiele jest gotowa poświęcić, by ocalić swoich bliskich.

Dom okazuje się nie schronieniem, lecz żywą, żądną ofiar pułapką, z której raz związanej z nim osoby może już nie wypuścić.

 

„Głodny dom” Maxa Doty’ego to powieść, która od pierwszych stron wciąga czytelnika w atmosferę spowitą tajemnicą oraz narastającym niepokojem, sugerującym, że z tym pozornie zwyczajnym domem jest coś zdecydowanie nie tak. Nie jest to jednak horror, który przez cały czas stara się wywołać gęsią skórkę. Brakuje tu nieustannego budowania napięcia, które zmuszałoby do oglądania się za siebie przy każdym skrzypnięciu podłogi.

I właściwie wcale mi tego nie brakowało.

Max Doty miał interesujący pomysł na konstrukcję fabuły i moim zdaniem w pełni go wykorzystał. Zamiast kolejny raz opowiadać historię o domu nawiedzonym przez duchy, klątwy czy demony, stworzył coś znacznie bardziej nietypowego. Dom staje się niemal osobnym bohaterem – tajemniczym, kapryśnym, trudnym do zrozumienia i przede wszystkim nienasyconym.

Choć historia nie wywołuje dreszczy i nie budzi charakterystycznego dla horrorów niepokoju, jest w niej coś, co sprawia, że chce się wiedzieć, co wydarzy się dalej. To właśnie ta ciekawość okazała się dla mnie największą siłą powieści.

Im więcej możliwości domu poznajemy, tym bardziej zaczynamy się zastanawiać, do czego można by go jeszcze wykorzystać. A wraz z tym pojawia się znacznie ciekawsze pytanie: co zrobiłby człowiek, gdyby dostał do ręki narzędzie pozwalające usuwać z rzeczywistości rzeczy, ludzi, problemy i konsekwencje?

To właśnie tutaj „Głodny dom” zyskuje drugi, bardziej interesujący wymiar. Dom nie jest przecież dobry ani zły w klasycznym znaczeniu. To ludzie decydują, jak wykorzystują jego możliwości. A pokusa, by z rozwiązania problemu uczynić wygodny sposób na pozbycie się wszystkiego, co nam przeszkadza, okazuje się niezwykle niebezpieczna.

Jedną z rzeczy, które szczególnie doceniłam, jest tempo tej książki. „Głodny dom” czyta się błyskawicznie. Fabuła została skonstruowana sprawnie, a kolejne wydarzenia naturalnie wynikają z poprzednich. Rosnące możliwości domu sprawiają, że cały czas pojawia się coś, co popycha historię naprzód.

Nie jest to przy tym książka, która na siłę komplikuje własną mitologię. Autor nie zasypuje czytelnika dziesiątkami wyjaśnień ani nie próbuje dokładnie rozpisać instrukcji obsługi domu. I bardzo dobrze. Tajemnica działa tutaj właśnie dlatego, że pozostaje tajemnicą.

Dom po prostu jest – głodny, dziwny i niepokojąco użyteczny.

Podobało mi się również to, że historia momentami potrafi być absurdalna, a jednocześnie nie traci przez to swojego uroku. Ten kontrast sprawia, że książka nie staje się ciężką, ponurą lekturą. Jest w niej pewna przewrotność, a nawet czarny humor, dzięki czemu czyta się ją z dużą przyjemnością.

Nie wszystko jest tutaj równie mocne i nie powiedziałabym, że „Głodny dom” to horror, który na długo pozostawia po sobie koszmary. Momentami można mieć wrażenie, że autor mógłby mocniej popracować nad atmosferą czy konsekwencjami niektórych wydarzeń. Niektóre rozwiązania są na tyle osobliwe, że wymagają od czytelnika zaakceptowania reguł tej historii bez zadawania zbyt wielu pytań. Ale kiedy już wejdzie się w tę konwencję, trudno się od niej oderwać.

„Głodny dom” okazał się dla mnie przyjemnym zaskoczeniem. Sięgając po tę książkę, nie oczekiwałam od niej wielkiej literackiej grozy ani historii, która sprawi, że po zgaszeniu światła będę nerwowo nasłuchiwała odgłosów dochodzących zza ściany. Dostałam natomiast bardzo sprawnie napisaną, oryginalną i przede wszystkim angażującą opowieść o domu, którego największym problemem jest to, że nigdy nie jest najedzony.

Najbardziej urzekł mnie sam pomysł i sposób, w jaki Max Doty go rozwinął. Z pozornie prostego konceptu stworzył historię, która z czasem zaczyna dotykać znacznie ciekawszych tematów: pamięci, straty, odpowiedzialności, pokusy i tego, jak łatwo można przekroczyć granicę, kiedy dostaje się możliwość usunięcia konsekwencji własnych decyzji.

„Głodny dom” to książka, która nie wymaga od czytelnika dużego zaangażowania czasowego – czyta się ją szybko, płynnie i z dużym zaangażowaniem. Strony same przelatują przez palce, a ciekawość, co tym razem postanowi pochłonąć dom, skutecznie pcha historię do przodu.

Czy jest to horror dla każdego? Niekoniecznie. Osoby poszukujące przede wszystkim intensywnej grozy, dusznej atmosfery i autentycznego strachu mogą poczuć pewien niedosyt. Jeśli jednak ktoś ma ochotę na coś nietypowego, lekkiego w odbiorze, momentami absurdalnego, a przy tym z naprawdę interesującym pomysłem wyjściowym – „Głodny dom” zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Dla mnie to była przede wszystkim bardzo dobra rozrywka i jedna z tych historii, które pokazują, że motyw nawiedzonego domu wciąż można opowiedzieć w świeży sposób. Polecam!

Link do opinii

🖤 RECENZJA 🖤

„Głodny Dom”

Autor: Max Doty

Wydawnictwo: Akurat

Po tej książce zaczęłam trochę inaczej patrzeć na własny dom.

I chyba właśnie o to chodzi w dobrym horrorze.

Myślałam, że boję się nawiedzonych domów. Duchów, skrzypiących drzwi, kroków słyszanych w środku nocy…

Okazuje się jednak, że znacznie bardziej przeraża mnie dom, który wcale nie jest nawiedzony.

Bo co może być gorszego od ducha?

Domu, który żyje.
Który obserwuje.
Który reaguje.
Który ma własne potrzeby.

Domu, który jest… głodny.

Claire i Tom chcą po prostu znaleźć dla swojej rodziny bezpieczne miejsce. Nowy początek. Azyl, w którym można zamknąć drzwi i choć na chwilę zostawić za nimi wszystko, co wydarzyło się wcześniej.

Dom wydaje się idealny.
Duży. Piękny. Pełen charakteru.
Tylko że nie każdy dom chce być domem.
Początkowo pojawiają się drobiazgi.
Coś znika.
Potem znika coś jeszcze.
Jedzenie. Kwiaty. Przedmioty.
Rzeczy, które przecież przed chwilą były na swoim miejscu.

Można próbować znaleźć racjonalne wyjaśnienie. Można wmówić sobie, że to przypadek, zmęczenie albo zwykła pomyłka.

Tylko jak długo można udawać, że nic się nie dzieje, kiedy zaczynasz rozumieć, że ten dom naprawdę czegoś chce?

Bo on nie tylko zabiera.

On je.

A jego apetyt rośnie.

I właśnie tutaj Max Doty zrobił coś, co naprawdę mnie kupiło.

Nie stworzył kolejnego horroru o duchach czy demonach.

Stworzył żywy dom.

I nie jest on jedynie miejscem akcji. Nie jest dekoracją, w której przypadkiem rozgrywa się historia.

On jest jej częścią.

Obserwuje. Reaguje. Ma swoje potrzeby, swoje zasady i sposób komunikowania się z mieszkańcami.

A im więcej Claire zaczyna rozumieć, tym bardziej pojawia się pytanie, które towarzyszyło mi niemal przez całą lekturę:

Czy to Claire próbuje oswoić dom, czy może dom powoli oswaja Claire?

I właśnie ta relacja była dla mnie jedną z najciekawszych rzeczy w całej książce.

Bo Claire nie tylko zaczyna się go bać.

Ona zaczyna go poznawać.

A kiedy zaczynamy poznawać coś, czego powinniśmy się bać, sytuacja robi się naprawdę niepokojąca.

Bo łatwo uciekać przed czymś, co postrzegamy wyłącznie jako zagrożenie.

Znacznie trudniej, kiedy to samo coś może stać się naszym schronieniem.

I tutaj horror zaczyna zadawać dużo trudniejsze pytania.

Co jesteśmy w stanie zrobić, żeby ochronić rodzinę?

Gdzie kończy się konieczność, a zaczyna moralność?

Jak daleko można przesunąć własne granice, kiedy zagrożone jest życie kogoś, kogo kochamy?

I czy można wykorzystać coś przerażającego, jeśli dzięki temu możemy ocalić swoich bliskich?

To właśnie te pytania zostały ze mną najdłużej.

Bo „Głodny Dom” nie straszy mnie wyłącznie tym, co mieszka za ścianami.

On zaczyna straszyć mnie tym, do czego zdolny może być człowiek postawiony pod ścianą.

🖤 Szczególnie mocno zadziałał na mnie motyw pamięci.

Wyobraźcie sobie, że tracicie kogoś bliskiego.

A potem odkrywacie, że świat nie tylko stracił tę osobę.

Świat przestał pamiętać, że ona kiedykolwiek istniała.

Nie ma wspólnych wspomnień.

Nie ma znaczenia, które można komuś przypomnieć.

Nie ma pewności, że ktokolwiek poza Wami pamięta.

I nagle pojawia się jeszcze gorsze pytanie:

A jeśli to ja zaczynam tracić rozum?

Dla mnie właśnie to było przerażające.

Bo śmierć odbiera człowieka.

Ale wymazanie jego istnienia odbiera również pamięć o nim.

A przecież pamięć jest tym, co zostaje po człowieku.

To właśnie tutaj horror zaczyna dotykać czegoś znacznie bardziej ludzkiego, straty, żałoby, lęku przed zapomnieniem i potrzeby pozostawienia po sobie śladu.

I chyba dlatego ta książka momentami działała na mnie mocniej niż niejeden krwawy horror.

Nie potrzebowałam hektolitrów krwi.

Nie potrzebowałam ciągłych niespodziewany momentów.

Wystarczył cichy chrobot.

Skrzypnięcie.

Dźwięk dochodzący zza ściany.

Rzecz, która przed chwilą była na swoim miejscu, a teraz zniknęła.

I świadomość, że nie jesteś sama, nawet kiedy jesteś sama.

Max Doty bardzo dobrze buduje atmosferę.

Nie spieszy się.

Pozwala, żeby niepokój narastał powoli.

Aż zwyczajne rzeczy zaczynają wydawać się podejrzane.

Lodówka przestaje być tylko lodówką.

Piwnica przestaje być tylko piwnicą.

Korytarz po zmroku przestaje być tylko korytarzem.

A własny dom?

Nagle staje się miejscem, któremu zaczynasz się uważniej przyglądać.

I muszę przyznać, uwielbiam, kiedy książka potrafi zrobić coś takiego z moją wyobraźnią.

„Głodny Dom” jest dziwny.

Momentami bardzo dziwny.

Ale wiecie co?

W tym przypadku to ogromny komplement.

Kilka razy podczas czytania pomyślałam:

„Co ja właściwie czytam?”

…po czym przewracałam kolejną stronę, bo natychmiast musiałam wiedzieć, co wydarzy się dalej.

I właśnie ta nieprzewidywalność bardzo mi się podobała.

Nie wiedziałam, czego spodziewać się po domu.

Nie wiedziałam, dokąd zaprowadzi Claire jej fascynacja nim.

I przede wszystkim nie wiedziałam, gdzie w tej historii znajduje się granica między tym, czego należy się bać, a tym, co może okazać się potrzebne.

A kiedy pojawia się zagrożenie dla dziecka, wszystko nabiera jeszcze innego znaczenia.

Bo wtedy nie chodzi już tylko o dom.

Chodzi o matczyny instynkt.

O strach.

O desperację.

O tę część człowieka, która w sytuacji zagrożenia potrafi przekroczyć granicę, o której wcześniej nawet nie chciała myśleć.

I właśnie wtedy zaczęłam się zastanawiać:

Czy naprawdę istnieją rzeczy, których nigdy byśmy nie zrobili?

Czy po prostu nie znaleźliśmy się jeszcze w sytuacji, która zmusiłaby nas do ich zrobienia?

To właśnie sprawiło, że „Głodny Dom” stał się dla mnie czymś więcej niż historią o niezwykłym budynku.

To opowieść o rodzinie.

O strachu.

O traumie.

O pamięci.

O utracie.

O potrzebie bezpieczeństwa.

I przede wszystkim o granicach.

Bo granice nie zawsze przekraczamy jednym wielkim krokiem.

Czasami robimy to po trochu.

Najpierw o milimetr.

Potem o kolejny.

Aż nagle orientujemy się, że jesteśmy po drugiej stronie.

I nawet nie wiemy, kiedy tam przeszliśmy.

I chyba właśnie dlatego ta książka tak mocno została mi w głowie.

Bo po jej przeczytaniu nie pytałam już tylko:

„Czy bałam się tego domu?”

Zaczęłam pytać:

„A co, gdybym naprawdę w nim mieszkała?”

Czy uciekłabym?

Czy próbowałabym go zniszczyć?

Czy chciałabym go zrozumieć?

A może, tak jak Claire z czasem nauczyłabym się z nim żyć?

Nie wiem.

I chyba właśnie to podoba mi się najbardziej.

Bo dobry horror nie kończy się w momencie, kiedy zamykasz książkę.

Czasami wychodzi razem z Tobą.

I jeszcze długo później sprawia, że kiedy w nocy słyszysz cichy dźwięk zza ściany, przez chwilę zastanawiasz się, czy to na pewno tylko dom.

⭐ Moja ocena: 9/10

„Głodny Dom” to mroczna, nietypowa i zaskakująco wciągająca historia dla tych, którzy lubią grozę budowaną nie przez tanie straszaki, ale przez atmosferę, psychologię i pytania, na które wcale nie chcemy znać odpowiedzi.

Bo najstraszniejsze w tej historii nie jest to, że dom jest głodny.

Najstraszniejsze jest to, że z czasem zaczynamy rozumieć, czego chce.

A jeszcze gorsze?

Że zaczynamy się zastanawiać, czy sami byśmy go nie nakarmili.

Link do opinii

Lubicie historie o nawiedzonych domach? Jak pewnie większość z was, ja też na każdą wiadomość o nowej książce od wydawnictwa Akurat szaleję z ciekawości, dlatego też widząc "Głodny dom" wiedziałam, po prostu wiedziałam, że to będzie coś mocnego! Pomysł na dom, który niczym żywe stworzenie odczuwa głód, naprawdę mnie zaintrygował- wprost nie mogłam oderwać się od tej historii. Stopniowe odkrywanie mrocznych sekretów budynku napawało mnie niepokojem, ale też ciekawością, do czego jest on jeszcze zdolny. Dom z powieści "Głodny dom" nie był jedynie budynkiem – był kolejną z postaci, która na równi z bohaterami "posiadała" duszę oraz pragnienia- niczym ulubiony pupil rodziny, który pomagał, słuchał oraz uczył się, by nie zawieść zaufania członków rodziny.

 

Był jej częścią... Stał się z nią jednością... Podobał mi się psychologiczny motyw powieści ukazany przez autora, który ukazuje nam, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, by dopiąć swego w momencie, gdy czujemy się całkowicie bezkarni... Jak wiele poświęcimy, by w "po trupach do celu" trupami nie okazali się nasi bliscy. Powiem wam, że tę powieść czytało się naprawdę szybko – akcja była dynamiczna, język naprawdę przystępny, a poziom dziwności i sekretów wzrastał niczym temperatura tego lata :) Uwierzcie, że dom rodziny Morganów nie był jednym z tych pospolitych nawiedzonych domów jakich wiele – to budynek, który mimo swych wad dawał się kochać i chronił tych, którzy o niego dbali. Dlatego też bardzo polecam wam tę świetną oraz oryginalną historię. I mimo że nie był to do końca horror, to czuję się w pełni usatysfakcjonowana i czekam na więcej takich historii autorstwa Maxa Doty'ego.

Link do opinii

Lubicie historie o nawiedzonych domach, które uprzykrzają życie ich mieszkańcom? Jeśli tak, to koniecznie sięgnijcie po „Głodny dom” autorstwa Maxa Doty z oferty Wydawnictwa Akurat, bo ta historia powali Was na kolana. Duży, stary dom na przedmieściach, pozornie niemy bohater tej narracji, udowodni Wam, że najciekawsze rzeczy dzieją się za jego zamkniętymi drzwiami.

Akcja powoli nabiera tempa, sącząc niepokój niczym głód, który z każdą chwilą staje się coraz bardziej dotkliwy. Max Doty cierpliwie buduje atmosferę, pozwalając, by kolejne rozdziały odsłaniały następne warstwy tajemnicy. Dom stopniowo odkrywa swoje sekrety przed czytelnikami, a jego poczynania na przemian szokują i odrażają czytelników.

Dom nie mówi ani słowa, a mimo to jego obecność czuć na każdej stronie. Ma własny charakter i specyficzny stosunek do swoich czworga (a nawet pięciorga) mieszkańców - obserwuje ich i zdaje się decydować, kto może czuć się w nim bezpiecznie. To nie jest zwykły budynek nawiedzony przez duchy. To żywa, łaknąca istota, której apetyt wydaje się nie mieć końca.

I nie chodzi wyłącznie o metafory. Ten dom karmi się lękiem, napięciem i ludzkimi emocjami, ale przede wszystkim ma wyjątkową słabość do serc. Motyw głodu przewija się przez całą historię, nadając jej niemal organiczny charakter. Czułam, jak ściany wręcz pożerają spokój bohaterów, a kolejne wydarzenia są jak następne kęsy w uczcie, której końca nie widać.

Ogromnym atutem książki jest klimat. Autor świetnie balansuje między horrorem a psychologicznym napięciem. Skrzypiące podłogi, ciemne korytarze i zamknięte drzwi nabierają zupełnie nowego znaczenia, gdy ma się świadomość, że dom nie jest jedynie tłem wydarzeń, ale drapieżnikiem cierpliwie czekającym na odpowiedni moment.

„Głodny dom” to historia dla tych, którzy lubią, gdy groza dojrzewa powoli i z każdą stroną staje się coraz bardziej sycąca - choć w tym przypadku to czytelnik karmi swoją ciekawość, a dom nieustannie domaga się więcej.

Polecam, bo ta proza ma swój mroczny klimat. 👌

Link do opinii

,,Czasami drobne kłamstewka są niezbędne, żeby przetrwać dzień i nie oszaleć". 

 

Ten dom od początku wydawał się idealny. Przestronne wnętrza, duży ogród i sterylna, niemal nienaturalna czystość. Claire od pierwszej chwili czuła, że to właśnie ich miejsce. Przestrzeń, która miała odgrodzić jej rodzinę od dotychczasowego zgiełku i pozwolić zacząć wszystko od nowa. Choć na początku nie była pewna, jaką decyzję podejmie ekscentryczna właścicielka, ta ostatecznie wybrała właśnie ich. Nie posiadali się ze szczęścia.

Do czasu.

Najpierw zaczęły znikać drobne rzeczy. Potem jedzenie pozostawione w kuchni psuło się w ciągu zaledwie kilku godzin. Z czasem Claire zaczęła dostrzegać zjawiska, których nie dało się już wyjaśnić zwykłym złudzeniem optycznym. Co ciekawe, nikt poza mieszkańcami nie zauważał tego, co działo się w budynku, zupełnie tak, jakby wszystko, co wydarzyło się chwilę wcześniej, nigdy nie istniało. Claire powoli odkrywa tajemnice posiadłości i poznaje prawdę o tym, co czyni ją tak wyjątkową. Jednak ta wyjątkowość ma swoją cenę.

 

,,Między innymi na tym polega przetrwanie. Ignorujesz część złych rzeczy, zapominasz o reszcie i dzięki temu jesteś w stanie dotrwać do następnego dnia. A jeśli komuś się poszczęści, tak jak tobie, w nagrodę dostajesz takie chwile jak ta".

 

Gdybym miała jednym słowem skomentować tę fabułę, nazwałabym ją zaskakującą. To historia nieobliczalna, dokładnie tak, jak sam dom i jego mieszkańcy. Trudno bowiem inaczej określić decyzję bohaterów, którzy w obliczu niewyobrażalnych zjawisk, zamiast uciekać, dają się uwieść narastającej tajemnicy. Zafascynowani, z niemal magnetyczną pasją odkrywają, do czego zdolny jest ich nowy dom.

Największa uwaga skupia się oczywiście na Claire. W młodości często nazywana chimeryczną, teraz powoli zrzuca z siebie łatkę idealnej gospodyni domowej i matki na rzecz tej nieprzewidywalnej cząstki siebie. Jej wybory mogą zaskakiwać, ale wydają się słuszne, jakby z domem łączyło ją znacznie więcej, niż widać na pierwszy rzut oka.

Wbrew obawom nie znalazłam tu przesadnej makabry. I nawet jeśli posiadłość ma swoje ,,smaczki", bo trzeba przyznać, że jej gust kulinarny jest dość specyficzny, to podczas lektury ani razu nie poczułam obrzydzenia. To powieść przesiąkniętą gęstą atmosferą, mrokiem i świetna warstwą psychologiczną.

Link do opinii

Witajcie moi kochani

 

Lubicie historie o nawiedzonych domach?

Jeżeli tak, to mam dla Was ciekawą propozycję, która w oryginalny sposób przedstawia losy nawiedzonej posiadłości.

 

Tytuł: Głodny dom

Autor: Max Doty

Wydawnictwo: Akurat

 

Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Akurat  - współpraca reklamowa

#współpracareklamowa #współpracabarterowa #współpracarecenzencka

 

Tom i Claire tworzą idealne małżeństwo, które ma dwoje wspaniałych dzieci. Jednak do pełni szczęścia brakuje im domu, w którym czuliby się naprawdę bezpieczni i szczęśliwi. Więc pewnego dnia udaje im się kupić dom na przedmieściach, który w ich oczach jest po prostu idealny. Lecz szybko wychodzi na jaw, iż sam dom ma swe sekrety, a raczej specyficzne predyspozycje kulinarne. Bowiem od nowych właścicieli oczekuje, iż będą go karmić. A za pokarm służy mu wszystko co kiedyś żyło. Jednakże każdy układ ma swą cenę. Tylko czy nowi mieszkańcy głodnego domu będą w stanie za to wszystko zapłacić?

 

To była bardzo dobra lektura.

Fabularnie byłam zaintrygowana. Choć muszę przyznać, że zaskoczyło mnie to jak szybko rozwiązała się tajemnica domu. Lecz jeszcze większym zaskoczeniem było dla mnie to, iż domownicy bardzo szybko zaakceptowali zaistniały stan rzeczy, i co gorsze wykorzystywali go. Idealny obraz nieoczywistej grozy. Dom i jego głód to jeden aspekt, ale drugi to sami ludzie, którzy bez żadnych refleksji, ani przeszkód, ani nawet większych wyrzutów sumienia, z czystą premedytacją wykorzystywali swą nieruchomość.

 

Ciekawie było obserwować postępującą w nich zmianę. Tym bardziej, że akcja była dynamiczna i wiele się działo. Bohaterowie początkowo tworzyli taką idealną rodzinę. Choć może to tylko były pozory. A dopiero po wprowadzeniu się do domu marzeń obudziły się drzemiące w nich głęboko demony.

 

Ubolewam jednak na tym, iż historia domu została tak powierzchownie opisana. W tym kontekście mam ogromny niedosyt. Lecz muszę przyznać, iż historia ta stanowi całkiem świeże spojrzenie na aspekt nawiedzonego domu. Z głodnym domem nie miałam jeszcze do czynienia.

 

Zakończenie powieści również mnie zaskoczyło, ale nie w kontekście losów Toma. W jego przypadku przeczuwałam co się wydarzy i nie pomyliłam się. Bardziej chodzi mi tu o kwestię samego domu oraz jego relacji z Claire. O ile w ogóle można powiedzieć, iż dom może mieć jakiekolwiek relacje z człowiekiem. To było satysfakcjonujące zwieńczenie historii.

 

Reasumując ,,Głodny dom" to bardzo dobra powieść, która w oryginalny sposób przedstawia tematykę nawiedzonego domu. Napisana została bardzo lekkim stylem, dzięki czemu szybko mi się ją czytało. Choć to również zasługa samej fabuły. Ponadto okazała się być dla mnie bardzo komfortowa. Dodatkowo została wydana z ciekawa grafiką na okładce. Także posiada wszystko co lubię, więc jestem usatysfakcjonowana z lektury.

 

Serdecznie polecam, strona.394

Link do opinii
Reklamy