Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment

Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 2013-06-19
Kategoria: Literatura faktu
ISBN: 9788375365269
Liczba stron: 336
Dodał/a książkę: Book Loaf

Ocena: 5 (1 głosów)

W grudniu 2009 roku Karen Duve pod wpływem impulsu oraz dydaktycznych pogadanek nowej współlokatorki podjęła przedwczesne postanowienie noworoczne. Zdecydowała się przeprowadzić na sobie wyjątkowy eksperyment dietetyczno-etyczny. Przez dziesięć miesięcy miała zamiar sprawdzić, jak na organizm, środowisko i gospodarkę wpływają radykalne zmiany żywieniowe. Czy to prawda, że mięso truje? Może człowiek nie powinien pić mleka? Czemu kurczak w supermarkecie kosztuje jedno euro, a warzywa są jak z obrazka? Na pierwszy ogień idzie dieta ekologiczna, potem wegetariańska, wegańska, a w końcu frutariańska. Karen Duve musi nauczyć się uważnie czytać etykiety, bierze udział w akcji uwalniania kur z przemysłowej fermy i czyta tony specjalistycznej literatury. Ktoś mógłby pomyśleć, że w ten sposób łatwo popaść w neoficki zapał i szybko zmienić się w „zielonego fanatyka”, ale Duve opisuje swoją przygodę z humorem i dystansem. Jeść przyzwoicie to książka o ideologii, która kryje się za jedzeniem, ale przede wszystkim o tym, że warto się zmieniać, dbać o środowisko i myśleć krytycznie.

Kup książkę Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment

Opinie o książce - Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment

Avatar użytkownika - AnnaP
AnnaP
Przeczytane:2014-12-27, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam,
Karen Duve w dojrzałym wieku postanowiła zmienić swoje nawyki żywieniowe. Wybrała dużo ciekawszą drogę, niż większość nawracających się na zdrowy tryb życia. Postanowiła, że (ze wsparciem swojej przyjaciółki jaroszki) wypróbuje wszystkie dostępne diety i na koniec wybierze tą, która najbardziej ją usatysfakcjonuje - również z etycznego punktu widzenia. "To nieustanne rozróżnianie na istoty pierwszej i drugiej kategorii stanowi dowód kompletnej nędzy moralnej. Przyzwoitość nie może być postawą względną, odnoszącą się do wąskiego kręgu wybrańców, obwarowaną zastrzeżeniami czy oszczędzaną na specjalne okazje. Powinna obowiązywać zawsze i w odniesieniu do wszystkich - również wtedy, gdy okazuje się uciążliwa lub gdy jest ze szkodą dla nas samych. Zwłaszcza wtedy." Począwszy od stycznia 2010, autorka decyduje o całkowitej zmianie zawartości swojej lodówki i spiżarni. Oznacza to, że jej życia na dwa miesiące wkroczą dania, których składnikami jest wyłącznie żywność ekologiczna. Kolejne dwa miesiące Duve spędza na diecie bezmięsnej. Następnie przychodzi najdłuższa, bo aż czteromiesięczna faza wegańska, podczas której pisarka nie tylko całkowicie eliminuje nabiał czy miód, ale też ubrania ze skóry, wełny czy jedwabiu, pozbywa się swoich wypchanych zwierząt i pościeli z pierza. Ostatnim elementem jest jesienny eksperyment z frutarianizmem. Jak zmieni się Karen Duve i czy w ogóle można się zmienić? "Jeść przyzwoicie" to nie tylko bardzo rozbudowany dziennik zmagań autorki z nowymi dietami czy też z trudną codziennością odmieńców żywieniowych. Duve pisze o asortymencie sklepów, w których szuka charakterystycznych dla danej diety produktów, a także o reakcjach ludzi na jej rewolucję kulinarną i konsekwencjach dla zdrowia. Sporą część książki poświęca też na opisanie sytuacji zwierząt, związku między ich cierpieniem a zyskiem producentów oraz popytem na mięso. Pokazuje ponadto, jak wiele łączy zmiany klimatyczne z naszymi nawykami żywieniowymi; obnaża ludzką głupotę, lenistwo i hipokryzję. "Nigdy nie odżywiałam się bardziej odpowiedzialnie, a mimo to jeszcze nigdy nie miałam o sobie tak złego mniemania jak teraz. Gorsza od niemyślenia jest bowiem wiedza o stanie faktycznym i niewyciągnięcie z niej konsekwencji." Po lekturze tej książki mogę uznać, że zostałam w pewnym stopniu uświadomiona jeśli chodzi o żywność i sposób jej wytwarzania. Dowiedziałam się też sporo o racjach producentów i konsumentów. Poczytałam o obcych mi stylach życia oraz poznałam poglądy zwolenników diet: bio, bezmięsnej, wegańskiej i frutariańskiej. Zyskałam również pewność co do tego, jakim typem człowieka jedzącego jestem. Fleksitarianka (również: semiwegetarianka) to własnie ja. Ostatecznie doszłam do wniosku, że dobrze mi tu, gdzie jestem. Jasne, chciałabym jeść bardziej świadomie i - przede wszystkim - bardziej konsekwentnie. Nie sądzę jednak, że ruszę do przodu, w kierunku całkowitego wegetarianizmu albo weganizmu, choć to pierwsze ciągle za mną chodzi. Nie zastąpię też mojego półmięsnego życia całkowitym mięsożerstwem, bo najzwyczajniej w świecie nie jestem smakoszem mięsa. A ta publikacja stanowi świetną zachętę do podjęcia własnego wyzwania żywieniowego. Otwiera czytelnikowi oczy na wiele istotnych kwestii i naprawdę daje do myślenia. Każdy ma swoje racje, jednak obojętność na cierpienie zwierząt, zasłaniana frazesami w stylu "człowiek ma zęby stworzone do jedzenia mięsa, nie roślin", to objaw naszego okrucieństwa oraz złudnego poczucia wyższości. Jest równoznaczne z przykładaniem się do zadawania bólu tym, którzy nie są w stanie walczyć o swoje prawa. To my, ludzie, musimy wstawić się za zwierzętami. W końcu sami nimi jesteśmy. A i do roślin wcale nie tak nam daleko. Recenzja z: www.book-loaf.blogspot.com
Link do opinii
Reklamy