Meczet Notre Dame. Rok 2048

Wydawnictwo: Varsovia
Data wydania: 2012-01-24
Kategoria: Historyczne
ISBN: 978-83-61463-03-0
Liczba stron: 312
Dodał/a książkę: czytam

Ocena: 5.2 (5 głosów)

Dokąd zmierzasz, Europo?
Czyżbyś straciła rozum?

Paryż, rok 2048. W opanowanej przez islam Europie panuje prawo szariatu, a ulice patrolowane są przez policję religijną. Nowa rzeczywistość dzieli ludzi: rodziny i przyjaciół. Gdy jedni wybierają dostatnie życie kolaborantów, inni usiłują zachować resztki godności i wolności, choćby za cenę nędzy i prześladowań. Ostatni chrześcijanie zostają zepchnięci do getta i pozbawieni wszelkich praw. Nierówną walkę z islamistami podejmują jedynie członkowie Ruchu Oporu, prowadząc krwawą partyzantkę. Jednym z nich jest osiemnastoletni Eugène Olivier, potomek rodu Léveque, którego przedstawiciele z pokolenia na pokolenie sprawowali godność ministrantów w katedrze Notre-Dame (obecnie meczet Al-Frankoni). Wraz z ojcem Lotaire – duchowym przywódcą paryskich katakumbników oraz tajemniczą Sophie Sévazmiou, bierze on udział w desperackiej walce przeciw dominującemu systemowi religijno-cywilizacyjnemu, w sytuacji gdy muzułmańskie władze planują „ostateczne rozwiązanie kwestii chrześcijańskiej”.

Kup książkę Meczet Notre Dame. Rok 2048

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - speedi
speedi
Ocena: 6, Przeczytałem,
EuroislamTeamty kontrowersyjne są dzisiaj "na topie", uwielbiane przez kreatorów obowiązujących trendów. Kontrowersyjne treściowo, choć słabe książki wspinają się na szczyty list bestsellerów, kontrowersyjni (przeciętni) pisarze zdobywają nagrodę Nobla, kontrowersyjni politycy przesiadują w studiach telewizyjnych i redakcjach kolorowych magazynów, kontrowersyjni celebryci pouczają niekontrowersyjnych obywateli, jak żyć, co myśleć, czym jest miłość, co jest dobre, a co - złe. Chodzi o to, by przede wszystkim burzyć, podważać, kwestionować, co, oczywiście - o czym wie każde dziecko - jest o wiele trudniejsze od budowania, tworzenia, pozytywnego poprawiania. Oczywiście niszczyć nie wszystko, nie bezmyślnie, raczej wybiórczo, zgodnie z niepisanymi zasadami, stosując autocenzurę, będąc wyczulonym na modę, pilnie wsłuchując się w głosy ogłaszających właściwy kierunek marszu autorytetów medialnych. Powieść Eleny Czudinowej Meczet Notre Dame. Rok 2048 będzie budzić kontrowersje. Propagandowe tuby politycznej poprawności raczej o niej nie wspomną, a jeśli już, to rzucając klątwę - postępową, niereligijną, humanistyczną, zgodną z niekwestionowanymi ogólnoludzkimi wartościami. O ile bowiem wspomniana w książce abdykacja papieża w 2031 roku spotkać się może z aplauzem przeciwników wszelkich, oprócz ich własnych, dogmatów i aksjomatów, o tyle wizja Europy, w której ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Meczet Notre Dame. Rok 2048

Avatar użytkownika - alison2
alison2
Przeczytane:2015-12-01, Przeczytałam,

Zapewne każdy z Was posiada w biblioteczce książkę, która pomimo ciekawie zapowiadającej się fabuły, jakoś ciągle spychana jest w kąt i od wielu miesięcy zarasta kurzem. W moim przypadku taką książką był "Meczet Notre Dame. Rok 2048". Powieść zapewne jeszcze długo stałaby na półce, gdyby nie fakt, że ktoś wspomniał ją w krótkim materiale filmowym, który rzekomo obrazuje najazd Islamistów na Francję. Sięgając po nią nie wiedziałam, że już za dwa dni dowiem się o zamachach terrorystycznych w Paryżu, które poruszą cały świat. Być może właśnie to wydarzenie sprawiło, że książka, jak żadna inna, strasznie namieszała mi w głowie. Choć recenzje z reguły powinny być w miarę możliwości obiektywne, tym razem nie może obyć się bez szeregu bardzo osobistych wrażeń. Możecie więc przyjąć, że to co czytacie to nie recenzja, a bardzo obszerna opinia. Paryż, rok 2048. W mieście od dawna panuje islam, ulice patroluje policja religijna, a społeczność zdała się już przyzwyczaić do publicznych egzekucji na niewiernych. Ostatni chrześcijanie zostali zesłani do getta i pozbawieni wszelkich praw. Jedynie przyjmując "jedyną, prawdziwą wiarę" można liczyć na bardziej dostatnie, choć pełne ograniczeń życie. Nikomu nie można ufać, tak łatwo popełnić błąd, za który człowiek może zapłacić najwyższą cenę... Członkowie Ruchu Oporu z narażeniem życia próbują przeciwstawić się nowej rzeczywistości. Ich zuchwałe akcje nie mogą pozostać bez odpowiedzi. Podczas gdy muzłumańskie władze planują ostatecznie rozprawić się z "chrześcijańskim problemem", Ruch Oporu przygotowuje się do niezwykłej akcji, która dla wielu stanie się tą ostatnią i najważniejszą...  Powieść "Meczet Notre Dame. Rok 2048" można określić mianem dystopii religijnej. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się czytać czegoś podobnego, tym większe emocje towarzyszyły więc lekturze tej książki. Jej autorka w bardzo sugestywny sposób rysuje przed nami mroczną wizję przyszłości. Nie można odmówić jej bardzo umiejętnego wykorzystywania pewnych faktów historycznych, co sprawia, że wielu czytelników autentycznie wierzy, że Europa właśnie do takiej sytuacji zmierza. Za niewątpliwy plus książki można przyjąć ciekawie skonstruowaną fabułę, dozowanie napięcia, dbałość o szczegóły i ogólny, bardzo mocny przekaz. Niewiele brakowało, bym uznała ją za wyjątkowo udaną pozycję, która zmusza do głębokiej refleksji. Zapewnie tak właśnie by się stało, gdyby autorka wykorzystała dwie, fikcyjne religie. Niestety stało się inaczej, a całość zyskała bardzo gorzki wydźwięk i stała się tematem żywej dyskusji w wielu krajach. Mało tego, biorąc pod uwagę aktualną sytuację na świecie, jestem przekonana, że o powieści będzie coraz głośniej.  Choć na samym początku powieści znajduje się zastrzeżenie, że poglądy bohaterów nie mają nic wspólnego z poglądami autorki, jej posłowie nie pozostawia żadnych wątpliwości. Elena Tchoudinova jest przeciwniczką islamu, gorąco nawołującą do ewangelizacji. Właśnie ten fakt sprawia, że całość czytałam z rosnącym niepokojem i niezwykle trudno było mi pogodzić się z tym, w jaki sposób przedstawia się w niej muzłumańskie realia. Autorka zdała się wybrać wszystko, co w islamie jest najbardziej kontrowersyjne i ekstrymalne. Tak więc oczywiście musiała pojawić się brutalna egzekucja za stosunkowo niewielkie przewinienie, trzeba było wspomnieć o obrzezaniu dziewczynek, wydawaniu ich za mąż za obleśnych starców, o działaniach przeciwko kulturze - czy to książki, muzyka, malarstwo, kino - wszystko jest niepożądane, o ile nie zakazane. Całość opiera się na strachu, zestawie drastycznych reguł, które bądź się przestrzega, bądź za nieprzestrzeganie płaci się surową karę. Jakby ten wyjątkowo niekorzystny obraz nie wystarczał, dochodzą jeszcze wypowiedzi bohaterów, bardzo jednoznaczne i dosadne. Trudno czytać mi dialog, w którym wyznawca islamu określany jest mianem "zadka" - z uwagi na pozycję w której się modli. Trudno czytać mi poglądy, które kłócą się z wizją świata, w jaką sama pragnę wierzyć. Fakt, że powieść tak jednoznacznie opowiada się po stronie chrześcijan sprawia, że jest ona dla mnie bardzo trudna w odbiorze i ocenie.  Nie ukrywam, że bardzo długo nosiłam się z zamiarem zdecydowaniego skrytykowania tej powieści, uznając ją za bardzo stronniczą, szkodliwą, celowo wykrzywiającą rzeczywistość. W ostatecznym rozrachunku nie mogę jednak tego zrobić. Pomimo, iż podczas lektury wszystko we mnie zdawało się przed nią bronić, ostatecznie nie mogłam przejść obojętnie wobec wypowiadanych tu poglądów i ku mojemu zaskoczeniu muszę przyznać, że ta pozycja w pewnym stopniu wpłynęła na sposób, w jaki postrzegam aktualną sytuację na świecie. Czy rzeczywiście tak bardzo staramy się być poprawni politycznie, respektować odmienność każdej jednostki, że nie dostrzegamy faktu, że pewne jednostki, mogą ten fakt wykorzystać przeciwko nam? Czy mimo wszystko powinniśmy być bardziej nieufni i poważniej traktować zagrożenie, jakie może nieść z sobą rosnąca w siłę religia? Czy faktycznie naszym zadaniem jest nieustannie ustępować, w sytuacji gdy druga strona stawia tylko wymagania?  Nie jestem w stanie ocenić tej książki, ocenić stopnia jej szkodliwości czy też pożyteczności. Jakaś cząstka mnie jawnie się przeciw niej buntuje, jednak inna zaczyna stawiać pod znakiem zapytania to, w co dotąd wierzyłam. Sięgając po "Meczet Notre Dame. Rok 2048" musicie przygotować się na pozycję, którą trudno będzie Wam rozpatrywać wyłącznie w kategoriach fikcji literackiej. Zalecam przy niej dużą ostrożność i spokój. To jedna z książek, która na dobre pozostanie w Waszej pamięci. Już tylko w ramach ciekawostki nadmienię, że w powieści pojawia się również polski motyw. To właśnie w Polsce urzęduje nowy papież, po tym jak ten właściwy ustąpił ze stanowiska. Polska pozostaje krajem chrześcijańskim tylko i wyłącznie dlatego, bo nie zgodziła się przyjąć do siebie coraz to większej liczby napływających muzłumanów. Gdy zachowanie to spotkało się z krytyką sąsiednich państw, Polska wyszła zarówno z NATO jak i Unii Europejskiej. Strach się bać...

Link do opinii
Avatar użytkownika - slpablos
slpablos
Przeczytane:2014-12-31, Ocena: 6, Przeczytałem, 12 książek 2014,
"Gazawat sam z siebie się nie zatrzyma." Konkursowa pozycja od eKulturalnych wstrząsa, ale po kolei. Dlaczego wołanie na puszczy, skoro to fantastyka? Otóż nie do końca, niestety. Paryż, rok 2048. W opanowanej przez islam Europie panuje prawo szariatu, a ulice patrolowane są przez policję religijną. Nowa rzeczywistość dzieli ludzi, rodziny i przyjaciół. Gdy jedni wybierają dostatnie życie kolaborantów, inni usiłują zachować resztki godności i wolności, choćby za cenę nędzy i prześladowań. Ostatni chrześcijanie zostają zepchnięci do getta i pozbawieni wszelkich praw. Nierówną walkę z islamistami podejmują jedynie członkowie Ruchu Oporu, prowadząc krwawą partyzantkę. Jednym z nich jest osiemnastoletni Eug?ne Olivier, potomek rodu Léveque, którego przedstawiciele z pokolenia na pokolenie sprawowali godność ministrantów w katedrze Notre-Dame (obecnie meczet Al-Frankoni). Wraz z ojcem Lotaire - duchowym przywódcą paryskich katakumbników oraz tajemniczą Sophie Sévazmiou, bierze on udział w desperackiej walce przeciw dominującemu systemowi religijno-cywilizacyjnemu, w sytuacji gdy muzułmańskie władze planują ,,ostateczne rozwiązanie kwestii chrześcijańskiej". Mogłoby się wydawać, że to fantazja, która mogłaby być przestrogą, jeśli jednak spojrzymy na datę wydania oryginału - 2005 r. i porównamy z tym, co obserwujemy teraz.... Brodaci fanatycy odrąbujący głowy żołnierzom na angielskich ulicach. Władze francuskie zakazujące już nawet nie pojedynczej osobie, ale całej gminie wystawiania na publiczny widok choinek, bo obrażają muzułmanów. ISIS przekraczające swoją powierzchnią Wielką Brytanię i ciągle rosnące w siłę, przy jednoczesnej niemożliwości odparcia zagrożenia przez naloty - bestialstwa, egzekucje, seksualne niewolnictwo (link). Rosnący odsetek konwertytów w Niemczech i zadeklarowanych muzułmanów w ich armii. Szwecja stacza się ekonomicznie do poziomu kraju trzeciego świata (link), kilkadziesiąt obszarów, do których nie zapuszcza się nawet policja - opanowanych przez muzułmańskie mafie (link). Trwa debata o ograniczeniu imigracji i płoną meczety (link), ale w jakim kierunku pójdą rozmowy? Szkoła w Szwecji zakazała narodowej flagi! (link - "uczniowie pochodzący z innych krajów", ciekawe). Fantazja? Nie, współczesny koszmar rzeczywistości w pułapce politycznej poprawności i odmienianej przez wszystkie przypadki tolerancji. Sęk w tym, że ta tolerancja, akceptacja, dialog, asymilacja interesują tylko jedną stronę, mamy tu więc monolog Zachodu - pełen samozadowolenia i nieuzasadnionego optymizmu. Na jak dalekie ustępstwa pójdą politycy i Kościół, zanim się zorientują, że nie ma odwrotu? Nie dziwi obserwacja środowisk muzułmańskich przez wywiad, jaką widać w "Bardzo poszukiwanym człowieku". Chciałoby się za Sienkiewiczem zapytać "Quo vadis?". Autorka wprowadza nas w świat przyszłości, która zaczęła się już teraz. Bogato objaśnia niuanse, tło historyczne, przytacza wypowiedzi dostojników muzułmańskich, przypomina ich postawy i groźby - do ok. 2004 roku. To jak rozwija się i kumuluje ta ekspansja, jest przerażająco spójne i prawdopodobne. Dlaczego? Czudinowa dość słusznie wini tu lewicowy liberalizm zarówno w polityce, jak i - przede wszystkim - w kościele. A właściwie kościołach, skoro mowa tu o kościele rzymskokatolickim ( ciekawa rola Polski, świetny akcent geopolityczny), grekokatolickim jak i prawosławnym. Szczególnie zaskoczyła mnie odwaga w krytyce kościoła i polityki w Rosji, ale też Francji, do której pisarze rosyjscy mają raczej sentyment. Nie dziwi mnie zatem, że książka ta pomijana jest niekomfortowym milczeniem przez większość mediów. Niepokorna, zdecydowana w osądach, przestrzega przed tym, co w ciągu dziewięciu lat od premiery się nasila - infiltracji społeczeństw słabej, starej, otwartej Europy, której zapomniane chrześcijańskie korzenie zaczynają podsychać, przez bezkompromisową falę muzułmanów. Starzejące się społeczeństwa zdają się nie zauważać, że rewitalizacja nie powinna iść w tym kierunku. Zaczynają widzieć, ale czy nie za późno? Fabuła wydaje się stronnicza, ale Autorka zadbała o szersze ujęcie tematu. Mamy prawowierną Zeinab, makisarów, rozdartego wewnętrznie i budzącego swą świadomość Eugene'a, oportunistycznych konwertytów, niezłomnych chrześcijan kryjących w getcie i podziemiach, księdza Lotaire'a (wspaniała dyskusja o istocie islamu, a interpretacja hurys... powalająca i jakże możliwa), krewką bojowniczkę, mamy również spojrzenie oczami "potomka Mahometa" - budzący grozę w sercu spadkobiercy Grecji i Rzymu świat obrzezań kobiet, wielożeństwa, pozornej wierności (błyskawiczne śluby i rozwody z prostytutkami), świat, gdzie sport, muzyka, obrazy są haram. W tym chaosie kolorowanym modnymi parandżami w opozycji do islamizującego się społeczeństwa stoją chrześcijanie, i to nie ci, których religia poddała się i upadła, a lefebryści, bardziej tradycjonalistyczny i radykalny odłam, który w powieści niesie ducha dawnego, surowego Kościoła, tej skały, na której niegdyś opierała się Europa. Tu również widzimy dylematy - zginąć śmiercią męczeńską, czy wszcząć krucjatę. Wszystko postaci, ich postawy i działanie przez nie podejmowane są osnową dla wątku "ostatecznego rozwiązania" wspomnianego w opisie. Dlaczego grę podejmuje ruch oporu i co chce uzyskać? Fabuła toczy się w stabilnym tempie, oprócz historii podziemia mamy też wątek miłosny, ale moim zdaniem siła tej książki leży tle, w świecie przedstawionym. Przenikanie się naszej rzeczywistości i wydarzeń w książce jest przerażające, bo granice fantazji się zacierają. Nigdy jeszcze nie natknąłem się na fantastykę, która tak bardzo fantastyką nie jest. Z każdym kolejnym serwisem informacyjnym możemy dokładać elementy do tej mozaiki - jak chociażby to, że fanatyzm dociera już nawet do Australii (link). Smutna to wizja. Jeśli się ziści - przepadnie jak inne książki, w pierwszej kolejności, jeśli nie - pozostanie ważnym literackim pomnikiem tego, co być mogło - oby tak się stało. Pozycja obowiązkowa zarówno dla miłośników fantastyki, jak i tych, którzy potrafią słuchać ostrzeżeń. http://slpablos.blogspot.com/2014/12/meczet-notre-dame-rok-2048-elena.html
Link do opinii
Avatar użytkownika - Mirania
Mirania
Przeczytane:2015-02-05, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki w 2015,
Powieść Czudinovej jest przerażająca, przytłaczająca i tak prawdopodobna, że człowiek odnosi wrażenie, iż przedstawiona tu rzeczywistość niebawem zaistnieje w każdym swym szczególe. Jednocześnie obraz naszego kraju, wykreowany przez autorkę, Rosjankę, aż ściska za gardło, tak bardzo jest pozytywny, krzepiący, niosący nadzieję. esteśmy bowiem we Francji, w roku 2048. Katedra Notre Dame została zamieniona na meczet Al Frankoni. Wszyscy, którzy oparli się islamowi zostali zepchnięci do gett, ostatni chrześcijanie ukrywają się w bunkrach, katakumbach, podziemiach. Europa została bez reszty opanowana przez islam, a w miejscu Bazyliki Św. Piotra istnieje wielkie wysypisko śmieci... Pada tu mnóstwo mocnych słów, którym trudno odmówić słuszności. Autorka - operując przecież fikcją literacką - nie pozostawia złudzeń. Mrozi swą chłodną kalkulacją. Jej głos brzmi śmiertelnie poważnie. Roztacza przed nami sugestywny obraz Europy, która pompowała własne ego, bawiąc się w "oświeconych humanistów", a dziś wszelkie dobra jej kultury, tradycja, styl życia, systemy wartości legły w gruzach. Choć... nie wszędzie. Opiera się góra Athos, oparła się Polska... Absolutnie nie przemawia do mnie napotkana gdzieś opinia, jakoby powieść ta nawoływała do nietolerancji, agresji, zemsty. Wręcz przeciwnie - niejednokrotnie padają w niej słowa dowodzące, że zemsta i agresja oraz walka dla samej walki to niskie, bezcelowe, płytkie elementy bytu. Człowiek ogarnięty żądzą zemsty, to człowiek pusty i nieszczęśliwy: "Sophie miała rację - normalny człowiek nie znajduje w zemście ani spełnienia, ani satysfakcji. Nie rozumiał tego wcześniej, ale jego dusza to wiedziała. Przyszedł tutaj po to, żeby ramię w ramię dzielić ciężar walki z narodem, który niegdyś wyrządził krzywdę jego narodowi, ale który teraz cierpiał równie mocno. Przyszedł tutaj, żeby być razem z tymi, którym wybaczył". "Meczet..." jest powieścią o wybaczaniu, lub próbach wybaczania, w wymiarze prywatnym oraz narodowym. Ale przede wszystkim jest to twarde i bezkompromisowe ostrzeżenie przed złym pojmowaniem tolerancji, multikulturowości, przed poprawnością polityczną, przed hurra-optymistycznym otwieraniem ramion względem obcej cywilizacji przy jednoczesnym wykpiwaniu wartości religii chrześcijańskiej i odżegnywaniu się od własnego dziedzictwa kulturowego. "Islam nie może nie atakować, dlatego że bardzo potrzebuje nam coś odebrać" - pisze autorka w posłowiu, które polecam szczególnie - "Co zabawne, w rzeczywistości z moimi prognozami zgadzają się nawet sami muzułmanie. Tak na przykład generał Gajdar Dżemal, który nie zadaje sobie nawet trudu, by ukryć swoje nadzieje na totalną islamizację Rosji, obwieszcza...". Co obwieszcza? Zapraszam do lektury. Jednak "Meczet..." to również opowieść o jednostkach: błądzących, szukających własnej drogi, rozdartych między pragnieniem obrony rodziny (dzięki byciu islamistą), a trwaniem przy wpojonych przez wieki wartościach. To rzecz o katach, ofiarach i bohaterach. O wspomnieniach, które budują naszą najgłębszą tożsamość, bez względu na to, jak mocno zamykamy na nie oczy i jak bardzo chcemy być postępowi. Uważam, że to lektura absolutnie obowiązkowa każdego Europejczyka (choć podobno zakazana we Francji). Cóż, o cenzurze też jest w niej sporo. Najtrudniejsze do zniesienia jest chyba to, że obserwujący świat i niezachłyśnięty modnymi hasłami czytelnik - nie będzie zaskoczony. Będzie wstrząśnięty, ale zdziwienie raczej nie będzie mu towarzyszyć. (za moim blogiem: zkartekszelestem.blogspot.com)
Link do opinii
Avatar użytkownika - asagao
asagao
Przeczytane:2015-01-23, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki 2015, Posiadam,

Od kilku lat możemy zaobserwować zjawisko, które można by nazwać, i wiele osób tak je nazywa, islamizacją Europy. Większość krajów europejskich odnotowała znaczny przyrost obywateli, w większości imigrantów bądź ich potomków, dzieci lub wnuków, muzułmańskiego wyznania. W wielu państwach istnieją dzielnice muzułmańskie, które rządzą się swoimi prawami, a władzom ciężko wymusić u ich mieszkańców respektowanie prawa obowiązującego w danym kraju. Od jakiegoś czasu możemy też obserwować coraz częstsze przypadki ekstremistycznych zachowań wśród muzułmanów zamieszkujących Stary Świat, a nawet ataków terrorystycznych. Co jakiś czas dochodzą do nas wiadomości o tym, jak to muzułmanie domagają się wyniesienia swoich praw ponad prawa kraju, w którym żyją, ustanowienie szariatu, wprowadzenia zakazu noszenia krzyży, czy innych symboli wiary chrześcijańskiej etc. Takie wydarzenia, jak na przykład, zamachy w Madrycie w 2004 r., w Londynie w 2005 r., czy w Paryżu w styczniu tego roku, niewątpliwie uświadamiają Europejczykom, że fundamentalizm islamski to jeden z problemów, których Europa nie powinna ignorować i z którym przyjdzie się jej zmierzyć.

Rosyjska pisarka, publicystka i dramaturg, Elena Czudinova, w swojej książce "Meczet Notre Dame. Rok 2048", nawiązując do narastającego ekstremizmu islamskiego, przedstawia czytelnikowi złowieszczą, nieodległą przyszłość, w której islam stał się jedyną i prawdziwą (oraz państwową) wiarą Unii Europejskiej, a innowiercy (w większości chrześcijanie) są prześladowani, siłą nawracani bądź zabijani. Chrześcijanie zeszli do podziemi, nie-muzułmanie zostali umieszczeni w specjalnych gettach, które jak żywo przypominają te tworzone przez nazistów dla Żydów podczas II wojny światowej. Ulice patroluje policja religijna, która tępi każdy przejaw odstępstw od zasad szariatu i kontroluje każdą dziedzinę życia w Euroislamie. Na porządku dziennym są publiczne egzekucje giaurów, nagłe naloty na mieszkania w gettach, niszczenie pozostałości po dawnej europejskiej cywilizacji. Przybytki chrześcijańskie obracane są w perzynę albo adaptowane na potrzeby nowej wiary i zamieniane w meczety. Tylko garstka wciąż stawia opór, organizując akcje sabotażowe, pod wodzą Sophie Sevazmiou. Pokłoń się Allahowi lub walcz bez nadziei na zwycięstwo i zgiń. Innej drogi nie ma.

Akcję swojej powieści-misji, tak nazwała ją Czudinova, autorka umieściła we Francji, w Paryżu, czyniąc z niej oraz z katedry Notre Dame symbol upadku chrześcijańskiego świata, ale też symbol walki o wolność w świecie zdominowanym przez prawa szariatu. Świat przedstawiony przez Czudinovą to bardzo nieodległa przyszłość - rok 2048, i być może dlatego właśnie wizja, jaką rozwija przed czytelnikiem pisarka, wywołuje niepokój. Czudinova sprawnie łączy przeszłość, pokazującą drogę do upadku chrześcijańskiej Europy, z teraźniejszymi wydarzeniami, a z tego przeplatańca tworzy przyszłość, która wcale nie wydaje się być taka nieprawdopodobna.

W "Meczecie Notre Dame. Rok 2048" wyraźnie uwidocznione są antyislamskie poglądy samej autorki, która znana jest ze swoich pro-chrześcijańskich przekonań, mówiących o wyższości tej wiary nad innymi, nawoływań do obrony prawdziwej wiary - chrześcijaństwa, które jako jedyne może dać odpór islamowi. Zresztą pisarka nie kryje tego faktu w swoich wypowiedziach dla rosyjskich mediów. Czytając tą książkę odnosiłam niestety wrażenie, że przedstawieni na jej kartach chrześcijanie (głównie prawosławni i katoliccy tradycjonaliści, zwolennicy ekskomunikowanego francuskiego arcybiskupa Marcela Lefebvre'a.) to fanatycy, którzy gdyby tylko mieli taką możliwość zachowali by się tak, jak Ci źli i barbarzyńscy muzułmanie. Inną rzeczą, która nie przypadła mi zbytnio do gustu w książce Rosjanki, jest jednowymiarowe przedstawienie bohaterów i wydarzeń. W "Meczecie Notre Dame. Rok 2048" wszyscy i wszystko jest albo białe albo czarne, albo dobre albo złe, nie ma nic pomiędzy, a przecież życie składa się z wielu odcieni szarości. Brakowało mi głębszego wniknięcia w problem islamizacji Europy, spojrzenia na historię z kilku stron, bez faworyzowania jakiejś idei, brakowało mi pewnego dystansu do przedstawionej historii, tak abym była do niej całkowicie przekonana, brakowało mi też wielowymiarowości głównych bohaterów, dzięki czemu mogłabym bardziej uwierzyć w pobudki ich działań i mogliby mnie oni do siebie przekonać. Książka jest tendencyjna i, jak na mój gust, zbyt patetyczna. Wiele wypowiedzi bohaterów brzmi zbyt górnolotnie (kto tak mówi?!), nawet jak na wielkich patriotów. Całość napisana jest w stylu: ci wspaniali i dobrzy chrześcijanie/obrońcy wiary chrystusowej kontra ci obrzydliwi i źli muzułmanie. Po zapoznaniu się z biografią pisarki, po przeczytaniu kilku wywiadów z nią, zrozumiałam, że ten jednostronny sposób przedstawienia fabuły był celowy i zaakceptowałam to, w końcu pisarz ma prawo do przedstawienia stworzonej przez siebie historii w taki sposób, jak zechce. Jednak nadal uważam, że potencjał tematu nie został właściwie wykorzystany przez pisarkę. Pomijając już istniejący, bądź nie, w książce aspekt rasizmu i nawoływania do nienawiści, który zarzucają pisarce krytycy, np. rosyjscy, czy francuscy, uważam, że fabuła wymagałaby większego dynamizmu. Tymczasem sceny akcji sabotażowych, czy walk były mało porywające i mocno przegadane. Wciąż czekałam na jakąś akcję, a tu książka dobiegła końca. Nie jest to w żadnym wypadku jakoś szczególnie zła książka, choć we mnie wywołała mieszane uczucia. Pewnie również za sprawą moich oczekiwań, co do tej publikacji, które niestety zostały zawiedzione. Za dużo lepsze przedstawienie przyszłości Europy walczącej z islamem, uważam książkę "Samemu Bogu Chwała" Aleksandra Kowarza. Tam historia jest wciągająca i dopracowana, ale i wielowymiarowa. Książka Kowarza jest przekonująca nie tyle za sprawą umiejscowienia akcji w niedalekiej przyszłości i podsycania strachów współczesnego człowieka, jak ma to być w przypadku "Meczetu Notre Dame", co dzięki umiejętności przedstawienia problemu islamizacji Europy i konsekwencji, jakie może ten proces ze sobą przynieść. U Kowarza bohaterowie są prawdziwi, u Czudniovej to tekturowe postaci, wycięte wedle schematu. Nawet główna bohaterka Sevazmiou jedynie momentami staje się pełnokrwistą i ciekawą postacią.

Co bardzo przypadło mi do gustu w powieści "Meczet Notre Dame. Rok 2048", to spora ilość objaśnień dotyczących historii, obrzędów i struktur Kościoła rzymskokatolickiego, dzięki czemu można liznąć nieco historii chrześcijaństwa z jakże ciekawego i nieodległego okresu jego istnienia. W pewnym momencie przyłapałam się na tym, że bardziej jestem ciekawa tych przypisów, niż tego jak rozwinie się fabuła książki.

Z jednej strony powieść Czudinovej czyta się naprawdę dobrze, z drugiej - razi nieco swoją sztucznością. Pomysł na fabułę jest świetny, wykonanie - niestety nie jest najwyższych lotów. Nie sądzę, by książkę tą można uznać za nawołującą do nienawiści religijnej, a takie zarzuty są jej stawiane, raczej za stronniczą i lekko kontrowersyjną. Fakt, czytając "Meczet Notre Dame. Rok 2048" można odnieść wrażenie, że to nie powieść spod znaku anty-utopii, a powieść agitacyjna, ale nie przesadzałabym też ze wskazywaniem pracy Eleny Czudinovej jako odezwy nawołującej do zjednoczenia sił chrześcijańskich przeciwko wrogowi zwanemu islamem. Za to na pewno jest to książka, która zachęca do zastanowienia się nad tym, dokąd zmierza nasz świat i jakie są, o ile w ogóle można o nich mówić, granice tolerancji. A każda książka, która zmusza do myślenia jest w moim odczucia warta przeczytania.

Link do opinii
Avatar użytkownika - awiola
awiola
Przeczytane:2015-01-30, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2015, Mam,
"Dla islamu nie ma nic tańszego od ludzi". Niedawna zbrodnia w redakcji satyrycznego tygodnika "Charlie Hebdo" we Francji pokazała całemu światu, jakie zagrożenie stanowi rozprzestrzeniający się po Europie islam. Tragedia ta akurat zbiegła się z moją lekturą książki Eleny Czudinowej, traktującej o Europie przyszłości, opanowanej przez religię muzułmanów. Nie przypominam sobie, by w ostatnich latach któraś niepoprawnie politycznie książka wywarła na mnie aż takie duże wrażenie. Napisana w 2004 r. pokazuje bowiem to, co aktualnie się już dzieje. O autorce tego dzieła wiemy niestety niewiele. To bowiem rosyjska pisarka i działaczka społeczna, a "Meczet Notre Dame. Rok 2048" stał się bestsellerem jedynie w Rosji. We Francji natomiast książka nie została zauważona ze względu na swoją niepoprawność polityczną, jak stwierdził jej francuski wydawca. Rok 2048, Europa została opanowana przez islam. Religia katolicka oficjalnie nie istnieje, a ostatni chrześcijanie mieszkają w gettach. Na ulicach Paryża i innych miast europejskich panuje prawo szariatu respektowane przez policję religijną, a katedra Notre Dame została przemianowana na meczet. Zmiana kulturowa nie zostaje jednak zaakceptowana przez Ruch Oporu. Eug?ne Olivier, ojciec Lotaire oraz Sophie Sévazmiou biorą udział w walce, która ma zapobiec ostatecznemu rozwiązaniu kwestii chrześcijańskiej. Powieść Eleny Czudinowej to książka z gatunku literatury postapokaliptycznej, której futurystyczna wizja wcale taką futurystyczną już nie jest. Książka została napisana w 2004 r. i jedynie po dziesięciu latach, jakie minęły od jej wydania, pozwala stwierdzić, że islamizacja Europy zmierza dokładnie w takim kierunku, jaki przedstawiła rosyjska pisarka - niestety. Czudinowa bowiem po mistrzowsku zaadoptowała na potrzeby swojego dzieła wydarzenia dotyczące panoszenia się islamu w dzisiejszej Europie, a niedawny zamach we Francji zdaje się tylko tę straszną wizję potwierdzać. Wyobraźcie sobie bowiem, że około 2030 roku islam staje się wiodącą religią w Europie, a papież abdykuje. Wyobraźcie sobie, że powstają getta dla wyznawców chrześcijaństwa, w których przeprowadza się regularne czystki, a publiczne kamieniowanie ludzi jest społecznie akceptowalne. Wizja przerażająca i co gorsze, biorąc pod uwagę aktualne wydarzenia - mocno realistyczna, uderzająca w wyobraźnię czytelnika. I muszę przyznać, że obserwując obecne tendencje, czyli wszelakie zamachy, egzekucje i panoszenie się islamistów w Europie, wizja Eleny Czudinowej zmroziła moje myśli i skłoniła do głębokiej refleksji. "Meczet Notre Dame. Rok 2048" to także przerażająca wizja niedalekiej przyszłości, w której znajdziecie pozytywny polski akcent, który mnie szczerze powiedziawszy zdziwił. Otóż pisarka zaznacza, że to właśnie Polska dzięki wyjściu ze struktur NATO i UE, staje się krajem przeciwstawiającym się opanowaniu przez islamistów, z Krakowem na czele, jako nowym Watykanem. To dość śmiała teza i trzeba przyznać, że taki pozytywny osąd naszego społeczeństwa zwraca szczególną uwagę. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiej wizji przyszłości naszego narodu w książce rosyjskiej pisarki. Elena Czudinowa wplata w akcję swojej religijnej dystopii wiele pojęć zaczerpniętych wprost z religii islamskiej, dzięki czemu takie słowa jak "kafir", "namaz" i wiele innych nie stanowi już dla czytelnika zagadki. Trudno również nie zauważyć krytycyzmu autorki do całej religii islamu, oraz nietolerancji widocznej w posłowiu przygotowanym przez Czudinową dla czytelników. Jej osobisty stosunek do zalewu islamistów widocznie rzutuje na całą fabułę oraz przedstawienie środowiska muzułmanów - od fanatyków do zwykłych wyznawców tej religii. Dzięki temu spojrzeniu trudno nie przyznać racji tezie, że książka jest mocno kontrowersyjna i do tego niepoprawna politycznie. Nie wspomnę tutaj o takich wątkach, jak spojrzenie autorki na wojnę na Bałkanach czy kwestię Serbii i Albanii. Akcja powieści w zasadzie stała się dla mnie przy jej lekturze kwestią drugorzędną, bowiem jej fabuła pokazała mi, jakie błędy popełnia współczesny, europejski świat narażając się na upadek własnej kultury, pod brzemieniem muzułmanów. Francja, obecnie w myśl zasady "daj palec, weźmie całą rękę" przekonała się o tym dobitnie. Książka Eleny Czudinowej nie porywa wartką akcją, jednak jak na dystopię przystało przeraża wizją, jaka niestety może być naszą niedaleką przyszłością.
Link do opinii
Reklamy