Pokłosie. Antologia opowiadań w hołdzie Stephenowi Kingowi

Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2015-03-30
Kategoria: Horror
ISBN: 9788394100025
Liczba stron: 358
Dodał/a książkę: Ksiazkowka

Ocena: 5 (2 głosów)

Pięcioro pisarzy, siedem historii, jeden król horroru, któremu hołd składają jego wierni fani. Pokłosie to zbiór opowiadań inspirowanych twórczością Stephena Kinga. Autorzy idealnie wpasowali się w kanon, wybierając to, co najlepsze w jego powieściach, i sprawnie wplatając w swoje opowiadania mniej lub bardziej oczywiste nawiązania do „kingowego” uniwersum. Historie niebanalne, łączące w sobie dobrze już czytelnikowi znane wątki z nowymi pomysłami, będą z pewnością nie lada gratką dla każdego fana szeroko pojętej grozy, a dla miłośników prozy króla Stefana – pozycją wręcz obowiązkową.

Kup książkę Pokłosie. Antologia opowiadań w hołdzie Stephenowi Kingowi

Opinie o książce - Pokłosie. Antologia opowiadań w hołdzie Stephenowi Kingowi

Avatar użytkownika - wkp
wkp
Przeczytane:2015-11-05, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam,
HOŁD KRÓLOWI STEFANOWI I Stephen King to pisarz takiej kategorii, że aż dziw bierze, iż przynajmniej raz w na jakiś czas nie doczekuje się jakiejś antologii w hołdzie. Sam wciąż w hołdzie pisze, wystarczy rzucić okiem choćby na antologię poświęconą Mathesonowi, ale dlaczego nie jest na odwrót? Już jest. Wydawnictwo Gmork oferuje czytelnikom możliwość poznania wariacji na temat dzieł Króla, napisanych przez młodych, nieznanych bliżej polskich autorów. Jaki jest tego efekt? Przyznam, że się bałem. To dobrze, to w końcu horrory, powie ktoś. Ale ja nie tego się bałem. Nieznane nazwiska czy sam temat, za który osoby te się zabrały, napawał swoistą niepewnością. A jednak kusił. Pociągał. Zachęcał. Zacząłem więc czytać, świetny wstęp Dardy, polskiego Stephena Kinga przecież, rozwiał część obaw, jednak te powróciły uparcie przy lekturze pierwszego tekstu. Opowiadanie zatytułowane ,,Chyba" zaczynające się morderstwem, okazało się napisane w sposób przeładowany ozdobnikami stylistycznymi. Zupełnie jakby autor chciał pokazać ile znaków interpunkcji i ich zastosowania zna. Na szczęście po tym tekście zrobiło się przyjemnie, a sama antologia okazała się naprawdę miła. W ,,To nie TO!" czytelników powitała rodzima odpowiedź na legendarne ,,To" Kinga, osadzona w naszych realiach. Klauni, lęk przed nimi i tajemnica z przeszłości splotły się w ciekawy tekst. Dalszy od inspiracji Stephenem okazał się ,,Świniak", nie mniej dostarczył sporo niezłej zabawy oferując historię mężczyzny bitego przez przyjaciela chcącego odpowiedź tylko na jedno pytanie: gdzie jest tytułowy bohater. Najdłuższy tekst w zbiorze, opowieść wnuczki człowieka o nazwisku Stefan Król, swoista nowela, zaprezentował nam kobietę, która budzi się w alternatywnym życiu. Kolejny, ,,Cierniowy dwór" przyniósł losy nienawidzącej ojca dziewczyny, której matka umiera na raka, wchodząc tym samym w polemikę tak z biografią samego Kinga jak i powieściami z tzw. ,,Trylogii Kobiecej" tego autora. Dalej, w ,,Deathmetlu" wypłynął temat typowo Kingowy, a mianowicie zwyczajnego przedmiotu, który staje się przyczyną całego zła. Nie samochód to, nie aparat fotograficzny, a gitara, której nikt nie chciał kupić mimo okazyjnej jakże ceny. Całości domknęło opowiadanie ,,Fhabhtanna" Zychla, człowieka, który popełnił także otwierający całość tekst. O dziwo historia mocno czerpiąca z ,,Cujo" okazała się naprawdę niezła, trzymająca poziom poprzedników. ,,Pokłosie" w ostatecznym rozrachunku to antologia dobra. Może nie do końca spełniona na wszystkich polach, przypominająca często, że jednak odpowiadają za nią praktycznie debiutanci, ale na pewno nierozczarowująca i warta poznania, choćby jako ciekawostka. Polecam fanom Kinga, oni, dzięki masie odwołań do książek Króla, poczują się zadowoleni, a wydawnictwu Gmork składam podziękowania za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji. Recenzja opublikowana także na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2015/11/05/poklosie-antologia-opowiadan-w-holdzie-stephenowi-kingowi-paulina-j-krol-jaroslaw-turowski-marek-zychla-juliusz-wojciechowicz-kacper-kotulak/
Link do opinii
Avatar użytkownika - slpablos
slpablos
Przeczytane:2015-06-05, Ocena: 6, Przeczytałem, 26 książek 2015, Mam,
Porywająca, różnorodna lektura - czyli zbiór opowiadań od jednego z autorów - Marka Zychli. W to, że King jest mistrzem literatury grozy nie sposób wątpić. Jak więc wypadli jego uczniowie? Muszę się przyznać, że z prozą amerykańskiego autora nie jestem aż tak dobrze zaznajomiony. Owszem, Christine, Lśnienie, cykl Mrocznej Wieży, na półce czeka Łowca snów. Z drugiej strony, gdyby chcieć dobrze poznać jego twórczość, można by czytać tylko jego książki i nie byłoby czasu na nic innego. W takiej sytuacji na pewno wiele wątków i odniesień w opowiadaniach polskich autorów mi umknęło, ale nie żałuję. Jakie to motywy zaserwowało Wydawnictwo Gmork? Na początek rewelacyjna, mroczna okładka, kolejne pozytywne wrażenie daje papier - gruby i sztywny, i czcionka - duża, wyraźna, o przyjemnym kroju. A w środku? "Chyba" - ciężkie, "lepkie" Bardziej niż Kinga przypomniało mi mojego ulubionego Philipa K. Dicka, ale nie od razu i nie do końca. Nieoczywiste, ciekawe. "To nie TO!" - TO, więc klaun. Nie, nie czytałem jeszcze pierwowzoru. Potworny, morderczy, czai się w zaułkach Olsztyna. Są tu rozważania o naturze potworności, jest parę odniesień do innych powieści Kinga. Świetne trio klaunów z cyrku. Świniak - nieco przydługi wstęp, ale pomysł bardzo fajny, dobrze rozwinięty. Sporo smaczków z realiów końcówki PRL. Status quo - opowiadanie, które nieco przypominało mi w zamyśle jedno z opowiadań z tomu Oblicza grozy, ale bardziej rozwinięte, pełniejsze, bogatsze w niuanse, uderzające wachlarzem różnych możliwości. Mała uwaga - przeglądając listy do siebie można nie znać nadawcy, a nie adresata. Świetne wariantowanie rzeczywistości. Cierniowy dwór - osadzone w świecie Mrocznej Wieży. Kto zna, polubi tekst, kto nie zna, niech najpierw pozna. Death metal - nieco niepokojąca opowieść o muzyku i opętaniu. Czy na pewno? Fhabhtanna - tutaj Marek Zychla również zaskakuje. Początkowo miałem wrażenie nieco groteskowej wersji Oz, ale szybko się to zmieniło w przerażającą podróż w przestrzeni, wymiarach i jaźni. Plastyczne, barwne, z przymrużeniem oka ("ludzie i ich kompleks..."), ale też z dużą dozą lęków, szaleństwa, walki z przeciwnościami, poznawania słabości i ich przezwyciężania. Mimo że czytałem zbiór bez głębszej znajomości odniesień, kilka udało mi się odnaleźć, a pozostałe czekają na mnie w opowieściach Mistrza. Tymczasem uczniowie spisali się nadzwyczaj dobrze, na pewno są to nazwiska, które trzeba obserwować - mogą być światełkiem w mroku grozy. Bardzo udany zbiór, świetne historie - słyszę cię dobrze, sai King, piękne dzięki, a jakość wydania dobrze świadczy o wydawnictwie. Czas na historię, wojnę, Kresy, wiarę - czyli "Niezłomna", historia Anny Górskiej.
Link do opinii
Avatar użytkownika -

Przeczytane:, 52 książki 2015,
Tak, jestem zagorzałą fanką Stephena Kinga i nie boję się o tym mówić otwarcie. Zagorzałą, ale na szczęście nie zaślepioną bezkrytyczną miłością do jego twórczości - co słabsze powieści bez najmniejszych oporów jestem mu w stanie wytknąć. Jednak te sporadyczne przypadki nie wpływają na stopień mojego uwielbienia względem jego twórczości: kocham jego nieokiełznany słowotok przeobrażający się często w wodolejstwo, kocham cudowne postacie, mimo że te często nie stronią od żądzy mordu, kocham ten duszny klimat małych miejscowości, który kreuje, kocham wszystkie jego lęki, które z impetem lądują w stworzonych przez niego fabułach... Kocham go za całokształt i nie odważę się zejść z ziemskiego padołu, nie przeczytawszy uprzednio wszystkich napisanych przez niego tytułów. Jednak czy można w tym całym uwielbieniu zrobić dla Mistrza coś więcej prócz czytania jego literackich płodów wyobraźni? A pewnie, że można! Na przykład zebrać grupę takich samych rozkochanych w nim zapaleńców, ,,wyłudzić" od nich jeden lub dwa teksty i stworzyć antologię opowiadań dedykowaną Mistrzowi Grozy rodem z Bangor. Na taki właśnie pomysł wpadła piątka początkujących na polu wydawniczym autorów: Paulina J. Król (jedyna kobieta w męskim gronie), Kacper Kotulak, Jarosław Turowski, Juliusz Wojciechowicz i Marek Zychla. Zafascynowani twórczością Stephena Kinga postanowili opublikować zbiór opowiadań pt. "Pokłosie" i oddać mu tym samym hołd. Czy antologia ta według mnie jest godna nazwiska King na okładce? Czy autorzy potrafią zaintrygować wykreowaną przez siebie rzeczywistością na miarę Mistrza? Tak, choć nie każdy z autorów w takim samym stopniu, ale w przypadku antologii to rzecz chyba zupełnie normalna - tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia. Wśród opowiadań, które po pierwszym czytaniu słabo przypadły mi do gustu, tj. "Death metal" z pewną gitarą o mrocznej naturze w roli głównej (które wypadłoby nieco lepiej, gdyby je mocniej rozwinąć), czy "Chyba", które sprawia wrażenie nieco przekombinowanego i chaotycznego, znajdują się też naprawdę dobre i mocne teksty, które w świecie polskiej literatury grozy bez problemu mogą się wybronić i zostać zapamiętane przez czytelników. O których mowa? Po pierwsze, o "Świniaku" Juliusza Wojciechowicza, które jest bez wątpienia czarnym koniem zbioru - nie tylko ze względu na wspaniałe nawiązanie do twórczości Kinga (przypomnijcie sobie, który tekst Mistrza opowiadał o grupie małoletnich przyjaciół odkrywającej pewnego dnia coś przerażającego) i nie tylko za pomysł na opowieść, lecz także za dający się zauważyć dobry warsztat autora, bo pod względem technicznym tekst jest wyśmienity. Pan Wojciechowicz naprawdę potrafi pisać: chętnie sprawdziłabym jego talent w dłuższej formie niż opowiadanie. Po drugie, o "To nie TO!" Kacpra Kotulaka. Tutaj całe opowiadanie należy do czarnego charakteru: do klauna (tak, nawiązanie do Kinga jest chyba bardziej niż oczywiste, prawda?). Zatem autorowi udało się w tym przypadku po trosze zastosować trik, który u Kinga jest bardzo często spotykany, mianowicie wzbudza on większe zainteresowanie czytelnika postacią negatywną niż pozytywną. Co prawda klaun Kotulaka może nie budzi takiej sympatii, jak robi to np. bohater "Blaze" Kinga, ale bez wątpienia należą się młodemu autorowi za to pochwały. Rintincurry (to właśnie wspomniany klaun) jest zdecydowanie mroczniejszy i dużo bardziej przerażający od tego klauna, którego znamy z powieści Mistrza. Jest też nie tyle postacią stricte fantastyczną, żywcem wyjętą z horroru, ile pewnym symbolem. Nie potrafił zrozumieć jednego. Dlaczego suma najgłębiej skrywanych, paranoicznych lęków ludzi musi wyglądać jak klaun. Tak, właśnie klaun[1]. A po trzecie? O "Status Quo" Pauliny J. Król. Przyznam szczerze, że pojęcia nie miałam, czego się spodziewać po tym opowiadaniu - w przeciwieństwie do pozostałych, to stosunkowo późno odkryło przede mną swoje karty. Tekst Pauliny Król klimatycznie odbiega od pozostałych, ale wychodzi mu to zdecydowanie na plus. Czym mnie urzekło? Pomysłem, pomysłem i jeszcze raz jego przesłaniami (w liczbie mnogiej, bo każda z części tekstu daje do myślenia). Ot, dwójka głównych bohaterów codziennie budzi się w innej, nieznanej sobie wcześniej alternatywnej rzeczywistości... Niektóre fakty łączą się z ich życiem ,,właściwym", niektóre nie. Ci, którzy byli obecni w ich poprzednim życiu, nagle znikali albo pojawiali się ci, którzy dawno odeszli... A teraz siedzę tutaj, ja, prawie trzydziestoletni mężczyzna w młodzieżowym pokoju i zamierzam iść wypić kawę, którą przygotowała mi zmartwychwstała matka[2]. Opowiadanie jest bardzo życiowe, stawia swoich bohaterów w różnych, często niewygodnych sytuacjach, w których nie zawsze to, co przykre i bolesne, ostatecznie takim właśnie jest - i na odwrót. Graficznie antologia prezentuje się bardzo dobrze, o co zadbał Dariusz Kocurek, który ma pieczę także nad graficzną stroną polskich wydań powieści Kinga. Natomiast całość zbioru poprzedza wstęp uznanego polskiego pisarza Stefana Dardy, który pochlebnie wyraża się o tekstach - i nie jest to reklama na wyrost. Podobnie jak pan Darda widzę w młodych pisarzach potencjał, który każdy z nich powinien pielęgnować i rozwijać. Fakt, że zbiór im się udał, nie oznacza, że powinni osiąść na laurach i jedynie zbierać pochwały - co to, to nie. Do pracy, drodzy państwo! A czy Wam polecam lekturę zbioru? Jak najbardziej, mimo że daje się w nim zauważyć jakościową nierówność. Nie zmienia to jednak faktu, że na naszych oczach rodzą się nowi zdolni pisarze o pokaźnej wyobraźni i talencie. Aby mogli i jedno i drugie rozwijać, potrzebny jest im warsztat, który wyćwiczą tak naprawdę dzięki nam, czytelnikom. Oni piszą - my czytamy. I może za jakiś czas to w Polsce znajdzie się prawdziwy następca Stephena Kinga, który w pełni zasłuży na to miano? Może właśnie wśród tej piątki? Kto wie... [1] K. Kotulak, P.J. Król, J. Turowski, J. Wojciechowicz, M. Zychla, Pokłosie, Wydawnictwo GMORK, Wrocław 2015, s. 61. [2] Tamże, s. 199. Ocena: 4,5/6 Na blogu: http://www.ksiazkowka.pl/2015/05/pokosie-pj-krol-j-turowski-m-zychla-j.html
Link do opinii
Reklamy