Fragment nowej powieści Richarda Castle

Autor: slk
News - Fragment nowej powieści Richarda Castle

Nikki Heat i Jameson Rook ponownie łączą siły w powieści Nagi żar - pasjonującej kontynuacji Fali upału, bestsellerowej pozycji ,,New York Timesa".

 

Po śmierci Cassidy Towne, wyjątkowo zjadliwej redaktorki rubryki towarzyskiej, prowadząca dochodzenie detektyw Nikki Heat odkrywa galerię prominentnych podejrzanych. Wszyscy mieli istotne motywy, aby zabić łowczynię skandali, która budziła postrach na całym Manhattanie. Pracę Heat komplikuje nieoczekiwane spotkanie z gwiazdą nowojorskiego dziennikarstwa Jamesonem Rookiem. W obliczu ich niedawnego rozstania Nikki wolałaby uniknąć podsycania bolesnych emocji. Ale osobiste zaangażowanie w sprawę przystojnego i dowcipnego laureata nagrody Pulitzera powoduje, że Heat przystaje na ponowną współpracę. W atmosferze nierozstrzygniętego konfliktu miłosnego i wyraźnego napięcia seksualnego Heat i Rook ruszają na poszukiwanie zabójcy pośród celebrytów i gangsterów, piosenkarek i prostytutek, sportowców i skompromitowanych polityków. Dochodzenie w pełnym przepychu świecie sekretów, kamuflażu i skandali dodatkowo podnosi temperaturę. Jakie tajemnice skrywała łowczyni tajemnic innych? Jaki będzie finał tej niezwykłej historii sensacyjnej? Warto się o tym przekonać podczas lektury nowej powieści Richarda Castle. Warto również wziąć udział w konkursie, który poświęcony jest tej właśnie książce. Warto - wreszcie - zapoznać się z fragmentem powieści, której patronuje serwis Granice.pl - wszystko o literaturze. 

 

Czerwone światła zdają się trwać całą wieczność, szczególnie wtedy, gdy nie ma korków, rozmyślała Nikki Heat. Te, które zatrzymały ją właśnie na rogu Amsterdam i Osiemdziesiątej Trzeciej, chyba nigdy nie zamierzały zmienić się na zielone. Detektyw jechała do pierwszego wezwania tego ranka i na dobrą sprawę mogła włączyć koguta na dachu, po czym skręcić w lewo, nie zważając na światła, ale od samej zbrodni upłynęło już trochę czasu, na miejscu była lekarka sądowa, a zwłoki nigdzie się nie wybierały. Korzystając z przedłużającej się przerwy, sprawdziła, czy kawa na wynos osiągnęła już temperaturę umożliwiającą wypicie jej bez ryzyka poparzenia ust. Tanie plastikowe wieczko pękło i w efekcie jedna jego część została jej w ręku, podczas gdy druga w dalszym ciągu tkwiła na kubku. Heat zaklęła głośno i rzuciła bezużyteczną połówkę na dywanik pod siedzeniem pasażera. Już miała pociągnąć łyk, desperacko potrzebując kofeinowego kopa, który odpędzi poranną senność, gdy tuż za nią rozległ się dźwięk klaksonu. Światła w końcu zmieniły się na zielone. Oczywiście. 

 

Przechylając kubek wprawnym gestem, tak aby w momencie zwrotu kawa nie wylała się jej na palce, Nikki skręciła w lewo w Osiemdziesiątą Trzecią. Wyprostowała właśnie koła, mijając Cafe Lalo, kiedy przed maskę samochodu znienacka wyskoczył pies. Heat ostro zahamowała. Kawa rozlała się jej na kolana, plamiąc całą spódnicę. W tym momencie jednak bardziej była przejęta psem. Na szczęście go nie potrąciła. Co więcej, nawet się nie przestraszył. Przypominające niewielkiego owczarka niemieckiego albo mieszańca husky zwierzę zuchwale stało tuż przed nią na jezdni bez ruchu, wpatrując się w nią z przekrzywionym łbem. Nikki uśmiechnęła się i pomachała ręką. Pies jednak ani drgnął. Jego wyzywające i natarczywe spojrzenie wytrąciło ją z równowagi. Oczy psa miały złowrogi wyraz, przeszywały świdrującym wzrokiem spod ciemnych zmarszczonych brwi. Gdy tak na niego patrzyła, coś jeszcze wydało jej się dziwne. To chyba w ogóle nie był pies. Za mały na owczarka albo husky, a jego szorstka jasnobrązowa sierść miejscami nabierała szarego odcienia. Pysk był zbyt wąski i wydłużony. Zwierzę bardziej przypominało lisa. 

 

Nie. To był kojot. 

 

Ten sam niecierpliwy kierowca za nią znów nacisnął klakson i zwierzę się oddaliło, nie w panicznej ucieczce, ale spokojnym truchtem, prezentując dziką elegancję, potencjalną szybkość i coś jeszcze. Arogancję. Heat patrzyła, jak kojot dociera do krawężnika, zatrzymuje się i odwraca głowę. Rzucił jej bezczelne spojrzenie prosto w oczy, a potem pomknął w stronę ulicy Amsterdam. 

 

Dla Nikki był to niezwykle niepokojący początek dnia: najpierw strach, że potrąciła zwierzę, a potem to niesamowite spojrzenie. Pojechała dalej, wycierając serwetkami kawę, którą na siebie wylała, i żałując, że zamiast czarnej spódnicy wybrała kolor khaki. 

_______

 

Z upływem czasu odkrywanie zwłok na miejscu zbrodni nie stało się dla Nikki ani trochę łatwiejsze. Siedząc teraz w samochodzie zaparkowanym za furgonetką lekarzy sądowych na rogu Osiemdziesiątej Szóstej i Broadwayu i obserwując zza szyby koronera przy pracy, raz jeszcze pomyślała, że może tak jest lepiej. 

 

Lekarz sądowy przykucnął na chodniku przed witryną wspólną dla sklepu z damską bielizną i nowej cukierni z wykwintnymi babeczkami. Dwie sprzeczne informacje, o ile w ogóle był jakikolwiek przekaz. Heat nie była w stanie dojrzeć ofiary. Panujący w całym mieście strajk śmieciarzy sprawił, że góry śmieci piętrzące się na wysokość metra zajmowały większą część chodnika, skutecznie uniemożliwiając Nikki dojrzenie zwłok. Dwudniowy smród rozkładających się odpadków był wyczuwalny nawet w chłodzie poranka. Ale przynajmniej sterty śmieci tworzyły dogodną barierę dla gapiów. U szczytu ulicy już zgromadziło się kilkunastu rannych ptaszków i taka sama liczba osób stała za żółtą taśmą na rogu ulicy, w pobliżu wejścia do metra. 

 

Spojrzała na znajdujący się na budynku banku cyfrowy zegar wskazujący godzinę i temperaturę. Była dopiero 6:18. Coraz częściej jej zmiany zaczynały się w taki właśnie sposób. Kryzys gospodarczy dotknął wszystkich bez wyjątku. Jak wynikało z jej własnych obserwacji, niezależnie od tego, czy powodem były cięcia etatów w policji, czy jedynie niesprzyjająca sytuacja ekonomiczna – albo jedno i drugie – detektyw Heat miała obecnie do czynienia z większą ilością ofiar. Nie potrzebowała Diane Sawyer wygłaszającej na wizji statystyk kryminalnych, aby wiedzieć, że jeśli nawet liczba zwłok nie wzrastała, to zwiększyło się tempo popełniania zbrodni. 

 

Ale niezależnie od tego, co mówiły statystyki, dla niej istotne były poszczególne ofiary. Nikki Heat obiecała sobie, że nigdy nie będzie rozpatrywała zabójstw pod względem liczby. To nie leżało w jej naturze ani doświadczeniu. 

 

Jej własna strata sprzed prawie dziesięciu lat niemal zniszczyła ją od środka, lecz mimo blizny, jaka powstała w niej po śmierci matki, wciąż udawało jej się zachować dozę empatii. Kapitan Montrose, jej dowódca na posterunku, powiedział kiedyś, że to właśnie czyniło ją najlepszą spośród jego detektywów. Wolałaby mimo wszystko osiągnąć tę pozycję bez bólu, ale ktoś inny rozdawał karty i w ten oto sposób znalazła się tutaj, we wczesny październikowy poranek, znów boleśnie świadoma swojego czułego miejsca. 

 

Nikki przestrzegała swojego osobistego rytuału: krótka refleksja nad ofiarą, wywołująca u niej poczucie związku ze sprawą w świetle tego, że sama była ofiarą, a zwłaszcza w świetle oddania czci matce. Zajęło jej to całe pięć sekund. Sprawiło jednak, że poczuła się gotowa. 

 

Wysiadła z samochodu i poszła do pracy.

 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy