"Prawo panny Murphy" - premiera, fragment

Autor: slk
News -

Do księgarń trafia właśnie Prawo panny Murphy Rhys Bowen - stylowy kryminał rozgrywający się w początkach XX wieku, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Noir Sur Blanc. 

 

Rudowłosa Molly Murphy z wioski Ballykillin w irlandzkim hrabstwie Mayo nie należy do dziewcząt grzecznych i uległych. Na zbyt nachalne zaloty panicza reaguje w sposób tak gwałtowny, że musi się ratować ucieczką do Liverpoolu. 

Na tym jednak nie kończy się jej tułaczka. Nieoczekiwany zwrot okoliczności sprawia, że Molly – pod fałszywym nazwiskiem – trafia na pokład statku Majestic płynącego do Nowego Świata. Ale kiedy dociera na Ellis Island, nie może jeszcze cieszyć się pełną wolnością. Okazuje się bowiem, że nocą zamordowano jednego z pasażerów, a kobieta, której nazwisko przybrała Molly, mogła mieć motyw, by nastawać na jego życie. Co gorsza, o dokonanie zbrodni podejrzewa się pewnego sympatycznego młodzieńca, który zdaniem panny Murphy jest całkowicie niewinny. Ażeby go uratować przed odesłaniem z powrotem do Irlandii, dzielna dziewczyna rozpoczyna własne śledztwo, raz po raz wchodząc w drogę przystojnemu kapitanowi policji, Danielowi Sullivanowi. 

 

W poszukiwaniu zabójcy odwiedza najbardziej zakazane dzielnice, ciasne robotnicze mieszkania, przestronne pałace bogaczy, a nawet przybytek, którego nazwy przyzwoita dziewczyna nawet nie powinna wymawiać. Poznaje przy okazji prawa rządzące pełnym imigrantów Nowym Jorkiem A.D. 1901.

 

Przeczytaj recenzję książki, opublikowaną w naszym serwisie!

 

Zapraszamy również do lektury premierowego fragmentu książki: 


Tymczasem trzeciego dnia podróży spotkałam O'Malleya. Oczywiście zwróciłam na niego uwagę już wcześniej, kiedy siedział z innymi przy stole w świetlicy i grał w karty. Śmiał się najgłośniej ze wszystkich. Kiedyś usłyszałam, jak inny mężczyzna mówi do niego: „Ty jesteś jak as w rękawie, O'Malley. Mówię ci. Prawdziwy as”.

Było w nim coś, co sprawiało, że się wyróżniał. Po pierwsze bezczelność, po drugie sposób, w jaki się śmiał. Pokazywał wtedy białe zęby i patrzył dookoła, sprawdzając uważnie, czy wszyscy zauważyli, jaki jest dowcipny. Był potężnym mężczyzną, prawie przystojnym, ale na włosy kładł za dużo brylantyny a chustka, którą nosił na szyi, miała zbyt jaskrawy czerwony kolor. Mówił za głośno. Zbyt ochoczo śmiał się z własnych żartów.

Pewnego razu, kiedy go obserwowałam, obok siedzących przy stole graczy przeszedł młody chłopak.

— Rany, spójrzcie, kogo my tu mamy! — odezwał się O'Malley tym swoim tubalnym głosem. — Ale śliczny chłopiec! Pewnie się szykuje do występu w kościelnym chórze. Oczywiście całe życie będzie śpiewał sopranem. Jakbyście mu pokazali rozebraną dziewczynę, nie wiedziałby, co z nią zrobić.

Chłopiec się zaczerwienił, co spowodowało, że mężczyźni przy stole zaczęli się jeszcze głośniej śmiać. Znienawidziłam tego O'Malleya. Nawet bardziej, niż na to zasługiwał za takie żarty.

To, że nie muszę słuchać jego głośnego śmiechu, było kolejnym powodem, dla którego cieszyłam się, że przez parę dni mogę zostać na pryczy. Ale czwartego dnia Bridie oświadczyła, że czuje się lepiej i ma ochotę na kawałek chleba z masłem oraz łyk herbaty. Poszłam przynieść jej jedzenie, a kiedy wracałam z talerzem i kubkiem w rękach, ktoś stanął nagle przede mną, zagradzając przejście.

— Pani Kathleen O’Connor, tak?

To był O'Malley. Obleśny sposób, w jaki na mnie patrzył, tylko potwierdził niepochlebną opinię, którą zdążyłam sobie o nim wyrobić.

Grzecznie przytaknęłam.

— Tak, proszę pana. A teraz proszę mnie przepuścić, żebym mogła zanieść małej jedzenie do kajuty.

Zamiast zrobić to, o co poprosiłam, przysunął się jeszcze bliżej. Z ust czuć mu było papierosami i alkoholem. Na statku nie wolno było pić, mimo to często widziałam go z flaszką w ręku.

Pani Kathleen O’Connor z hrabstwa Derry? Ze Stabane? — Patrzył na mnie półprzymkniętymi oczami.

- Tak, zgadza się. — Próbowałam przecisnąć się obok, ale wciąż zagradzał mi przejście.

- Rozmawiałem z pani synem, pani O’Connor. Wszystko mi o pani powiedział.

Chyba Seamus mnie nie wydał? Nie pozwolę, że­by ten nalany typ mnie przestraszył. Muszę działać.

- To miło — odparłam. — Cieszę się, że chłopiec ma z kim porozmawiać. Podróż jest długa i nużąca.

Jedna rzecz wydaje mi się bardzo interesująca. — Wpatrywał się we mnie swoimi chytrymi oczkami.

- W miasteczku, z którego pochodzę, mieszkała kiedyś Kathleen McCluskey. Przyjaźniłem się z jej bratem. Podobno wyszła za mąż za Seamusa O'Connora, a potem wyjechała do Stabane. Czyż to nie zbieg okoliczności?

- Domyślam się, że na świecie jest mnóstwo kobiet, które nazywają się Kathleen O'Connor — odparłam. — Rodzice nie popisują się oryginalnością, nadając dzieciom imiona, a nazwisko O'Connor jest dosyć powszechne.

- Ale  w jednym  małym mieście?   —   naciskał O’Malley. — Stabane to małe miasto, prawda?

- Dosyć małe.

 - Czy w takim razie nigdy nie spotkała pani tej drugiej Kathleen O'Connor, tej, która wyszła za Seamusa?

N- ie mogę powiedzieć, żebym ją spotkała. — Znów spróbowałam się przecisnąć obok niego.  — A teraz przepraszam. Nie mogę tu dłużej stać i plotkować, kiedy moja mała leży chora.

Wtedy mnie przepuścił.

— Nie mogę się doczekać, kiedy znów sobie utniemy pogawędkę, pani O'Connor — chuchnął mi do ucha, kiedy przechodziłam obok.

Gdy znalazłam się za rogiem, zdałam sobie sprawę, że cała się trzęsę. Co on mógł wiedzieć? I czego chciał?

 

informacja nadesłana

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy