Premiera powieści "Pięć minut"

Autor: slk
News - Premiera powieści

5 minut

300 sekund

720 uderzeń serca 

Jak wiele może się zmienić w ciągu pięciu minut? Bardzo wiele. Całe życie. 

 

Jedni psycholodzy doradzali mi, żebym pisała pamiętnik, inni twierdzili, że jeśli podzielę się z kimś swoimi przeżyciami, poczuję się lepiej – nawet jeśli tym kimś okaże się kartka papieru. Do tej pory ignorowałam ich rady. Może i mieli dyplomy wyższych uczelni, ale nie przeżyli tego co ja, więc nie mogli mnie zrozumieć. Co sprawiło, że zmieniłam zdanie? Prosta rzecz – nadzieja. Po raz pierwszy od długiego czasu pozwoliłam sobie wierzyć, że mogę znowu prowadzić normalne życie. Ale żeby to zrobić, musiałam wyrzucić z siebie to wszystko, co nagromadziło się przez długie lata... 

 

Nakładem Wydawnictwa Lucky ukazała się właśnie powieść Igi Wiśniewskiej Pięć minut. To wzruszająca opowieść o potrzebie przebaczenia i o tym, jak ciężko jest ruszyć dalej, gdy się go nie uzyska. Zapraszamy do lektury, zapraszamy również do przeczytania jej premierowego fragmentu:

 

Dotarłam do parku i opadłam na ławkę. Wszyscy ci ludzie uważali mnie za morderczynię. I mieli rację. Ukryłam twarz w dłoniach, czując pod powiekami łzy. Wreszcie. Tak bardzo chciałam móc się rozpłakać.

Ktoś usiadł koło mnie.

– A niech mnie, przygotowujesz się do maratonu? – spytała zdyszana Alicja.

– Co tu robisz? 

Spojrzała na mnie jak na wariatkę.

– Czy to nie oczywiste? Służę wsparciem.

– Nie potrzebuję twojego wsparcia – powiedziałam szorstko. 

Pokręciła głową.

– Jesteś silna, ale nie aż tak. Nie poradzisz sobie sama. Pozwól, że ci pomogę.

Patrzyła łagodnie, jej zielone oczy były przepełnione współczuciem. 

– Nie możesz mi pomóc. – Głos mi się załamał. Oplotła mnie ramionami i przytuliła. 

– Płacz, jeśli masz ochotę. To ci pomoże.

– Nie mogę – jęknęłam. Nie potrafiłam się rozpłakać. Coś blokowało moje łzy. Może straszne poczucie winy? Może czułam, że nie mam prawa płakać nad Bartkiem, skoro sama go zabiłam? Nie zasługiwałam na ulgę. 

Alicja zsunęła mi z nosa okulary i wzięła w dłonie moją twarz. A potem zrobiła ostatnią rzecz, jakiej mogłabym się spodziewać. Pocałowała mnie w usta. Przez chwilę siedziałam oszołomiona, ale kiedy zdałam sobie sprawę z tego, co robi, odskoczyłam jak oparzona.

– Oszalałaś?

Wyglądała na zranioną. W zielonych oczach zabłysły łzy.

– Ty naprawdę jesteś ślepa. Naprawdę przez tyle lat niczego nie zauważyłaś. – W jej głosie brzmiała gorycz. 

– Niby co miałam zauważyć?

Patrzyłam na nią jak na przybysza z kosmosu. Pokręciła głową, wprawiając w ruch krótkie blond włosy. Kiedy podniosła na mnie wzrok, nagle zrozumiałam. Zrozumiałam i poczułam gwałtowną chęć ucieczki. Tego dnia właśnie to wychodziło mi najlepiej.

Puściłam się biegiem, nie patrząc na Alicję. Przed oczami przebiegały mi różne obrazy. Gra w butelkę w szóstej klasie, jej pocałunek z Sandrą. Zaborcze zachowania, właściwie od początku naszej znajomości. Sposób, w jaki zareagowała, gdy dowiedziała się o moim zauroczeniu Patrykiem. Zazdrość o Kingę. Wcale nie chodziło o to, że była z Ołowianej. 

Ciągle nie potrafiłam w to uwierzyć. Zawsze była taka normalna. Co z tego, że nie interesowała się chłopakami? Może czekała na tego jedynego. Wzdrygnęłam się, gdy zrozumiałam, że to na mnie czekała. Jak mogłam nie zauważyć? Miała rację, byłam ślepa.

Nie miałam siły się z tym mierzyć. Kiedy dobiegłam do domu, byłam wyczerpana. Nogi się pode mną uginały, nie tylko dlatego, że od dawna nie miałam niczego w ustach. Ugryzienia Aresa dawały o sobie znać. Wypadł jak burza, kiedy wypuściłam go z pokoju. Wyglądał na głęboko zranionego tym, że zostawiłam go zamkniętego.

Zrzucałam z siebie czarne ciuchy, założyłam dres i adidasy, po czym chwyciłam jeszcze dwa batoniki i smycz Aresa. W kuchni stało mnóstwo jedzenia, po pogrzebie miała się odbyć stypa. Nie mogło mnie na niej być, a na myśl, że miałabym zjeść cokolwiek z tego, co czekało na gości, robiło mi się niedobrze. 

Znowu pobiegłam do lasu. Nie miałam pojęcia, jakim cudem mi się to udało. Każdy kolejny krok sprawiał, że płuca paliły żywym ogniem, ale wolałam ten ból. Jego byłam w stanie znieść. Dobiegłam do brzegu znajomego strumienia i usiadłam na kamieniu. Ares zawarczał, chcąc wyrazić swój protest.

– Nie zrobię nic głupiego – obiecałam mu.

 

informacja nadesłana

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy