"Wietrzne marzenia" - premiera, fragment

Autor: slk
News -

Wietrzne marzenia to zabawna, a równocześnie niestroniąca od refleksji opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Życie dwudziestoletniego Przemka Sikory podporządkowane jest jednemu marzeniu – lataniu na szybowcach. Chcąc zarobić na wyśniony kurs pilotażu, ima się różnych dorywczych zajęć. Dzięki temu przeżywa niecodzienne przygody i poznaje ciekawych ludzi. Ma też trójkę przyjaciół, którzy jednak częściej pakują go w kłopoty aniżeli mu pomagają. Perypetie Przemka są okazją do postawienia pytań o prawdziwą naturę człowieka, który skazany jest na nieustanne błądzenie, próbując nadać życiu własny sens. Mówią o ludzkich słabościach, ale także o sile, którą dają przyjaźń i miłość. Powieść Wojciecha Szlęzaka przenosi Czytelnika w świat czystych, młodzieńczych marzeń. Niesie też sporą dawkę optymizmu, tak potrzebnego w obecnych czasach. Zapraszamy do lektury premierowego fragmentu książki:

 

– A teraz porozmawiamy sobie na moich warunkach – wycedził mężczyzna, wyciągając przed siebie splecione dłonie, aż strzeliły kości. – Krzysiek, dawaj mi tu lampę.

Przemek zobaczył kolejnego z bandziorów, który przyniósł do zaciemnionego pokoju (oba okna zostały zakryte ciemnymi zasłonami) małą nocną lampkę i wręczył ją hersztowi. Mężczyzna nie zasłonił twarzy, więc Przemek mógł się mu dobrze przyjrzeć. Był to mężczyzna niespełna trzydziestoletni o nalanej twarzy. Jak wydawało się Przemkowi, mężczyzna nieco przestraszony, niepewny i zahukany.

– Coś ty, zdurniał? Co ty mi tu przynosisz za lampkę? Halogen miałeś przynieść. I załóż coś do cholery na łeb. Paradujesz po mieszkaniu, jakbyśmy tu sami byli.

– Andrzej, przecież mamy tylko jedną kominiarkę i sam ją dla siebie zabrałeś. Skąd ja ci drugą wytrzasnę?

– To nie wiem, pończochę załóż. Filmów nie oglądasz?

– Czterech chłopa w mieszkaniu, a on każe mi pończochę założyć. Nie zauważyłeś, że od trzech lat, jak tu mieszkamy, nie ma żadnej kobiety w naszym gronie i nikt w pończochach po pokojach się nie przechadza?

– To skocz pod blok do kiosku i kup od razu cztery pary. Przydadzą się – rozkazał herszt. – Ale najpierw przynieś mi ten halogen – rzucił jeszcze za odchodzącym.

Gdy światło lampy skierowane już zostało na twarz Przemka, a ten mimo woli musiał odwrócić głowę i przymknąć oczy, przesłuchanie się rozpoczęło.

– No to teraz po kolei. Gdzie jest Zbyszek? – zapytał wysoki mężczyzna w kominiarce.

– Mówiłem wam, że nie wiem. Nie spowiada mi się przecież. Zadzwonił do mnie parę dni temu i poprosił, żebym zastąpił go w pracy na dwa tygodnie. Wcześniej nie widziałem się z nim prawie dwa lata. Nie wiem, gdzie jest i czym się zajmuje poza pracą w gazowni. Nie wiem nawet, gdzie mieszka. Nie wiem nic, a wy popełniacie największą głupotę swojego życia. I rozwiążcie mnie, bo ręce mi cierpną. Zaraz stracę w nich czucie.

Więzy co prawda nie zelżały, ale światło halogenu zgasło i Przemek znów mógł otworzyć oczy.

– Co jest z tą lampą? – zdziwił się Andrzej. – Czy w tym mieszkaniu nic nie działa tak jak należy? Krzysiek! Jesteś jeszcze?

Krzysztof na znak potwierdzenia wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk.

– Kup w kiosku jeszcze dwa duże paluszki.

– Dwa? – zdziwił się mężczyzna. – Oni chyba na sztuki nie sprzedają.

– Wiem, że tylko żarcie ci w głowie, ale uwierz mi, na tym życie się nie kończy. Baterie paluszki. Weź te z sobą, żeby nie wcisnęli ci jakichś mniejszych. – Andrzej wyciągnął baterie z latarki i rzucił je w stronę Krzyśka. Mężczyzna wykonał nieskoordynowany ruch dłonią, który miał być próbą ich uchwycenia. Baterie odbiły się od jego ramienia, upadły na podłogę i wtoczyły pod szafę. Andrzej załamał się.

– Dobra, nieważne. Idź już – ponaglił.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy