PIK: kserowanie książek jest legalne!

Autor: slk
News - PIK: kserowanie książek jest legalne!

Aktualizacja: po burzy, jaką wywołał nasz artykuł, publikujemy poniżej także komentarz prawników dotyczący tego, co można zrobić z pożyczoną lub zakupioną książką! 


Przed kilkoma tygodniami w Polskiej Izbie Książki pojawił się pomysł, by na trzeciej stronie okładki książki zamieszczano specjalną informację kierowaną do czytelników. Informację o tym, na co pozwala im prawo, szczególnie tzw. dozwolony użytek, jako właścicielom książki. 

 

 

 

– Nie chcemy straszyć, tylko jasno wyłożyć, co właściciel książki może z nią legalnie zrobić – tłumaczy serwisowi Forsal.pl Włodzimierz Albin, prezes Polskiej Izby Książki. – Możesz pożyczyć mnie koledze i rodzinie. Możesz mnie zeskanować, możesz skserować. Ale nie jestem przeznaczona do masowej dystrybucji. Pisało, ilustrowało i wydawało mnie sporo ludzi, którzy zasługują na wynagrodzenie.

 

Informacja taka ma być sposobem na walkę z piractwem, z którego wynikają ogromne straty polskich wydawców - przede wszystkim akademickich. Stowarzyszenie twórców dzieł naukowych i technicznych Kopipol podaje, że rocznie w Polsce kseruje się 5 mln stron, z czego blisko 90 proc. to publikacje naukowe. Z kolei raport Biblioteki Analiz podaje, że straty wydawnictw z tytułu nielegalnego kserowania sięgnęły w 2009 r. przynajmniej 9 mln zł. 

 

- Byłby to przełom - komentuje Jarosław Lipszyc, prezes fundacji Nowoczesna Polska na stronach prawokultury.pl - W Polsce kserowanie książek, także w całości, jest po prostu legalne. Każdy ma prawo skopiować dla siebie, a także dla swoich znajomych i rodziny, całą książkę. W jednej kopii, w dwóch kopiach, w tylu kopiach ile chcemy. Istotne jest tylko, by było do użytku własnego, a nie komercyjnej dystrybucji. Do tej pory wydawcy książek unikali mówienia o tym, jednocześnie lobbując za ograniczeniem praw obywateli.

 

- Jeśli więc rzeczywiście wydawcy chcą edukować odbiorców, co do zakresu ich praw wynikających z zasady dozwolonego użytku, to inicjatywa zasługuje na pochwałę. Mamy jednak obawy. Warto przypomnieć, że podobne informacje znajdują się na płytach DVD. Jednak rzadko mówią one o wszystkich prawach użytkowników, koncentrując się raczej na tym, co jest zabronione. W efekcie użytkownicy nie wiedzą, co jest faktycznie dozwolone i legalne. Niektórzy producenci filmowi posunęli się nawet do tego, że kłamali na temat praw użytkowników, za co spotkała ich kara ze strony UOKiK - pointuje Lipszyc

 

Aktualizacja:

Wypowiedź Włodzimierza Albina wywołała sporą dyskusję w internecie. Do redakcji napłynęło sporo zapytań dotyczących praktyk dopuszczalnych w ramach tak zwanego dozwolonego użytku. Publikujemy obszerny komentarz Marcina Mioduszewskiego i Katarzyny Leśko z kancelarii Markiewicz&Sroczyński, specjalizującej się m.in. w prawie autorskim:

Inicjatywa podawania na egzemplarzach książek informacji dotyczących rzeczywistego zakresu uprawnień ich właściciela jest godna uznania. Od bardzo wielu lat, nie tylko na polskim, ale i zagranicznym rynku istnieje tendencja do czynienia różnego rodzaju zastrzeżeń i ostrzeżeń odnośnie możliwego wykorzystania książek lub wydawnictw płytowych przez osobę, która je nabyła. Służą one, oczywiście w pewnym sensie, jako narzędzie prewencyjne, zapobiegające naruszeniom praw, czyli po prostu tzw. piractwu. Z drugiej jednak strony, taka polityka zakazowa jeśli chodzi o rozpowszechnione utwory, wprowadza w błąd. Nie jest bowiem prawdą, że osobie, która zakupi książkę lub płytę, wolno ją tylko czytać lub co najwyżej odstawić na półkę i podziwiać ją w swoich zbiorach.

 

Prawo autorskie, choć wydaje nam się restrykcyjne wobec korzystających z utworów, nie jest absolutne jeśli chodzi o uprawnienia autora czy też wydawcy. Istnieją bowiem instytucje tzw. dozwolonego użytku prywatnego lub publicznego, które pozwalają na określone formy korzystania bez konieczności uzyskiwania jakiejkolwiek zgody. Dozwolony użytek prywatny pozwala nam na korzystanie we własnym zakresie osobistym z egzemplarzy utworów (np. książki, płyty). Oznacza to, że książkę możemy kopiować, skanować, zrobić z niej dla siebie e-booka, itp. Co więcej, możemy także podzielić się książką ze swoimi bliskimi, którymi jest nie tylko rodzina (krewni i powinowaci), ale także znajomi, z którymi utrzymujemy kontakty towarzyskie. Granice są tu płynne, ale tylko w ten sposób można osiągnąć racjonalność w korzystaniu z utworów.

 

Bardzo ważny jest także dozwolony użytek publiczny. Obejmuje on bardzo wiele form korzystania, część z których ma znaczenie raczej dla profesjonalistów (np. dziennikarzy, twórców podręczników lub encyklopedii). Obejmuje on jednak także chyba najważniejszą i najpopularniejszą instytucję dozwolonego użytku, czyli prawo cytatu. Wokół niej funkcjonuje bardzo wiele różnego rodzaju nieporozumień i błędów w jej rozumieniu. A przecież zgodnie z prawem każdemu wolno cytować, a gdy utwór jest drobny – nawet użyć go w całości. Ważne jedynie, aby cel takiego wykorzystania mieścił się w krytyce, wyjaśnianiu, nauczaniu, analizie twórczości lub innej specyfice danego gatunku naszej twórczości. Jednym z największych mitów, jakie funkcjonują na temat prawa cytatu jest to, że prawo autorskie przewiduje określony procent dzieła, jaki zgodnie z prawem może być wykorzystywany. Coś takiego nigdy nie istniało, nie istnieje i zapewne istnieć nie będzie, bo zróżnicowanie utworów i różnych form korzystania z nich na to nie pozwala. W zamian za to prawo autorskie nakłada dwa obowiązki – zawsze musimy podać źródło, z którego czerpiemy, a korzystać możemy tak, aby nie naruszyć interesów twórcy lub normalnego korzystania z utworu. Innymi słowy, dozwolony użytek nie może być wykorzystywany tak, by zastępował zwykłe korzystanie z utworu.

 

Oczywiście powyższe wskazówki dotyczące korzystania z dozwolonego użytku nie są jednoznaczne, ale tak jak powyżej, tylko takie ich sformułowanie pozwala na elastyczność. Informowanie natomiast na egzemplarzach książek czy płyt, że użytkownikowi, wbrew możliwościom, jakie daje mu prawo, nie wolno nic poza zapoznaniem się z określonym materiałem, jest wprowadzeniem w błąd i wypaczaniem rzeczywistego sensu i celu prawa autorskiego. Sankcje mają wkraczać dopiero tam, gdzie korzystamy w sposób bezprawny, a nie powinny zabierać nam możliwość korzystania z dorobku kultury.

 

Informowanie na książkach o rzeczywistym zakresie uprawnień właściciela w stosunku do tego utworu może także przyczynić się do zwalczania naruszeń, bo użytkownicy dowiedzą się masowo, że w pełni legalnie mogą podejmować tak naprawdę stosunkowo wiele różnych działań i nie muszą uciekać się do nielegalnych metod. Tak, jak jest m.in. w przypadku masowego kserowania podręczników na studiach – punkty ksero przeważnie dysponują gotowymi wersjami skserowanych książek, co nie jest dozwolone w związku z tym, że dozwolony użytek prywatny nie działa w kręgu osób nieznajomych. Natomiast, jeśli pożyczymy książkę od kolegi – studenta, wtedy już możemy ją skserować na nasz własny użytek. To ważne, bo prawo, które jest przyjazne ludziom jest chętniej respektowane, a takie właśnie jest generalnie prawo autorskie w zakresie dozwolonego użytku

 

 

Więcej aktualnych informacji o książkach? Granice.pl na Facebooku!

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy