Premiera "Pod czujnym okiem"

Autor: slk
News - Premiera

Zdobywczyni międzynarodowej nagrody dla twórców thrillerów za najlepszy debiut powraca powieścią Pod czujnym okiem - historią kobiety, która pomaga ludziom uwolnić się od demonów, nie potrafiąc uporać się z własną, mroczną przeszłością.

 

Doktor Nadine Lavoie, pracująca na zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego, leczy pacjentów z rozbitych rodzin. Jednak unika analizowania własnej przeszłości. Wystarczy, że musi stawić czoło powracającej klaustrofobii oraz świadomości, że jej córka, Lisa, uciekła z domu i od siedmiu lat żyje na ulicy. Kiedy na oddział trafia niedoszła samobójczyni Heather, pani doktor, słuchając opowieści chorej, zauważa niepokojące zbieżności ze swoim życiem. Co spotkało Nadine? I jaką rolę w jej traumatycznych doświadczeniach odegrał niejaki Aaron Quinn? Nadine niespodziewanie uzmysławia sobie, że niebezpieczeństwo czai się dużo bliżej, niż mogła to sobie wyobrazić.

 

Zagraniczni krytycy zaliczają autorkę do najbardziej fascynujących młodych twórców thrillerów psychologicznych, pisząc o jej książkach w superlatywach: porywająca (Kirkus), oszałamiająca (Publishers Weekly), iskrząca się od napięcia (People Magazine). Warto się o tym przekonać. Warto sięgnąć po powieść Pod czujnym okiem i wziąć udział w konkursie, który jej właśnie jest poświęcony. Warto też sięgnąć po fragment książki, który premierowo publikujemy:

 

Pewnego ranka po kilku miesiącach naszego pobytu w komunie Aaron zebrał nas wszystkich po śniadaniu. W powietrzu wciąż unosiły się smakowite zapachy kawy i grzanek, świeżej mięty i owoców, których prawie nie tknęłam. Tego dnia byłam zła na matkę. Zapytałam ją, czy mogłabym się zobaczyć z kilkoma dawnymi przyjaciółkami ze szkoły, lecz ona tylko uśmiechnęła się krzywo i odparła:

– Teraz mamy nowych przyjaciół. Bądź z nimi szczęśliwa. Aaron ostrzegł, że bardzo łatwo jest popaść w indywidualizm, nawet w tak dużej grupie, toteż uznał, że powinniśmy przejść test wspólnego dzielenia się doznaniami, żeby zbliżyć się do siebie. Poprosił, by każdy z nas napisał list, w którym szczerze przyzna się do popełnionych złych uczynków i negatywnych myśli, choćby najbardziej wstydliwych i głęboko skrywanych. Powiedział, że ma to posłużyć szukaniu prawdy o sobie, dokonaniu wewnętrznego rozrachunku z tego, o czym inni nie wiedzą. Ale kiedy napisaliśmy te listy, miał kolejną wizję. Musieliśmy je odczytać przed całą komuną, żeby odrzucić wszelką separację, nawet umysłową.

 

Ludzie zaprotestowali, lecz powiedział:

– To jedyny sposób na skuteczne zerwanie z własną przeszłością. Jeśli nie jesteście gotowi na ten krok, to nie powinniście tu być.

Wśród zgromadzonych zapadła cisza. Nikt nie chciał wyjeżdżać. Aaron wskazał młodego człowieka, który opiekował się końmi, i rzekł:

– Billy, wiem, że ty jesteś gotowy.

 

Billy wystąpił i z wypiekami na twarzy odczytał swój list, w którym przyznawał się do eksperymentów seksualnych z kuzynem w okresie dojrzewania, po których do dzisiaj miewał fantazje na temat kontaktów z mężczyznami. W konsternacji słuchaliśmy jego dukania. Obawialiśmy się reakcji Aarona, ale gdy Billy skończył, a ten go objął i przytulił, odetchnęliśmy z ulgą. Inni zaczęli kolejno wyznawać swoje grzechy i Aaron za każdym razem nie szczędził im pochwał. Było to bolesne. Ludzie płakali albo milkli ze spuszczonymi głowami. Niektórzy rozglądali się dokoła szklistymi oczyma, jakby w szoku.

Wreszcie nadeszła moja kolej.

Przyznałam się do podkradania żywności dla zwierząt i nieczystych myśli w stosunku do pewnych chłopaków. Ręce mi się trzęsły i łzy zalewały oczy, aż nie mogłam dokończyć swojego listu. Aaron wyrwał mi go i przeczytał moje ostatnie wyznanie, po czym mi go oddał i powiedział:

 

– Jeszcze nie skończyłaś.

– Nie mogę. Proszę. Nie chcę tego.

Spojrzałam mu w oczy błagalnym wzrokiem, licząc na wyrozumiałość, ale był niewzruszony, na jego twarzy malowało się tylko rozczarowanie.

– Nie chcesz należeć do naszej grupy? Wszyscy dzielą się swoimi doznaniami, więc jeśli ty tego nie zrobisz, zakłócisz naszą harmonię.

Powiodłam spojrzeniem po twarzach wyrażających złość. Heidi, która trzymała rękę na brzuchu, patrzyła na mnie z przerażeniem. Toteż roztrzęsionym głosem odczytałam zakończenie listu.

– Kocham moją mamę, ale czasami... czasami jej nienawidzę. Chciałabym, żeby była taka jak mamy moich przyjaciółek. Wolałabym, żeby była normalna. Odnalazłam ją wzrokiem w tłumie, jej niebieskie oczy były pełne łez. Wytrzymałam jej spojrzenie, nawet nie próbując ocierać łez spływających mi po policzkach. Usiłowałam jej przekazać w myślach: „Przepraszam. Wcale tak nie myślę. Tylko pisałam w złości”.

 

Odwróciła głowę. Kiedy minął piąty miesiąc naszego pobytu w komunie, całkiem zamknęłam się w sobie, rzadko się odzywałam. Całe dnie spędzałam ze zwierzętami i zaczęłam w skrytości rozważać możliwość ucieczki. Pewnie bym spróbowała, gdyby nie Willow, śliczna nastolatka o sarnich oczach, sięgających do pasa włosach w kolorze karmelowym, która dołączyła do komuny w czerwcu. Opowiadała o różnych miejscach, jakie odwiedziła, podróżując autostopem, i o ludziach poznanych podczas tych podróży. Powiedziała mi też, że będę piękna, kiedy dorosnę.

 

Dała mi sznur koralików, sama zapięła mi go na szyi i zaśmiała się głośno z mojego zawstydzenia. Tego dnia miała na sobie podniszczone dżinsy dzwony i o wiele za dużą męską cynamonową skórzaną kamizelkę z frędzlami. Była boso, a na jednym z palców u nogi połyskiwała obrączka. Było mi wszystko jedno, czy będę piękna, czy nie. Zależało mi tylko na tym, żeby być taka jak ona. Chciałam być wolna.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy