Konrad, brutalny i charyzmatyczny lider młodocianej bandy, nie potrafi zaakceptować porażki. Igor i Marcin, bliźniacy, z którymi dorastał w domu dziecka, odebrali mu wszystko - wpływy i pozycję, na jaką pracował przez lata. Teraz, z pomocą Prosiaka, ostatniego kompana, planuje dotkliwą zemstę.
W tym samym czasie Karolina mierzy się z konsekwencjami przeszłości. Nowe środowisko zamiast ulgi przynosi presję, a brak wsparcia sprawia, że coraz bardziej zamyka się w sobie. Jej jedyną nadzieją staje się kontakt przez internet z osobą podającą się za Igora. Karolina nie wie jednak, że to początek gry, której zasad nie zna.
Gdy drogi Konrada i Karoliny przecinają się ponownie, wszystko wymyka się spod kontroli. Plan ustępuje miejsca obsesji, a gniew i strach splatają się w mrocznym tańcu, z którego nikt nie wyjdzie bez strat.

Prawo zła to kontynuacja Prawa braci – brutalna opowieść o władzy, zależności i nieodwracalnych wyborach. Do lektury powieści, której autorem jest Radosław Paszko, zaprasza Wydawnictwo Novae Res.
W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Prawo zła. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Leżąc na ziemi z zamkniętymi oczami, wsłuchiwał się w świst wiatru. Za nic w świecie nie chciał wracać do rzeczywistości. Wiedział, że to, co się wydarzyło, nieodwracalnie zmieni jego życie.
Z całych sił próbował pozostać w błogim metaforycznym stanie pomiędzy utratą przytomności a powrotem świadomości. Niestety ból z każdą minutą stawał się silniejszy, doskwierając coraz bardziej. Był wściekły, że nie jest mu dane odpocząć trochę dłużej. To wszystko nie powinno się wydarzyć – powtarzał w głowie.
Nie wiedział, co denerwowało go bardziej – bolesność całego ciała czy ego, którym się ktoś bezceremonialnie podtarł. Z upływem czasu zaczynał odczuwać więcej. Promienie słońca, które przed chwilą przyjemnie otulały jego wiotkie ciało, teraz stawały się nie do wytrzymania. Próbował wziąć głęboki oddech, ale złamany nos i zaschnięta w ustach krew skutecznie mu przeszkadzały. Miał wrażenie, że puchnąca w straszliwym tempie twarz zaraz eksploduje. Wiedział, że widzenie w lewym oku, które ucierpiało najmocniej, szybko nie wróci. Nie był w stanie wskazać choćby centymetra swojego ciała, który nie sprawiałby bólu.
Ostrożnie otworzył oczy i resztką sił przekręcił się na brzuch. To był błąd. Nieustannie pulsująca głowa nie była na to przygotowana. Podniósł się na czworaka i zwymiotował. Targany konwulsjami wydalał z siebie ślinę, ciemnobrązową krew i piasek. Pomimo majestatycznego wyglądu wymiocin nie zamierzał im poświęcać choćby sekundy swojej uwagi, dlatego zamknął oczy.
Gdy po kilku minutach wrócił do siebie, ciężko opadł na tyłek, próbując złapać powietrze i ostrość widzenia jednym okiem. Ciemność, która przechodziła w mroczki, w końcu zaczęła przedstawiać wizję tego, co pozostało na polu bitwy. Wulkan oparty o drzewo nie miał już siły płakać. Pociągając nosem, wpatrywał się w swoją nienaturalnie wygiętą rękę.
Konrad splunął na ziemię pozostałością wymiocin i spojrzał na Prosiaka, który siedząc na konarze, lustrował go wzrokiem pełnym wyrzutów i żalu.
Wiedział, że przegrał. Zawiódł siebie i swoją ekipę. Czuł się odpowiedzialny za to, co się wydarzyło. Poległ sromotnie i pierwszy raz w życiu nie wiedział, co ma robić. Długo wahał się, czy podejść do swoich kompanów. Łapiąc równowagę, z widocznym grymasem ruszył w ich stronę.
– Chyba mogło być gorzej, co? – rzucił, siląc się na uśmiech.
– Gorzej?! – odparł piskliwym głosem Wulkan. – Jaja sobie robisz? Spójrz na moją rękę! – krzyknął rozpaczliwie.
– Ty zresztą też nie wyglądasz, jakbyś wrócił ze spaceru. – Prosiak wskazał na oko Konrada, dając do zrozumienia, że opuchlizna jest większa, niż myśli.
– Dobra, przestańcie się mazać. Jeszcze ich dorwiemy.
– O czym ty gadasz?! Jakie dorwiemy?! – Wulkan brzmiał jak mała, rozzłoszczona dziewczynka.
– Normalnie. Muszę tylko wszystko przemyśleć i przygotować nowy plan.
Jednak zamiast aprobaty usłyszał grobową ciszę, co chwilę przerywaną szelestem liści. Po kilku długich minutach Wulkan odważył się wyjść przed szereg.
– Ja się wypisuję. Mam dość – oznajmił załamany, z brakiem nadziei w słuszność głoszonych idei.
– Spokojnie. W gniewie podejmuje się pochopne decyzje. Nie rób tego. Poza tym nastawimy ci tę grabę, zregenerujemy się i wrócimy silniejsi – dodał po chwili z uśmiechem Konrad.
– Nie! Cały czas się ciebie słuchałem, wykonywałem polecenia i patrz, jak skończyłem! – Upewniając się, że lider zauważył złamanie, przysunął rękę bliżej jego twarzy. – *** to! Sram na tych bliźniaków, na zemstę i… – Ugryzł się w język.
– No? Dokończ. – Lider sprawiał wrażenie pewnego siebie, jednak wewnętrznie zaczynał odczuwać niepokój. W skrupulatnie budowanym przez lata pomniku zaczęły pojawiać się spore pęknięcia.
– Ej, panowie! Nie kłóćcie się, to teraz bez sensu.
Konrad wstrzymał Prosiaka gestem dłoni, chcąc za wszelką cenę wysłuchać tego, co Wulkan ma do powiedzenia.
– Dokończ – powiedział chłodno, patrząc koledze prosto w oczy.
Wymowne milczenie było trudniejsze do zniesienia niż słowa. Wulkan czuł, że coś w nim pęka.
– *** CIEBIE! – wykrzyczał, opluwając śliną Konrada. – *** te twoje pomysły, twoje decyzje, twoje rozkazy i zbieranie za ciebie po pysku. Zawsze to ty byłeś najważniejszy, a my byliśmy tylko od brudnej roboty. Koniec z tym! – Łzy napłynęły mu do oczu, ale nie żałował tego, co powiedział. Wyrzucił z siebie coś, co od dawna nie dawało mu spokoju. W końcu poczuł upragnioną ulgę.
– Zapytam jeden jedyny raz, więc proszę cię o skupienie. Chciałbym tylko, abyś upewnił się, co do mnie powiedziałeś. – Ton głosu Konrada był lodowaty, wręcz mrożący krew w żyłach.
– *** was?! – Prosiak wstał, próbując zapobiec eskalacji, jednak silny chwyt lidera za przód mięśnia barkowego sprawił, że grubas momentalnie usiadł.
Kciuk lidera wylądował na jednym z punktów witalnych jego pomagiera, co skutecznie przerwało próbę mediacji.
– Mam powtórzyć? Dobrze. Odchodzę. Mam dość! – Targany emocjami Wulkan był bliski płaczu.
– Ostrzegam cię. Robisz błąd. Wielki błąd, mój przyjacielu.
– Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy i ile dla ciebie zrobiłem, tylko tyle masz mi do powiedzenia? – Pryszczaty uśmiechnął się gorzko, wysmarkując nos. – Wiesz co? *** – rzucił obojętnie i odszedł.
– Ale się narobiło… – rzucił grubas, przerywając trwającą zdecydowanie za długo ciszę, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Na próżno.
Konrad jeszcze długo obserwował oddalającą się sylwetkę kolegi. Był zawiedziony i czuł się oszukany. Nie spodziewał się, że kiedyś dojdzie do rozłamu grupy, której oddał serce. Ale przecież nie mógł się poddać. Gdy Wulkan zniknął z horyzontu, postanowił zwrócić się do kolegi.
– Nastawisz mi to? – Wskazał na opuchnięty nos.
– Co?! Chyba powinieneś pójść z tym do piguły. Ja nigdy tego nie robiłem – odpowiedział kompan drżącym głosem.
– Daj spokój. To banalne. Łapiesz palcami tu i tu, a potem mocno przesuwasz.
– W którą stronę?
– Chyba możesz tylko w jedną, co nie? – spytał rozbrajająco lider, próbując się uśmiechnąć i dodać koledze otuchy.
– Fakt… – odparł zmieszany.
– No to dawaj.
– Boje się. – Ręce Prosiaka wyraźnie się trzęsły.
– Ej! – Konrad złapał za pucołowatą buzię i patrząc w oczy kolegi, przemówił spokojnym głosem: – Wierzę w ciebie. Gdyby było inaczej, nie prosiłbym cię o pomoc. Będzie dobrze.
Prosiak wiedział, że nie może go zawieść. Delikatnie pokiwał głową, słuchając pokrzepiających słów, złapał za nos, co było sporym wyzwaniem przez opuchliznę lewego oka, i według instrukcji przekręcił w prawo.
– ***! – wydarł się Konrad, odrzucając głowę w tył.
Czuł palący ból promieniujący od zatok przez oczy aż do skroni. Wiedział, że to nie była udana próba. Grubas odskoczył jak rażony piorunem.
– Jezu! Przepraszam! – rzucił rozdygotany.
– Ah! – Lider starał się zdusić w sobie narastającą wściekłość. – Mówiłem. Kciuki tu i tu. Najpierw spokojnie złap, wyczuj, potem ściśnij i z całej siły w drugą stronę. To nie jest trudne. Dasz radę – instruował przez zaciśnięte zęby.
– Doo… dobrze… – odpowiedział niepewnym głosem Prosiak.
Po chwili ponownie przyłożył palce we wskazane miejsca.
– Teraz jest okej?
– Tak – syknął Konrad, czując nacisk. – Dawaj! – krzyknął, zamykając oczy, w których gromadziły się spore ilości łez, a gruby jak na komendę mocnym ruchem przesunął trzymany fragment nosa. Obaj usłyszeli charakterystyczny chrzęst przeskakującej kości.
– Chyba się udało? – spytał drżącym tonem. Dłonie trzęsły mu się jak galareta.
– Taa… – Konrad opanował poczucie gniecenia promieniujące aż do potylicy.
Obmacał twarz, po czym smarknął, zatykając palcem jedną z dziurek. Klnąc przy tym głośno i strasznie się krzywiąc. Jednak nie przeszkodziło mu to w wykonaniu tej samej czynności po drugiej stronie nosa. Miał wrażenie, że jego głowa zaraz eksploduje. Wytrzymując agresywnie atakujący całą głowę ból, pozbył się zalegających w zatokach skrzepów krwi, następnie ostrożnie zaciągnął świeżym powietrzem, którego chłód przyjemnie koił podrażnione nozdrza.
– To co teraz? – zapytał Prosiak.
– Jeszcze nie wiem…
– Odpuścisz mu? – Gruby grzebał kijem w piasku. – Wulkanowi?
– Nie. Jest dorosły i sam podjął decyzję. Może źle go wychowałem? Nie wiem… Wiem natomiast, że poniesie konsekwencje swojej niesubordynacji – odpowiedział, patrząc w kierunku, w którym odszedł pryszczaty.
Słysząc metaliczny i beznamiętny głos lidera, pomagier aż się wzdrygnął. Wolał nie ciągnąć tego tematu.
– A bliźniacy?
– Na razie sprawa jest zamknięta.
– Poddajesz się?! – Prosiak wręcz krzyknął z zaskoczenia.
– Tego nie powiedziałem. Wszystko w swoim czasie. Na razie musimy gdzieś przezimować, zebrać siły i zastanowić się, co dalej.
– Skłot?
– To była miejscówka Wulkana, nie wiem, czy nas tam teraz przyjmą.
– Musimy spróbować. – Gruby odrzucił kij, wstając energicznie.
– My już nic nie musimy… – odpowiedział w zadumie Konrad. – Możemy, ale nie musimy.
Książkę Prawo zła kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
