Jak rozwikłać tajemnicę, od której zależą losy dwóch światów? „Animarium. Pszczoły i płomienie" Maliny Prześlugi

Data: 2026-09-15 15:12:19 | Ten artykuł przeczytasz w 10 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet
News - Jak rozwikłać tajemnicę, od której zależą losy dwóch światów? „Animarium. Pszczoły i płomienie

Jak rozwikłać tajemnicę, od której zależą losy dwóch światów? I gdzie schronić się przed złowrogą armią ponagleńców? Poznaj dalsze przygody Flory i Leo w drugim tomie porywającego cyklu Animarium – powieści Pszczoły i płomienie.

Flora i Leo uratowali Kwiat przed atakiem ponagleńców. Ale Leo zapłacił za to wysoką cenę: stał się Zimnym. A jeszcze żaden Zimny nie obudził się ze swojego letargu... Na szczęście Flora ma przy sobie przyjaciół: potężnego metalowego Kołpaka, kotkę Hipolitę i dwa gadatliwe plecaki, którzy pomogą jej i Leo dotrzeć do Burej Mistrzyni. Cała nadzieja w niej - oraz w Znikanii, tajnym azylu dla ożywionych przedmiotów, gdzie domy mają swoje kaprysy, ulicami galopują stada krzeseł, a porządku pilnuje manekin krawiecki. Ale czy na pewno można się tam czuć bezpiecznie? Jak uleczyć Leo? Co zrobić, żeby Kwiat wydał owoc? I co właściwie stało się podczas Nocy Przepaści, po której świat ludzi i świat Animarium zostały rozdzielone?

Drugi tom Animarium to nie tylko porywająca i zachwycająca fantazją powieść przygodowa, lecz także opowieść o przyjaźni, empatii i odwadze, o tym, jak straszliwą siłą bywa gniew i nienawiść - i jak można się im przeciwstawić. Do lektury nowej powieści Maliny Prześlugi zaprasza Wydawnictwo Dwie Siostry. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Animarium. Pszczoły i płomienie:

„1

NIEBO NIE MA KOLORU. I ziemia jest bezbarwna. Cały świat wygląda, jakby był narysowany węglem. Czerń i szarość, szarość i czerń. W powietrzu drgają drobiny popiołu. Unoszą się z najmniejszym podmuchem wiatru, a potem miękko opadają, okrywając wszystko czarnym, gorącym kocem. Jedna zatrzymuje się właśnie na rzęsach Leo, chybocze się chwilę, jakby nie mogąc się zdecydować, czy skończyć lot, czy pofrunąć dalej. W końcu przylega do kącika oka, łączy się ze łzą i ją też barwi na czarno.

Leo tego nie czuje, bo nie czuje nic prócz bólu. Stoi pośrodku szarości i patrzy na śmierć. Stał tak zawsze i będzie stał bez końca, bo niczego innego nie było, nie ma i nie będzie. Ból nie pali go od wewnątrz, bo dawno już go spalił i zamienił w zgliszcza. Teraz on sam jest bólem, który nigdy się nie skończy.

Spopielałe drobiny osiadają mu we włosach, na ramionach, na twarzy. Czerń i szarość, szarość i czerń.

2

FLORA IDZIE DOOOBRZEEE? – spytał po raz piętnasty Kołpak.

– Flora idzie bardzo dobrze, nie jest zmęczona i nie chce na ręce – odpowiedziała dziewczynka.

Szli już dosyć długo, to znaczy ona i Kołpak, który niósł resztę ich niezwykłej ekipy. Leo, ubrany w trzy bluzy i otulony dwoma śpiworami, leżał jak niemowlę w stalowych ramionach Kołpaka. Kwiat Poznania wraz ze sporą bryłą ziemi tkwił bezpiecznie w betoniarkowym brzuchu giganta i bez przerwy komentował wszystko, co mijali. Plecaki bujały się na kołpakowych uszach i z całą pewnością drzemały. Kotka Hipolita zadowoliła się zaś czubkiem głowy aniresa, rozłożywszy się jakoś po kociemu między rzędem ostrych gwoździ a dwiema żarówkami, czyli oczami Kołpaka. Być może to przez te rozgrzane żarówki upatrzyła sobie właśnie to miejsce, a jej kołyszący się rytmicznie ogon raz po raz przysłaniał Kołpakowi widok. Nie przeszkadzało mu to jednak w żaden sposób. Przeszkadzało mu natomiast, że jego Tworzycielka idzie pieszo. Miał właśnie po raz szesnasty ją spytać, czy nie chce być niesiona, ale ubiegł go Kwiat, wrzeszcząc nagle:

– Aaaaa! Mamo!!! Tam! Tam! Co to jest?!

Wszyscy poza Leo spojrzeli w kierunku, który wskazywał. Wyrwane ze snu plecaki i kotka, wystraszona Florentyna i nieporuszony jak zawsze Kołpak ujrzeli kolorowy kształt unoszący się kawałek dalej nad plażą. Dziewczynka westchnęła.

– To latawiec – odpowiedziała. – Taka zabawka do puszczania na wietrze.

– Mamo, to jest najpiękniejsze, najwspanialsze i najbardziej niesamowite coś, co w życiu widziałem! – stwierdził z przekonaniem Kwiat, tak jakby minutę temu nie powiedział tego samego o rowerze, chwilę wcześniej o szlabanie, starej oponie leżącej obok ścieżki, jeszcze jednym rowerze oraz szklanej butelce, którą jakiś turysta zgubił w lesie.

– Cieszę się – powiedziała Flora i po chwili namysłu dodała: A czy nie mógłbyś nazywać mnie inaczej niż mamą?

– Mógłbym, no jasne! Ale Ogrodniczka Światła jest przydługawe.

– Hmm… To może wymyśl jeszcze coś innego? – podsunęła Florentyna.

– Dobra! Ale co… – Kwiat zafalował płatkami. Robił tak, gdy intensywnie myślał. W końcu zawołał: – Mam! To będzie dobre, uważaj… Ogrotła!

– Ogrotła? – powtórzyła Flora.

– Tak! Połączyłem ze sobą „Ogrodniczka” i „Światła”. Co? Nadal za długie? No pewnie, że za długie. – Zasępił się. – To może: Ogrtła? Albo Ogła?

– Oła… – mruknęła Hipolita.

– Oła! – ucieszył się Kwiat i powtórzył kilka razy: – Oła, Oła, Oła… Nie. Brzmi, jakbym się uderzył.

– No coś ty! – prychnęła kotka.

– Wiesz, chyba wolałabym… – zaczęła Flora.

– Mam! Zamienimy „ł” na „r” i będzie Ora. Ora. Dobrze brzmi, co nie? Ora?

– To może Flora? – zaproponowała dziewczynka.

– Fl-Ora? – zdziwił się Kwiat. – A skąd to „Fl”? Nie było „Fl”.

– Bo tak mam na imię.

– Masz na imię Fl? Ale głupio. To w ogóle nie brzmi jak imię. Dlaczego miałbym…

– Floooraaa! – nie wytrzymał Kołpak.

Kwiat zamilkł na moment. Był to krótki, ale piękny moment absolutnej ciszy, na którą wszyscy czekali. Niestety, szybko się skończył.

– No tak, jasne. Ja to wiedziałem, ale po prostu zapomniałem – zaczął Kwiat. – No co! Tyle się dzieje! Całe to życie, wasz świat, moja ruchomość, to, że mam własnego Ogrodnika, a nawet dwóch… – Kwiat zerknął na trzęsącego się z zimna,

nieobecnego duchem Leo i zmarkotniał – …a może jednego… Och nie, przepraszam, ja… Ojej, tak mi okropnie przykro! Ajajaj, dlaczego tak powiedziałem?! Przecież jest was dwoje, jestem taki… Taki…

Kwiat nie dokończył, tylko rozpłakał się jak dziecko, a że był to już czwarty napad płaczu w ciągu minionej godziny, Florentyna pogładziła go tylko po listkach i powiedziała:

– Już, już.

Spojrzała na Leo. Jego ramię wysunęło się ze śpiwora i zwisało bezwładnie. Flora zatrzymała Kołpaka i delikatnie chwyciła dłoń przyjaciela. Była lodowata.

Dziewczynka poczuła ścisk w gardle, ale po nim przypływ zupełnie nowej siły.

„Uratuję cię” – pomyślała. „Już za kilka dni zeżresz moją czekoladę, a ja cię za to ochrzanię. Będziesz podskakiwał bez powodu, udawał, że znasz się na wszystkim i niczego nie boisz, a ja będę z tego drwiła. Będziesz szedł za mną, skrobał mi marchewki i mówił, że to niechcący, ale jak znajdę we włosach pająka i zacznę się miotać, to najpierw złapiesz mnie za ramiona, potem go ze mnie zdejmiesz i chociaż spróbujesz mnie nim trochę postraszyć, to w końcu odłożysz go gdzieś z dala ode mnie, nie robiąc mu krzywdy… Zmienisz się w gołębia i narobisz na głowę, komu tylko będziesz chciał i… usiądziemy na krawężniku pod naszym domem i zjemy lody. Ja czekoladowe, a ty waniliowe. Po trzy gałki. I… wrócisz tu, Leo. Obiecuję, że do mnie wrócisz”.

Wyjęła z kieszeni pogniecioną kartkę z zeszytu w linie.

Nie wysyłałam liśtu, bo nie wiem już, kto jest po naszej stronie. Tutaj, gdzie jestem, nie jest bezpiecznie. Spotkajmy się gdzie indziej. Będę na was czekać w Helu, przy Bałtyckiej 4. Bura Mistrzyni

 Tam właśnie szli. Do miasta Hel na samym końcu Półwyspu Helskiego, bo podobno tam czeka na nich teraz Bura Mistrzyni. Ona na pewno wie, jak pomóc Leo. Wyleczy go, a potem zostaną u niej tyle, ile trzeba, Kwiat wyda owoce, a wraz z nimi nasiona, dzięki którym Animarium i ludzki świat połączą się na nowo. Flora była pewna, że muszą po prostu dojść do Mistrzyni, a wszystko się ułoży. Pamiętała, jak bezpiecznie się u niej czuła. A właściwie w niej. Ciekawe, czy przy Bałtyckiej 4 w Helu stoi teraz szara kamienica z poznańskiego Placu Bernardyńskiego. Dowiedzą się tego, gdy tylko… no właśnie. Gdy tylko tam dojdą? Gdynię od Helu dzieli osiemdziesiąt kilometrów. I raczej nie pojadą pociągiem, bo choć Kołpak jest niewidoczny dla zwykłych ludzi, musiałby przecież się w ten pociąg zmieścić. Nie mówiąc o Leo, który czasem idzie sam, gdy jest popychany, ale najczęściej po prostu stoi, siada lub nawet się kładzie, a wtedy jest nie do ruszenia. Do tego wciąż się trzęsie i jest półprzytomny, wzięliby go za chorego i zamknęli w szpitalu. Niesiony przez Kołpaka pozostawał niewidoczny. A zatem muszą te osiemdziesiąt kilometrów pokonać piechotą. I pewnie już niedługo przyjdzie moment, w którym Kołpak będzie niósł też Florę.

Ale jeszcze nie teraz. Póki może, będzie szła o własnych siłach. Wielkolud i tak miał już sporo do dźwigania. Szkoda, że nie udało się zatrzymać Piewika. Owad, gdy tylko upewnił się, że są bezpieczni, wrócił do Burej Mistrzyni. Kotka wyjaśniła, że jest teraz jej strażnikiem i nie może zostawiać jej samej. Ale ileż by to ułatwiło, gdyby na jego grzbiecie mogli po prostu przefrunąć nad morzem… W linii prostej to przecież blisko. W linii prostej przez morze… Florentyna zatrzymała się gwałtownie, a potem palnęła otwartą dłonią w czoło.

– Prom! – wykrzyknęła. – Jak mogłam na to nie wpaść… Idziemy do portu.

Kołpak posłusznie skręcił w kierunku portu, jego pasażerowie też nie protestowali. Lo Zaino i La Zaina, czyli małżeństwo włoskich plecaków, już nie spali. Cieszyli się teraz na czekające ich u Burej Mistrzyni przyjemności.

– Och, nasza rzeźbiona szafa, zapomniałam już, jak wygląda! Wyobrażasz sobie, najdroższy, już niedługo nas opróżnią, przewiną na lewą stronę i porządnie wytrzepią – rozmarzyła się La Zaina.

– Oj tak, kochana, przetrzepią nam skórę aż miło! – wtórował jej Lo Zaino.

– A potem dobrze wyszczotkują…

– Wypchają…

– I powieszą! – zakrzyknęli razem w zachwycie.

La Zaina zatrzepotała sprzączkami.

Hipolita prychnęła lekceważąco, jednak było widać po jej zmrużonych ze zmęczenia bursztynowych oczach, że ona także chętnie znalazłaby się w przytulnych progach Mistrzyni. Przed nimi wiele do zrobienia, ale nikt o zdrowych zmysłach nie odmówi kotu miski przysmaczków i chwilki spokoju przy piecu. Lub piekarniku."

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Animarium. Pszczoły i płomienie. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Animarium. Pszczoły i płomienie
Malina Prześluga0
Okładka książki - Animarium. Pszczoły i płomienie

Jak rozwikłać tajemnicę, od której zależą losy dwóch światów? I gdzie schronić się przed złowrogą armią ponagleńców? Poznaj dalsze przygody Flory i Leo...

Wydawnictwo