Każda decyzja zostawia ślad. Fragment książki „Na Pomorzu. Zanim ucichnie rzeki śpiew"

Data: 2026-08-28 08:01:02 | Ten artykuł przeczytasz w 6 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Nad brzegiem Raduni, rzeki niosącej to, co nieuniknione, zaczyna się opowieść o kobiecej sile, miłości dojrzewającej w bólu i ranach, które zadaje wojna. Młoda szlachcianka Emilia Żarnowiecka coraz śmielej przekracza granice wyznaczane przez konserwatywną rodzinę, zafascynowana kaszubską kulturą i życiem, które pulsuje poza dworem. Jej los zmienia ustalony bieg, kiedy podczas nocy świętojańskiej poznaje młynarza Leona Labudę, wdowca z trojgiem dzieci. Ich uczucie rodzi się wbrew konwenansom, na przekór społecznym podziałom i oczekiwaniom światów, do których należą. Gdy nadciąga wojna, wybór przestaje być tylko sprawą serca. Emilia musi zdecydować, czy pozostać wierną życiu, które zna, czy zaryzykować wszystko, by podążyć za miłością.

Na Pomorzu. Zanim ucichnie rzeki śpiew Marleny Wittstock grafika promująca książkę

Zanim ucichnie rzeki śpiew, drugi tom cyklu Na Pomorzu Marleny Wittstock, to poruszająca historia o odwadze, stracie i zaczynaniu od nowa. O tym, że czasem trzeba przejść przez ogień, by odnaleźć siebie – choć echo przeszłości nigdy całkiem nie milknie. Powieść przesycona jest kaszubskim kolorytem, ludową duchowością i rytmem wiejskiego życia. Gościnnie pojawiają się w niej bohaterowie z Zanim wróci echo win. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Szara Godzina. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Zanim ucichnie rzeki śpiew. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Emilia przypomniała sobie ich ostatni wspólny spacer wzdłuż alei starych lip. Liście szeleściły wysoko nad głowami, a cień tworzył na ścieżce nieregularne plamy. Hubert szedł obok niej w milczeniu.

Trzymał ręce splecione na plecach.

– Pani Eleonora martwi się o panienkę – odezwał się w końcu, spokojnie, bez cienia oskarżenia.

Emilia uniosła wzrok. Odniosła wrażenie, że nawet jego ciemne, gęste włosy układały się w naturalnym porządku.

– Matka martwi się o wszystko, czego nie udaje się jej zaplanować.

Uśmiechnął się lekko, a wokół ciemnych oczu pojawiły się delikatne zmarszczki, które podkreśliły regularne, wyraziste rysy.

– Właśnie. A panienka… – zawahał się przez ułamek sekundy – …wygląda mi na kogoś, kto nie chce żyć według cudzego planu, nawet jeśli ten plan wydaje się rozsądny.

Zatrzymała się. Spojrzała na niego zaskoczona.

– Dlaczego pan tak uważa?

– Bo kiedy panienka słucha, robi to całą sobą. A kiedy milczy… – urwał, jakby nie był pewien, czy powinien dokończyć.

– Kiedy milczę? – ponagliła go łagodnie.

– Wtedy ma się wrażenie, że panienka jest już gdzieś indziej.

Słowa zawisły między nimi. Emilia poczuła ukłucie, jakby ktoś dotknął miejsca, o którym sama bała się myśleć.

– Nie lubię, gdy ktoś mówi mi, jaka jestem – rzuciła krótko.

– Rozumiem – odparł. – Nie chciałem panienki oceniać. Raczej… nazwać coś, co widzę.

Ruszyli dalej. Przez jakiś czas na ścieżce słychać było tylko ich kroki. Zaskoczyła ją jego szczerość. Spojrzała na niego uważniej. Nie było w nim tej pewności, którą widywała u innych mężczyzn. Jego spokój był inny, jakby brał się z akceptacji, nie z ambicji.

– A pan? – zapytała. – Czego pan pragnie?

Zatrzymał się. Przez chwilę wpatrywał się w pnie drzew.

– Świata, który da się unieść – rzekł w końcu. – Bez gwałtownych pęknięć. Bez obietnic, których nie sposób spełnić.

– A jeśli ktoś marzy o czymś innym?

– Wtedy powinien mieć odwagę to sprawdzić – odpowiedział. – Ale też uczciwość, by wiedzieć, że każda decyzja zostawia ślad.

Zaskoczyło ją, że mówił tak spokojnie. Bez potrzeby wywierania wrażenia, bez chęci błyszczenia. Hubert nigdy nie podnosił głosu, nie musiał przekonywać do siebie słowami. Imponował jej tą naturalną powściągliwością, która zdradzała pewność siebie i dojrzałość. Pomyślała wówczas, że z nim życie będzie proste w najlepszym tego słowa znaczeniu. Bez niepokoju, bez gwałtownych zwrotów. I że właśnie to budziło w niej zgodę

– Eleonoro, nie naciskaj – odezwał się w końcu ojciec, unosząc przy tym dłoń jak do pojednania i odrywając ją od wspomnień.

– Kandydatów przecież nie brakuje. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że Hubert nie pasuje do naszej Emilii.

– Ach, niby kogo masz na myśli? Tego młodego von Richtera? Przystojny, owszem, i majętny, ale Niemiec, a do tego luteranin – prychnęła Żarnowiecka z niesmakiem.

– Jest też Karol Dębski, syn Franciszka – ciągnął spokojnie Feliks.

– Chłopak wykształcony, zna się na nowoczesnych maszynach.

– Wykształcony? Owszem. Ale bez grosza, za to zadłużony po uszy – przerwała mu ostrym tonem małżonka.

Wymieniali nazwiska potencjalnych kandydatów, nie pytając jej o zdanie. Jakby nie było jej przy tym stole.

– A Edward z Kościerzyny? – dorzucił mężczyzna w ostatniej próbie. – Miły chłopak, Emilka go lubi.

– Miły! – Eleonora parsknęła. – Tylko że miły nie znaczy odpowiedni. W głowie mu tylko książki i nowinki z miasta. Pannie z dobrego domu potrzeba kogoś statecznego, a nie marzyciela. Zapadła cisza, w której stukot sztućców zdawał się głośniejszy niż zwykle. Zrozumiała, że w tej rozmowie nie chodziło wcale o nią, lecz o wszystkie lęki i ambicje matki.

– Wrócimy do tego tematu – odezwał się stanowczo pan Feliks, po czym spojrzał na córkę łagodniej. – A teraz, dziecko, idź się przygotować. Za godzinę wyruszamy.

Dziewczyna odłożyła sztućce, odsunęła krzesło i wyszła z jadalni.

Książkę Zanim ucichnie rzeki śpiew kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Na Pomorzu. Zanim ucichnie rzeki śpiew
Marlena Wittstock1
Okładka książki - Na Pomorzu. Zanim ucichnie rzeki śpiew

Nad brzegiem Raduni, rzeki niosącej to, co nieuniknione, zaczyna się opowieść o kobiecej sile, miłości dojrzewającej w bólu i ranach, które zadaje wojna...

Wydawnictwo