Miliony za książki napisane przez AI? Rynek książki ma problem

Data: 2026-08-20 12:09:32 | Ten artykuł przeczytasz w 7 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Wydawcy są gotowi płacić miliony za prawa do wydania powieści, ale coraz częściej stają przed problemem, którego jeszcze niedawno niemal nie było: jak upewnić się, że kupowany tekst rzeczywiście powstał w sposób deklarowany przez autora? Głośna sprawa Jerry’ego Falade’a zaczęła się od spektakularnego sukcesu – prawa do wydania jego debiutanckiej powieści sprzedano za około 2,4 mln dolarów. Później pojawiły się jednak podejrzenia dotyczące wykorzystania generatywnej AI, a publikację książki ostatecznie anulowano. Sprawa wywołała pytania o to, jak wydawcy i agenci mogą weryfikować sposób, w jaki powstają oferowane im teksty.

  • Debiutancka powieść Jerry’ego Falade’a została sprzedana za około 2,4 mln dolarów, ale później wycofano ją z planów wydawniczych po pojawieniu się podejrzeń dotyczących wykorzystania AI.
  • Falade zaprzecza, że jego książka została napisana przez sztuczną inteligencję, i twierdzi, że podejrzenia wobec niego miały podłoże rasowe.
  • Podobne kontrowersje dotyczyły powieści Shy Girl Mii Ballard, której amerykańską publikację anulowano, a brytyjskie wydanie wycofano.
  • Agenci i wydawcy mają problem z ustalaniem, czy AI została wykorzystana przy tworzeniu książki i w jakim zakresie.
  • Spory dotyczą nie tylko samego pisania, ale również redakcji tekstów, praw autorskich i odpowiedzialności za użycie narzędzi AI.

Fotografia ilustracyjna
fot. JayMantri from Pixabay

Kontrakt za 2,4 miliona dolarów anulowany

Historia Jerry’ego Falade’a stała się wyrazistym przykładem problemów, z jakimi branża wydawnicza mierzy się w związku z rosnącą popularnością sztucznej inteligencji. Jego debiutancka powieść Call Me, I’ll Hide the Body wzbudziła ogromne zainteresowanie. O prawa do jej publikacji rywalizowało w Stanach Zjednoczonych 14 wydawców, a ostateczna wartość umowy wyniosła około 2,4 mln dolarów.

Później pojawiły się jednak pytania dotyczące sposobu powstania książki i możliwego wykorzystania generatywnej AI. Po zgłoszeniu wątpliwości przez jednego z redaktorów ponownie zajęto się tą kwestią. Wcześniej prowadzone już były rozmowy z Falade’em dotyczące wykorzystania sztucznej inteligencji. Ostatecznie wydawcy uznali, że nie mają pełnego zaufania do przedstawianych przez autora wyjaśnień. Książka została wycofana z planów wydawniczych. Nie udowodniono jednak, że autor wykorzystał sztuczną inteligencję do napisania powieści. Sam Falade zdecydowanie temu zaprzecza. W rozmowie z The Wall Street Journal utrzymywał, że nie napisał książki przy pomocy AI, a podejrzenia wobec niego miały podłoże rasowe.

Przypadek wielu autorów

Sprawa Falade’a nie jest jedynym przypadkiem, w którym podejrzenia dotyczące AI doprowadziły do poważnych konsekwencji wydawniczych. Kontrowersje pojawiły się również wokół powieści Shy Girl Mii Ballard.

Zrezygnowano z wydania tej książki w Stanach Zjednoczonych, natomiast brytyjskie wydanie wycofano z księgarń. Autorka twierdziła, że podczas pisania nie korzystała ze sztucznej inteligencji. Według autorki elementy stworzone przez AI miały zostać wprowadzone przez zewnętrznego redaktora bez jej wiedzy. Jeśli rzeczywiście tak było, problem okazuje się o wiele poważniejszy. Skoro narzędzia AI mogą zostać wykorzystane na kolejnych etapach pracy nad książką, coraz trudniejsze jest ustalenie, kto odpowiada za ich wykorzystanie i gdzie kończy się ingerencja redakcyjna, a zaczyna zmiana charakteru samego utworu. 

Podobna sytuacja miała miejsce na polskim rynku wydawniczym, gdy Wydawnictwo Harde wycofało ze sprzedaży książkę Karoliny Opolskiej Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata, w której znaleźć się miały zmyślone przypisy, stworzone przy użyciu sztucznej inteligencji. 

Agenci tracą pewność, komu i czemu mogą zaufać

Po sprawie Falade’a brytyjski magazyn branżowy The Bookseller zapytał agentów literackich o konsekwencje podobnych sytuacji. W ich wypowiedziach pojawiały się przede wszystkim niepewność i obawy, że takich przypadków będzie więcej.

Problem nie sprowadza się bowiem wyłącznie do określenia zasad zakazujących lub dopuszczających korzystanie ze sztucznej inteligencji w procesie tworzenia książek. Chodzi o to, jak ustalić, czy AI rzeczywiście wykorzystano, na jakim etapie pracy to nastąpiło i jak duży był jej udział w stworzeniu ostatecznej wersji dzieła.

The Wall Street Journal podkreśla, że w wyniku tej sytuacji w branży wydawniczej zapanował prawdziwy chaos. Przypadki Falade’a i Ballard pokazały, że brak jasności dotyczącej AI może prowadzić nie tyle do teoretycznych sporów o przyszłość literatury, lecz do wycofywania z księgarń wydanych już książek i anulowania kontraktów wartych miliony dolarów. 

Co właściwie oznacza, że książka została napisana przez człowieka?

Wydawcy muszą mierzyć się również z coraz mniej oczywistą granicą pomiędzy samodzielną pracą autora a korzystaniem z narzędzi wspierających go. Sztuczna inteligencja może zostać użyta podczas samego pisania, ale również na etapie researchu, poprawiania tekstu czy pracy redakcyjnej. Jak podkreśla redaktorka Mary Kole, autor nie zawsze musi postrzegać użycie AI jako próbę oszustwa. Może traktować ją po prostu jako narzędzie, które pomaga poprawić tekst. W efekcie na rynku pojawiają się książki napisane w dużej części przez sztuczną inteligencję, takie, w przypadku których AI poprawiła jedynie fragment, a także powieści, w przypadku których ze sztucznej inteligencji korzystał zewnętrzny redaktor, o czym autor czy wydawca mógł nawet nie wiedzieć.

Co z prawami autorskimi?

Sprawa ma również wymiar prawny. W materiałach dotyczących przypadku Falade’a przywoływano stanowisko amerykańskiego Copyright Office, zgodnie z którym materiał wygenerowany przez AI może zostać objęty ochroną, jeśli zawiera wystarczający wkład twórczy człowieka. Samo przygotowanie promptów nie jest jednak wystarczające, by uznać, że autorem książki jest człowiek, nie maszyna.

Granice odpowiedzialności oraz zakres ochrony nadal nie są całkowicie ustalone. Pojawiają się już analizy dotyczące nie tylko autorstwa, ale również zarządzania ryzykiem przez wydawców. Branża musi więc jednocześnie oceniać wiarygodność autorów, sposób powstawania tekstów i możliwe konsekwencje prawne publikowania materiałów tworzonych przy udziale sztucznej inteligencji.

Kryzys zaufania na rynku książki

Przypadki książek Call Me, I’ll Hide the Body i Shy Girl pokazują, że jednym z najpoważniejszych skutków ekspansji generatywnej AI może być kryzys zaufania między wszystkimi osobami uczestniczącymi w procesie powstawania książki.

W przypadku Falade’a nie udowodniono, że powieść została napisana przez sztuczną inteligencję. Mimo to wątpliwości okazały się wystarczająco poważne, by doprowadzić do wycofania książki, do której prawa kosztowały niemal dwa i pół miliona dolarów.

Historia Ballard pokazuje z kolei, że pytanie o AI może pojawić się nawet wtedy, gdy sama autorka utrzymuje, że nie korzystała z takich narzędzi podczas pisania. Jeśli jej wersja jest prawdziwa, sztuczna inteligencja mogła zostać wprowadzona do tekstu na etapie redakcji i bez jej wiedzy.

Ostatnie miesiące na pytanie, czy maszyna potrafi stworzyć powieść, przyniosły nam jasną, twierdzącą odpowiedź. Takie książki powstają, są wydawane, trafiają do czytelników. Dziś jednak osoby działające na rynku książki muszą dziś zmierzyć się z dużo poważniejszym problemem. Czy są w stanie ustalić, jak naprawdę powstał tekst, za który zamierzają zapłacić i który później przedstawią czytelnikom jako książkę konkretnego autora? Z pewnością warto się tej sprawie przyglądać. 

Tagi: literatura, sztuczna inteligencja,

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy