Zuzanna Wawrzyniak kocha kielecki park, herbatę w zielonym kubku i ciszę szarych wrześniowych poranków. Nie szuka rozgłosu. Nie prowadzi konta w mediach społecznościowych. I z całą pewnością nie zamierza zostać influencerką.
Aż pewnego dnia popularny twórca internetowy znany jako Metropolita przypadkiem fotografuje ją w parku. Jedno zdjęcie wystarczy, by w ciągu kilku godzin Zuzanna stała się „tajemniczą jesieniarą”. Nikt nie wie, kim naprawdę jest, ale internet błyskawicznie dopisuje jej charakter, historię i całe życie. Komentarze mnożą się przez całą noc. Media coraz śmielej sięgają po kawałek jej prywatności, choć tak naprawdę nie wiedzą o niej nic.
Zuzanna może zniknąć i pozwolić innym mówić za nią. Albo wyjść z cienia i spróbować odzyskać własną historię, zanim internet napisze ją za nią do końca.
Tylko czy można odzyskać kontrolę nad własnym życiem, kiedy świat uznał już, że należy ono do wszystkich?

Jestem jesieniarą Karoliny Wilczyńskiej to opowieść o prywatności, granicach i cenie popularności. O świecie, w którym jedno zdjęcie może zmienić wszystko, i o odwadze potrzebnej, by pozostać sobą, kiedy wszyscy patrzą. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Flow. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Jestem jesieniarą. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Telefon zawibrował w kieszeni torby, a Zuzanna drgnęła, kiedy dźwięk codzienności brutalnie wdarł się w jej myśli. Sięgnęła po aparat i zobaczyła wiadomość od Natalii.
Będę później. Idę z dziewczynami na kawę, a potem może coś jeszcze.
Natalia pisała tak, jak żyła: szybko, krótko, z założeniem, że świat zawsze ma coś do zaproponowania. W tym „coś jeszcze” mieściły się przypadkowe spotkania, spontaniczne wyjścia, nowo poznani ludzie, muzyka, śmiech i powroty do mieszkania po północy, kiedy Zuzanna już dawno leżała pod kołdrą z książką, udając przed sobą, że nie czuje się przez to trochę stara, choć miała dopiero dwadzieścia dwa lata.
Odpisała: Baw się dobrze. Schowała telefon do torby i znowu spojrzała na park. Nad alejkami przesuwało się łagodne światło. Słońce nie świeciło już wysoko, tylko opadało powoli, tak że liście wydawały się podświetlone od środka. Powietrze miało zapach mokrej kory i ziemi. Nie odczuwało się pośpiechu tak charakterystycznego dla dużych miast. Kielce się do nich nie zaliczały, ale Zuzanna sądziła, że często bywały niesprawiedliwie oceniane.
Nie mówiła tego głośno, bo obrona swojego miasta przed ludźmi, którzy lubili z niego kpić, zwykle kończyła się wzruszeniem ramion albo pytaniem: No dobrze, ale co tu właściwie jest takiego spektakularnego? Ona nigdy nie wiedziała, co odpowiedzieć, bo lista atrakcji nie była przecież tym samym co uczucia. Jak wytłumaczyć komuś, że można lubić miasto za poranny spacer ulicą Sienkiewicza, kiedy sklepy dopiero się otwierają, a chodniki są jeszcze puste? Za Kadzielnię o zmierzchu, kiedy kamień zmienia kolor, a człowiek czuje się przez chwilę tak, jakby był w innym świecie?
Nie każde piękno daje się wyliczyć w punktach, zwykle trzeba je po prostu poczuć.
Może właśnie dlatego Zuzanna tak często milczała, kiedy inni oceniali. Czuła dużo, ale nie umiała tego obronić.
Alejką przeszedł mężczyzna z aparatem przewieszonym przez ramię. Zarejestrowała jego obecność kątem oka, ale nie poświęciła mu uwagi. W parku często pojawiali się ludzie robiący zdjęcia. Czasem fotografowali drzewa, czasem gołębie, czasem dzieci, czasem samych siebie na tle fontanny. Ten mężczyzna poruszał się szybciej niż większość spacerowiczów, jakby nie przyszedł tu odpoczywać, tylko czegoś szukał. Zatrzymywał się na chwilę, unosił telefon albo aparat, robił zdjęcie, krzywił się lekko i szedł dalej.
Gdyby była mniej zajęta własnymi myślami, może dostrzegłaby w jego spojrzeniu ostrość charakterystyczną dla ludzi, którzy patrzą nie po to, żeby zrozumieć, lecz po to, żeby szybko ocenić. Ale nie zauważyła.
Odgarnęła włosy z twarzy i wróciła do notatek. Kasztanowe pasma opadły jej na policzek. Włosy miała naturalne, lekko falujące, z rudawym połyskiem widocznym dopiero w słońcu. Nigdy nie umiała o nie dbać tak, jak Natalia o swoje. Koleżanka potrafiła w piętnaście minut stworzyć na głowie efekt wow. Zuzanna zwykle przeczesywała włosy palcami, czasem związywała je luźno gumką, a najczęściej pozwalała im żyć własnym życiem. Tak było prościej. Poza tym włosy zasłaniające część twarzy dawały pewien komfort. Jak firanka w oknie, przez którą nadal widać świat, ale świat nie widzi wszystkiego, co dzieje się za nią.
Nachyliła się nad tekstem i zaczęła czytać o rozwoju emocjonalnym dziecka w młodszym wieku szkolnym. Tym razem naprawdę skupiła się na kilku zdaniach, nawet podkreśliła jedno z nich zielonym cienkopisem, a potem dopisała na marginesie pytanie do prowadzącej. Lubiła
robić notatki, zapisywać myśl na papierze i konkretyzować ją, ucieleśniać. W zeszytach miała porządek, którego często brakowało jej w głowie. Kolory znaczyły konkretne rzeczy: zielony – ważne pojęcia, pomarańczowy – przykłady, czerwony – pytania i wątpliwości. Natalia kiedyś zobaczyła te oznaczenia i stwierdziła, że jej współlokatorka powinna prowadzić kurs ogarniania wszystkiego. Ale Zuzanna wiedziała, że estetyczne notatki wcale nie oznaczają poukładanego życia. Łatwiej było zapisać definicje w zeszycie niż określić własne pragnienia.
A pragnienia miała, choć często udawała przed sobą, że tak nie jest.
Chciała być dobrą nauczycielką. Taką, która nie zawstydza dzieci przy całej klasie, nie faworyzuje najśmielszych i nie myli ciszy z brakiem charakteru. Pragnęła stworzyć w klasie atmosferę, w której nawet najbardziej wycofany uczeń poczuje, że ma prawo się odezwać. Marzyła o tym, żeby znaczyć coś w czyimś życiu. Wystarczyłoby, żeby kiedyś jakaś dziewczynka albo jakiś chłopiec pomyśleli: „Przy niej nie bałem się być sobą”.
Zamknęła na chwilę oczy. Wiatr poruszył liśćmi nad jej głową, które zaszeleściły jak przewracane kartki książki. Gdzieś obok dziecko zaśmiało się głośno, ktoś zawołał psa, a wszystko to składało się na zwyczajną muzykę miasta – niezbyt efektowną, ale prawdziwą. Zuzanna wzięła głęboki oddech.
Wtedy na otwartą stronę notatnika spadł liść. Niewielki, klonowy, jeszcze bardziej zielony niż żółty. Zuzanna się uśmiechnęła, wzięła go do ręki i przez chwilę obracała między palcami, przyglądając się cienkim żyłkom rozchodzącym się od środka. Kiedy była mała, zbierała takie liście i wkładała między strony książek. Potem zapominała o nich na całe miesiące, aż nagle zimą, szukając czegoś, otwierała atlas albo powieść i znajdowała kruchą, spłaszczoną pamiątkę z jesiennego popołudnia.
Tym razem też wsunęła liść między kartki notesu.
W tym samym momencie mężczyzna z aparatem zatrzymał się po drugiej stronie alejki. Zuzanna go nie zauważyła. Pochylała się nad zeszytem, dłonią przytrzymując kartki. Włosy opadły jej na policzek, okulary zsunęły się odrobinę z nosa, a światło łagodnie przesuwało się po jej twarzy. Nie było w tym pozy, bo Zuzanna nie miała świadomości cudzego spojrzenia. Była dziewczyną w zielonym swetrze, zajętą czynnością tak zwyczajną i tak niepasującą do pośpiechu świata, że mogła wydawać się komuś niemal nierzeczywista.
Aparat zarejestrował tę chwilę.
Nieświadoma niczego Zuzanna nie podniosła głowy. Jeszcze przez kilka minut siedziała na ławce, próbując wrócić do notatek, ale ostatecznie dała za wygraną. Zaczęło robić się chłodniej, cień drzew przesunął się już całkiem nad ławkę i dziewczynie dłonie zmarzły na tyle, że odruchowo wsunęła je w przydługie rękawy swetra. Gdy po chwili spojrzała na zegarek w telefonie, uznała, że pora wracać do mieszkania i coś zjeść. Zaczęła zbierać notatki. Potem wstała, poprawiła okulary, zarzuciła torbę na ramię i ruszyła alejką w stronę wyjścia z parku. Nie wiedziała, że przed chwilą była częścią czyjegoś kadru i nie zdawała sobie sprawy z tego, że niedługo ludzie, którzy nigdy nie siedzieli na tej ławce, nigdy nie czuli zapachu wilgotnej kory w tym parku i nigdy nie widzieli Kielc, zaczną opowiadać sobie historię o dziewczynie ze zdjęcia.
Na razie szła spokojnie w stronę miasta, przekonana, że to zwyczajny dzień, jeden z tych, które nie zapisują się w pamięci niczym szczególnym.
Dopiero później miała zrozumieć, że czasem najważniejsze wydarzenia zaczynają się bez ostrzeżenia. I że to jedno przypadkowe ujęcie sprawi, iż spokojne życie, które tak bardzo lubiła, zacznie powoli wymykać się jej z rąk.
Książkę Jestem jesieniarą kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
