Nie każda legenda jest mitem. Nie każda prawda przetrwała do naszych czasów. „Mit mitów" Paula Sado

Data: 2026-08-27 11:36:10 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 4 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Kiedy profesor Michał Bauer znika w tajemniczych okolicznościach, archeolog Chrystian Falk i religioznawczyni Elizabeth Bauer trafiają na ślad dokumentów, które przez dziesięciolecia miały pozostać ukryte.

Ich poszukiwania prowadzą przez klasztory, archiwa i miejsca związane z zakonami rycerskimi oraz nazistowskimi badaniami nad relikwiami. Każda kolejna wskazówka przybliża ich do rozwiązania zagadki, ale też do ludzi, którzy zrobią wszystko, aby prawda nigdy nie wyszła na jaw.

Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym historia, wiara i polityka splatają się w jedną niebezpieczną tajemnicę.

„Mit mitów" Paula Sado - grafika promująca książkę

Mit mitów to współczesny thriller przygodowy dla czytelników lubiących historyczne zagadki, tajne dokumenty, relikwie i pytania bez łatwych odpowiedzi. Zapraszamy do lektury! Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Mit mitów:

Wewelsburg, 1939

Zamek Wewelsburg – niegdyś twierdza, dziś bastion tajemnicy. Jego mury pochłaniały światło i wydawało się, że szepczą złowrogo w ciemności. Na dziedzińcu kilkunastu żołnierzy zastygło na jego widok. Ich spojrzenia wbijały się w Eugenia – obojętne, zimne, oceniające. Bez słowa pojawił się burgrabia zamku i skinął, by podążał za nim. Za drzwiami panowała ciemność gęsta jak smoła.

– Wszyscy już czekają – powiedział szorstko, wskazując kamienne schody prowadzące w dół.

Każdy kolejny stopień odbierał mu ciepło. Zamek wysysał z niego siłę. Kamień był lodowaty, zapach wilgoci i starego wapna osiadał na języku, zostawiał posmak krypty.

Lecz to nie zimno budziło lęk. To powietrze. Ciężkie, gęste, przesycone czymś nienazwanym. Pulsowało złowrogim rytmem – jakby same ściany oddychały. Zatrzymał się. Do jego uszu dobiegł śpiew – niski, monotonny, przypominający zawodzenie. Ostrożnie uchylił drzwi i zajrzał do środka. Ołtarz spowity białym całunem. Dwanaście zakapturzonych postaci pod ogromną, czerwoną swastyką, której ramiona zdawały się poruszać w świetle świec, jakby wpadały w trans.

– Witaj, Kardynale – rozległ się znajomy, basowy głos.

Eugenio wszedł, jakby stąpał po cienkim lodzie. Wiedział, że nie ma już odwrotu. Zdążył pomyśleć tylko jedno: już wiedzą. Oskarżenia spadły na niego z siłą obucha: zdrada, ukrywanie planów Ojca Świętego, sabotaż wobec III Rzeszy. Próbował odpowiedzieć, lecz każde słowo zdawało się ginąć w murach komnaty i wracać do niego jak echo grzechu.

Pojutrze miała zostać ogłoszona encyklika potępiająca zbrodnicze działania reżimu. Świat miał usłyszeć słowa, które Ojciec Święty przygotowywał od miesięcy, a których Berlin obawiał się najbardziej. Eugenio, jako sekretarz stanu, próbował odwieść go od tego kroku. Daremnie. Dlatego tej nocy karty zostały przetasowane na nowo.

Ale nie on miał być rozdającym. Ani nawet graczem. Miał stać się jedną z kart. W tej talii – najwyższą.

– Chcecie mojej duszy... – wyszeptał.

Milczenie. Potem znów śpiew – głośniejszy, bardziej rytmiczny.

Zbliżyli się do niego. Puchar z winem, który podano mu do ust, miał smak rozkładu – gorzki, metaliczny, duszący. Na wpół przytomnego ułożono go na kamiennym ołtarzu. Obnażono tors. Kapłan zanurzył pędzel w gęstej, czerwonej cieczy. Eugenio wyczuł zapach krwi.

– In Freud und Leid – wyszeptał duchowny i z chirurgiczną precyzją zaczął malować znak krzyża. Następnie, z makabryczną elegancją czterech zwinnych pociągnięć, przemienił go... w swastykę.

Świece zadrżały. Jakby próbowały uciec.

Na jego głowę włożono camauro – miękkie, gronostajowe nakrycie, symbol najwyższej godności. Papieskiej. Marzył o nim przez całe życie. A teraz czuł się tak, jakby włożono mu koronę z cierni.

– Wybacz mi, Boże – pomyślał. – Muszę ocalić choć to, co jeszcze się da.

I wtedy podszedł ktoś z księgą w dłoniach. Kapłan, jak wcześniej, namalował ten sam znak na jej oprawie. Dopiero po chwili Eugenio dojrzał tytuł. Serce mu zamarło.

Niemożliwe. Jak to się tu mogło znaleźć?

ΑΛΗΘΗΣ ΛΟΓΟΣ

Teraz już nie tylko on dźwigał moralną hańbę. Zachwiały się podwaliny całego Kościoła.

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Mit mitów. Publikację kupicie na stronie internetowej https://www.mitmitow.pl/

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Mit mitów
Paul Sado0
Okładka książki -  Mit mitów

Nie każda legenda jest mitem. Nie każda prawda przetrwała do naszych czasów. Kiedy profesor Michał Bauer znika w tajemniczych okolicznościach, archeolog...

Autor