Kiedy profesor Michał Bauer znika w tajemniczych okolicznościach, archeolog Chrystian Falk i religioznawczyni Elizabeth Bauer trafiają na ślad dokumentów, które przez dziesięciolecia miały pozostać ukryte.
Ich poszukiwania prowadzą przez klasztory, archiwa i miejsca związane z zakonami rycerskimi oraz nazistowskimi badaniami nad relikwiami. Każda kolejna wskazówka przybliża ich do rozwiązania zagadki, ale też do ludzi, którzy zrobią wszystko, aby prawda nigdy nie wyszła na jaw.
Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym historia, wiara i polityka splatają się w jedną niebezpieczną tajemnicę.

Mit mitów to współczesny thriller przygodowy dla czytelników lubiących historyczne zagadki, tajne dokumenty, relikwie i pytania bez łatwych odpowiedzi. Zapraszamy do lektury!
Dawno nie czytałam niczego równie intrygującego i prowokującego. Paul Sado w Micie mitów pochyla się nad historią Kościoła, tajnymi dokumentami i fascynacją nazistów relikwiami. W nieszablonowy sposób łączy thriller z powieścią historyczną i religijną, zastanawiając się nad tym, dlaczego wierzymy w określone wersje historii. Skąd mamy pewność, że historia jest prawdą? Jego powieść nie tylko wciąga, ale też nie pozostawia obojętnym – pisze Danuta Awolusi w naszej redakcyjnej recenzji książki Mit mitów.
W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Mit mitów. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
„Liz przesunęła palcem do kolejnego wersu.
Nie w blasku słońca, lecz w cieniu wieży...
Ogień rzucił na ścianę nowy kształt. Cień wydłużył się i przeciął sufit ukośną linią. Chrystian uniósł wzrok.
– Cień nie jest metaforą.
Liz milczała.
– Cień jest ruchem. Cień jest godziną – dodał.
Mówił coraz szybciej. Liz widziała już ten stan – moment, w którym zagadka zaczynała pochłaniać go bardziej niż rzeczywistość wokół.
Wziął telefon, ale nie otworzył jeszcze mapy. Najpierw spojrzał na zegar nad barem, jakby sprawdzał intuicję.
– Jeśli coś ma być odnalezione „w cieniu wieży”, to znaczy, że miejsce jest stałe, a zmienna jest pora dnia.
Liz wróciła do tekstu.
Włócznia ci wskaże, gdzie mapa leży.
To słowo zabrzmiało inaczej niż pozostałe. Chrystian nie poruszył się, ale jego spojrzenie stwardniało.
– Włócznia.
Nie dodali „święta”. Nie musieli.
Liz pochyliła się nad stołem.
– Jeśli włócznia ma wskazywać, to znaczy, że jest czymś więcej niż symbolem. Jest osią.
Chrystian otworzył mapę. Najpierw Monachium. Przesunął palcem po centrum, po wieżach, po ratuszu. Linie ulic układały się w siatkę. Nie pasowało.
– Pokaż – powiedziała Liz.
Zanim zdążył zaprotestować, przesunęła śmiałym ruchem mapę na wschód.
Wiedeń pojawił się na ekranie jak drugi akt tej samej opowieści.
Chrystian spojrzał na nią.
– To możliwe?
– Wiedeń też pasuje – powiedziała Liz spokojnie. – Jeśli wiersz prowadzi przez biografię, nie musiał kończyć się tutaj.
Chrystian przybliżył centrum. Pojawiły się nazwy: Hofburg, wieże, dziedzińce. I wtedy zobaczył jedną z nich.
– Deutschordenshaus.
Liz spojrzała na plan.
– Wieża.
– I dziedziniec.
Nachyliła się bliżej.
Tam, gdzie dwa krzyże splatają się w znak...
Kamienne linie. Dwie osie przecinające się w centralnym punkcie.
– To nie jest poezja – powiedział cicho. – To geografia.
Ogień w kozie trzasnął głośniej, jakby coś pękło.
Monachium było pierwszym tropem. Wiedeń – drugim.
Chrystian zamknął telefon powoli.
– Jeśli przeczucie mnie nie myli, mapa nie leży tutaj.
Cisza przy ich stole była teraz inna niż wcześniej. Nie była ciszą zmęczenia. Była ciszą przed decyzją.
– Jedziemy – powiedział.
I tym razem nie było w jego głosie wahania."
Książkę Mit mitów kupicie na stronie internetowej https://www.mitmitow.pl/
Tagi: fragment,
