Przyjechaliśmy do tej nory specjalnie dla ciebie. Fragment książki „Prawo zła"

Data: 2026-08-14 11:05:21 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 13 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Konrad, brutalny i charyzmatyczny lider młodocianej bandy, nie potrafi zaakceptować porażki. Igor i Marcin, bliźniacy, z którymi dorastał w domu dziecka, odebrali mu wszystko - wpływy i pozycję, na jaką pracował przez lata. Teraz, z pomocą Prosiaka, ostatniego kompana, planuje dotkliwą zemstę.

W tym samym czasie Karolina mierzy się z konsekwencjami przeszłości. Nowe środowisko zamiast ulgi przynosi presję, a brak wsparcia sprawia, że coraz bardziej zamyka się w sobie. Jej jedyną nadzieją staje się kontakt przez internet z osobą podającą się za Igora. Karolina nie wie jednak, że to początek gry, której zasad nie zna.

Gdy drogi Konrada i Karoliny przecinają się ponownie, wszystko wymyka się spod kontroli. Plan ustępuje miejsca obsesji, a gniew i strach splatają się w mrocznym tańcu, z którego nikt nie wyjdzie bez strat.

Prawo zła Radosław Paszko - grafika promująca książkę

Prawo zła to kontynuacja Prawa braci – brutalna opowieść o władzy, zależności i nieodwracalnych wyborach. Do lektury powieści, której autorem jest Radosław Paszko, zaprasza Wydawnictwo Novae Res.

Brutalna, szokująca, naprawdę nietuzinkowa – Prawo zła to powieść, która zabiera czytelnika do świata przemocy. Dla części bohaterów staje się ona sposobem myślenia, rozrywką i przewagą nad innymi. Autor pokazuje, jak mroczna może być ludzka natura i jak niszczycielską siłą jest trauma – pisze Danuta Awolusi w naszej redakcyjnej recenzji książki Prawo zła.

Czy ludzie zdolni do przemocy potrafią naprawdę kochać? – Nie odbierajmy potworom możliwości odczuwania miłości. A co oni z tym zrobią, to już ich sprawa – mówi w naszym wywiadzie Radosław Paszko, autor powieści. W wywiadzie pisarz opowiada o toksycznej relacji Konrada i Darii, o bohaterach, którzy balansują między człowieczeństwem a okrucieństwem, a także o tym, jak buduje postacie, które jednocześnie odpychają i fascynują.

W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Prawo zła. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

Życie Karoliny po przeprowadzce do Świnoujścia zmieniło się diametralnie. Rodzice zapisali ją do najlepszej prywatnej szkoły w mieście, gdzie jej sława, blask i podziw, którymi charakteryzowała się w poprzedniej, przestały znaczyć cokolwiek. Pośród dzieciaków, których starzy byli jeszcze lepiej sytuowani niż jej, odczuwała odrzucenie i pogardę. Nie była na to przygotowana. Dla kogoś, kto całe życie był uwielbiany i podrywany, to było jak zderzenie ze ścianą. Wielokrotnie była wyśmiewana, bo nosiła starsze modele ubrań, albo za uśmiechanie się do chłopaków, co było błędnie interpretowanie jako nieudolne próby podrywu. Tłumaczenia, że to zwykła życzliwość, spotykały się z kolejną falą drwin.

Była całkowicie sama pośród ludzi, którymi gardziła, w mieście, które się jej nie podobało, w szkole, którą najchętniej by spaliła, i z rodzicami, których szczerze nienawidziła. Wielokrotnie myślała o dwóch rzeczach: ucieczce i samobójstwie. Na to pierwsze nie miała pieniędzy, a na drugie odwagi. Żyła w marazmie, nie odczuwając smutku, żalu ani szczęścia. Dzień mijał za dniem, tydzień za tygodniem, a miesiąc za miesiącem. Moment, w którym otrzymała wiadomość na jednym z portali, był dla niej jak gwiazdka z nieba, której się nie spodziewała, choć bardzo na nią czekała.

Po wyjeździe z Warszawy nie było dnia, by nie myślała o Igorze. Prawie każdy wieczór poświęcała na szukaniu jakiejkolwiek informacji o swoim ukochanym. Jednak wszystkie próby odnalezienia danych w sieci kończyły się fiaskiem. Igor nie miał ani jednego profilu na stronach społecznościowych, co skutecznie przeszkadzało w próbach zlokalizowania jego osoby. Na domiar złego rodzice zabrali jej stary telefon, więc straciła jakąkolwiek możliwość skontaktowania się ze znajomymi, by móc chociaż spytać, co u nich. O uzyskaniu choć szczątkowych wieści o bliźniakach nie było mowy.

Zawsze śmiała się z koleżanek, które w złotych myślach zapisywały numery do swoich psiapsi. Uważała to za dziecinadę. Nie sądziła, że tak szybko przyjdzie jej gorzko żałować swojego podejścia. Wiele razy przeklinała swoją fatalną pamięć do cyfr.

Po wielu miesiącach nieudanych prób popadła w depresję. Bezustannie powtarzała, że gdyby Igorowi zależało, to sam znalazłby rozwiązanie sytuacji, w której się znaleźli. Była pewna, że zamiast próbować się z nią skontaktować, po prostu sobie odpuścił. Postanowiła całkowicie zaprzestać poszukiwań. Zrezygnowała też z jedzenia, wychodzenia z domu i odzywania się do kogokolwiek. Pod przymusem rodziców musiała chodzić do szkoły, ale zaraz po niej szybko wracała do swojego pokoju i zamykała się na zewnętrzny świat. To w tym okresie do ich domu po raz pierwszy została wezwana karetka.

Po nieudolnej próbie podcięcia sobie żył w wannie jej rodzice zdali sobie sprawę, że sami nie rozwiążą problemu natury psychicznej, który miała ich córka. Od tego momentu do wachlarza niechcianych szkolnych wyjść z pokoju dołączyły jeszcze bardziej awersyjne sesje u psychologa. Spotkania te nie przynosiły jej ulgi, jednak udawała, że jest lepiej, by zminimalizować częstotliwość opuszczania własnego azylu. Jedynym pozytywem ostatnich wydarzeń było to, że nie próbowała się już targnąć na własne życie. Po prostu nie chciała przechodzić przez to wszystko jeszcze raz. Zamiast tego co jakiś czas ubarwiała swoją gojącą się już bliznę kilkoma mniejszymi nowymi cięciami. Nie po to, by umrzeć, tylko by poczuć, że żyje.

Podczas jednej z mrocznych wieczornych wędrówek w głąb siebie przydarzyło się coś, czego się nie spodziewała. Słuchając Heartbeat Nneki przymierzała się do kolejnego cięcia, ale z transu wyrwał ją dźwięk przychodzącej wiadomości na jednym z portali. Po chwili odgłosy nowych komunikatów stały się nie do wytrzymania. To było silniejsze od niej. Musiała sprawdzić, kto bombarduje jej skrzynkę odbiorczą.

Za wszystko odpowiedzialny był anonimowy profil bez zdjęć o dziwacznej nazwie. Karolina, widząc fałszywe konto, które prawdopodobnie chce wyłudzić od niej jakieś dane, straciła zainteresowanie tym, co ten ktoś ma jej do powiedzenia. Ale przed całkowitym zignorowaniem użytkownika powstrzymało ją jedno zdanie, które wyłapała kątem oka. Brzmiało ono: „To ja, Igor”.

Karolina potrzebowała dwudziestu minut, by po raz czwarty przeczytać wszystkie wiadomości, które otrzymała. Część z nich była bardzo chaotyczna, więc zrozumienie ich zajmowało kolejnych kilka minut. Zanim odważyła się cokolwiek odpisać, zalały ją kolejne:

Halo

Jesteś tam?

Odezwij się

Haloooo

Czekałem tyle czasu, to poczekam jeszcze trochę. Daj mi tylko znać, czy wszystko u Ciebie ok, proszę. Kocham Cię.

Nie wiedziała, jak zacząć konwersację z kimś, z kim nie tak dawno rozmawiała godzinami. Teraz patrzyła na okno czatu i miała wrażenie, że po drugiej stronie jest ktoś zupełnie obcy. Jeszcze jakiś czas temu zrobiłaby wszystko, by móc ponownie pogawędzić z ukochanym, ale teraz w jej głowie panowała zupełna pustka. Wiele wieczorów spędziła na układaniu tego dialogu. Miała już nawet wybrane tematy i pytania, ale gdy przyszło to, na co tak czekała, zdała sobie sprawę, że nic nie pamięta. Nagle przez jej głowę przebiegło tysiąc myśli, a świat niebezpiecznie zawirował. Niewiele myśląc, chwyciła za kosz, który miała pod biurkiem, i zwymiotowała. Po kilku minutach, gdy doszła do siebie, otworzyła szeroko okno i wypiła dużą szklankę wody. Zimowa aura na zewnątrz szybko uświadomiła ją, że wieczorne wietrzenie pomieszczenia nie jest najlepszym pomysłem. Zamknęła okno, wzięła kilka głębszych oddechów i położyła dłonie na klawiaturze laptopa. (…)

* * *

Karolina jeszcze długo nie mogła zasnąć po rozmowie. Poza tym, że była cała w skowronkach, a motyle w brzuchu ożyły na nowo jak feniks, miała dziwne obawy przed spotkaniem z Igorem. Nie umiała opisać, skąd bierze się lęk, ale wiedziała, że pewien bardzo bolesny i przykry temat będą zmuszeni omówić. Chciała wierzyć, że to dlatego się boi. Nie chciała go poruszać przy pierwszej rozmowie, by nie spłoszyć ukochanego, ale była świadoma, że od niego nie uciekną. Wiele wieczorów rozmawiała sama ze sobą, dlaczego ją zostawił, gdy napadła ich banda Konrada. Teraz będzie miała okazję zadać mu to pytanie bezpośrednio. Znów poczuła ten nieprzyjemny miszmasz odczuć – od miłosnej euforii po depresyjne załamanie. Przez braku pokarmu w żołądku zwymiotowała do kosza żółcią. Wycieńczona czasem, który spędziła na karuzeli emocji, umyła zęby i poszła spać.

Przez trzy doby nie potrafiła skupić się na czymkolwiek poza Igorem. Szkoła, kolejne dni pogardy czy przebywanie w jednym domu ze znienawidzonymi rodzicami zupełnie nie miały znaczenia. Liczyło się tylko spotkanie z ukochanym. Jej upływający czas koncentrował się wyłącznie na rozważaniu, od czego zacząć rozmowę, jakie podjąć tematy i jak wspólnie uciec z miasta, które sprawiło, że chciała się zabić.

W piątek nie poszła do szkoły. Skłamała rodzicom, że nie ma dwóch pierwszych lekcji i w łóżku nasłuchiwała, kiedy opuszczą dom. Cały dzień chciała poświęcić na uporządkowanie myśli oraz przygotowanie w głowie wizji spotkania. Chciała też oprowadzić ukochanego po mieście i zahaczyć o charakterystyczne lokalne punkty. Po kąpieli, zrobieniu makijażu i ułożeniu loków pozostały jej już tylko dwie godziny. Gdy zauważyła, że wskazówki zegara niebezpiecznie przyspieszyły, chwilę po czternastej trzydzieści wpadła w panikę. Akompaniament bluzgów na brak ubrań, narzekanie na włosy, które w bardzo szybkim tempie traciły swoją sprężystość, i wątpliwości co do słuszności spotkania ubarwiał Fisz w kawałku Sznurowadła. Bliska płaczu przez beznadziejną sytuację związaną z wyglądem stwierdziła, że odwołuje spotkanie.
Chwyciła telefon w dłoń, ale szybko zdała sobie sprawę, że nawet nie miała numeru do Igora, który i tak zgubił swoją komórkę. Rzuciła iPhone’a na nieposłane łóżko i niewiele myśląc, założyła pierwsze lepsze ciuchy, które nawinęły się jej pod rękę.

Zanim znalazła telefon w fałdach kołdry, minęło kolejnych dziesięć minut. Wybiegając z domu, zegarek pokazywał piętnastą pięćdziesiąt, a zanim dotarła na miejsce, była już szesnasta piętnaście. Pod wskazanym podczas czatu adresem nie dostrzegła ukochanego, który czekałby na nią niecierpliwie. Na podwórku było już ciemno, ale charakterystyczne punkty krajobrazu oświetlały uliczne lampy. Kilkanaście minut później zauważyła samochód, który powolnym, wręcz ślamazarnym tempem poruszał się po drodze. Gdy auto zaparkowało kilka metrów przed latarnią, pod którą stała, poczuła dziwny niepokój. Kierowca mrugnął do niej długimi światłami i zamachał ręką zza bocznej szyby, zapraszając do środka.

Niewiele myśląc, zaczęła iść w jego stronę, zakładając, że Igorowi po prostu nie chce się wychodzić na mróz z ciepłego wnętrza swojej fury. Podniecona wizją spotkania wygrzebała z dna torebki etui na bezprzewodowe słuchawki, które chciała wyjąć z uszu, ale nie zdążyła. Nagle poczuła bardzo silne uderzenie w potylicę i upadła na chodnik. Świat zaczął mienić się milionem barw, w uszach przeraźliwie piszczało, a ona poczuła w kończynach błogi stan rozluźnienia. Zanim straciła przytomność, usłyszała pisk opon i stłumione krzyki dobiegające jakby z odległości sąsiedniego miasta. Gdy drzwi kierowcy się otworzyły, poczuła kolejne uderzenie w głowę, które sprawiło, że z jej świadomości ktoś odłączył kabel zasilania.

Pierwsze, co wracało do stanu sprzed uderzenia, był słuch. Pisk, dudnienie krwi, a następnie szumienie powoli przestawało grać pierwsze skrzypce. Zmysł z każdą kolejną chwilą stawał się bardziej wyostrzony. Miała wrażenie, że zna głosy osób, które szarpią jej ciało, próbując wyciągnąć ją z wnętrza samochodu. W potwierdzeniu skutecznie przeszkadzał palący ból głowy, który promieniował aż do obojczyków. Pomimo otwartych oczu nadal widziała tylko ciemność. Wpadła w panikę, myśląc, że straciła wzrok. Na domiar złego zaklejone usta skutecznie przeszkadzały w zaczerpnięciu powietrza, którego z każdą kolejną chwilą niebezpiecznie zaczynało brakować. Jej serce biło w przerażającym tempie. Próbowała krzyczeć, ale nie udało jej się wydobyć choćby słowa. Po chwili uświadomiła sobie, że za kompletny mrok odpowiada worek, który miała na głowie.

Odzyskując większą świadomość, próbowała się wyrywać, jednak osoby, które ją trzymały, były od niej znacznie silniejsze. Gdy prowadzili ją w nieznane miejsce, czuła, że brodzi w błocie, a buty jej oprawców ochlapują jej nogi lodowatą wodą z kałuż. Przerażało ją to, że poza nimi nie słyszała w okolicy nikogo. Zanim dotarli do punktu docelowego, słyszała łamane gałęzie drzew lub krzewów oraz przeraźliwy dźwięk otwieranych starych metalowych drzwi.

Zatrzymali się na moment, po czym poczuła na plecach bardzo silne pchnięcie. Potknęła się o próg i z całym impetem upadła na kolana, uderzając głową o coś twardego. Ból przemarzniętych kończyn rozszedł się palącym ogniem aż do kręgosłupa, a na twarzy poczuła lepką, ciepłą ciecz płynącą znad prawego oka.

– Patrz, co robisz! Przecież nie chcemy zabawiać się z trupem.

Karolina miała już pewność. Znała ten głos, ale za wszelką cenę chciała, by było inaczej. Nie wiedziała, czy bardziej bała się spojrzenia mu w twarz, czy tego, co powiedział.

– Ale ja tylko delikatnie ją popchnąłem.

Charakterystyczne długie przerwy na wzięcie oddechu i sapanie sprawiły, że zamarła. W sekundę znalazła się myślami w objęciach tłustego oblecha, który skutecznie przeszkadzał jej w wezwaniu pomocy, gdy banda Konrada biła Igora. Świat zaczął wirować jeszcze bardziej, a przed zwymiotowaniem uratowało ją szarpnięcie za worek, który miała na głowie. Szybki i silny ruch poza materiałem zabrał ze sobą również sporą kępkę jej włosów. Była jednak zbyt przerażona, by się tym przejąć i poświęcić dodatkowemu bólowi chociaż skrawek swojej uwagi. Bardziej skupiła się na oślepiającym świetle, które wściekle zaatakowało jej zmrużone oczy.

– No hej, ślicznotko – powiedział Konrad ze swoim charakterystycznym obrzydliwym uśmiechem. – Przyjechaliśmy do tej nory specjalnie dla ciebie.

Książkę Prawo zła kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Prawo zła
Radosław Paszko0
Okładka książki - Prawo zła

Zło nie rodzi się z wejścia w mrok. Staje się nim wtedy, gdy zaczyna pasować ci jego wystrój. Konrad, brutalny i charyzmatyczny lider młodocianej bandy...

Wydawnictwo