Też poniedziałek, chwilę po tym, jak Grześka dorwała kontrola, ale daleko, daleko stąd. Fragment książki „Listy do Poli"

Data: 2026-08-31 08:01:01 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 5 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Listy do Poli to pierwsza współczesna powieść obyczajowa Marcina Mortki, autora cenionych serii fantasy, która udowadnia, że największe przygody rozgrywają się nie w fantastycznych światach, lecz we własnym domu.

Kiedy ojciec czwórki rodzeństwa znika bez śladu, pozostawia po sobie jedynie zeszyt z listami. Ich lektura zmusza Roberta, Ewę, Grześka i Polę do konfrontacji z przeszłością, rodzinnymi sekretami i pytaniami, od których uciekali przez całe dorosłe życie.

 „Listy do Poli" Marcina Mortki grafika promująca książkę

Do lektury zaprasza Wydawnictwo Sine Qua Non.

Listy do Poli Marcina Mortki opowiadają o tym, że relacje w rodzeństwie trzeba wypracować, nie są nam bowiem dane z góry. Wspólne dzieciństwo nie gwarantuje bliskości czy dozgonnej przyjaźni. I autor świetnie to wychwytuje. Jego książka to ciepła, ale momentami gorzka opowieść, w której łatwo można odnaleźć siebie – pisze Danuta Awolusi w naszej redakcyjnej recenzji książki Listy do Poli.

W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Listy do Poli. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Też poniedziałek, chwilę po tym, jak Grześka dorwała kontrola, ale daleko, daleko stąd.

Robert Wrzaskowicz raz jeszcze wybrał numer ojca, ale znów usłyszał obojętny głos automatycznej sekretarki. Przeszło mu przez myśl, żeby się nagrać, ale pokręcił tylko głową – ojciec i tak by nie odsłuchał wiadomości, a do tego on sam nie za bardzo wiedział, co mu powiedzieć.

Ba, nie wiedział nawet, dlaczego akurat dzisiaj go naszło, by do niego zadzwonić. Fakt, swego czasu byli blisko, bardzo blisko – ale od studiów i ukończenia kursu dla tłumaczy symultanicznych ich więź zaczęła się rozwadniać, zwłaszcza po przeprowadzce Roberta do Brukseli. Czasem było mu z tego powodu przykro, ale tłumaczył sobie to jako konsekwencję dorosłości i ogromu problemów, które przynosiła. Gdzie w tym codziennym bałaganie jeszcze znaleźć czas na długie rozmowy o historii drugiej wojny światowej, lotach międzygwiezdnych czy paradoksach historii?

Poza tym, czy dorosły nie powinien umieć radzić sobie sam? Czy nadmierna obecność rodziców czy rodzica w jego życiu nie byłaby przejawem braku samodzielności?

Możliwe. Wszystko było możliwe. A więc skąd się wzięła przemożna ochota, by zadzwonić do ojca? Zwłaszcza że w zasadzie chciał jedynie usłyszeć jego głos?

Robert odetchnął ciężko i odchylił nieco oparcie fotela swojego Mercedesa. Popołudniowe słońce prażyło mocno, a więc otworzył okno, by wpuścić do środka nieco świeżego powietrza. Patrzył na dwie młode kobiety, chyba Pakistanki, które siedziały na ławce wśród kwiatów i zerkały co chwila na swoje dzieci bawiące się w piaskownicy. Najwyraźniej miały sobie mnóstwo do powiedzenia, bo siedziały już tam dobre pół godziny, a rozmowa nie wyhamowała ani na moment.

Mniej więcej tyle czasu im się przyglądał.

W głowie czuł pustkę i odrętwienie, jak zwykle po kilku godzinach w kabinie. Tym razem nie musiał się przykładać, bo tematem konferencji była biomasa, temat dobrze mu znany i niewymagający przygotowań, ale chyba przez to nie umiał znaleźć w sobie entuzjazmu. Skupienie przychodziło mu z największym trudem, a teraz czuł się zmęczony, jakby własnymi rękami wykopał rów melioracyjny.

„Wolałbym chyba kopać rowy – pomyślał. – Znaczy się, nie zawsze. Miesiąc rowy, miesiąc tłumaczenia”.

Dokładnie. Miesiąc, nie więcej. Było to jego szóste zlecenie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, a już czuł się wyczerpany. A przecież dopiero co byli z Sonią na dwutygodniowych wczasach na Mauritiusie! Miał nadzieję, że naładuje baterie na pół roku naprzód, ale okazało się to niemożliwe.

„To chyba tak jak z jedzeniem – pomyślał. – Nie można się najeść na zapas”.

Głębia owych odkryć najlepiej świadczyła o tym, jak bardzo był wypruty.

Przez moment wydawało mu się, że jedna Pakistanka pokazała go drugiej, a potem dziewczęta pochyliły się ku sobie. Robert się zaniepokoił.

„Jeszcze mnie za jakiegoś zboka wezmą” – pomyślał i czym prędzej wygramolił się z samochodu. Cmoknął zamek centralny, a Mercedes mrugnął do niego wszystkimi światłami. Robert westchnął z żalem i poczłapał ku wejściu do apartamentowca. Odnalazł wzrokiem balkon swojego mieszkania i zatrzymał się, by uważnie mu się przyjrzeć.

Soni chyba nie było w domu.

„Gdzie tam – ofuknął się w myślach. – Późno przecież. Na pewno jest. Na pewno jest i szykuje obiad i…”

Nagle jego nogi stały się ciężkie. Doczłapał do ławki przed wejściem i opadł na nią, a potem złapał za telefon. Znów wybrał numer ojca – z tym samym rezultatem co wcześniej – a potem odszukał kontakt do Poli.

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Listy do Poli. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Listy do Poli
Marcin Mortka 1
Okładka książki - Listy do Poli

"Listy do Poli" to pierwsza współczesna powieść obyczajowa Marcina Mortki, autora cenionych serii fantasy, która udowadnia, że największe przygody rozgrywają...

Wydawnictwo