Po śmierci jednego z najstarszych mieszkańców Żórawiny do rąk Piotra Atosala – emerytowanego funkcjonariusza CBŚ – trafia pamiętnik Irminy Rutz. Spisane przed laty wspomnienia młodej Niemki odsłaniają dramatyczne wydarzenia końca wojny i prowadzą do tajemnic skrywanych przez dziesięciolecia.
Piotr, wspierany przez byłego policjanta i dziennikarza, próbuje odkryć, jak losy Irminy łączą się z niewyjaśnionymi zgonami sprzed lat. Im bardziej zagłębia się w przeszłość, tym więcej pojawia się pytań.
Dlaczego Irmina padła ofiarą tak niewyobrażalnego okrucieństwa? I kto pragnie, by jej historia nie została zapomniana?
Ukryty skarb, sekrety starego klasztoru i kolejne tropy odsłaniają prawdę, za której ujawnienie można zapłacić życiem. Bo są krzywdy, o których świat nie pamięta. I takie, które nigdy nie zostają wybaczone...

Do lektury powieści Piotra Lasoty Irmina zaprasza Wydawnictwo Novae Res. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Irmina. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Pani Aniela przycinała kwiaty wzdłuż ścieżki wokół domu. Odniosłem wrażenie, że nie jest zaskoczona moimi odwiedzinami, wczoraj to ona zrobiła pierwszy ruch, kolejne należały do mnie.
– Spodziewałam się pana wizyty, czego się pan napije? – Jej słowa tylko potwierdziły moje przypuszczenia.
– Kawy, czarnej, bez cukru, będzie się nam lepiej rozmawiało.
Mogła mieć około sześćdziesięciu lat, a może trochę więcej; drobna kobieta o urodzie, która bardzo powoli przemija. Wydawała się spokojna, jakby pozbyła się niewygodnego ciężaru, ale spod przyciemnionych okularów rzucała co jakiś czas ukradkowe spojrzenia. Usiedliśmy w ogrodzie, na drewnianych ławach przy stole z grubych dębowych desek, pogoda nas rozpieszczała. Chwilę milczeliśmy, nie była to jednak krępująca cisza.
– Czytała pani?
Skinęła głową. Pytanie raczej retoryczne, ale chciałem mieć pewność, że będziemy wiedzieć, o czym rozmawiamy. Patrzyła na mnie z uwagą. Lubię utrzymywać kontakt wzrokowy z osobą, z którą prowadzę dialog – jednak możliwie najmniej widoczny, żeby nie męczył. Uwiarygadnia nasze słowa.
– Dlaczego chciała pani, żebym przeczytał wspomnienia Irminy? Czy ktoś inny poznał losy tej młodej Niemki?
– Myślę, że pan jest najbardziej właściwą osobą, zresztą nikt inny nie przyszedł mi do głowy…
Na chwilę zamilkła i sięgnęła po papierosy. Sam też zapaliłem.
– Ciekawe rzeczy pani opowiada, jednakże chciałbym usłyszeć odpowiedź na moje pytanie.
Zero reakcji, tylko zagadkowy uśmiech na jej twarzy. Aniela widocznie lubiła pogrywać, chyba że była to odpowiednia mina do tylko jej znanej gry.
– Pyta pan, czy ktoś czytał wspomnienia Irminy? Może kiedyś. Zeszyty znalazłam po śmierci mojej mamy, prawie dwadzieścia lat temu. Od tego momentu tylko ja mogłam się z nimi zapoznać. Kiedy mama zmarła, przeglądałam jej stare rzeczy, miała całą walizkę różnych dokumentów, odręcznych zapisków. Kobiety kiedyś zbierały przepisy kulinarne, wzory do haftowania, szycia i takie tam damskie ciekawostki. Panowie z reguły nigdy do nich nie zaglądali. Tam je znalazłam i przeczytałam tego samego dnia. Te wspomnienia to było coś strasznego, w naszej wiosce takie potworności, przecież ja znałam lub mogłam znać dzieci czy wnuków tamtych ludzi. Z nikim o tym nie rozmawiałam, nie potrafiłabym o tym mówić. – Poprawiła okulary. – Czy ktoś wcześniej oglądał te zeszyty? Nie wiem, mama nigdy nie wspominała o tych pamiętnikach.
– Zastanawiała się pani, w jaki sposób znalazły się one u was w domu?
– I to niejeden raz, ale pojęcia nie mam.
– Czy to pisała pani mama? – Pokazałem jej zeszyt napisany po polsku.
Miałem obydwa zeszyty ze sobą, nie były moje i pani Badura mogłaby zażądać ich zwrotu. Z przyzwyczajania i na bliżej nieokreślony wszelki wypadek zrobiłem zdjęcia każdej strony. Zanim odpowiedziała, napomknąłem, że wersje polska i niemiecka nie były pisana przez tę samą osobę, różnice były widoczne. Biorąc pod uwagę, kto i o czym pisał, można założyć, że język niemiecki był tym pierwotnym.
– Ciekawe, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. – Pochyliła się nad kartkami. – Wydaje mi się, że to charakter pisma mojej mamy, raczej na pewno.
– Możemy porównać. Proszę przynieść cokolwiek, co ona pisała, najlepiej jak najstarsze zapiski.
– No tak, był pan przecież policjantem. – Spojrzała na mnie zaintrygowana, wstając z ławy.
Charakter pisma zmienia się z wiekiem. Problemy z widzeniem, drżenie rąk i tym podobne dolegliwości mają wpływ na to, jak piszemy. Lata robią swoje i każdego z nas w mniejszym lub większym stopniu to czeka. To jeden z powodów, drugi ma już związek z nieodzownym „postępem cywilizacyjnym”. Swego czasu dużo częściej korzystałem z długopisu i kartki, dzisiaj to już samego siebie nie potrafię rozszyfrować. Po wojnie kaligrafia przez wiele lat była jednym z przedmiotów nauczania. Znam osoby, u których ta umiejętność prawie zanikła, liczba wtórnych analfabetów rośnie w zastraszającym tempie. Na szczęście moje użalanie się nad nieodzownymi zmianami w wielu aspektach naszego życia przerwał powrót pani Badury.
– Mam przepis mamy na ciasto – powiedziała z uśmiechem.
Wyraz mojej twarzy był wymowną odpowiedzią na jej słowa.
– Znalazłam stare zapiski na tort orzechowy, nigdy bym nie pomyślała, że mogą się przydać do czegoś innego.
Świętej pamięci mama Anieli pewnie byłaby tego samego zdania. Porównaliśmy dwa teksty, wątpliwości nie było. Pisała je ta sama osoba, grafologa nie potrzebowałem.
– Jak pani mama miała na imię?
– Pelagia.
– No tak.
Dosyć ciekawe imiona nosiły kobiety w tej rodzinie, z komentarzami się powstrzymałem, chociaż bardzo mnie korciło, żeby coś powiedzieć.
– Czy znała język niemiecki?
– Zdecydowanie. Jej rodzice pochodzili spod Opola, po wojnie przybyli na te tereny. Słyszałam, że mama pomagała Niemcom w rozmowach z Polakami, mogła też pomóc w tłumaczeniu Irminie…
– Pani Anielo – przerwałem jej tok myślenia – nie mamy pojęcia, kiedy Pelagia, przepraszam, pani mama…
– Może pan mówić Pelagia, mnie to nie przeszkadza. Lubię to imię, swoje zresztą też.
– …tłumaczyła te wspomnienia. Mogła jej dyktować Irmina, równie dobrze mogła to zrobić po latach. Może inaczej: czy Pelagia mogła znać rodzinę Irminy? Były w podobnym wieku, mogły się nawet przyjaźnić.
– Nie wiem. Nie pytałam, czy znała rodzinę Rutzów. Może gdybym przeczytała wcześniej wspomnienia Irminy… Myślę jednak, że z uwagi na jej znajomość języka miała kontakty z Niemcami, którzy tu zostali po wojnie, tak więc możliwe, że się poznały.
– Nie wiem, jak pani, ale ja odniosłem wrażenie, że wspomnienia Irminy są jakby niepełne. Czy to są wszystkie pamiątki po tej Niemce?
– Nie znalazłam żadnych innych dokumentów związanych z rodziną Rutzów, sprawdziłam każdy karton.
– Dlaczego teraz zdecydowała się pani pokazać wspomnienia Irminy? Czy ma to związek ze śmiercią Jabłońskiego?
– Panie Piotrze, po śmierci Jabłońskiego przypomniałam sobie o tym liście i ponownie przeczytałam, co napisała Irmina. Spotkała człowieka, który stał się dla niej ucieleśnieniem zła, był to jego ojciec. Pomyślałam, że teraz, kiedy nie ma świadków tamtych potworności, może warto byłoby, żeby pamiętniki Irminy ujrzały światło dzienne. Oni już nie żyją, tylko Boska sprawiedliwość ich osądzi, ale niech ludzie wiedzą, że nie wszystko było takie czarno-białe. Wydaje mi się, że byłoby to życzenie mojej mamy i tej nieszczęsnej dziewczyny.
Sięgnęła po kolejnego papierosa, dużo paliła.
– Czy słyszał pan, jak zmarł ojciec Józefa? – zapytała po chwili.
Pokiwałem głową na boki. Przez kłęby dymu jak zza woalki obserwowałem jej twarz. Ukradkiem spojrzała na mnie, niby tak od niechcenia, a może chciała, żebym odniósł takie wrażenie?
– Mówiono różne rzeczy na temat jego śmierci. Sprawa nie została nigdy wyjaśniona. Do dzisiaj nie wiadomo, jak i dlaczego zmarł Adam Jabłoński. – Ściszyła głos, jakby chciała podkreślić wagę swych słów.
– Dlaczego wspomina pani o jego śmierci?
– Sama nie wiem, ale może warto sięgnąć do starych historii. Ludzie mówią, że prędzej czy później człowiek zapłaci za swoje czyny.
– To ludzie wiedzieli o Irminie? Słyszeli, co ona przeszła?
– Tego nie wiem, ale pewnych spraw nie da się ukryć.
– Co pani miała na myśli, mówiąc, że zapłaci za swoje czyny? Ma to związek z młodą Rutz?
– Nie powiedziałam, że chodzi mi o Jabłońskiego. Nie tylko stary Jabłoński miał coś na sumieniu.
Miałem dziwne wrażenie, że od samego początku Aniela chciała mi to powiedzieć, a pamiętnik młodej Niemki był tylko pretekstem. Robiła wszystko, żebym zainteresował się wydarzeniami sprzed lat; jakby czekała do pogrzebu Jabłońskiego. Nasze spojrzenia przez moment się skrzyżowały. Wiedzieliśmy, że pewne sytuacje mają ciąg dalszy, zdarzeń z przeszłości nie można zamieść pod dywan. Przekaz zrozumiałem, należało zagłębić się w okoliczności śmierci starego Jabłońskiego.
– Jeszcze jedno: gdyby Józef Jabłoński żył, to tamte historie byłyby nadal tajemnicą?
Nie odpowiedziała, zresztą nie musiała, akurat na to pytanie znałem odpowiedź.
Książkę Irmina kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
