Okładka książki - Lilka

Lilka

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2012-05-15
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 978-83-7785-014-5
Liczba stron: 519
Dodał/a opinię: Klaudia Konieczna

Ocena: 4.42 (31 głosów)

Konflikt Małgorzaty Kalicińskiej z Ignacym Karpowiczem dotyczący polskiej powieści współczesnej wzbudził we mnie chęć poznania twórczości autorki o której dotąd słyszałam jedynie tyle, że istnieje. W księgarni między „Domem nad rozlewiskiem” a książkami Karpowicza znalazłam „Lilkę”. Ciężko było mi odmówić sobie książki, której opis zaczyna się od słów: „Marianna tarła placki na ziemniaki…”.

Powiem wprost i na dzień dobry: książka jest koszmarna.  Koszmar zaczyna się w momencie pierwszego, fizycznego kontaktu z powieścią.  Papier jest naprawdę słabej jakości.  Oczekiwałam nieco więcej, po pierwsze od wydawnictwa Zyska i S-ka a po drugie od książki która kosztuje 35zł bez groszy. Papier jest żółto – szarawy, a choć przecież nie chodzi o kolor lecz o treść to jednak milej czyta się na jasnym papierze  (szczególnie kiedy i treść się nie broni). No i kartki są niezwykle niemiłe w dotyku.  Aż odechciewa się wszystkiego.

Co do samej treści również nie będę śpiewać peanów.  Książka, która ma bardzo słabą warstwę językową z założenia nie może być dobra. Kolokwializmy nieodpowiednie dla kobiety w wieku głównej bohaterki (a i samej Kalicińskiej, bo choć ideę kreacji rozumiem to jej nie kupuję), lokalizmy  zasłyszane przeze mnie jedynie od ludzi z Górnego Śląska (choć przecież sama autorka jest Warszawianką) i powiązania biograficzne, których nie da się nie zauważyć.

Ale żeby nie być gołosłowną posłużę się kilkoma przykładami.  „[…] jeździs jak pokrako jakaś, i nogów razem nie tsymies, temu i londujes na dupie – powiedział, doskonale naśladując góralską gwarę”.  Bator w swojej nagrodzonej książce łączy wyrazy tworząc słowa a nienagrodzona (i bardzo tym zdegustowana) Kalicińska naśladuje różne gwary nie zauważając, że i sama nie zawsze mieści się w ramach Słownika Języka Polskiego. I znów, rozumiem ideę, ale wykonanie wypacza sens zamysłu. W połowie powieści pojawia się słowo „majtanie” i ja Dolnoślązak z urodzenia a Krakus z wyboru załamałam ręce. No przecież niedawno rozmawiałam z ludźmi z różnych regionów o tymże właśnie słowie. I każdy podawał inną definicję.  Mój ulubiony ostatnio Słownik Języka Polskiego, na który już się powoływałam, o słowie „majtać” mówi: „Nie znaleziono haseł pasujących do pytania.” Ale jakoś przeżyłabym to majtanie gdy nagle trach! i znajduję w tekście „fantastycznego wojownika”, którego bohaterka „ciekawa, rozpalona namiętnością nie raz brała do ust”. Otóż to, fantastyczny wojownik to jakże wyszukany eufemizm na męskiego członka. Rozumiem, że określenie to powstało na fali popularności Pięćdziesięciu twarzy Greya, ale (błagam!) udawajmy chociaż, że aspirujemy do czegoś więcej niż taniego grafomańskiego  pornoromansu z pseudofabułą.

No tak, po co pisać dobrze skoro można pisać naprawdę źle i jeszcze się obruszać, że się Nike nie dostało (na pocieszenie: Pani Kalicińska! Gdyby pani przeczytała chociaż jeden rozdział „Ciemno, prawie noc” zrozumiałaby pani, że Nike to już nie konkurs gdzie nagrody otrzymują naprawdę dobre powieści, lecz miejsce gdzie decydują spaczone gusta kapituły).

Wracając do warstwy językowej. Pojawia się również „piterek”. Całe szczęście, że znam pewnego częstochowianina, który wyjaśnił mi, że piterek to portfel bo inaczej naprawdę byłoby mi smutno, że nie rozumiem tak wybitnego dzieła jakim jest „Lilka”. Od tej pory czekałam jedynie na „bimbajkę” jak w niektórych rejonach polski nazywany jest tramwaj, ale nie doczekałam się ponieważ główna bohaterka nie jeździ tramwajami tylko albo chodzi w chodakach do sklepu albo jeździ autem ratując potrącone zwierzęta. No trudno. W ramach ciekawostki dodam, że stronę z „piterkiem” rozdarł mój kot uważając chyba „Lilkę” za rodzaj drapaka. Nakrzyczałam na niego, no bo literatura (jaka by nie była) to jednak literatura i książki trzeba szanować.

O budowie zdań nawet wolałabym się nie wypowiadać więc przejdę do zawartości samej fabuły. Otóż bohaterką powieści jest ponad pięćdziesięcioletnia Marianna, która przy tarciu ziemniaków na placki dowiedziała się, że mąż od niej odchodzi. Bohaterka pracuje w redakcji (podobnie jak Grocholowa Judyta) – zapisałam sobie złośliwie na karteczce „bohaterka pisze równie słabo jak Kalicińska”, ale przecież tego nie wiem, bo nie dostaliśmy ani fragmentu artykułu Marianny. Co najdziwniejsze bohaterka ciągle poprawia teksty z wywiadów, które przeprowadziła, ale rzadko kiedy na takie wywiady się udaje. Trudny zawód dziennikarza we współczesnych czasach – trzeba wywiady przeprowadzać z samym sobą.

Na barki głównej bohaterki spada również jej siostra przyrodnia Lilka, która cierpi na chorobę nowotworową. W dzieciństwie siostry nie były bardzo blisko, a Marianna czuła się zazdrosna o stosunki Lilki z Michałem (ojcem Marianny). Miłosierna bohaterka przygarnęła pod swój dach schorowaną siostrę i ich życie wyglądało tak: „ Lilka popatrzyła na mnie, a po chwili obie zacytowałyśmy Osła ze Shreka: - „Niech mnie ktoś przytuuuuuuuuuli!. – Podeszłam i przytuliłam ją”. Słodko, prawda?

Kalicińska porusza też tematy kultury a konkretniej Almodovara. O filmie „Volver” ustami bohaterki mówi tak: „Dziwny ten film. Jest kompletnie nie nasz, inna kultura, dlatego tak trudno zrozumieć, że w filmie tak zwyczajnie traktuje się objawionego i namacalnego ducha matki, a mieść nie jest niczym głęboko dramatycznym, raczej czymś normalnym, obrzędem, i to bardzo kobiecym. […] Drażni mnie ten almodovarovski nastrój zabawy ze śmiercią, ale i bawi podkpiwanie z tego, że nie musimy mieć facetów, że oni są nam zbędni”. Autorka chciała nieco pofilozofować, ale jedyne co umiała z siebie wykrzesać w tej materii to: „faceci nie są kobietom do niczego potrzebni”. Ach, chyba już wolę Kalicińską w stronę E.L James.

Tytuł krytyka literackiego do którego aspiruję zmusza mnie abym dostrzegła (choć wbrew sobie) także i zalety „Lilki”. Muszę więc uczciwie przyznać, że Kalicińska miała naprawdę dobry pomysł na książkę. Trudne relacje z siostrą, rozwód z mężem którego się nie kochało, śmierć i dowód na to, że życie zaczyna się po pięćdziesiątce – to wszystko wydaje się niezwykle ciekawą fabułą książki. Zabrakło jednak Kalicińskiej talentu pisarskiego oraz wyobraźni pozwalającej na opisanie śmierci tak by choć przez chwil kilka zrobiło mi się smutno. Nie pomogły też tanie sentencje a’la Paulo Coelho.

No trudno. Zajrzę kiedyś jeszcze do serii „Nad rozlewiskiem”. Są tam podobno ciekawe przepisy kulinarne.

Polecam wszystkim, którzy chcieliby pisać dobrą literaturę. Przeczytajcie „Lilkę” i napiszcie jej przeciwieństwo.

 

Kup książkę Lilka

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - coolmamma
coolmamma
Przeczytane:2013-05-25, Ocena: 3, Chcę przeczytać, 26 książek 2013 ,
Małgorzata Kalicińska - autorka rodzinnej sagi toczącej się na Mazurach (Dom nad rozlewiskiem, Powroty nad rozlewiskiem, Miłość nad rozlewiskiem) w 2012 r. wydała powieść zatytułowaną Lilka.   Główną jej bohaterką jest Marianna Roszkowska, z domu Barańska. Marianna (albo Mańka lub Baranek) jest kobietą w "sile wieku", czyli osobą 50+. Wiedzie ona życie w pełni ustatkowane. Mieszka wraz z mężem w Warszawie. Pracuje w dobrym piśmie "kolorowym" i pisze do niego artykuły na interesujące tematy. Mąż - Mirek - pracuje jako anestezjolog w prywatnej klinice. Syn Grzesiek, zwany Panem Grzegorkiem, też lekarz, mieszka z żoną i synkiem w Krakowie.    Marianna prowadzi życie normalne, poukładane, można by nawet rzec: nudne. Pewnego dnia, zupełnie dla niej nieoczekiwanie, mąż oświadcza, że się wyprowadza. Ma dość życia, które wspólnie wiodą. Męczy się w tym związku. Nie widzi dla niego przyszłości. To, co było, o ile w ogóle było, dawno się już wypaliło i wygasło. Nie ma sensu być ze sobą na siłę, z czystej tylko przyzwoitości. Lepiej poszukać szczęścia raz jeszcze. Marianna przeżywa szok. Ale jak to? Po tylu latach? Tak niespodziewanie? I bez żadnej zapowiedzi? Choć, z drugiej strony, czy tego nie należało się jednak spodziewać? Bohaterka zaczyna się zastanawiać nad swoim życiem, nad podejmowanymi decyzjami, wyborami, związkami, które przyszło jej tworzyć i zdarzeniami, które ...
(czytaj dalej)

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - justa21
justa21
Przeczytane:,
Otuleni samotnością Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy (…) Tak pisał ks. Jan Twardowski, a słowa te stanowią najlepsze podsumowanie książki Małgorzaty Kalicińskiej Lilka.Autorka, znana czytelnikom choćby z powieści Dom nad rozlewiskiem, tym razem opowiada przejmującą historię będącą nie tylko świadectwem umierania, ale i życia. Odchodzenie i ból po stracie są tu bowiem wszechobecne, nie wyróżniają żadnej płci, klasy społecznej czy poglądów. Jednak jakość zarówno życia, jak i śmierci zależy od podejścia człowieka do otaczającego go świata, a także od ludzi, których słowa mogą być balsamem kojącym cierpienie, ale mogą również zadawać rany. Kalicińska przedstawia nam Mariannę Roszkowską, dziennikarkę jednego z kolorowych magazynów, kobietę w wieku, dla którego modne jest w ostatnich latach określenie „50+”. Spotykamy ją w niezwykle trudnym dla niej momencie życia, kiedy po latach małżeństwa dowiaduje się, że jej związek praktycznie nie istnieje. Tę pustkę wypomina jej mąż, informując znienacka o odejściu. Co jest prawdziwą przyczyną tej decyzji? Inna kobieta? A może to właśnie on pierwszy dostrzegł, że miłość dawno się wypaliła i postanowił dać sobie prawo do szczęścia?   Bohaterka po pierwszym okresie buntu i zaprzeczania również zaczyna dostrzegać przepaść, która od lat pogłębiała ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Lilka

Avatar użytkownika - KlaudiaKonieczna
KlaudiaKonieczna
Przeczytane:2013-12-10, Ocena: 1, Przeczytałem, Mam,

Konflikt Małgorzaty Kalicińskiej z Ignacym Karpowiczem dotyczący polskiej powieści współczesnej wzbudził we mnie chęć poznania twórczości autorki o której dotąd słyszałam jedynie tyle, że istnieje. W księgarni między „Domem nad rozlewiskiem” a książkami Karpowicza znalazłam „Lilkę”. Ciężko było mi odmówić sobie książki, której opis zaczyna się od słów: „Marianna tarła placki na ziemniaki…”.

Powiem wprost i na dzień dobry: książka jest koszmarna.  Koszmar zaczyna się w momencie pierwszego, fizycznego kontaktu z powieścią.  Papier jest naprawdę słabej jakości.  Oczekiwałam nieco więcej, po pierwsze od wydawnictwa Zyska i S-ka a po drugie od książki która kosztuje 35zł bez groszy. Papier jest żółto – szarawy, a choć przecież nie chodzi o kolor lecz o treść to jednak milej czyta się na jasnym papierze  (szczególnie kiedy i treść się nie broni). No i kartki są niezwykle niemiłe w dotyku.  Aż odechciewa się wszystkiego.

Co do samej treści również nie będę śpiewać peanów.  Książka, która ma bardzo słabą warstwę językową z założenia nie może być dobra. Kolokwializmy nieodpowiednie dla kobiety w wieku głównej bohaterki (a i samej Kalicińskiej, bo choć ideę kreacji rozumiem to jej nie kupuję), lokalizmy  zasłyszane przeze mnie jedynie od ludzi z Górnego Śląska (choć przecież sama autorka jest Warszawianką) i powiązania biograficzne, których nie da się nie zauważyć.

Ale żeby nie być gołosłowną posłużę się kilkoma przykładami.  „[…] jeździs jak pokrako jakaś, i nogów razem nie tsymies, temu i londujes na dupie – powiedział, doskonale naśladując góralską gwarę”.  Bator w swojej nagrodzonej książce łączy wyrazy tworząc słowa a nienagrodzona (i bardzo tym zdegustowana) Kalicińska naśladuje różne gwary nie zauważając, że i sama nie zawsze mieści się w ramach Słownika Języka Polskiego. I znów, rozumiem ideę, ale wykonanie wypacza sens zamysłu. W połowie powieści pojawia się słowo „majtanie” i ja Dolnoślązak z urodzenia a Krakus z wyboru załamałam ręce. No przecież niedawno rozmawiałam z ludźmi z różnych regionów o tymże właśnie słowie. I każdy podawał inną definicję.  Mój ulubiony ostatnio Słownik Języka Polskiego, na który już się powoływałam, o słowie „majtać” mówi: „Nie znaleziono haseł pasujących do pytania.” Ale jakoś przeżyłabym to majtanie gdy nagle trach! i znajduję w tekście „fantastycznego wojownika”, którego bohaterka „ciekawa, rozpalona namiętnością nie raz brała do ust”. Otóż to, fantastyczny wojownik to jakże wyszukany eufemizm na męskiego członka. Rozumiem, że określenie to powstało na fali popularności Pięćdziesięciu twarzy Greya, ale (błagam!) udawajmy chociaż, że aspirujemy do czegoś więcej niż taniego grafomańskiego  pornoromansu z pseudofabułą.

No tak, po co pisać dobrze skoro można pisać naprawdę źle i jeszcze się obruszać, że się Nike nie dostało (na pocieszenie: Pani Kalicińska! Gdyby pani przeczytała chociaż jeden rozdział „Ciemno, prawie noc” zrozumiałaby pani, że Nike to już nie konkurs gdzie nagrody otrzymują naprawdę dobre powieści, lecz miejsce gdzie decydują spaczone gusta kapituły).

Wracając do warstwy językowej. Pojawia się również „piterek”. Całe szczęście, że znam pewnego częstochowianina, który wyjaśnił mi, że piterek to portfel bo inaczej naprawdę byłoby mi smutno, że nie rozumiem tak wybitnego dzieła jakim jest „Lilka”. Od tej pory czekałam jedynie na „bimbajkę” jak w niektórych rejonach polski nazywany jest tramwaj, ale nie doczekałam się ponieważ główna bohaterka nie jeździ tramwajami tylko albo chodzi w chodakach do sklepu albo jeździ autem ratując potrącone zwierzęta. No trudno. W ramach ciekawostki dodam, że stronę z „piterkiem” rozdarł mój kot uważając chyba „Lilkę” za rodzaj drapaka. Nakrzyczałam na niego, no bo literatura (jaka by nie była) to jednak literatura i książki trzeba szanować.

O budowie zdań nawet wolałabym się nie wypowiadać więc przejdę do zawartości samej fabuły. Otóż bohaterką powieści jest ponad pięćdziesięcioletnia Marianna, która przy tarciu ziemniaków na placki dowiedziała się, że mąż od niej odchodzi. Bohaterka pracuje w redakcji (podobnie jak Grocholowa Judyta) – zapisałam sobie złośliwie na karteczce „bohaterka pisze równie słabo jak Kalicińska”, ale przecież tego nie wiem, bo nie dostaliśmy ani fragmentu artykułu Marianny. Co najdziwniejsze bohaterka ciągle poprawia teksty z wywiadów, które przeprowadziła, ale rzadko kiedy na takie wywiady się udaje. Trudny zawód dziennikarza we współczesnych czasach – trzeba wywiady przeprowadzać z samym sobą.

Na barki głównej bohaterki spada również jej siostra przyrodnia Lilka, która cierpi na chorobę nowotworową. W dzieciństwie siostry nie były bardzo blisko, a Marianna czuła się zazdrosna o stosunki Lilki z Michałem (ojcem Marianny). Miłosierna bohaterka przygarnęła pod swój dach schorowaną siostrę i ich życie wyglądało tak: „ Lilka popatrzyła na mnie, a po chwili obie zacytowałyśmy Osła ze Shreka: - „Niech mnie ktoś przytuuuuuuuuuli!. – Podeszłam i przytuliłam ją”. Słodko, prawda?

Kalicińska porusza też tematy kultury a konkretniej Almodovara. O filmie „Volver” ustami bohaterki mówi tak: „Dziwny ten film. Jest kompletnie nie nasz, inna kultura, dlatego tak trudno zrozumieć, że w filmie tak zwyczajnie traktuje się objawionego i namacalnego ducha matki, a mieść nie jest niczym głęboko dramatycznym, raczej czymś normalnym, obrzędem, i to bardzo kobiecym. […] Drażni mnie ten almodovarovski nastrój zabawy ze śmiercią, ale i bawi podkpiwanie z tego, że nie musimy mieć facetów, że oni są nam zbędni”. Autorka chciała nieco pofilozofować, ale jedyne co umiała z siebie wykrzesać w tej materii to: „faceci nie są kobietom do niczego potrzebni”. Ach, chyba już wolę Kalicińską w stronę E.L James.

Tytuł krytyka literackiego do którego aspiruję zmusza mnie abym dostrzegła (choć wbrew sobie) także i zalety „Lilki”. Muszę więc uczciwie przyznać, że Kalicińska miała naprawdę dobry pomysł na książkę. Trudne relacje z siostrą, rozwód z mężem którego się nie kochało, śmierć i dowód na to, że życie zaczyna się po pięćdziesiątce – to wszystko wydaje się niezwykle ciekawą fabułą książki. Zabrakło jednak Kalicińskiej talentu pisarskiego oraz wyobraźni pozwalającej na opisanie śmierci tak by choć przez chwil kilka zrobiło mi się smutno. Nie pomogły też tanie sentencje a’la Paulo Coelho.

No trudno. Zajrzę kiedyś jeszcze do serii „Nad rozlewiskiem”. Są tam podobno ciekawe przepisy kulinarne.

Polecam wszystkim, którzy chcieliby pisać dobrą literaturę. Przeczytajcie „Lilkę” i napiszcie jej przeciwieństwo.

 

Link do opinii
Hmmm... Mieszane uczucia.... Bez wątpienia jest to historia, która pozostanie w pamięci i generalizując trochę opowiada o odchodzeniu... Czytając, cały czas zastanawiałam się co czułabym na miejscu Marianny i jak ja bym się zachowała w sytuacjach, z którymi musiała sobie radzić.W pewnym sensie ją podziwiałam za odwagę i siłę z jaką zajmowała się umierającą siostrą, a jednocześnie pozostało we mnie pytanie które sobie obydwie zadawały-jak rozgraniczyć miłosierdzie i litość.... To co mi "zgrzytało" w tej pozycji to język nie stroniący od wulgaryzmów, a jednocześnie próba przeprowadzenia przez Mariannę akcji mającej na celu "powrót dobrych manier". Mimo to, uważam że jest to pozycja godna uwagi!
Link do opinii
Avatar użytkownika - annna84
annna84
Przeczytane:2015-03-13, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki 2015,
Właściwie, czwórkę daję tylko ze względu na fabułę, która gdzieś w połowie mnie wciągnęła. Uznałam, że skoro autorka potrafiła mnie wzruszyć to może książka nie jest taka najgorsza. Choć obawiam się, że jestem zbyt wyrozumiała. Bo językowo jest bardzo słaba. Jest też za długa i niepotrzebnie "rozmemłana ". Wiele niepotrzebnych wątków sprawia, że żaden nie jest poprowadzony porządnie. Widać tu zmarnowany potencjał, bo książka mogła być dobrym czytadłem. Niestety, jest tylko zbiorem wspomnień i perypetii Marianny 50+, na którą zwalają się same nieszczęścia. Wątpię, czy zechcę jeszcze sięgnąć po twórczość Kalicińskiej.
Link do opinii
Avatar użytkownika - izabela81
izabela81
Przeczytane:2014-11-10, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki - 2014,
Jest to powieść, w której przejmujący smutek znajdziemy niemal na każdej stronie książki. Autorka porusza problem miłości, zdrady, przemijania, śmierci, choroby, siłę rodzinnych więzów, edukacji, gwałtu, seksu czy braku ogłady. A także nadziei, która zawsze umiera ostatnia. Ukazuje nam okrutną prawdę, o której na co dzień nie myślimy. Książka aż kipi uczuciami i emocjami oraz tym, co spotykamy w życiu na co dzień. Wzrusza i ściska za serce oraz skłania do przemyśleń. Czasem bawi, śmieszy, ale i zmusza do płaczu.
Link do opinii
Avatar użytkownika - bambi12
bambi12
Przeczytane:2014-03-27, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam,

Główna bohaterka tej książki to Marianna Roszkowska. Kobieta z 30-letnim stażem małżeńskim, matka, żona i babcia. Pracuje zawodowo jako dziennikarka w redakcji kolorowego pisma. Wychowana przez matkę i Pelę. Później do ich rodziny dołączył Michał Dróżdż, który stał się wspaniałym ojcem dla Marianny. Była kochana przez wszystkich i nie odczuwała braku biologicznego rodziciela. Wydawało jej się, że prowadzi szczęśliwe życie u boku kochającego ją męża. Aż pewnego dnia jej małżonek porzuca ją. Kobieta bardzo to przeżywa. Dorosły syn wyprowadza się, coraz więcej bliskich odchodzi z tego świata. Nasza bohaterka załamuje się. Jednak odnawiająca się relacja z przyrodnią siostrą - Lilką - odmienia całkowicie jej dotychczasowe życie...
"Lilka" to książka o życiu. Ukazuje miłość, przyjaźń, poważanie wobec drugiej osoby. To historia także o porzuceniu, chorobie, umieraniu, relacjach rodzinnych. Porusza również temat wychodzenia z traumy, lęku przed osamotnieniem, przed nieuchronnym kresem życia. Książka ponadto mówi o tak trudnym temacie jakim jest gwałt. Marianna to kobieta doświadczona i bardzo skrzywdzona przez los. Na początku rozkleja się pod wpływem bolączek życiowych, ale choroba przyrodniej siostry zmusza ją do przewartościowania  i uhierarchizowania swoich problemów. Ich relacja staje się coraz bliższa, silniejsza. To pomaga naszej bohaterce odzyskać równowagę wewnętrzną. Lektura momentami powodowała uśmiech na mojej twarzy (szczególnie fragmenty dotyczące wspomnień z okresu dziecięcego głównej bohaterki) ale w przeważającej mierze wielce mnie smuciła, wręcz przygnębiała. Niezwykle nostalgiczna. Z pewnością mogę stwierdzić, że jest to książka, która zmusza do głębszych refleksji. Autorka opisuje w niej wartości najważniejsze w życiu każdego z nas. Powieść bardzo złożona. Fabuła wciąga i sprawia, że z chęcią czytamy szybko dalej, aby zapoznać się z dalszymi losami jej bohaterów. Prosty i niebywale barwny, obrazowy język. Autorka bardzo umiejętnie połączyła wszystkie wątki. Niewyobrażalny talent. Małgorzata Kalicińska (rocznik 1956) autorka powieści, esejów, poradników, zbiorów opowiadań. Absolwentka SGGW w Warszawie. Była nauczycielką. Pracowała w telewizji przy tworzeniu programu "Kawa czy herbata?", "Forum nieobecnych", "Żyć bezpieczniej". Była współwłaścicielką Agencji Reklamowej Camco-Media. Współpracowała z czasopismem "Bluszcz". Od 2011 r. prowadzi własny blog internetowy. Ma dwoje dzieci: Stanisława i Barbarę.

Link do opinii
Osobiście stwierdzam, że " Lilka " to najlepsza książka napisana przez Małgorzatę Kalicińską. Jest w niej smutek, refleksja oraz spora dawka humoru. Tak jak w poprzednich książkach, a szczególnie w trylogii mazurskiej mamy tutaj do czynienia również z dojrzałą kobietą, która stara się pokonać życiowy zakręt. Gdy dojdzie już do siebie, podsumowuje swoje dotychczasowe życie. Dużym wstrząsem dla niej jest informacja o ciężkiej chorobie jej przyrodniej siostry. Tak się składa, że właśnie ta choroba łączy je obie. Są dla siebie wszystkim. Czasami tak była, że zło doprowadza do pojawienia się dobra. Czytając "Lilkę" trzeba mieć przy sobie pudełko chusteczek. Z każdej kartki powieści wypływają emocje, a z oczu czytelnika kapią na nie łzy. Olbrzymim plusem są wykreowane przez pisarkę postacie Marianny i jej siostry. Czasami posługują się młodzieżowym slangiem, co może nie których razić, ale co tam... W powieści poruszony jest temat o sile rodzinnych więzów. Ciekawie przedstawiony został wątek związany z niebiologicznymi rodzicami, czasami taka więź jest jeszcze bardziej mocniejsza. Po jej przeczytaniu można wysunąć kilka bardzo ciekawych wniosków; co tak na prawdę w naszym życiu jest najważniejsze, dopiero w obliczu choroby zauważamy na kim tak na prawdę nam zależy.
Link do opinii
Avatar użytkownika - anulka1312
anulka1312
Przeczytane:2014-07-04, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2014,
Książka smutna i bardzo wzruszająca. Ukazuje jak zmienia się życie każdego z nas, kiedy odchodzi od nas ktoś bliski. Są to rozmaite rozstania, również te ostateczne. Nie spodziewałam się takiej tematyki w książce Małgorzaty Kalicińskiej... Owszem od czasu do czasu pojawia się tak charakterystyczny dla tej pisarki jasny akcent, skupiający się na pięknych momentach naszego życia, taka swoista afirmacja życia, ale takich fragmentów jest zdecydowanie za mało w tej książce. Jest to lektura, która raczej przygnębia i uświadamia nam jak życie jest kruche a przy tym pełne cierpienia i bólu. Napisana jest stylem "nijakim", pojawiają się usterki językowe, niektóre zwroty i słowa wręcz rażą. Nie jest to na pewno przykład literatury pięknej, ale przeczytać ją warto, choć na pewno nie na plaży i może niekoniecznie na urlopie lub wakacjach.
Link do opinii
Avatar użytkownika - katarzynajanoszek
katarzynajanoszek
Przeczytane:2014-04-18, Ocena: 4, Przeczytałem, 52, Powieści,
Książka jest bardzo długa, ale czyta się ją szybko. Narrator- siostra opowiada o chorobie swojej siostry i opisuje wszystkie jej stadia. Momentami bardzo to smutne, ale niestety prawdziwe.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Renata123mala
Renata123mala
Przeczytane:2014-02-09, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, Wpisz nazwę półki,
Są takie powieści bardzo bliskie memu sercu, czytając je czasem ma sie wrażenie ; to o mnie ; nic więcej nie dodam, trzeba przeczytać :) polecam
Link do opinii
Avatar użytkownika -

Przeczytane:, 26 książek w 2014r,
Jestem czytelniczką Małgorzaty Kalicińskiej. Uwiodła mnie pozycjami "Dom nad rozlewiskiem", "Powroty nad rozlewiskiem", "Miłość nad rozlewiskiem". Które zostały sfilmowane ku uciesze widzów. Ja osobiście mam mieszane uczucia. W "Lilce" po raz wtóry, Kalicińska poruszyła we mnie emocje. O to chyba chodzi? Tematyka książki jest mi bliska. Opisywane przeżycia nad wyraz dobrze znane. Dlatego książka stała się po części moją osobistą. Odnalazłam w niej bicie i mojego serca. Ciepło i mojego oddechu. Usłyszałam własny śmiech i szloch... "Najbardziej boję się nocy - ludzie zwykle umierają nad ranem ..." " Nie pytaj ile jeszcze zostało, dziękuj za to co dostałaś..." "Ambiwalencja wypadków, dramatów. Które są dramatyczne, a które - nie? To zależy od publiki! Od stopnia sensacji...." ...i wiele innych cytatów, wrosło we mnie. Niech zakwitną. Nowotwór, rak, guz. Wrogi twór, który powstał z niej samej. Znajomy. Jestem poruszona i pozostawiona z refleksją. "Lilka" jest powieścią, która nie umiera w czytelniku. Ona żyje. Będzie.
Link do opinii
Avatar użytkownika - takahe
takahe
Przeczytane:2013-10-06, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki 2013, pożyczone ;),
Bohaterką tej książki jest Marianna Roszkowska (przez ojczyma żartobliwie nazywana Barankiem a przez ukochanego wujka Marianem) dziennikarka, kobieta po pięćdziesiątce. Życie ma ustatkowane, mąż lekarz, syn wiedzie dorosłe życie z żoną i synem w Krakowie, ojciec (właściwie ojczym) żyje sobie spokojnie na wsi gdzie Mania często go odwiedza i gdzie spotyka przybranego wujka Gienia. Życiowa sielanka jednak zostaje zachwiana przez niespodziewane odejście męża po 30 latach bycia razem. I można powiedzieć że zaczyna się sypać lawina "nieszczęść". Syn z rodziną wyjeżdżają do Szwecji bo tak będzie im sie lepiej żyło, przyrodnią siostrę Lilkę dopada rak z którym wspólnie z Manią walczą, ukochany wujcio umiera podczas wyjazdu z ukochaną, ojciec dostaje zawału ale wychodzi z tego no i bliski kolega z pracy umiera na raka płuc. ,,Lilka" to historia zwyczajna, z życia wzięta, ale jakże ciekawa, wzruszająca i pełna emocji.
Link do opinii
Avatar użytkownika - kaariokaa
kaariokaa
Przeczytane:2013-03-29, Ocena: 2, Przeczytałam, 52 książki 2013,
Po taką typowo kobiecą literaturę sięgam raczej rzadko, bo i mało kiedy książki tego typu okazują się czymś więcej, niż przeciętnym czytadłem, o którym zapomina się w momencie odłożenia książki z powrotem na półkę. Tym razem miało być inaczej, bo temat wydał mi się ciekawy, a i Trylogia mazurska  nie pozostawiła u mnie takiej traumy jak u niektórych, co więcej - dwa pierwsze tomy nawet miło mi się czytało. Dobrzy ludzie ostrzegali, uprzedzali, radzili, by dobrze się zastanowić. Głucha na wszelkie argumenty rozłożyłam się wygodnie na łóżku i otworzyłam Lilkę Małgorzaty Kalicińskiej. Moje wyobrażenie było takie. Marianna Roszkowska, główna choć nie tytułowa bohaterka, po trzydziestu latach małżeństwa właściwie z dnia na dzień zostaje sama. Mąż się dusił w związku, nudził, aż w końcu spakował manatki zostawiając zszokowaną żonę. To nie jedyny problem Marianny. Drugim jest Lilka, przyrodnia siostra bohaterki, niespokojny duch, artystka, a przede wszystkim kobieta chora na raka. Wyobrażałam sobie dzielną Mariannę, która z jednej strony musi pozbierać się po rozstaniu z mężem, z drugiej być wsparciem dla siostry, z którą łączą ją wcale nie najcieplejsze relacje. Do tego jeszcze spodziewałam się wątku z przystojnym wdowcem lub skrzywdzonym rozwodnikiem, który pokaże Roszkowskiej, że miłość może pojawić się w każdym wieku, rozwód nie jest końcem świata, a szczęście to nie mityczny stwór, który omija dojrzałe, samotne kobiety szerokim łukiem. W końcu nie ma co się czarować, literatura kobieca powstaje ku pokrzepieniu serc. Mamy się wzruszyć, zasmucić, a na końcu uwierzyć w miłość, przyjaźń, szczęście i całą masę innych pozytywów. Nie mogę powiedzieć, że moje oczekiwania rozminęły się z rzeczywistością. Co to, to nie. Miałam co chciałam, a nawet więcej. Dużo więcej. Małgorzata Kalicińska postanowiła w powieści umieścić wszystkie wątki, jakie tylko da się zmieścić na pięciuset stronach. Jest więc o zanikającym dobrym wychowaniu, o eutanazji, o tym, że zwierzę też człowiek, o migracji w poszukiwaniu lepszego życia, rozłące, braku więzi pomiędzy bliskimi, mniej lub bardziej skutecznych psychoterapiach, no i przede wszystkim o miłości i seksie po pięćdziesiątce oraz radzeniu sobie ze śmiertelną chorobą. Oczywiście to nie są wszystkie wątki, Lilka mieści ich w sobie dużo więcej, na dodatek przeplatając teraźniejszość z przeszłością, bo Marianna lubi wspominać, oj lubi. W tym miksie wątków zabrakło chyba tylko parad równości, ale to pewnie przeoczenie.  Za to znalazło się miejsce na porachunki z mafią ukraińską i lustrację. Dodatkowo na Mariannę spadają wszelkie nieszczęścia tego świata. Jest gwałt, są niewłaściwi mężczyźni, mamy oszustwa, zdrady, nękanie, śmierć jest wszechobecna, bliscy tak szybko odchodzą, choroby się panoszą, gdzie nie spojrzeć tam luki, braki i problemy. Nagromadzenie wątków i problemow sprawia, że tak naprawdę żaden temat nie został potraktowany głębiej.
Marianna nie szczędzi czytelnikowi szczegółów. I tak, chcąc nie chcąc, dowie się on o wszach, które Roszkowska (wówczas jeszcze Barańska, zwana przez ojca pieszczotliwie Barankiem) przyniosła w przedszkola (tu następuje cały akapit poświęcony "iskaniu", zgniataniu i czesaniu) czy upokarzających kolejkach do damskich toalet w supermarketach (które na pewno projektował jakiś facet, nie zdający sobie sprawę ile czasu zajmuje kobietom pozbycie się litrów płynów, zwłaszcza zimą, gdy nie wystarczy podwinięcie spódnicy). O seksie Roszkowska opowiada dosadnie, nie szczędząc wulgaryzmów. Nie wiem czemu miało to służyć, ale mnie zdołało jedynie dodatkowo zniechęcić. Żenujące to i zbędne. No i nijak się ma do kobiety, która chce walczyć z wszechobecnym brakiem kultury.
W ciemno strzelam, że Marianna miała być taką wygadaną, przedsiębiorczą dziennikarką, która swoimi historyjkami miała zdobyć serce czytelnika, a właściwie czytelniczki, bo nie ma co się łudzić - panowie przez wywody Roszkowskiej nie przebrną. Stąd pewnie rodzinne opowieści mające wzbudzić ciepłe uczucia, stąd dywagacje na rozmaite tematy, które są przecież takie ludzkie i pewnie dlatego też Marianna wysławia się raczej potocznym, młodzieżowym jakże luzackim językiem, który nijak mi do niej nie pasuje. A może to ja mam błędne wyobrażenie o dziennikarskiej erudycji, tkwiąc przy tym w błędnym przekonaniu, że kto jak kto, ale osoba na co dzień zarabiająca na pisaniu artykułów, a przy tym kulturalna i oczytana, powinna wysławiać się nieco bardziej znośną polszczyzną niż pierwszy lepszy leser, który edukację skończył zanim poznał wszystkie litery alfabetu. Zresztą wszyscy w tej książce są bardzo na luzie. I nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że przeczytanie każdego kolejnego akapitu sprawia ból. O sobie Marianna opowiada na przykład tak: Jestem z miasta. No, prawda, że koło piątej klasy podstawówki wyprowadziliśmy się pod Otwock, bo ojciec odziedziczył gospodarkę, ale ja - na krotko, na kilka lat. Wybrałam warszawskie liceum i studia i po ślubie też mieszkałam w Warszawie. Kocham mój rodzinny dom na wsi, ale na sadowniczkę ani ogrodniczkę to ja się nie nadawałam.
No wystrzeliło mi to SGGW, ale tak... z łaski na uciechę matce! A potem moje życie zawodowe skręciło. Po prostu poezja.
Rozczarowała mnie Lilka ogromnie i ciężko mi znaleźć w niej jakieś plusy. Polubiłam postać Włodka, z całym tym jego gorzko-ironicznym spojrzeniem na świat, ciętym językiem, rubasznym stylem bycia. Dowiedziałam się jak zachowuje się w łóżku facet-drwal i że na zmarszczki dobra jest maść przeciwko hemoroidom. To chyba jednak "odrobinę" za mało, by uznać czas spędzony na lekturze za udany.
Szkoda, że świetny pomysł został tak strasznie zmarnowany, że coś, co mogło okazać się mądrą, ciepłą opowieścią, jest tylko słabym, kiepskim językowo wielowątkowym czytadłem. W powodzi innych tematów, gdzieś zawieruszył się wspaniały temat niełatwych siostrzanych relacji. Tak pięknie można by też napisać o życiu, które nie kończy się po pięćdziesiątce, o rozwodzie, który może być nie tylko końcem pewnego etapu, ale i początkiem czegoś nowego, o miłości, co przyjść może w każdym momencie, o tym, że walczyć należy zawsze i do końca. O siebie, marzenia, o życie.
Link do opinii
Autorka porusza w tej książce wiele trudnych tematów: - rozwód - na stopie przyjacielskiej czy jak najgorsi wrogowie - rodzina - kto to właściwie jest - ludzie połączeni więzami krwi czy też będący z nami blisko, wspierający nas - praca - młodzi wyjeżdżają za granicę, a osoby doświadczone zostają, tylko co tu ich czeka - choroba - najlepsi lekarze nie potrafią sobie z nią poradzić, a cóż my maluczcy Warto przeczytać
Link do opinii
Avatar użytkownika - KsiazkowoLC
KsiazkowoLC
Przeczytane:2012-12-22, Ocena: 4, Przeczytałam, 2012, Mam, Recenzenckie/Autorskie,
Na wstępie pragnę podziękować Wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie egzemplarza do recenzji. "Lilka" to moja kolejna po Trylogii Mazurskiej oraz "Fikołkach na trzepaku" styczność z twórczością Pani Kalicińskiej. Tym razem także się nie zawiodłam chociaż początek tej historii czytało mi się dosyć ciężko...Niemniej jednak z każdą kolejną stroną i rozdziałem było coraz lepiej... W książce poznajemy Mariannę, kobietę 50+, której życie zaczyna się gmatwać w momencie, gdy najmniej się tego spodziewa... Czytając tę powieść tylko powierzchownie moglibyśmy dojść do wniosku, że jest to dosyć tendencyjna i banalna historia - po 30 latach małżeństwa od Marianny odchodzi mąż... Jednakże dla mnie osobiście jest to opowieść o wewnętrznym dojrzewaniu kobiety, o przełamywaniu tkwiących głęboko wewnątrz traum i jednoczesnym odkrywaniu kobiecości w każdym wieku... Autorka traktuje również o tym, że miłość może niesamowicie ewoluować pod wpływem biegnącego czasu i różnorakich wydarzeń składających się na nasze życie, a także o tym, iż silne więzi rodzinne nie koniecznie wynikać muszą z biologicznego pokrewieństwa, a życie wbrew pozorom nie kończy się po pięćdziesiątce... W sposób niezwykle umiejętny został podjęty także wątek umierania, który autorka stara się także nieco "oswoić"... Polecam!
Link do opinii
Avatar użytkownika - wusia
wusia
Przeczytane:2013-03-05, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam,
Roztrzaskała mnie maksymalnie... długo zbierałam się z podłogi....
Link do opinii
Wzruszająca opowieść o walce z chorobą. Mimo wszystko optymistyczna, budująca.
Link do opinii
Avatar użytkownika - ema
ema
Przeczytane:,
"Dom nad rozlewiskiem" czytało mi się lepiej, ale i tę przeczytać warto.
Link do opinii
Avatar użytkownika - majeczka79
majeczka79
Przeczytane:2016-07-27, Ocena: 4, Przeczytałam, Przeczytane 2016 r.,
Avatar użytkownika - KKS
KKS
Przeczytane:2016-01-17, Ocena: 4, Przeczytałam, 2012,
Avatar użytkownika - Ninbar
Ninbar
Przeczytane:2015-10-28, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam,
Avatar użytkownika - ewia101
ewia101
Przeczytane:2015-07-25, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2015,
Avatar użytkownika - Aribaxx
Aribaxx
Przeczytane:2015-02-10, Ocena: 4, Przeczytałem, PRZECZYTANE,
Avatar użytkownika - Mysza_99
Mysza_99
Przeczytane:2014-05-13, Ocena: 6, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - Kamulka84
Kamulka84
Przeczytane:2014-04-08, Ocena: 5, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - jolajka
jolajka
Przeczytane:2014-02-13, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam,
Avatar użytkownika - jolantasatko
jolantasatko
Przeczytane:2014-01-30, Ocena: 6, Przeczytałam, 2012,
Avatar użytkownika - Habina
Habina
Przeczytane:2014-01-15, Ocena: 2, Przeczytałam, Odrzucone, niedokończone, Przeczytane w 2012,
Avatar użytkownika - nika7423
nika7423
Przeczytane:2013-10-21, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam,
Avatar użytkownika - MalaGosia21
MalaGosia21
Przeczytane:2013-05-06, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam,
Avatar użytkownika - cytrusek
cytrusek
Przeczytane:2013-01-23, Ocena: 6, Przeczytałem,
Avatar użytkownika - oleczka31
oleczka31
Przeczytane:2012-11-13, Ocena: 6, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - jusia
jusia
Przeczytane:2012-08-18, Ocena: 3, Przeczytałam,
Inne książki autora
Powroty nad rozlewiskiem (audiobook)
Małgorzata Kalicińska0
Okładka ksiązki - Powroty nad rozlewiskiem (audiobook)

Posłuchaj jak Zofia Kucówna czyta drugi tom mazurskiej sagi. Daj się zaprosić nad pełne ciepła i miłości rozlewisko, które odwiedziło już prawie pół miliona...

Powroty nad rozlewiskiem
Małgorzata Kalicińska0
Okładka ksiązki - Powroty nad rozlewiskiem

Ponownie gościmy w przepełnionym ciepłem i magią domu nad rozlewiskiem. W domu, który pokochało dziesiątki tysięcy czytelników. Tym razem opowieść snuje...

Recenzje miesiąca
Dobry pies
Rafał Witek
Okładka książki - Dobry pies
Na gigancie
Peter May
Okładka książki - Na gigancie
Skrzywiona litera
Tom Franklin
Okładka książki - Skrzywiona litera
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy