Ciepłe maile i herbata cz. 5

Autor: wusia

Ale to jednak nie była jej mama, prawdziwa mama, Ewa podskórnie czuła, że jeżeli matka, jej nie kocha to, coś musi z nią być nie w porządku. Wstydziła się tego i ukrywała szczelnie w małych szufladkach swojej duszy, tak naprawdę ukrywała samą siebie, przed resztą świata. Nie chciała, żeby Iza, żyła tak samo. Pragnęła wychować Izę na całkiem szczęśliwą kobietę, pomóc jej się tego nauczyć.

Obiecała, to sobie i Adamowi. Dała słowo.

  Z pieszczotliwego leniuchowania, dziewczyny z łóżka wyrwał smakowity zapach unoszący się z kuchni. To babcia Irena smażyła naleśniki, które później smarowała malinową konfiturą. Sok ze świeżych pomarańczy, słodkość kakao, dojrzałe, wykąpane w słońcu gruszki, pokrojone w plastry. Miękkość bułek, posmarowanych masłem. Czerwone pomidory, kulki rzodkiewek, masło, plastry żółtego sera, twarożek ze szczypiorkiem. Wchodząc do kuchni, Ewa z wrażenia przetarła oczy mówiąc:

-  Mała, czy Ty widzisz to samo co ja ? Pytała figlarnie Izę.

-  Naleśniki ? Zawołała ochoczo Iza...

-  Co za wspaniała uczta. Ewa podeszła do Ireny, pocałowała w policzek mówiąc „Dzień dobry”.

-  To dla Nas? Kiedy zdążyłaś to wszystko przygotować?

-  Jak spałyście moje dziewczynki...

-  Siadajcie i częstujcie się.

-  Wyspałyście się?

-  Spałam cudownie, jak nigdy.

- A ja powędrowałam do łóżka mamy Ewy, jakie Ona ma miękkie łóżko, a jakie duże. Komentowała Iza.

-  Tak, tak troszkę sobie poleniuchowałyśmy. Jakie mamy plany na dziś? Pytała Ewa.

-  Może wybierzemy się do kina i na pyszny i strasznie kaloryczny deser?

-  Taaaaaaaaak ! Iza radośnie machała nóżkami, jedząc zachłannie naleśnika.

To zaklepane. Oświadczyła Ewa. 

Dziewczyna, zjadła naleśnika, dwie bułki z twarożkiem i warzywami, wypiła szklankę pomarańczowego soku i głośno stwierdziła:

- To było wyśmienite...

-  Kochanie, od razu nabrałaś kolorów.

-   Izuniu, ale masz brązowe wąski od kakao, zupełnie jak kotek.

-  Chodź umyjemy buzię. Babcia Irena złapała Izę za rączkę i powędrowały do łazienki. 

 

  Ewa, spojrzała przez okno. Miasto, na dobre rozbudziło się ze snu. Przechodnie pozdrawiali się nawzajem, ktoś się spieszył, ktoś szedł ze spuszczoną smutno głową, gdzieś w oddali słychać było głośne szczekanie psa. Życie toczy się nadal... Pomyślała Ewa. Tylko mnie jakby zabrakło, jakby ktoś podstępnie odkleił mnie od tego obrazka i schował, tak doskonale, że nie potrafię siebie odnaleźć. Ale szukam. Cierpliwie....

Słońce czule pogłaskało jej policzki. Jakby chciało powiedzieć „ Żyj, Ewa, żyj”.

Zieleń traw, zapraszała, by ugościć zmęczone nogi, ławki w parku czekały na ludzi, którzy chcą odpocząć, kawiarnie wesoło gęstniały od ludzi.

Ewa z czułością w źrenicach spoglądała na Irenę. To, teraz najbliższa jej istota. Mama, babcia, przyjaciółka w jednym.

Taka mądra, wspierająca, budująca i kochana. Dojrzała. Ewa od zawsze, łatwo nawiązywała kontakt ze starszymi od siebie ludźmi, starszymi wiekiem i doświadczeniem, choć sama miała go sporą walizkę. Być może to sprawiało, że tak dobrze czuła się w ich towarzystwie?  Jakaś niema nić porozumienia zawiązywała się pomiędzy nią, a dojrzałymi, mądrymi kobietami. Nie analizowała, przyjmowała to z uśmiechem.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy