Internetowa cela - Rozdział IX

Autor: Kominek

Bezsenność w Warszawie jest straszna!
Wolno przemijały minuty na wyświetlaczu stojącej obok wieży. Po przejrzeniu wszystkich możliwych stacji zdecydowałam się na dobrze znaną mi płytę. Z głośników popłynęły dynamiczne, ale i liryczne dźwięki z filmu o dzielnych gladiatorach, filmu, który kilka razy wprawił mnie w bardzo specyficzny nastrój.
W takich chwilach, kiedy nie możesz zasnąć przechodzą ci przez głowę przeróżne myśli. Analizujesz życie, fantazjujesz, szukasz odpowiedzi na całą masę pytań, aby nareszcie się zmęczyć i zasnąć. Liczysz barany, dochodzisz do tysiąca i zasadniczo jeszcze mniej chce ci się spać, niż było to tysiąc baranów wcześniej.
Nigdy nie stosowałam tego sposobu, nigdy chyba nie byłam przekonana, co do jego skuteczności. Rozmyślałam o cudownej nocy spędzonej z Robertem, o każdej minucie rozkoszy i radości, jaka przemijała za jego sprawą. Przypominałam sobie delikatny dotyk, muśnięcia palców po mojej skórze, subtelne pocałunki, które odnajdywały każdy, czuły punkt mego ciała. Rozpalał mnie do czerwoności, rozniecał ogień pożądania, doprowadzał do szaleństwa.
Był mistrzem, jednak potrafił czasami wyhamować, abym i ja mogła się zrewanżować, abym potrafiła ugasić rozpalony w nim ogień. Co muszę się przyznać nie było łatwe, gdyż w pewnym momencie, kiedy pieściłam jego męskość zmienił mą pozycję i oto teraz on pieścił również mój pączek rozkładając delikatnie jego płatki...

Musiałam odsunąć od siebie te myśli, gdyż temperatura w pokoju niebezpiecznie się podniosła. Czułam pewien stan, który opanował moje ciało. Czułam się pobudzona, może nie podniecona, ale właśnie pobudzona.Za blisko sześć godzin miałam iść do pracy, a upragniony sen jakby o mnie zapomniał. Wstałam z łóżka i w męskiej piżamie, w szerokich spodniach i obszernej bluzie podreptałam do kuchni, aby wypić kubek mleka i zasadniczo coś zjeść, gdyż nagle poczułam się wyjątkowo głodna, a rozmyślania o seksie pobudziły mój apetyt.

Siedząc na podłodze, oparta o ścianę, z kubkiem mleka w jednej dłoni, a świeżą bułką z miodem i masłem w drugiej, przyglądałam się nocy za mym oknem. Mrok pokoju rozświetlały jedynie kolorowe światełka wieży, gdyż przez okno sączył się delikatny blask księżycowej poświaty, który bardzo mi się podobał. Czułam się super. Nie docierała do mnie świadomość, że rano mogę być zupełnie nieprzytomna, liczyła się tylko ta, szczególna chwila.
Tu dopadła mnie zupełnie odmienna myśl, niż było to kilka minut wcześniej. Dotknęłam pewnej podróży do miejsca, do którego wraz z tatą i jego objazdowym kinem dotarłam wiele lat wcześniej. Wtedy, jako jedenastoletnia dziewczynka, teraz, jako dorosła kobieta.
Jest taka wieś na Mazurach, Borowski Las. Kilka chałup, ale jest też ośrodek wypoczynkowy. Wygląda tak samo, ale przy

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy