Mój chłopak nie jest gejem

Autor: AkFa
wiedzieć, ale tak, to coś „jakby” chodzi o ciebie. Ale nie do końca, to skomplikowane. Nie zrozumiałbyś.

 –Wciąż to powtarzasz. Może spróbuj i się przekonamy. Możesz być zaskoczony. Czy zrobiłem coś złego, że nie chcesz mi powiedzieć? – Kyle nie mógł sobie nic takiego przypomnieć, ale też nie mógł sobie przypomnieć nic miłego, co dla niego zrobił. Bryan znów tylko pokręcił głową. Jego plecy zesztywniały trochę.

– Bryan, powiedz mi…

– No właśnie nie zrobiłeś nic, nic kompletnie. I w tym problem. Och ja wierzę, że nie z twojego punktu widzenia, ale wierz mi, to problem.

– To powiedz, o co chodzi i to zrobię, jeśli to takie istotne.– Cóż zgadzanie się na cokolwiek w stanie podniecenia generalnie nigdy nie było mądrą rzeczą, ale miał nieodpartą potrzebę pocieszenia Bryana. To była tylko kolejna z kilku rzeczy, których nie pojmował, a lista gwałtownie rosła z minuty na minutę. Bryan niespodziewanie na przykład zareagował całkowicie nieprzewidzianie. Westchnął głośno, żałośnie gdzieś z dna duszy i znów objął go za szyję, przysuwając się tak, że ich torsy przylegały do siebie ściśle.

– Widzisz problem polega na tym, że teraz na serio powinienem się wściec, albo gorzej wybuchnąć płaczem. Bo wierz mi, nie zrobiłbyś tego, o czym mówię. I wiesz to jest takie smutne, takie okropne. To, czego chce a co mam to dwie tak różne rzeczy, że nie ma szansy, aby spotkały się w tym samym życiu, które mam do dyspozycji. Chryste pewnie gdybym chciał się zastrzelić przykładając sobie lufę do skroni to skończyłbym z odstrzelonym palcem u nogi.– Bryan jednak nie wytrzymał i znów się rozszlochał.– I zobacz, jakie to żałosne, ryczę w sercu nosząc nadzieję, że jednak wiedziony litością zgodzisz się. A nie chce twojej litości. Myśl o tym sprawia, że widzę na czerwono!

– Znów zaczynasz bredzić, zdajesz sobie z tego sprawę? – Kyle zapytał lekko już zirytowany. Chwycił w garść blond włosy Bryana, które były dłuższe na czubku i odchylił jego głowę do tyłu, niewiele, ale przynajmniej na tyle, że byli nos w nos. Z jękiem frustracji Kyle odgarnął opadającą na jego twarz grzywkę, facet potrafił się kamuflować!

– Po prostu powiedz to!

Bryan zaczął gwałtownie potrząsać głowę, w końcu po minucie przytknął swoje czoło do czoła Kyla.

– Wiesz, co jest najśmieszniejsze? Że to perfekcyjnie Ok, że nie możesz. Rozumiem, że to po prostu nie możliwe. Nie powinienem być taki zaskoczony. Nie …nie…

– Znów przestałeś mówić z sensem. Czy to nadal ten sam …problem, z którym wróciłeś do domu? – Kyle spróbował znów delikatnie i spokojnie. Ile czasu może trwać jedno załamanie? Czy to zależy od ilości dylematów? Czy może można w ramach konkretnej depresji zaraz zaliczyć kilka innych dręczących nas spraw?

Bryan otarł mokry policzek o jego i wtulił twarz w jego szyję. Jeśli zaraz nie przedstawi jakiegoś konkretnego wytłumaczenia to Kyle wywali go z kolan i koniec z przytulaniem. Jego życiowa szansa przepadnie. Nie może do tego dopuścić. Nawet, jeśli skończyłoby się to dla niego skopaniem tyłka. Czuł się wystarczająco podle, że wielkiej różnicy by nie odczuł.

– Ok powiem tak.– Wziął głęboki oddech.– To częściowo ten sam problem, ale nie do końca. To, co dziś się stało było, było naprawdę straszne. Jak kwintesencja wszystkich moich poprzednich problemów spleciona, stłamszona w j

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy