Pułapka bezmyślności

Autor: Kaena

Kilka beczek. Pękatych i starych. Kilka szarych, nieco spróchniałych skrzyń. Mały stosik w jednym miejscu. I jeszcze kilka takich samych obok.

Człowiek, choć wystraszony, bowiem boi się ciemności, podchodzi do jednej z beczek. Otwiera wieko, a przecież coś w głębi duszy podpowiadało mu, żeby tego nie robił!Widzi wyzierające z wnętrza ku górze dziwnie powykrzywiane, jakby zeschnięte ludzkie twarze. W przerażeniu otwiera kolejne wieko i - ten sam widok spowija załzawione i wylęknione oczy.

Następne wieko...

Następne wieko...

Następne wieko...

I kolejne, kolejne, kolejne.

Wszystkie beczki, wszystkie skrzynie wypełnione są zwłokami ludzkimi i tylko nieśmiało umysł człowieka trąca myśl „Po cóż ci to było? Po co otwierałeś? Czego byłeś ciekaw?!”Trwa więc człowiek w dziwnym zawieszeniu. Tysiąc myśli odbija się głośnym echem, jednak nie składają się one w żaden jasny i konkretny komunikat. A POWINNY!

Stoi ze spuszczonymi rękoma zbyt przerażony widokiem by mógł w pełni pozbierać myśli. Ciemno jest wokoło. Taką przecież odwieczną właściwość posiada nocna pora, że przesłania wszelkie zło kryjące się i czyhające na człowieka gdzieś w spowitym mrokiem kącie.

W powietrzu unosi się nieznośny smród rozkładających się ludzkich szczątek. I te twarze patrzące pustymi oczyma na błądzącego w mroku człowieka. Dziwne są te twarze, prawie nieludzkie, ale jest w nich jeszcze cząstka człowieczeństwa. Rozwarte w niemym krzyku przerażenia usta jakby chciały krzyknąć: UCIEKAJ! MASZ JESZCZE CZAS! TY JESZCZE ŻYJESZ! Nie dobywa się z nich jednak żaden głos mogący uratować biedaka przed tym czego nie do końca jest on świadom.

Mija chwila, może dwie. Rozum powraca, myśli oczyszczają się, oprócz dotychczasowego odoru pojawia się coś jeszcze.Kiedy w ciemnościach zawodzi wzrok trzeba się zdać na inne zmysły. Zapach jest przytłaczający. Ktoś oddycha, ktoś żyje. Ktoś albo coś.Kto sprawił taki mord? Kto poupychał tu te ciała?Nagle niezliczona ilość pytań pojawia się w głowie człowieka. I najważniejsze pytanie zadane w ostatniej chwili przed nieuniknioną odpowiedzią: „Czy ten ktoś nadal tu jest?”

Wtedy też dane było człowiekowi, na jego nieszczęście, otrzymać odpowiedź na najważniejsze z pytań.

TAK, JEST I STOI PRZED TOBĄ GŁUPCZE!

Z mroku wyłoniła się postać. Posturą i wielkością przypominała człowieka. Podeszła bliżej. Pomiędzy deskami starej szopy przebijało światło księżyca, które właśnie padło na istotę będącą wynaturzonym, człekopodobnym tworem. Postać cała była naga, blada i nieowłosiona, jedynie z czubka głowy wystawał pęk włosów związany w dość wysoką kitę. Ciało miała muskularne i nieco brudne, mięśnie napięte w skupieniu. Oczy były niemalże ludzkie, ale przekrwione niemiłosiernie.

Ten widok wzbudził w człowieku niewyobrażalny lęk. Wiedział on bowiem co go czeka. Za nic nie zamierzał dołączyć do tych upchniętych w beczkach ciał. Ruszył więc przez uchylone drzwi szopy i biegł na oślep ile sił w nogach. Czuł na plecach oddech ścigającej go istoty. W głowie obmyślał trasę ucieczki. Myślał tylko o tym by znaleźć się wśród ludzi. Niestety, daleko tu było szukać żywego ducha. Biegł więc nadal rozmyślając i szukając ratunku. Wiedział, że w pewnym momencie opadnie z sił, nie może wiecznie uciekać.

Nagle w jego głowie zakiełkowała myśl: „Stary bunkier! Tak!” Na horyzoncie już pojawiał się jego zarys. To jest najlepsze schronienie. Byle tylko udało się dobiec. Byle tylko starczyło sił. Za sobą wciąż słyszał pościg.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy