Rozdział V

Autor: klaudiuszlabaj

Z niechęcią włożył krawat i zawiązał go ciasno pod szyją. Czuł się już skrępowany wstając z łóżka a krawat był zmaterializowanym wrażeniem jakie go dopadło poprzedniego wieczora i trzymało całą noc aż do tej chwili, kiedy stało się jeszcze silniejsze. Spojrzał w lustro i poczuł obrzydzenie i przygnębienie. To uczucie towarzyszyło mu od zawsze, jak każdy normalny człowiek powinien czuć dumę ale on nienawidził samego siebie. Próbował się polubić, wmówić że przynajmniej dobrze wygląda ale to marna pociecha kiedy wiesz, że pod warstwą skóry i mięśni kryje się chora dusza. Kiedyś tylko to podejrzewał a teraz był pewien, bo pojawiły się namacalne dowody. Sonia wiedziała od początku ich znajomości, powiedziała to wprost po przeczytaniu jego powieści a facet, którego pobił poczuł jego złą stronę na własnej skórze. Konrad stracił kontrolę nad sobą i jeszcze nigdy nie było tak źle, tym bardziej nie mógł się teraz poddać i pozwolić na to by nim pomiatano. Walczyć do końca to jedyny sensowny cel w życiu człowieka, nawet kiedy leżysz już znokautowany zawsze możesz ugryźć przeciwnika w piętę. Musiał stoczyć walkę z samym sobą i wygrać normalną przyszłość.
Kiedy oddawał pokojowy klucz, kobieta za recepcją uśmiechnęła się grzecznie.
- Już pan nas dzisiaj opuszcza?
- Właśnie nie. Będę musiał przedłużyć pobyt jeszcze o kilka dni.
- To bardzo dobrze. Miło jest nam pana gościć.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Konrad spojrzał na nią i z trudem odpowiedział jej tym samym gestem, nabrał wrażenia bycia inwigilowanym. Uśmiech recepcjonistki był wymuszony, tego był pewien nie wiedział tylko dlaczego. Mógł się tylko domyślać, awantura wczorajszego dnia musiała przedostać się do środowiska pracowników hotelu i wszyscy, od sprzątaczki po kierownika będą wiedzieć jakim jest psycholem i zboczeńcem. Pewnie wszyscy mają niezły ubaw oglądając w biurze ochrony jak ich klient daje się naiwnie manipulować kobiecie a agresję wyżywa na obcym mężczyźnie. Wściekły i chory psychicznie pisarz - nieudacznik atrakcją miesiąca na hotelowym zapleczu.
Wyszedł przed główne wyjście i stanął na schodach chłonąc świeże powietrze aby ostudzić ogień palący w piersi, na plecach i policzkach.
- Dzień dobry. Wezwać dla pana taksówkę? - odźwierny spytał grzecznie i z uśmiechem o wiele bardziej zbliżonym do prawdziwego okazania sympatii niż recepcjonistka ale był też o wiele starszy. Może to kwestia doświadczenia udawać, że się kogoś lubi? A może po prostu już taki był, jak barman. Miły?
- Nie dziękuję. Jest fajna pogoda, spacer mi dobrze zrobi.
- Słusznie, trzeba korzystać z pogody. Szczególnie kiedy jest „fajna” – roześmiał się słysząc język nie swego pokolenia i nie ze środowiska do jakiego był tutaj przyzwyczajony. - Elegancko pan wygląda. Spotkanie biznesowe czy towarzyskie?
- Jedno i drugie.
- Będzie stresowo?
- Jak cholera.
- No to życzę panu powodzenia.
Chyba faktycznie był miły. Uchylił tą swoją roboczą czapkę na pożegnanie, odwrócił się na bok i przywitał nowo przybyłych gości witając ich uśmiechem zarezerwowanym tylko dla klientów korzystających pierwszy raz z usług hotelu. Konrad przyglądał mu się ciekawie, jak pomaga z taksówki wynieść bagaże i dźwiga je do wejścia drepcząc za parą młodszą od portiera nawet licząc ich wiek razem. Obrócił się przed zniknięciem w drzwiach i zwrócił twarz w kierunku Konrada. Ich wzrok skrzyżował się i ku zaskoczeniu pisarza portier puścił mu ''oko''. Tego nie ma w hotelowym savoir vivre pracowników, on mu na prawdę życzył powodzenia!
Zaskoczony Konrad ruszył raźnie w miasto, jego cel był niedaleko, nie śpieszył się i nabierał coraz większego optymizmu krocząc chodnikiem i mijając zadowolonych dobrą pogodą ludzi. Wcisnął się w ciasny ale wypełniony słońcem tramwaj. Rozejrzał się po pasażerach i stwierdził, ż

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy