Rozdział V

Autor: klaudiuszlabaj
e tutaj też nie pasuje. Zmęczeni robotnicy, ekspedientki, matki z dziećmi, młodzież z państwowych szkół, większość ubrana skromnie ale schludnie. Ciężko fizycznie pracujący mężczyźni krzywo spoglądają na faceta w garniturze i długich włosach, prawie zobaczył jak ruszają ustami i gadają sami do siebie określenia typu: paniusia, artysta, pedał. Młode dziewczyny obgadywały go bez specjalnego ukrywania się z komentarzami, śmiały się głośno ku złości dorosłych matek. Te z kolei spoglądały oburzone i widział w ich oczach inne określenia: podrywacz, oszust, kłamca. Tylko mała dziewczynka wczepiona do spódnicy matki jak rzep spoglądała na niego bez krytyki i zazdrości. Konrad uśmiechnął się do niej i puścił ''oczko'' naśladując hotelowego portiera. Dziewczynka uśmiechnęła się i zawstydzona wtuliła w spódnicę matki kryjąc zaczerwienione policzki, i rzucając zaczepne spojrzenie spod przykrytych ust i opadniętej na czoło gęstej grzywki. ''Widzisz? Nie jesteś zły. Nie dajesz sobie tylko rady z niektórymi problemami. Ona. To dziecko wie najlepiej''. Pomyślał wychodząc z tramwaju i zbliżając się do wieżowca mieszczącego ogromną ilość biur firm przodujących w swych branżach a między innymi i wydawnictwo Sonii.
Ta sama winda co kilka miesięcy wcześniej ale droga zupełnie inna. Kto wie czy nie cięższa, bo tym razem mógł zjechać tylko w dół. Wydał książkę i to był sukces. Ale za jaką cenę? Sprzedał się właścicielce całkowicie, mieszkał u niej i pracował u niej. Pieprzył się z nią albo to ona pieprzyła jego? To był chyba obopólny interes ale to nie pomagało mu czuć się jak dziwka, o ile mógł wiedzieć jak czuje się taka kobieta. Na pewno odczuwał dyskomfort psychiczny jak to powiedział barman i dlatego już znał rozwiązanie swego problemu. Już czuł się lepiej jadąc do góry tylko po to aby z godnością zjechać tam gdzie jego miejsce, na samym dole, na ulicy, w dolinie, między ludźmi.
Te same drzwi z logo wydawnictwa na mlecznej szybie. Wpuścił go do środka ten sam człowiek, który otworzył mu drzwi do złudnej sławy i ten sam pewnie je zamknie kiedy będzie wychodzić. Znów te dziwne spojrzenie, jakby zdziwione, trochę smutne, trochę współczujące. Nic mu to nie mówiło ale nie miał też zamiaru pytać, bo przecież nikt by mu szczerze nie odpowiedział co mu chodzi po głowie.
Sam przeszedł korytarz z czerwonym dywanem dobrze wiedząc gdzie idzie. Uniósł brwi zniesmaczony słysząc za zamkniętymi drzwiami podniesiony głos Sonii. Wyżywała się na kimś było ją słychać już w wejściu ale nie doszło go znaczenie słów. Jedno było pełne - jest wściekła. Zrozumiał tylko ostatnie zdanie: ''To ja jestem właścicielem i ja będę decydować. Wynocha!''
Drzwi się otworzyły i dojrzał wychodzące dwie kobiety z spiętymi wyrazami twarzy. Ich spojrzenia skrzyżowały się, uśmiechnął się na przywitanie chcąc im okazać współczucie ale one zareagowały jeszcze bardziej panicznie. Jedna natychmiast opuściła wzrok na podłogę i minęła go jak najszybciej, druga zwolniła krok i spojrzała mu głęboko w oczy jakby chciała coś powiedzieć zamiast tego oczy zaczęły jej drżeć, źrenice skakały z jednego miejsca na drugie jak błędne ogniki. Zatrzymał sie i czekał ale jej oczy zaczęły łzawić, opuściła wzrok i jak koleżanka zawstydzona uciekła w głąb korytarza.
Miał ochotę skląć Sonię za takie traktowanie ludzi. Despotka! Znał ją na tyle aby wiedzieć, że to wyuczona wyższość wykorzystująca słabość innych. Nigdy się nie bał ludzi krzyczących i silniejszych. Większość z nich jest po prostu słaba i wystraszona. Nie potrafią wpłynąć na podwładnych mądrym słowem czy przykładem to używają strachu do narzucania swej woli innym. Przekroczył próg w bojowo - chłodnym nastroju. 
- O! Dzień dobry kochanie. Już tak wcześnie? Mam nadzieję, że dobrze spałeś?
W myśli opadła mu ze zdziwienia szczęka ale nie mógł okazać jej zdziwienia, wiec zagrał

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy