Rozdział V

Autor: klaudiuszlabaj
''skamieniałą twarzą''. Oglądał bez emocjonalnie jak zmienia się jej charakter ze wściekłej dyrektorki w troskliwą kochankę. Poprawiła kosmyk, który opadł jej na czoło kiedy kłóciła się z pracownicami. Wykonał ten gest specjalnie czy przypadkowo? Była w stresie czy chciała go „ugłaskać”?
- Co się dzieje? – bez przywitania.
- No wiesz. Kryzys. Wszyscy są nerwowi. Ludzie coraz mniej czytają. Sprzedaż książek spada.
- Tak. Tragedia. Będziesz musiała na urlop wybrać się w Tatry a nie na Karaiby. Nie wiem jak wytrzymasz takie obciążenie psychiczne?
Spojrzała na niego krzywo ale pohamowała się z obronną odpowiedzią. Uśmiechnęła się jak zawodowy kelner do pijanego klienta.
- Oj. Jednak źle spałeś. Droczysz się ze mną?
- Nie tak ostro jak ty z pracownikami.
Jej uśmiech znikł gdzieś wciśnięty między segregatory z napisem rzeczy zbyteczne i nie przynoszące zysku.
- Marnie ci idzie z przeprosinami. Nie tworzysz dobrego nastroju abyś mógł wrócić dziś do mnie na noc.
- Mówisz poważnie?
- A co? Przecież chyba wczoraj wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- Wczoraj to nie była rozmowa. Wczoraj byłem pijany i to wykorzystałaś. Dziś jestem trzeźwy i teraz rozmawiamy.
- Nie. To ty gadasz. Ja cię słucham.
- To dobrze. W takim razie powiem to krótko i zwięźle. Rezygnuję z pracy.
- Teraz to ty nie mówisz poważnie - roześmiała się diabolicznie. - Nie możesz! Na razie koszty wydania twojej książki są większe niż przychody ze sprzedaży. Jeżeli zerwiesz ze mną umowę zapłacisz! A co z twoją drugą książką? Wyrzucisz do śmieci?
Nie odpowiedział. Mierzyli się wzrokiem przez długą chwilę. On nie zmienił wyrazu twarzy, za to ona coraz bardziej zaczynała przypominać pracownice, która opuściła jej biuro jako ostatnia.
- Chyba nie myślisz o tym poważnie! Pracowałeś nad nią bezustannie od kilku miesięcy.
- Moja praca to tylko myśli zapisane na cyfrowym przenośniku o mało istotnym znaczeniu dla przeciętnego człowieka. Zniszczę je bez cienia żalu. Tak samo jak opuściłem twój dom.
- Ty egoisto! - wywrzeszczała wzbudzając w pomieszczeniu hałas wprowadzający drżenie powietrza, które odbiło się o zamknięte drzwi. - Wynoś się z mojej firmy i spodziewaj się wezwania do sądu!
- To nie jest twoja firma. Twoja matka ją zbudowała na złość swemu mężowi aby udowodnić, że potrafi zadbać o siebie bez mężczyzny. Ty robisz to samo ale nie zaczęłaś od zera. Nigdy nie będziesz lepsza od niej.
- WYPIERDALAJ!
- Pewnie, że wychodzę. I pójdę się pierdolić ale już nie z tobą - był coraz spokojniejszy.
- Ty chamie! Żadna cię nie zechce, bo nawet solidnie zerżnąć nie potrafisz! - Zrobiła się czerwona ze złości.
- A to ciekawe! Moje znajome mówiły co innego. Poznałem w hotelowym barze dwie atrakcyjne dziewczyny. Ruda strasznie wrzeszczała przy orgazmie a ta druga, brunetka przeklinała przy stosunku jak szewc. Wariatki. Dosłownie obydwie wariatki!
- Łżesz jak pies! - wywrzeszczała.
- Nie! Pies szczeka, żre, jebie i sra gdzie chce ale nigdy nie kłamie bo nie potrafi. To człowiek kłamie a nie zwierzęta. To chyba wszystko co mamy sobie do powiedzenia. Cześć.
Uśmiechnął się i zamknął za sobą drzwi bardzo delikatnie zostawiając Sonię samą sobie. Poczuł rozluźnienie wracając przez korytarz, serce rwało go do przodu, na świeże powietrze, w wolność. Ostatni raz rozejrzał się po redakcji, pracownicy pozamykali się w swych biurach w chwili kiedy on wychodził z biura naczelnej, musieli słyszeć wszystko i na moment zapadła w redakcji absolutna cisza. Zupełnie jak na polu po średniowiecznej krwawej bitwie.
Opuszczając budynek rosnące w nim uczucie wolności zaburzyło nagłe wrażenie, że zrobił coś bardzo złego. Przesadził ze słowami i zostawił samotną, cierpiącą kobietę na szczycie świata gdzie nie ma komu ufać. Z drugiej strony, on też został sam ale w

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy