Rozstanie. Prolog.

Autor: Kaczuszka24

Panował półmrok. Na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdy a wiatr lekko muskał chłodem rozpalone policzki dziewczyny. Patrzyła przed siebie wzrokiem przepełnionym nieobecnością i ciepłem. W powietrzu unosiło się poczucie spełnienia, zaufania i wyrozumiałości. W ręku trzymała kartkę, którą podarła na kawałki i a następnie oddała światu. Wiatr porwał strzępy ze sobą i rozrzucił po ulicy, część na chodniku część na jezdni. Okna odbijały kolorowy zachód słońca przez co przestrzeń zdawała się nierealna.

Jej piękne, szare oczy rozbłysły, przecinając niewyraźny półmrok, kiedy ostatni kawałek znalazł się na ziemi. Zamknęła je i westchnęła głęboko. Wiedziała, że tego właśnie potrzebuje. Chciała być wolna, zależna tylko od siebie pełna spokoju i zaufania. Wiedziała, że ufać może jedynie sobie. Ani rodzinie, ani przyjaciołom, tylko sobie. Sama nigdy siebie nie zawiedzie, bo będzie walczyć o siebie do ostatniej chwili. Wdychanie chłodnego, rześkiego powietrza oczyszczało jej organizm z przeszłości. Z każdego głębokiego zakamarka jej ciała. Miała ochotę śmiać się głośno i tańczyć.

Kiedy zaczynało robić się całkiem ciemno ruszyła w drogę powrotną do swojego mieszkania. Kraków był utkany z baśni i czarujący. Uśmiechnęła się widząc nadjeżdżający niebieski tramwaj. „Ostatni raz” – pomyślała. Słońce zaczęło znikać za Kopcem Kościuszki. Rozlało się po niebie a kolorowa jajecznica prawie zgranatowiała. Jazda do domu trwała na ogół pół godziny. Nigdy nie czytała książki w tramwaju. Miasto ją wciągnęło. Architektura, kultura i ludzie… Ludzie interesowali ją najbardziej.

Codziennie rano z ciekawością przyglądała się swojemu chłopakowi, kiedy spał. Jej kasztanowe włosy miękko opadały na jego klatkę piersiową, gdy się nad nim pochylała i próbowała odgadnąć o czym on może śnić. Kiedy otwierał czarne, zaspane oczy i przyglądał jej się przez chwilę, nierozumiejąc co się dzieje, uśmiechała się do niego. Kochała te oczy i jednocześnie szalenie się ich bała, mimo że nigdy nie zrobiły jej krzywdy. Sebastian był wyrozumiały. Za bardzo wyrozumiały. Zastanawiała się w jaki sposób ma mu powiedzieć prawdę i jak on ją przyjmie.

Kiedy tramwaj zatrzymał się na jej przystanku, nie miała siły, aby wstać z miejsca i wysiąść. Przejechała przystanek i wysiadła na następnym. Postanowiła przejść się, aby nabrać dystansu do reakcji chłopaka. Ciągle nie potrafiła zrozumieć, dlaczego on tak gorliwie chce z nią być.

Osiedle było puste i ciche. Szła sama. Nikt jej nie mijał, ani nie szedł za nią. Dziękowała za to Bogu, że może spokojnie pokonać ten dystans. Drzwi były jak zwykle otwarte, kiedy był sam. Weszła do małej kawalerki, w której nie było przedpokoju ani kuchni. Tylko sypialnia z aneksem. Zauważyła, że mieszkanie jest wysprzątane z radia rozbrzmiewają piosenki Celine Dion. Po cichutku zdjęła buty na obcasie i torebkę, które schowała do drewnianej szafy, znajdującej się tuż przy drzwiach. Skrzypnięcie drzwiczek zdradziło jej obecność.

- To ty kochanie? – krzyknął spod prysznica w łazience.

- Tak! – odpowiedziała i usiadła. Nie musiała nic dopowiadać. Nie chciała. Usłyszała jak mężczyzna zakręca kurek i za chwilę wychodzi z łazienki. Przyjrzała mu się uważnie. „Po raz ostatni” – znów pomyślała. Jego ciało było piękne. Sebastian miał ciemną karnację, czarne oczy i włosy. Nie należał do mężczyzn bardzo stanowczych ani pewnych siebie, ale miał w sobie to „coś”, co przyciągało uwagę. Był zabawny, bardzo sarkastyczny i szalenie inteligentny. Uśmiechnęła się smutno na jego widok i szybko spuściła wzrok, gdy on zauważył, że mu się przygląda.

- Co jest mała? Nie wyglądasz za dobrze… - usiadł obok niej i przytulił. – Coś się stało?

- Wszystko w porządku. – Zdobyła się na uśmiech. Nie potrafiła mu powiedzieć, przez co czuła się jeszcze gorzej. – Kochasz mnie?

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy