Stary

Autor: rafalhyla

Brakowało mu paru cali. Wydawał się za niski, nawet wtedy, gdy nie zdejmował swojej starej czapki. Co nie przeszkadzało mu być największym chojrakiem w okolicy. Nawet jeśli po tej okolicy krążyły potwory. Pluł na to, nie bał się i tak samo doradzał innym. "Weźcie troki w garść, nie damy se w kaszę dmuchać." Niektórym to nie przeszkadzało nie tylko sobie w tę kaszę dać nadmuchać ale i dać ją zjeść. "Nie popisuje się - mówili - nie każdy ma w sobie tyle pary co ty." Na to tylko machał ręką i zrezygnowany coś tam mamrotał o tchórzem podszytych i ciepłych kluskach. Tak minął rok, drugi. Aż gruchnęła wieść, że giną ludzie. Wtedy zebrali się jak stali i poszli do niego. "Uratuj." A on nasunął czapkę na uszy, nabumuszył się i mówi: "Dobra, Pójdę," Zaraz na drugi dzień wymknął się z rana, na ramieniu miął chlebak z chlebem i kiełbasą, a na plecach stary miecz, jeszcze z czasów gdy jego dziad chodzili na gobliny. Teraz znowu byli w potrzebie, a on wiedział co robić. I poszedł. Nie było go trzy dni, i myśleli, że już nie wróci, że już po nim, ale nie - i kiedy przyszedł, kiedy wszedł do wioski, wszyscy wiedzieli: teraz już spokój, teraz-już-dziś. Opatrzyli mu rany, nakarmili, i dalej było jak przedtem. Cicho, sielsko, i biało. Od chmur. A on siadywał na ławce przed domem i wystawiał twarz do słońca. I było znowu jak dawniej, Tylko już nie wymyślał im. Swoje myśli zachowywał dla siebie. Byli wdzięczni.

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy