Strażnik Pierścienia ( Rozdział 1 )

Autor: kapitalny

 

Rozdział 1

 

Lubelska starówka powoli zamierała zmęczona całodniowym upałem letniego piekącego  słońca. Poustawiane gdzieniegdzie małe drzewka na rogach piwnych ogródków trzepotały delikatnie liśćmi poruszane letnim powiewem. Niepostrzeżenie wtapiały się swoją melodią w metafizyczną ciszę. Kocie łby w świetle nocnych pomarańczowych lamp, zdawały się oddychać z ulgą od natłoku przechodniów.

Największe polskie miasto po wschodniej stronie Wisły zastygło w bezruchu. Tylko rozsypujące się rudery oskalpowane z tynku nieuchronnością czasu, niczym ofiary Indian, każdego dnia toczyły niewidzialną wojnę o istnienie z odnowionymi kamienicami  Klonowica, Lubomelskich, czy Konopniców. Jakby chciały powiedzieć swoimi odrapanymi murami, że też tu są i mają coś dużo ważniejszego do powiedzenia. Pośrodku tego pola bitwy, jak sekundant, szesnastowieczny Trybunał Koronny pod baczną obserwacją Biernata z Lublina, Jana Kochanowskiego, Sebastiana Klonowica i Wincentego Pola, pilnował poszanowania praw tej niesprawiedliwej batalii.

Bruno od zawsze lubił spacerować późną nocą po starym mieście. Kiedy przechodził Bramą Krakowską oddzielającą niegdyś bogate śródmieście od staromiejskiej biedoty czuł, że wchodzi do innego świata. Magicznego świata zakamarków i tajemnic, gdzie piękno architektury współgra z brzydotą. Świata strzegącego wspomnień naznaczonych cierpieniem, bólem, krwią, ale jednocześnie wiarą i nadzieją. Mógł  wtedy oddawać się rozmyślaniom i medytować nad otwartymi ranami tego miejsca. Nietkniętego przez oszalałe szpony urbanizacji. Wszedł na rynek. Zatrzymał się, by choć przez chwilę oddać się kontemplacji. Podziwiał jedną z najpiękniejszych barokowych starówek w Polsce.

Niespodziewanie pod wpływem impulsu przyszła mu do głowy myśl.

Niesamowite – pomyślał -  jak oczywista jest ta głęboka analogia pomiędzy rzucającym się w oczy brutalnym kontrastem zabudowań, a starożytną chińską koncepcją filozoficzną sił Yin i Yang wywodzącą się z Taoizmu i jak głęboko wdarł się ten symbol w architekturę. Że też wcześniej na to nie wpadłem. Przecież to takie oczywiste. Ale z drugiej strony, oczywistość nie zawsze przychodzi wtedy, kiedy tego chcemy. Ona przychodzi niespodziewanie zupełnie tak jak śmierć. 

 Im dłużej stał i rozwijał tę myśl, tym mocniej uwidaczniała się ta idealna harmonia otoczenia. Od zawsze kochał odkrywać i poszukiwać ukrytego uniwersalizmu w różnych symbolach. Już na pierwszym roku studiów potrafił o nich rozmawiać z profesorami niemalże przez cały wykład, ku uciesze całego audytorium.

To wprost niewiarygodne – kontynuował myśl - że zwykła niby nic nie znacząca noc, zwykłe przemieszczenie się słońca na drugą półkulę może, aż tak wyostrzyć zmysły i do takiego stopnia potrafi ogołocić miasto z nadmiaru zbędnych balastów. Każdego dnia okrutnie, bezlitośnie i barbarzyńsko szatkujących rzeczywistość ciszy i prawdy o nim. Człowiek staje wtedy pośrodku tego nocnego genezis jak w gabinecie luster, w którym odbija się jedynie jego wyobraźnia i nieskończona wielość interpretacji. Nawet przedwieczne arche tak poszukiwane  przez filozofów – ciągnął dalej tą rozmowę sam ze sobą – staje przed oczyma niemalże na wyciągnięcie ręki. Tez bezruch i wyostrzone zmysły sprawiają, że da się słyszeć bijące serce miasta, któremu nieuchronna noc daje swoiste tchnienie życia jak na freskach stworzenia człowieka w Kaplicy Sykstyńskiej.

Sięgnął do kieszeni spodni i wyjął paczkę papierosów. Dym przeważnie za każdym razem sprawiał, że wracał do rzeczywistości. Przykładając zapalonego papierosa do ust poczuł chłód palców.

- Pora wracać do domu już czwarta nad ranem- pomyślał spoglądając na zegarek. Nagle poczuł na ramieniu czyjąś rękę. Zamarł.  Przeszył go lęk do szpiku kości. Ziemia usunęła mu się spod nóg. Zapalony papieros upadł na kocie łby. Serce waliło mu jak oszalałe. Dłonie ze strachu zaczęły się trząść jak u alkoholika podczas apogeum delirki. Myśli kotłowały się niczym woda podczas wrzenia. W ułamku sekundy zdał sobie sprawę, że będzie musiał się bronić. Nieraz czytał w gazetach o dotkliwych pobiciach. Już wyobrażał sobie jak leży poturbowany w szpitalu nie mogąc się ruszać przez wiele dni i jakie piętno odciśnie to na jego psychice.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy