Tajemnice Róży-rozdział piąty

Autor: Robert-Altamiro

Rozdział Piąty


W oddalonym o wiele,wiele kilometrów mieście które zachwycało w ciepłych promieniach słońca a jednocześnie przerażało gdy pojawiała się Czarna Królowa-młody mężczyzna w mrokach duszy siedzi przy tlącym się kominku.Patrzy w jaskrawo czerwony blask odrodzenia i zniszczenia.Próbując odnaleźć w nim przyszłość a najchętniej pragnął by zobaczyć przeszłość.Ujrzeć zdarzenia które pozostawały dla niego tajemnicą a tak bardzo odmieniły jego życie.Chciał ujrzeć prawdę która być może dała by mu spokój ducha.Jednak nieprzychylny płomień milczał nie chcąc nic powiedzieć...nic ujawnić.Po dłuższej chwili wstaje.W milczeniu podchodzi do stołu biorąc fotografię uśmiechniętej kobiety.Dotykając dłonią jej włosów...patrząc na jej twarz...w jej kasztanowe oczy :

-Czemu to zrobiłaś?...czemu odszedłaś...znikłaś tak nagle...tak niepostrzeżenie,jak ducha...zjawa.Nic nie mówiąc...nic nie pisząc.Dlaczego? Czy było Ci ze mna tak źle...tak nie dobrze że nawet się nie pożegnałaś.Czy czymś cię skrzywdziłem...czymś zraniłem? Co się z Tobą stało...gdzie się podziewasz? Co porabiasz? Czy tam gdzie jesteś jest Ci dobrze? Czy jesteś bardziej szczęśliwa? Nawet nie wiesz jak bardzo mi Ciebie brak...każdej nocy...każdego dnia.Chodzę po Naszym domu ale to już nie to samo. To już nie mój dom,gdy nie ma w nim Ciebie.Kładę się spać ale to już nie sprawia mi takiej przyjemności gdy nie leżysz obok mnie...gdy nie czuje Twego oddechu...twego ciepła...ciała Twego.Gdy nie mogę Cię dotnąć...objąć...pogładzić twych włosów...osuszyć pocałunkiem łez szczęścia spływających po twej buzi.Tak strasznie brakuje mi twych słów...tych niesionych na skrzydłach radości i tych unoszonych przez wichure uczuć...tak tęsknie za Twym szeptem pełnym tajemnicy i grzechu.Za uśmiechem który rozjaśniaj cały ten dom a nawet miasto w najbardziej pochmurne,deszczowe dni.Oddałbym wszystko co mam by znów to przeżyć...poczuć w sercu.Chętnie zostałbym biedakiem by tylko znów Cię mieć...zobaczyć...usłyszeć...dotnąć...poczuć...

Szept uczuć przerywa dziwny dźwiek...:

- Czyżby ktoś był w ogrodzie?-ze zdziwieniem w głosie...

W rezydencji Hartingów rozbrzmiewa głośno muzyka.Słychać radosne śpiewy...wesołe rozmowy...niewybredne żarty.Panowie w kłębach dymu prowadzą ważne rozmowy przeważnie o polityce i kraju.Panie śmiejąc się flirtują i tańcząc próbują poderwać jakiegoś bagatego kawalera.Młoda kobieta w długiej, czerwonej sukni wodzi wzrokiem po sali balowej...po młodziencach pełnych uroku.Tego wieczoru rozmawiała już z nie jednym z nich.Obdarowywała słodkim wzrokiem i uśmiechem.Gładziła dłonią ich twarze szepcząc coś do ucha.Biorąc kieliszek czerwonego wina zmierza do kolejnej swej ofiary.W połowie drogi słyszy głos:

-Możemy porozmawiac?
-Nie mam ochoty
-Z tego co widze to wręcz przeciwnie.Jesteś bardzo rozmowna.
-Ale nie z tobą, nie chce gadać.
-Będziesz mówić.
-Bo?-zadziornie-co mi zrobi taki goguś.
-Upiłaś się.
-Być może...przynajmniej mam charakter.
-Uważaj.
-Co mi może zrobić taki tchórz jak ty.
-Nie prowokuj mnie.
-Bo?
-Bo pozałujesz...
-Moge go na chwile porwać?
-Oczywiście...mam coś do zrobienia.

Po odejściu nieco podchmielonej Lady:

-Co ty wyprawiasz.
-O co ci chodzi?
-Zadajesz się z nią?
-Rozmowa chyba nie jest zabroniona.
-Wiesz jaką ona ma reputację?
-Moge mówić z kim chce.
-Nie chce byś sobie zniszczył życie.
-Nie martw się o mnie siostro.
-Rob co chcesz tylko później nie przychodź do mnie po pomoc.

Rozejrzawszy się po ogrodzie Ben nie znajduje nikogo.Wróciwszy do domu ponownie słyszy hałas:

-Co jest?

Zamknąwszy drzwi wchodzi na górę kierując sie dochodzącymi z tamtąd odgłosami.Idąc po schod

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy