...po porostu przyjaciele... (3){op.zaw.treści erot.}

Autor: AkFa
eść…. My … ja … chciałem powiedzieć, że … bardzo nam przykro z powodu tego, co się stało z twoimi rodzicami… – wyjąkał biedny blondyn nerwowo spoglądając na swoich przyjaciół. Unikali spoglądania w ich kierunku. – Myślę, że to nie fair, że cię wyrzucili z domu, bo… no wiesz… nie mieli prawa… w końcu to mogła być ich wina…, że ci się tak przytrafiło…

BJ czuł jak krew uderza mu do głowy. Gdyby nie fakt, że siedzieli w pubie i że kretyn widocznie się starał, ale mu kiepsko wychodziło… to by go chyba zabił.

–Robert. To nie choroba. Nie jest zaraźliwa i to nie skaza genetyczna. – Wycedził w końcu przez zęby. Powinni jakieś wykłady robić, bo głupota wartkim strumieniem się szerzyła.

–Nie, nie no my wiemy, że nie…– zapewnił Robert czerwieniąc się gwałtownie. Pewnie gdyby wierzył inaczej to by nigdy nie podszedł. – My wiemy, że to nie ‘ich’ wina. Nic nie mogą poradzić, że nie do końca są ‘normalni’.

Tony poderwał się z boksu i z pałającymi oczyma spojrzał na kolegę.

–A co jest normalne? Fundnąć jakiejś naiwniaczce dziecko i nie płacić alimentów? A może gwałcenie opornych kobiet pod pretekstem obowiązków małżeńskich jest normalne? – BJ wstał i przyciągnął do swojego boku drżącego przyjaciela, obojętnie spoglądając na skołowana minę ich kolegi.

–Robert doceniamy, że starasz się wyjść naprzeciw. Proszę cię jednak. Poczytaj w Internecie. Znajdź informacje i namów znajomych, aby poczytali zamiast wyciągać wnioski lub sugerować się jakimiś zabobonnymi wierzeniami.

–Sorry my na serio nic złego nie…

– Wiem. – Zapewnił go BJ. Tony tylko odwrócił głowę i oparł o jego ramię. Tłumiąc sekundowe zażenowanie BJ skoncentrował się na tym, co naprawdę było istotne. – Problem z tym, że ludzie bzdury gadają. A inni słuchają. Warto czasem użyć głowy.

–Wiemy. Sorry Tony. – Robert wydawał się na serio skruszony. – Nie przyszło nam na myśl, aby zweryfikować wiadomości, które obiły nam się o uszy. Przykro mi z tego powodu…

Tony wymusił uśmiech i spojrzał na kolegę. Wolno też odstąpił od BJ’a.

–Nie ma problemu. Jestem przewrażliwiony. A po za tym wkurza mnie, że ludzie nie używają głowy, choć wszyscy się mają za takich inteligentnych. Jestem gejem, nie znaczy to, że naskoczę na każdego faceta, który minie mnie na ulicy. My też mamy jakiś gust. A właściwie to raczej nie zadawalamy się byle, kim. – Tony mrugnął na BJ’a. Robert spłonił się uroczo i szybko pożegnał. BJ też się spłonił, ale wziął go za mankiet i wyprowadził z pubu.

Pędząc za zamyślonym mężczyzną Tony w końcu złapał go za ramię.

–Hej jesteś na mnie zły?

BJ spojrzał na niego jak na wariata, zaskoczony.

–Nie! Skąd ten pomysł?

–Nie wiem. – Tony wzruszył ramionami i ruszył do domu. – Wyglądałeś na podminowanego.

–Myślałem o głupocie ludzkiej. O tym jak są płytcy. Jak naiwni. Większość jest zwyczajnie ślepa. A ci, co są dość inteligentni, aby rozgarnąć ten mrok są obojętni i na nich jestem wkurzony najbardziej.

Tony z czułym uśmiechem szturchnął go ramieniem o ramię.

–Niektórzy mają dobre chęci…

–Wiesz, co się mówi o ‘dobrych chęciach’…– parsknął ironicznie BJ, trącając Tonego też. Z tym, że mężczyzna niemal padł. Śmiejąc się BJ złapał go w ostatniej chwili. Nadąsany Tony wepchnął ich do domu.

–Ja mam chęci…i to sporo.

–Mogę się założyć, że masz…– wymamrotał BJ.

–I wymagania …

–O, na pewno, że tak…

–Nie każdy m

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy