Muzyka na całe życie

Autor: Edytella

Muzyka na całe życie

 

            Koncerty Białystok- Grodno odbywają się od lat. W jednym roku w Grodnie, a w drugim w Białymstoku. Łucja była raz na takim koncercie w Białymstoku w roku 2003.

 Miała już 25 lat i była samotna. Na tym koncercie też była sama. Nie zawsze tak było gdyż Łucja miał chłopaka w szkole, który zostawił ją dla ładniejszej.  Tak przynajmniej myślała Łucja, bo Romek jej powiedział, że do siebie nie pasują, dlatego ją zostawia. Od tego czasu minęło wiele lat i Łucja zdołała już przeboleć stratę. Niemniej z tą raną borykała się wiele lat i nie mogła nikomu zaufać, dlatego była sama. Łucja przez te lata unikała sytuacji, które mogły przerodzić się w coś bardziej intymnego. W każdym bądź razie nie można powiedzieć, że rozpaczała nad swoim losem. Żyła pełnią życia realizując swoje marzenia tylko w pojedynkę.

Wspomniany koncert był jednym z takich marzeń Łucji. To był początek lata. Jeszcze wtedy nie było Opery. Na je j miejscu znajdował się amfiteatr miejski i tam właśnie odbywał się koncert. Występowały białoruskie zespoły z Podlasie i polskie z Grodzieńszczyzny.

Łucja była zachwycona gdyż lubiła taką muzykę – nie do końca ludową, ani disco polo. Dziewczyna przyglądała się publiczności. Wszyscy słuchali z zainteresowaniem, a artyści otrzymywali dużo braw.

W pewnym momencie na scenę wszedł zespół Prymaki z Michałowa. Jak zaśpiewali Kachaju kachaju to serce Łucji zabolało, bo ona nie ma, na kogo czekać. Romek dawno odszedł w przeszłość, a nikt nowy nie gościł w jej sercu od lat. Któraś z kolejnych piosenek był Nasz Białostockij Kraj. Utwór ten zaśpiewał cały zespół. Uwagę Łucji zwrócił chłopak, który odśpiewał zaledwie trzy wersy piosenki. Ale jakoś tak ujął Łucję swoim miodowym głosem, że już do końca występu Prymaków patrzyła tylko na niego. Chłopak musiał poczuć spojrzenie dziewczyny, bo schodząc ze sceny odwrócił się i się uśmiechnął, a dziewczyna pomyślała, że to do niej.

            Już do końca koncertu dziewczyna nie wiedziała gdzie jest i co w około niej się dzieje. Po prostu strzelił w nią piorun. Czuła, że unosi się w powietrzu, a widzowie rozmazali się jej w oczach.

Łucja miała znajomych wśród artystów. Mianowicie jedną z artystek Chóru Znad Niemna poznała podczas swojego pobytu w Grodnie kilka lat wcześniej i to właśnie ona Pani Stasia przywróciła dziewczynę do rzeczywistości. Łucja poczuła, że ktoś dotyka jej ramienia i to była właśnie Pani Stasia.

I stało się coś, czego Łucja nie mogła sobie wyobrazić. Stasia powiedziała, że jeden z członków zespołu Prymaki chce ją poznać. Łucja spłonęła rumieńcem i posłusznie poszła za Stasią.

Okazało się, że był to ten sam chłopak, na którego punkcie świat zawirował Łucji przed oczyma godzinę wcześniej. Chłopak powiedział, że ma na imię Borys i pracuje w tartaku w Michałowie. Śpiewanie to przyjemność, ale nie można z niego się utrzymać, dlatego pracuje w tartaku. Łucja mu powiedziała, że pracuje w sekretariacie w jednym z białostockich urzędów, a jej pasję jest pisanie. Już ma za sobą kilka prób pisarskich, ale tak jak śpiewanie Borysa przynajmniej na razie nie jest w stanie z tego się utrzymać. W każdym bądź razie nie poddaje się i po woli realizuje swoje marzenia, w których książki odgrywają ważną rolę.

Było lato i zespół Prymaki był zajęty. Właściwie grali w każde weekendy i młodzi rzadko się widywali. Ale to nie znaczy, że w ogóle się spotykali, bo zespół od czasu do czasu grał w Białymstoku i wtedy potykali się po występach. Zdarzało im się także spotkać w tygodniu, ale to były krótkie chwile. Wtedy dużo milczeli wsłuchując się w swoje oddechy i ciesząc się swoim towarzystwem.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy