Wychodzę... Nie wracam

Autor: Leila

 

 

 

 

Kochane Lidio i Anno,

     Muszę wyjechać i nie wiem czy, ani kiedy wrócę? Potrzebuję samotności, spokoju i wyciszenia. Jesteście na tyle duże, by poradzić sobie beze mnie. Macie przecież własne sprawy, dylematy i powoli wkraczacie w dorosłe życie, w którym nie ma dla mnie miejsca. Nie pamiętam już, aby któraś z was zwierzała mi się z czegokolwiek, ani nawet wspólnych zakupów lub wypadów do kina. Nie mam do was o to żalu, ani pretensji. Taka jest kolej rzeczy. Proszę was byście nie miały do mnie pretensji, ponieważ inaczej postąpić nie mogłam zważywszy po tym, czego dowiedziałam się o ojcu. Istnieją takie rzeczy, których wybaczyć się nie da. Duma mi na to nie pozwala, a serce przestało bić. Nie chcę go oczerniać, ani obwiniać w waszych oczach. Jeżeli chcecie poznać prawdę, a liczę jednak, że tego nie uczynicie, to zwróćcie się z prośbą o wyjaśnienia do Roberta. Kocham was moje dziewczynki. Dbajcie o siebie nawzajem.

Mama

P.S.

 

Wychodząc z domu zajrzałam do każdej z was i pocałowałam w policzek na pożegnanie, a potem długo stałam i patrzyłam, jak śnicie... Pewnie o chłopakach.... Będę za wami strasznie tęsknić.

   Na zawsze wasza Mama

 

 

 

Robercie,

 

     Tego ranka obudzisz się samotnie i tak będzie każdego wieczoru, o ile nie zechcesz zaprosić do naszego łóżka - jednej ze swoich kochanek. Tak, wiem już o tym, co robiłeś i jak latami żyłeś w kłamstwie. Zwalniam Cię z tego obowiązku i zwracam upragnioną wolność. Okazuje się, że zupełnie nie znam własnego męża i jego pragnień. Mogliśmy o tym porozmawiać, wybrałeś perfidię.

Pozew jutro wpłynie do adwokata, mam nadzieję, że pilnie go podpiszesz. Nie muszę wspominać, iż jest on tylko i wyłącznie z Twojej winy. Co do mojej części majątku przekazuję go naszym córkom. Z konta wzięłam tylko kilka tysięcy na najbliższy czas.

Marlena

P.S.

 

Lidia i Anna na pewno wezmą Cię jutro w krzyżowy ogień pytań, więc przygotuj się na to i zastanów - co im powiesz.

Marlena

 

     Wiadomości zostawiła domownikom przy lampkach nocnych, by od razu po przebudzeniu mogli je przeczytać, kiedy będzie daleko od domu. Zostawiając klucze na komodzie i zatrzaskując za sobą drzwi – już nie płakała. Kamień, który przygniatał piersi… zniknął. Uśmiechnęła się do wstającego słońca, przekręciła kluczyk w stacyjce, nareszcie gotowa, by stanąć oko w oko z własnym przeznaczeniem.

 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy